Marcin Wełnicki: Dossier R — paraopowiadanie
Andrzej W. Sawicki: Niezwykły przypadek Martyny Gewalt — opowiadanie
Żyjemy dłużej,
Podobno dla niektórych ten krajobraz jest nudny! To ja się pytam, w którym momencie i w którym jego punkcie???
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Ostatni wieczór autorski odbywa się w zimowej scenerii. Tłumy żegnają noblistkę nie tylko na cmentarzu Rakowickim, ale są obecne w Jej ostatniej drodze dzięki mediom.
Wśród moich książek na półce ukrywa się niepozorny, lecz praktyczny do noszenia tomik poetycki, który mieści się nawet w kieszeni. Wydany w 1992 roku Wieczór autorski zawiera wiersze wybrane przez Autorkę z poprzednich dzieł: Sól , Sto pociech , Wszelki wypadek , Wielka liczba oraz dwa wiersze w tamtym czasie opublikowane w "Odrze". Cena zapisana ołówkiem to 17 000 zł - cena przed denominacją.
Mimo że otwierający książkę wiersz tytułowy jest powszechnie znany, bo często był omawiany w szkole, to i tak warto poświęcić mu chwilę uwagi. Ileż w nim łagodnej ironii, uśmiechu i pogodzenia się z losem twórcy niszowego, o czym świadczą nawet nakłady wszelkich tomików poetyckich. Spotkanie z czytelnikami to nie mecz bokserski przyciągający tłumy i wzbudzający emocje. Dwunastu czytelników / nie-czytelników w kameralnej, sennej atmosferze być może usłyszy fragmenty przyszłej lektury szkolnej. Nawiązanie do apostrof eposów starożytnych ( Muzo, O Pegazie) oraz zejście do nizin, czyli nazwanie Pegaza aniołem końskim, to łączenie stylu wysokiego i niskiego, tak jak i w starożytności wskazanie biegunów aktywności i zainteresowań między wysiłkiem fizycznym na igrzyskach a odbiorem literatury nie tylko w teatrze. Ten śpiący staruszek w pierwszym rzędzie i śniący o zmarłej żonie łączy pierwszy wiersz z tym, który zamyka tomik:
W snach żyje jeszcze
nasz niedawno zmarły,
cieszy się nawet zdrowiem
i odzyskaną młodością.
Jawa kładzie przed nami
jego martwe ciało ( wiersz Jawa ).
Skazanie na ciężkie norwidy owocuje u Szymborskiej zadziwiającym przemieszczaniem się w przestrzeni poetyckiej, czasie, znajduje oddźwięk w wiedzy praktycznej oraz tej z katedr i ław szkolnych, kojarzy słowa, żongluje pomysłami jasnymi i czytelnymi. Rozdarcie między salą muzealną, ambitnym albumem sztuki, słowami wydobytymi w czeluści historii i historii literatury a cyrkową radością, urzędniczą skrupulatnością, cudem dostrzeżonym wokół nas jest do pogodzenia. Wokół zaś świat piękny i straszny, gdy terrorysta patrzy.
Czytając wiersze, warto skupić się też na tych mniej znanych perełkach obrazowania, gry słownej, zaproszenia do wspólnej obserwacji i dziwienia się światu. Dzisiaj wędrowałam śladami motywów literackich i miniatur malarskich.
Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.
Któż może zdążać do zamku o siedmiu wieżach ? Każdy wychowany na baśniach wie, że książę, księżna i cały dwór. Ach igra z nami poetka, nie tylko stopniując przymiotniki, wychodząc z założenia niegramatycznego, że można to zrobić z każdym, lecz i zdrabniając, posługując się czułymi epitetami, frazami z języka potocznego, gdyż ruch w słowach jest ogromny. Bo wszystko jest piękne, a jakże rozczula mnie ten paź najpacholętszy i coś, co siedzi mu na ramieniu z przenajśmieszniejszym pyszczkiem i ogonkiem . Nie może zabraknąć i rycerzy, którzy dwoją się i troją , a jeden gniadosz muska kopytkami stokrotki najprzydrożniejsze . I dwórki jak malowane są w szlachetnym orszaku, tylko motywu niesprawiedliwości brak, gdyż nie uświadczy się problemów niesprawiedliwości społecznej, nawet szubienicy nie widać, a więc potrzeby karania przeciwników i przestępców. Tylko widzimy piękno, szczęście, bo
Tak sobie przemile jadą
w tym realiźmie najfeudalniejszym.
Równowagę można odnaleźć na drugim obrazku. Miniatura średniowieczna poetki to naprawdę nie tylko obrazek słowem malowany, jak podaje wpisany w wiersz obserwator, ale i głos w sprawie patrzenia na zachowane ślady przeszłości.
Sięgnijmy w głąb historii, by wydobyć motyw Homerowski. Nie po to przenosimy się na teren wykopalisk Troi, by kontemplować przeszłość, choć Pękają heksametry , ale skupić się na tłoku, nadmiarze. Tymczasem My, trzy miliardy sędziów,/mamy swoje sprawy, tłoczymy się w innych miejscach, a nasz Homer opracowuje statystyki. Każdy wiek ma swoje tysiące twarzy. Jak uporządkować w pamięci przeszłość? Jak połączyć z teraźniejszością?
Wkrótce dołącza do nas Kasandra w Monologu dla Kasandry . Czy łatwo jest triumfować wtedy, gdy wszystkie proroctwa okazały się prawdziwe? A może to Trojańczycy byli szczęśliwsi, bo żyli chwilą? Pytania do wszystkich pokoleń.
Czytając wiersze, można je układać w nowe piętra spostrzeżeń, ale też skupiać się na słowach, które nie zawsze podążają tam, gdzie, zdawałoby się, jest ich miejsce, czasami wkładają sobie kapelusz i rękawiczki nowych przedrostków lub przyrostków.
2.07.1923 - 1.02.2012
Wypisano w marmurze złotymi zgłoskami:
Tu mieszkał i pracował, i zmarł wielki człowiek.
(Dom wielkiego człowieka)
Ale tu było inaczej
Był dom i było mieszkanie
pełne słów,
które zdumione zawisły w powietrzu
jak oczywista oczywistość
dzwonek do drzwi
to Wisława przyniosła
wędzonego śledzia
(dwa wędzone śledzie...
jeden dla Mizi
drugi dla Kornela)
czarna kocica siedzi
na biurku i patrzy mi w oczy
Tadeusz Różewicz Rozmowa z Przyjacielem
______________________
Wisława Szymborska, Wieczór autorski , wyd. I, s. 192, Spółdzielnia Wydawnicza ANAGRAM, Warszawa 1992.
Powtarzam za każdym razem, że się nie znam na komiksach/powieściach graficznych, że z ważnych autorów to porządnie przeczytałam tylko Gaimana i Moore'a (i w ogóle, że mi przychodzi scenarzysta, a nie rysownik do głowy po pierwsze), a z ważnych postaci głównie (w sensie: lepiej niż z 2-3 historii) Batmana - i co rusz to dostaję w łeb jakimś (około)komiksowym filmem i jestem zachwycona i nie wiem, co powiedzieć.
No i od wczoraj w nocy takim filmem jest oficjalnie Scott Pilgrim vs. The World , kupiony kiedyś w Tesco za 15 ZLP, bo ludzie mówili, że fajny. No fajny. No, więcej niż fajny.
Obejrzałam go wczoraj, nie mogąc spać, i potem nie mogłam spać jeszcze bardziej. No bo ma ten film, po pierwsze, fantastyczną stronę wizualną - te wszystkie napisy biegające po ekranie, efekty jak z gier, śnieg rozstępujący się przed deskorolką Ramony i sypiące się z pokonanych eksów pieniążki, ekstra! Wpatrywałam się w ekran mojego niezbyt dużego i raczej starszawego telewizora nie bardzo wiedząc, w którą stronę się gapić, i strasznie mi się ta realizacja podobała.
Jeszcze chyba bardziej podobała mi się w tym wszystkim szaleńcza fantazja, z jaką to jest pomyślane. Zachwyciło mnie to, jak tutaj fabułą rządzi niczym nieskrępowana, wariacka popkulturowa - growo-komiksowo-muzyczna - wyobraźnia, w której wszystko jest możliwe: i wegańskie supermoce, i nowe wykorzystanie filmowych dublerów, no i oczywiście liga Siedmiorga Złych Eksów w roli bossów na kolejnych levelach. Bardzo mi się podoba, jak ograne są tu klasyczne schematy fabularne - na przykład fakt, że głównego (i dwulicowego) szwarccharaktera poznajemy najpierw jako obiekt fascynacji i podziwu bohaterów (megaproducent muzyczny), zanim okaże się knującym zagładę Republiki senatorem Palpatinem zgubę Scotta Super Evil Eksem, alb to, jak ograna jest postać Najlepszego Kumpla Geja. Strasznie, ale to strasznie mnie bawiły w tym filmie zabawy konwencjami kina (Patel bollywoodowaty, sztuczki z deskorolką, Nega-Scott i anty-klimaks roku, no ekstra!). Ni to parodia momentami, ni to pastisz, zrobiony z autentyczną miłością do tego, co parodiuje/podrabia.
Postacie. Postacie są fajne i utrafione i mało schematyczne - zwłaszcza dziewczyny, bo mamy i Kim na bębnach w zespole rockowym, i kompletniestuknięta na punkcie gier, typowo geekowatą Knives, i pozersko-gwiazdorską Envy, i przede wszystkim ulepioną z fetyszów połowy facetów, jakich znam, zdystansowaną, obojętną ultra-cool Ramonę, za której hipsterskim chłodem kryje się, oczywiście, Mroczna Przeszłość i złamane serce, oba potraktowane, na szczęście, nie całkiem serio.
Ale z tą wariacką wyobraźnią miesza się tutaj jeszcze jedno, i chyba dlatego to jest taki fajny i taki niegłupi film: to jest bardzo inteligentny i bardzo przenikliwy film o ludziach. Na przykład - o facecie, któremu się wydaje, że życie zrujnowała mu Zła Kobieta, straszliwa femme fatale o jakże odpowiednim imieniu Envy (niegdyś Natalie) i jakże właściwej profesji gwiazdy rocka. Taka femme fatale wystarczy, żeby zamienić ci całe dalsze życie w piekło, prawda? Umie sprawić, że będziesz tak się strasznie bać związków, że musisz (mając lat 22) umawiać się z siedemnastoletnim wcieleniem braku asertywności i niskiej samooceny. Potrafi ciebie - misia w końcu kochanego i dobrego, o wrażliwej duszy i głębokiem potrzebie dawania szczęścia innym - zamienić w nieszczęśliwego, bojącego się miłości i nie mogącego zacząć na dobre żyć po dorosłemu geeka.
No, ale potem na szczęście przyjdzie twoja siostra i uświadomi - nam i tobie - że jesteś, co prawda, miłym i sympatycznym chłopcem, ale kretynem też potrafisz być, zwłaszcza w stoisunku do kobiet. I że na przykład, biedny misiu porzucony, ty też porzucałeś, i to czasem boleśnie i fatalnie. I że trochę się jeszcze, misiu, musisz nauczyć o ludziach i o uczuciach; no i że czasem lepiej najpierw mieć Power of Self-Respect zamiast Power of Love, chyba jednak.
Oni się uczą, bohaterowie tego filmu, i to też jest strasznie fajne: wydawałoby się, że w takiej szalonej konwencji i przy pędzącej na łeb na szyję dość wariackiej fabule postacie i ich rozwój będą musiały zejść na dalszy plan, ale nie: i kolesie z Sex Bomb-Omb, i sam Scott, i Envy, i Ramona i nieszczęsna porzucona siedemnastolatka Knives Chau będą, kiedy to wszystko się skończy, nieco chyba doroślejsi i nieco mądrzejsi, bogatsi o odrobinę wiary w siebie, odrobinę współczucia, odrobinę empatii.
Tak sobie właśnie zerknęłam na poprzednie paragrafy i się wystraszyłam: brzmi to wszystko, co piszę, bardzo podniośle i podśmierduje dydaktyzmem na kilometr. Może więc najwyższa pora przyznać: ja nie bardzo wiem, co i jak mam o Scott Pilgrim versus the World napisać. Może poza faktem, że mi się tak strasznie podobało, że aż mi trochę brak słów.
O książkach Z oë Ferraris słyszałam już wcześniej i z przyjemnością odnotowałam pojawienie się na polskim rynku pierwszej części cyklu. Nie pojawia się u nas zbyt wiele powieści dotyczących arabskiego kręgu kulturowego, a jeśli już, to są to najczęściej romanse, obowiązkowo epatujące zbliżeniem twarzy kobiety na okładce. "Ślad na piasku" wyłamuje się z tej konwencji nie tylko nieco bardziej oryginalną okładką - jest to kryminał, a raczej powieść detektywistyczna osadzona w Arabii Saudyjskiej, z dość nietypową parą w roli detektywów - amatorów. Autorka jest Amerykanką, która poślubiła Araba i przez 9 miesięcy mieszkała z jego rodziną w Arabii Saudyjskiej. Nie jest to zbyt długo, niemniej jednak dało jej to wgląd w niedostępny świat saudyjskich kobiet. Wiedzę tę, moim zdaniem, znakomicie wykorzystała.
"Ślad na piasku" to pierwsza i, jak na razie, jedyna wydana po polsku część cyklu, którego trzeci tom wkrótce ukaże się po angielsku. Głównymi bohaterami są Najir, przewodnik pustynny, Palestyńczyk żyjący w Arabii Saudyjskiej, który nigdzie nie jest u siebie, i Katja, świetnie wykształcone dziewczę, które w wieku lat 28 uchodzi za starą pannę, a na domiar złego za zgodą swojego ojca pracuje zarobkowo w laboratorium kryminalistyki. Oboje zostają niejako mimochodem wplątani w sprawę zaginięcia Nuf, młodziutkiej dziewczyny z bardzo zamożnej i wpływowej rodziny. Gdy niteczka po niteczce rozplątują zawiłą sprawę, oprócz typowych problemów, z którymi stykają się detektywi, muszą także zmierzyć się z własnymi uprzedzeniami i nieśmiałością.
Dla czytelnika obytego z kryminałem, ta powieść stanowi bardzo ciekawą odmianę. Jak bowiem prowadzić śledztwo, jeśli nie można nie tylko porozmawiać z żadną kobietą, ale nawet spojrzeć w jej kierunku? Jak zbierać dowody, żeby policja religijna nie pomyślała, że robimy coś podejrzanego? I wreszcie co zrobić, gdy okaże się, że sprawa nie jest tym, czym się wydaje, a w zniknięcie Nuf może być zamieszany ktoś z jej rodziny?
Katja i Najir muszą ze sobą współpracować, ale to także nie przychodzi im z łatwością. Najir, stary kawaler bez szans na ożenek (nie ma rodziny, która mogłaby zaaranżować małżeństwo, nie ma kuzynek, z którymi można by go zeswatać, ani nikogo bliskiego, kto mógłby choćby przedstawić go jakiejkolwiek kobiecie, słowem, nie ma żadnej możliwości poznać przedstawicielkę płci przeciwnej!) przeżywa szok, gdy Katja odkrywa przy nim twarz - nie dlatego, że jest tak religijny, ale z powodu swojej nieśmiałości. Katja zaś uważa go za buca, który najchętniej nasłałby na nią policję. Nieporozumienia jednak powoli się rozwiewają, zaś tych dwoje nawiązuje bardzo ostrożną i najeżoną trudnościami znajomość. A my możemy obserwować z niedowierzaniem, jak trudno jest porozumieć się w kraju tak najeżonym zakazami.
Oczywiście perspektywa autorki jest perspektywą przedstawicielki świata zachodniego, tym niemniej migawki z prywatnego życia Saudyjczyków wydają się być autentyczne i bez wątpienia dają wiele do myślenia. Intryga jest zgrabnie prowadzona i do samego końca trudno domyślić się, jakie będzie rozwiązanie zagadki. Zaś Najir i Katja, na początku dość antypatyczni, potrafią przekonać do siebie czytelnika. Słowem - bardzo udany kryminał z zaskakującym tłem, uchylający nieco zasłonę odgradzającą nas od tajemniczego świata najbardziej fundamentalistycznego kraju arabskiego. Przeczytałam jednym tchem i wkrótce sięgnę po kolejną część.
Moja ocena: 4.5/6
"Autobiografia ma rację bytu tylko wtedy, gdy pisarz odczuwa swoje osobiste istnienie jako mikrokosmos uzupełniający w ograniczony sposób istnienie uniwersalne. A więc opowiada nie o tym, co się działo z nim i wokół niego, lecz zapisuje,jak świat dział się w nim. To jest ta inna, osobista historia świata." 1
Taką formą autobiografii jest Dziennik Sándora Máraiego, który możemy poznać tylko we fragmentach zebranych w jednej książce. Wybór jednak tak został dokonany, że nie traci się z oczu tych wątków, które przez całe dojrzałe życie angażowały autora.
Autorka przekładu, wyboru i posłowia informuje o okolicznościach podjęcia zapisów, wpierw w formie wspomnień, objaśnia brak dat typowych dla dzienników (są tylko w ostatnich latach życia), pisze o wydawaniu fragmentów za życia autora. Systematycznie prowadzone wpisy od 1943 roku do ostatniego miesiąca życia w 1989 roku pozwalają nie tyle śledzić osobiste losy pisarza, jego starzenie się, co zmiany w świecie, którego był cząstką myślącą i zaangażowaną. Pisanie z myślą o publikacji w tym przypadku nie stoi w sprzeczności ze szczerością, ponieważ, zgodnie z założeniem, jest tylko pośrednikiem w rejestracji i ocenie spraw otaczającego go świata. To intelektualista, który ma świadomość wyjątkowości czasów, w których przyszło mu żyć. Dziennik pełni też funkcję dyscyplinującą codzienne pisanie, staje się skarbnicą ważnych dla niego tematów.
Wpierw są to Węgry, stojące w czasie wojny po stronie hitlerowskich Niemiec, potem okupowane, zdobyte przez Armię Czerwoną, pozbawione części swoich ziem, w tym ukochanej Kassy (Koszyc). Najbardziej bolesne dla niego jako człowieka i humanisty było potraktowanie Węgrów pochodzenia żydowskiego. To te sytuacje, o których pisał Imre Kertesz, tragiczne w bezmyślnej konsekwencji realizacje nazistowskich planów rasowych, nawet wtedy, gdy spadające bomby świadczą o zbliżającym się froncie i prawdopodobnej klęsce. "Żyję w epicentrum trzęsienia ziemi, w samym środku rewolucji. Spustoszeniu ulegają systemy prawne, miasta i masy ludzkie." 2 "Można ukarać pojedynczego człowieka za jego uczynki czy słowa, ale nie wolno karać za pochodzenie. Człowieka prześladowanego za pochodzenie spotyka straszliwa niesprawiedliwość i każdy, kto czuje się człowiekiem, musi wyrazić mu swoją solidarność." 2 Boże, daj siłę Żydom, by mogli znieść prześladowania, cierpienia i poniewierkę." 2 Sam autor był zaangażowany w pomoc Żydom, choć skromność o wielu sprawach z tym związanych nie pozwala mu mówić wprost (może w pełnym wydaniu). Zwyczajne życie, śledzenie ruchów wojsk dzięki radiu i prasie, nieoczekiwane uprzejmości ludzi, utrata budapesztańskiego domu i prywatnej biblioteki, obserwacja zdobywców to też tematy, które przewijają się wśród wielu innych.
Márai jest obserwatorem i rejestratorem, lecz też i świadomym tego, że
"Kiedy wreszcie skończy się wojna, ludzie pogrzebią swoich zmarłych i natychmiast bezzwłocznie wymyślą miłość, drożyznę, bezrobocie, podaż, strajk i krach na giełdzie. Ktoś strzeli sobie w łeb, bo na interesie, który zawarł z Danią, udało mu się zarobić tylko pięć procent, podczas gdy on liczył na osiem.
Ludzie przestaną bać się bomb i od razu zaczną bać się konkurencji w interesie, starości i tego, że Mariska nie przyjdzie na randkę o szóstej po południu." 3
Mądrość życiowa polega na obnażaniu zła, obronie swego człowieczeństwa, lecz i świadomości, że momenty tragiczne w historii pozostawia się pamięci, bo życie wróci z powrotem na właściwe tory i pojawią się inne codzienne problemy. Czas rządzi się swoimi nieuniknionymi prawidłami. Wojna i pierwsze lata powojenne stały się cezurą między dawnymi czasami, a nowymi, niepewnymi, ale wiadomo, że innymi. Opis kończącego się świata, takiego jakim go znał i dostrzegał usterki, w tym zachłanność polityków i kolegów po piórze, przeciwstawia w latach późniejszych, już emigranckich, temu na nowo podzielonemu w Jałcie. Toteż kolejny temat, który pojawia się oprócz Węgier widzianych z oddali, to jego krytyczny stosunek do komunizmu i zachodnich ruchów lewicowych oraz sytuacja w krajach satelickich ZSRR.
"To nieprawda, że bolszewicy "budują i są silni". Prawda jest taka, że bolszewicy od czterdziestu lat umacniają się dzięki zepsuciu i żądzy profitu pewnych kół na Zachodzie. (...) Bez czynnej pomocy Zachodu ten rozpadający się, bezlitosny, nieludzki ustrój nigdy nie stałby się taką siła, jaką jest dziś." 4
Innym tematem są obserwacje emigranta i podróżnika. Jego spostrzeżenia o Włoszech, USA są zwięzłe, ale zajmujące, gdyż w paru zdaniach potrafi ująć opis, opinię, zdarzenie, rys charakterystyczny spotkanych ludzi, próbę uogólnienia zmian zachodzących w społeczeństwie, anegdotę historyczną.
Wprawdzie o swoich pracach literackich nie rozpisuje się obszernie, lecz za to można poznać jego wrażliwość na literaturę, gdyż był czytelnikiem znakomitym. Czyta klasyków od starożytnych poczynając, a na nowożytnych kończąc. Marek Aureliusz, Seneka, Szekspir, Diderot, Goethe, Proust, Conrad, itp. są zawsze w zasięgu ręki i stanowią źródło nowych odkryć. Oprócz tego nieustannie czyta literaturę rodzimą, bolejąc, iż literatura małego narodu jest tak mało znana. To przeżycia wierszy, powroty do prozy. W Dziennikach odnajdujemy też wiele refleksji o środowisku literackim, pauperyzacji i banalizacji sztuki w przeciwieństwie do sztuki klasycznej, którą można przeżywać wciąż na nowo.
Choroba, starość, śmierć - to kolejny temat będący w kręgu autorskich zainteresowań. "Śmierć nie przybywa z zewnątrz, nie dzwoni, nie zapowiada się listem, nie telefonuje: śmierć jest w nas, całkowicie w nas. Któregoś dnia znajdujemy ją jak coś, co się znajduje w kieszeni zimowego płaszcza." 5 Temat powraca nieustannie, staje się zapisem obserwacji innych, a potem rejestracją niedołęstwa swojego i żony. To też głęboko przejmujący obraz przywiązania i miłości małżeńskiej. Dziennik doprowadził aż do zapisu: "Czekam na wezwanie, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora." 6 Ostatnie wpisy mogą być też argumentem w dyskusji o prawie do decydowania o własnej śmierci.
Wpisy nie są obszerne, cechuje je niesłychana dyscyplina obserwacji, myśli ujętych słowa mające czasami postać celnego, błyskotliwego wniosku, syntezy, aforyzmu. Máraiego warto cytować, posługiwać się w argumentacji prawdziwości tezy, ale też można się z nim nie zgadzać. Ponieważ zapisy były prowadzone przez czterdzieści trzy lata, można nawet obserwować zmiany zachodzące w postrzeganiu świata, akceptację i krytycyzm, lecz nie w sprawach dla niego zasadniczych. Lektura Dzienników dostarczyła mi wiele przyjemności z kontaktu z człowiekiem mądrym, przewodnikiem po świecie wartości. Przez parę tygodni w cyklu Niedzielna kawa zamieszczałam cytaty, sprawozdania z czytania.
______________________
Sándor Márai, Dziennik (fragmenty) / Napló , przeł. Teresa Worowska, wyd. V, s. 670, Czytelnik, Warszawa 2009.
1 Tamże, s. 487.
2 Tamże, s. 48, s. 49 i s. 52.
3 Tamże, s. 31.
4 Tamże, s. 177. Wpis z 1952 roku
5 Tamże, s. 406.
6 Tamże, s. 611.
których poszczególne tytuły przypisano kolejnym rozdziałom powieści, oczywiście przetłumaczonym na język polski. Na płycie widnieją tytuły oryginalne:
Walka o moje zdanie, moje stanowisko w analitycznie pokazanym zjawisku, o którym coraz głośniej mówią środowiska homoseksualne, o przyjęcie określonej i jednoznacznej postawy, była niezwykle zaciekła. Autorka bardzo dobrze przygotowała się do wszechstronnego i różnorodnego przedstawienia warstwy merytorycznej opowieści o trójce bohaterów, korzystając z wiedzy i pomocy muzykoterapeutów, prawników, medyków oraz własnej wiedzy pedagoga i absolwentki nauk humanistycznych.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Nie zrażone zeszłorocznymi przygodami , jak co roku wybrałyśmy się z Olą na Targi Książki dla Dzieci. Jak zwykle było tłoczno (choć chyba nieco luźniej niż rok temu, być może z uwagi na siarczysty mróz, zniechęcający do wynurzenia się z domowych pieleszy), jak zwykle mnóstwo atrakcji i oczywiście, jak zwykle przytargałyśmy torbę książek. Dla Oli Targi stały się już tradycją i czekała na nie niecierpliwie, po raz pierwszy jednak nie miała wcześniej wybranych książek, które chciałaby kupić. Wyobraźcie sobie jej zdziwienie i radość, gdy okazało się, że na Targach można było nabyć książkę, której premiera zapowiedziana jest dopiero na Walentynki - kolejną część z cyklu o Lassem i Mai, o stosownym tytule "Tajemnica miłości". Moja córka od wczoraj więc nie może wyjść z szoku, że ma już książkę, której jeszcze nie ma w księgarniach. Zresztą zdążyła ją już przeczytać, pierwszy rozdział połknęła w tramwaju, nie bacząc na mało wygodne rękawiczki...
Atrakcji było co niemiara - można było wziąć udział w zajęciach ceramicznych, plastycznych, wyprodukować szmaciane babeczki pod okiem Cecylii Knedelek, posłuchać opowieści kilku autorów i dostać całą masę autografów. Ola tym razem udała się po podpis do autora swojej szkolnej lektury - pana Grzegorza Kasdepke.
Tym razem postanowiłam iść bez torebki i portmonetki, żeby nie stresować się kieszonkowcami, i całe szczęście, bo dzięki temu miałam ograniczoną ilość gotówki przy sobie i udało nam się nie przepuścić fortuny, Kupiłyśmy cztery książki dla Oli i, o dziwo, jedną dla mnie!
Stosik Oli: "Tajemnica miłości", "Pippi na Południowym Pacyfiku" - Ola jest wielbicielką Pippi i powoli kupujemy kolejne części, "Tajemnica człowieka z blizną" Pawła Beręsewicza oraz "Tu i tam z Kubą i Bubą" Grzegorza Kasdepke.
Wychodziłyśmy już, gdy na takim raczej niezagospodarowanym stoisku przy wejściu do pawilonu zauważyłam trzy książki stojące samotnie na ladzie, a wśród nich pozycję, na którą polowałam od jakiegoś czasu! Nie wyglądały, jakby były na sprzedaż, ale spytałam, i w efekcie kupiłam ją za niezwykle okazyjną cenę:)
Przy okazji Targów udało mi się także poznać wreszcie czytaną od lat Prowincjonalną Nauczycielkę oraz przy okazji wyciągnąć na kawę dwie poznańskie blogerki, Dededan i Librerię - dziękuję Wam bardzo za przemiłe spotkanie!
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
A tutaj sobie posłuchałam, co na temat tej książki sądzi profesjonalista i praktyk.
Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer