|
|
 |
Urodziła się 24 maja 1980 roku, tuż przed kolejnym odcinkiem serialu „Pogoda dla bogaczy”. W związku z tym przez całe życie żywi nadzieję, że kiedyś będzie sławna i bogata, choć tak naprawdę do szczęścia wystarczy jej dobra herbata, ciekawa książka i porządna sesja RPG.
Nałogowo czyta wszystko, co ma literki i wpadnie jej w ręce — czy to będzie beletrystyka, książka historyczna czy też podręcznik dziergania szydełkiem. W przypadku komiksów satysfakcja jest niejako podwójna, ponieważ oprócz literek mają one jeszcze obrazki.
Z wykształcenia jest biologiem molekularnym, co znaczy, że nie potrafi rozróżniać gatunków roślin i zwierząt, ale za to umie wyizolować z ich komórek DNA. Zrobiła magisterkę w Zakładzie Genetyki UW, gdzie hodowała ludzkie komórki, a potem wykonywała różne tajemnicze procedury na ich materiale genetycznym.
W 2001 roku zadebiutowała w „Science Fiction” opowiadaniem „Z akt miasta Farewell”. W latach 1998-2004 współpracowała z magazynem „Kawaii”. Od czasu do czasu publikuje także w internetowym magazynie „Fahrenheit”.
Więcej na stronie domowej: http://www.notkostrony.prv.pl.
 DOM WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA KSIĘGA STRACHU
 MANDALA

Terra Fantastica — Piotr „Flint” Schmidtke
Piotr Schmidtke: O właśnie, magia. Jest to coś nierozerwalnie związanego z Twoją twórczością — zarówno w niemalże opublikowanej „Nowej Theoryi Magii”, w przygodach Rosenkhata, blogowej historii o Milady, i wreszcie w „domu Wschodzącego Słońca” magia gra kluczową rolę. Skąd u Ciebie takie zainteresowanie tym zjawiskiem?
Aleksandra Janusz: Pewnie łatwo się zorientować, że u mnie magia nie jest tylko gadżetem. Widzisz, nie chcę się niewłaściwie wyrazić... Nie jestem typem filozofa takim jak Dukaj, nie piszę rozpraw takich jak Le Guin, ale kiedy piszę o magii, to ona jest u mnie częścią systemu, w jakim funkcjonuje dany świat. Za tą „magią” zawsze coś się kryje, albo żart — jak w tej nieszczęsnej „Nowej Theoryi Magii”, albo pewien rodzaj domorosłej filozofii, jak w Farewellu, albo dodatkowe prawa fizyki, jak u Rosenkhata. Wyobraź sobie, że nasz świat ma dodatkowe prawa fizyki. Jak to będzie działało? Jak działa świat, w którym istnieje magia? Co by było gdyby? To są pytania kluczowe dla fantastyki, prawda? |
| czytaj dalej |
|
Fantasy Book — Zuna
FB: Debiutowałaś powieścią w okresie, kiedy pojawił się na rynku zalew młodych pisarzy. Jednak udało Ci się zapaść w pamięć czytelników. Jaki był oddźwięk na Twoją książkę w pracy, wśród znajomych? Jaka Twoja reakcja na pierwsze recenzje?
AJ: Miło słyszeć, że się udało. Czasem dostaję sympatyczne emaile, ale nie mam żadnej skali porównawczej prócz ilości sprzedanych egzemplarzy, a ta jest myląca, bo ludzie pożyczają sobie książki nawzajem. I dobrze, bez pożyczania nie mielibyśmy w ogóle czytelnictwa.
Recenzje natomiast wprawiały mnie w wielką konsternację. Otóż dobry nawyk przyszłego autora polega na tym, żeby brać pod uwagę krytykę i dzięki temu się rozwijać. I nagle pojawia się kilka, kilkanaście recenzji, każdemu podoba się co innego i każdy krytykuje inny aspekt książki. Mnóstwo sprzecznych informacji. Nie można wszystkiego przyjmować do siebie, bo człowiek by zwariował. Przez długi czas, kiedy pojawiała się nowa recenzja, pozytywna czy też negatywna, miałam ochotę schować się do mysiej dziury, tak bardzo byłam stremowana.
Teraz wyrobiłam sobie już odpowiednie filtry i jestem wdzięczna recenzentom, ponieważ pokazują mi na żywym materiale (czyli sobie), w jak niesamowicie różny sposób potrafią myśleć ludzie. A jesteśmy, naprawdę, wszyscy z innych planet. |
| czytaj dalej |
|
|
|
|