Urodzona w 1975, zodiakalny Strzelec, ale w spokojnym wydaniu. Z pochodzenia opolanka, co niestety nie wiąże się z minimalnymi choćby uzdolnieniami muzycznymi (szerokim łukiem omija imprezy karaokee). Absolwentka Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, po studiach osiadła w tym przyjaznym mieście. Szybko odkryła, że praca w zawodzie, a zwłaszcza rola podwładnej, nieszczególnie jej odpowiada. Pracuje dorywczo jako tłumaczka.
Marzy o domu z ogrodem i dużym psie, co na razie realizuje w wersji zminiaturyzowanej: domek na działce i 5 kg szczekliwego rudego szaleństwa. Posiada także kotkę syberyjską o kontemplacyjnym usposobieniu.
Ukończyła kurs szybkiego czytania, choć do rekordowych wyników bardzo jej jeszcze daleko. Dużo jeździ na rowerze.
 KSIĘGA STRACHU 2 WILCZE DZIEDZICTWO: CIENIE PRZESZŁOŚCI WILCZE DZIEDZICTWO: PRZEZNACZONA WILCZE DZIEDZICTWO: UKRYTE CELE

Carpe Noctem — Paweł Deptuch
PD: Nie będę ukrywał, że Twoja wizja wilkołaczej społeczności bardzo mi się podoba. Jej rozmiar i pieczołowitość zasługują na pochwałę. Jak wyglądały Twoje przygotowania do pisania? Korzystałaś z jakichś zakazanych, niedostępnych ksiąg?
MP: Bardzo dziękuję za komplement. Na kartach powieści pojawia się stwierdzenie, że w świecie wilkołaków, ze względów bezpieczeństwa, cała wiedza przekazywana jest ustnie. Ponieważ niestety do takiego żywego źródła nie miałam dojścia, musiałam radzić sobie inaczej. Oczywiście zaopatrzyłam się w dostępne na rynku pozycje, powiedzmy, naukowe, traktujące o wilkołakach, takie jak „Wojownicy i wilkołaki” Leszka Pawła Słupeckiego, „Wampiry i wilkołaki” Erberto Petoi czy „Magia Księżyca” Adriana Devine'a. |
| czytaj dalej |
|
Gildia — Katarzyna „Kiriana” Suś
KS: Skąd pomysł na cykl o wilkołakach?
MP: Sam pomysł jest dość stary, to historia, którą zaczęłam budować jeszcze w liceum, zirytowana pewnym głupim (czyli prezentującym wilkołaka jako bezrozumną bestię) filmem. Wilkołak świadomy swej drugiej natury wydał mi się wówczas znacznie ciekawszy i nie rozumiałam, dlaczego filmowcy tak się upierają przy bestiach, które rozszarpują pół miasteczka, żeby w końcu efektownie polec od srebrnej kuli — przy czym ogół społeczeństwa dziwnym trafem nie przyjmuje do wiadomości, że jatki nie dokonał wściekły pies. Postanowiłam naprawić to karygodne niedopatrzenie i wymyśliłam sobie dwie historie o wilkołaku panującym nad przemianą: Colinie spieszącym na ratunek siostrze i Colinie spotykającym Tin.
|
| czytaj dalej |
|
|