Fot. Joanna Zielińska Rocznik 1967. Mieszka w Sosnowcu, mieście Kiepury i Gierka, ale także Zegadłowicza i Materny.
W latach 90-tych silnie związany z pismem „Fenix”, gdzie opublikował ok. 20 opowiadań oraz sporo publicystyki. Publikował również w „Nowej Fantastyce”, „Magii i Mieczu” oraz „Science Fiction”, a także w „Gazecie Wyborczej”. Jedno z jego wczesnych opowiadań, „Wniebowstąpienie Menela”, było nominowane do nagrody Zajdla.
Wyznawca kultu Monty Pythona. W fantastyce najwyżej sobie ceni twórczość G.G. Kaya, wczesne dzieła U. Le Guin oraz Ph.K. Dicka za „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Spoza fantastyki — uwielbia Mozarta, Vermeera, Velazqueza, Kossak-Szczucką, Eco, Bułhakowa i Balcerowicza, niekoniecznie w tej kolejności.
„Inne okręty”, a także cykl o przygodach Fillegana z Wake są owocem jego coraz większego zainteresowania historią średniowiecza oraz XVI wieku. Nie porzucając fantastyki, próbuje napisać klasyczną powieść historyczną z dziejów Zakonu Maltańskiego, której pierwszą przymiarką była nowela „Róże w maju”, opublikowana w „Nowej Fantastyce”.
Kotów żadnych — klasyczny przypadek wierzącego, niepraktykującego. Chętnie maltretuje cudze, zwłaszcza czarne, zielonookie. Łowi pod głask wszelkie okoliczne — i stara się zabiec im drogę, co niestety nie zawsze się udaje.
 INNE OKRĘTY RYCERZ BEZKONNY

Esensja — Agnieszka Kawula
AK: W obu Twoich książkach dużą rolę gra przypadek. Ciekawi mnie jak postrzegasz dzieje w ogóle? Misternie uknuty plan, czy właśnie fatum, przypadek, brutalna gra?
RP: No to uczynię tu straszne wyznanie: kiedy czytam sobie książki historyczne – nie tylko z czasów średniowiecza czy wieku XVI – to tam rola imć Przypadku jest ogromna. Niedoceniana, jednak niezmiernie ważna. Bieg dziejów potrafiły zmienić np.: śliwka, którą udusił się jeden z angielskich królów, źle podkute kopyto, czy, jak w ostatnim odnalezionym przeze mnie przykładzie, fakt, iż za wynajęcie łuczników skarb państwa płacił mniej. W ramach wojny stuletniej, zamiast zbudować porządną armię, Henryk V postanowił któregoś dnia postraszyć Francuzów liczną, ale byle jaką armią. Walcząc niehonorowo, w błocie, Anglicy wygrali bitwę pod Azincourt, przy okazji wyrzynając kwiat francuskiego rycerstwa. Zabawne, nie? Logika nakazywała wystawić zakutych w stal zbrojnych, ale ordynarna przypadłość królewskiego stanu, czyli pustki w kasie, obróciły się na korzyść Henryka. Ot, przypadek właśnie. |
| czytaj dalej |
|
|