Uwaga, uwaga...

Najnowsze książki

Najnowsze e-booki

O książkach i fantastyce

Zagłosuj w plebiscycie, możesz wygrać e-czytnik

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Trwa plebiscyt ogłoszony przez wortal literacki Granice.pl na najlepszą książkę roku 2011. Wśród patronów konkursu jest Księgarnia eClicto, która ufundowała e-czytnik dla tego spośród internautów, który najbardziej aktywnie będzie zachęcał innych do głosowania. Na stronie internetowej konkursu i plebiscytu – www.ksiazkiroku.pl – można poznać wszystkie nominowane tytuły i wciąż oddać głos na te spośród nich, które [...]

Czego nie wiecie o małżeństwie

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
W „Małej encyklopedii małżeńskiej” Krystyna Kofta pół żartem, pół serio przedstawia zagadnienia dotyczące małżeństwa, których próżno szukać w zwykłych encyklopediach. Premiera e-booka w Księgarni eClicto 8 lutego 2012 r. „Małżeństwo” to według Wielkiej encyklopedii powszechnej „kulturowo akceptowany związek między osobami przeciwnej płci, w którym utrzymywanie stosunków seksualnych jest aprobowane i z którym jest związane oczekiwanie, [...]

„Utracony raj” – nowe dzieło Nootebooma

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Do polskich czytelników trafia kolejna powieść pt. „Utracony raj” Ceesa Nootebooma – jednego z najwybitniejszych pisarzy holenderskich, wymienianego wśród kandydatów do Nagrody Nobla. Jego książka jest historią o dojrzewaniu, trudnej konfrontacji marzeń z rzeczywistością i o tym, co z takiego zderzenia pozostaje. E-book już w Księgarni eClicto. Dwie młode kobiety, Alma, introwertyczna melancholiczka, i Almut, [...]

Młody Książę na planecie Ziemia

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Do czytelników w każdym wieku adresowany jest „Powrót Młodego Księcia”, dzieło Alejandra Guillermo Roemmersa, dostępne już w Księgarni eClicto w postaci e-booka. Samotny kierowca, przemierzający bezkresną Patagonię, dostrzega dziwacznie ubranego, leżącego przy drodze nastolatka. Nic dziwnego, że chłopak jest wyczerpany – przybył właśnie z odległej planety, by odnaleźć utraconego przed laty przyjaciela. Kierowca zabiera go [...]

Nie tylko dla dziewcząt

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Wbrew przekornemu tytułowi książkę Magdaleny Samozwaniec „Tylko dla dziewcząt” mogą przeczytać nie tylko dziewczęta. Autorka dowcipnie pisze w niej m.in. o striptizie, małżeństwie, diablicach i mężu elektronowym. E-book do pobrania w Księgarni eClicto. Samozwaniec pisze również o tym, że nie każdy przybysz z Zachodu jest fajniejszy od polskich chłopców, oraz o tym, jak być piękną w [...]

Gorzkie rumuńskie losy

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Powieść „Stracony poranek” Gabrieli Adameşteanu jest przykładem wybitnej literatury rumuńskiej, która w Polsce – nie ma co ukrywać – jest słabo znana. E-book już w Księgarni eClicto. Polecamy. Rumunia, lata osiemdziesiąte XX wieku. Pewnego ranka siedemdziesięcioletnia Vica Delcă postanawia wybrać się na miasto. Chce złożyć wizytę Ivonie Scarlat. Jeśli ją zastanie, może liczyć na pieniądze. [...]

Nowe i starsze opowiadania Józefa Hena

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
25 stycznia br. swoją elektroniczną premierę w Księgarni eClicto ma e-book „Szóste, najmłodsze i inne opowiadania” – zbiór starszych i zupełnie nowych opowiadań Józefa Hena. W bogatym dorobku Józefa Hena opowiadania zajmują szczególne miejsce. To one przysporzyły mu największej sławy. Tłumaczone na wiele języków, sąsiadowały w światowych antologiach z utworami takich pisarzy jak Babel, Singer, [...]

eClicto także z audiobookami!

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
O ponad 500 audiobooków poszerzyła swoją ofertę Księgarnia eClicto. Audiobooki są zupełnie nową kategorią w eClicto. Do tej pory Księgarnia eClicto miała w swojej ofercie ponad 2100 e-booków. Teraz użytkownicy znajdą – w wersji audio – m. in. ciekawy zestaw literatury fantastycznej, reportaży, poradników, bajek dla dzieci i lektur szkolnych. Jako audiobooki oferowane są np. książki [...]

Piękno i przemoc w powieści Ogawy

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Japońska literatura choć nie jest u nas tak popularna, jak europejska i amerykańska, zasługuje na uwagę. Dowodem, że tak jest najnowsza powieść Yoko Ogawy pt. „Muzeum ciszy”. E-book już w Księgarni eClicto. Młody muzealnik przyjeżdża do prowincjonalnego miasteczka, by na zlecenie pewnej starszej pani utworzyć muzeum. Chodzi o kolekcję pamiątek, które kobieta gromadziła od dzieciństwa: [...]

Rozwiązła, czyli wieś z tajemnicami

eClicto - 7 godzin 3 min. temu
Powieść „Rozwiązła” – nowy e-book w Księgarni eClicto – jest debiutem prozatorskim Jarosława Kamińskiego. To ambitna, szeroko zakrojona, świetnie napisana książka. Dobiegająca czterdziestki Zofia Rogala, pracująca w filmie i reklamie wizażystka, atrakcyjna kobieta „po przejściach”, nawiązuje romans z młodszym o siedemnaście lat Adamem Czerskim, studentem warszawskiej ASP. Decydują się zamieszkać razem, jednak Adam ukrywa swój [...]

Historia nudy – Peter Toohey

Od deski do deski - czw., 09.02.2012 - 11:42



Historia nudy – Peter Toohey
Przełożyła Katarzyna Ciarcińska
Wydawnictwo Bellona , 2012 , 188 stron
Literatura kanadyjska


Jest taki typ człowieka, od którego uciekam dokądkolwiek i jak najdalej, byle szybko. To moje zupełne przeciwieństwo, które zamiast mnie przyciągać, za każdym razem odpycha. To typ ludyczny, przesiąknięty eskapizmem i z postawą roszczeniową wobec świata, od którego domaga się wiecznej roli „czerwonego autobusu”. Poznaję go nie tylko po mowie ciała i mimice twarzy, które szczegółowo wymienia i opisuje autor tej książki, ale przede wszystkim po jednoznacznym zdaniu – Nudzi mi się! Częściej słyszę je u dzieci i młodzieży. Rzadziej u dorosłych. Tych pierwszych stymuluję zdaniem – Tylko dzieci głupie się nudzą! – wiedząc, że tą nietaktowną prowokacją zmuszę do pracy nad sobą. Tych drugich pozostawiam innym, bo nie jestem masochistką, a wampiryzm energetyczny mnie nie ekscytuje. Tych pierwszych rozumiem, bo jeszcze się rozwijają, dojrzewają i kształtują w sobie umiejętności radzenia sobie z emocjami. Tych drugich nie rozumiem, zastanawiając się , jak można było się tak zaniedbać? A może powinno być mi ich żal, że nie mieli wokół siebie mądrych opiekunów i wychowawców? Wiem, że jestem mało wyrozumiała, ale lenistwo zarówno fizyczne, jak i umysłowe, zamienione w pasożytnictwo, drażni mnie. Nie chcę być czyimś karmicielem, bo sama nie wiem, czym jest nuda, a jej pojęcia nie ma w moim słowniku.
W powyższym wstępie zawarłam kilka moich osobistych tez, bardzo odmiennych od autora tej książki, który założył sobie, że nuda w sensie darwinizmu jest uczuciem pełniącym rolę adaptacyjną, które pomaga człowiekowi osiągnąć pełnię rozwoju. Nie mogę oprzeć się myśli, że nuda stanowi pewnego rodzaju błogosławieństwo .
Błogosławieństwo?!
Na dodatek zarzucił mi kłamstwo (skąd wiedział, że się tym pochwalę?) pisząc – Wiele osób wręcz przechwala się tym, że nigdy się nie nudzą. Niemal wszystkie te osoby kłamią .
Zatkało mnie!
A potem zaproponował mi udział w teście określającym mój stopień podatności na nudę, podsuwając do wypełnienia kwestionariusz Boredom Proneness Scale (BPS), składający się z 28 pytań. Mój wynik okazał się być obrzydliwie podręcznikowy, plasujący mnie w idealnej przeciętności. Udowodnił mi w ten sposób, że każdy, bez względu na to, co mówi, doświadcza nudy. Skoro tak, to ona musi się u mnie pojawiać i znikać zanim ją zauważę i się zorientuję! – pomyślałam. I dokładnie tak jest, bo ten mój wynik świadczy również o wysokim stopniu odporności na nudę, której nie ulegam tak łatwo. Innymi słowami – nuda się pojawia, ale moja reakcja na nią jest błyskawiczna.
Przekonał mnie – 1: 0 dla autora.
Udowodnił, że nudzi się każdy, ale żeby nuda zaraz była błogosławieństwem? Gdyby tak było, każdy chciałby się nudzić! Powstałyby skomercjalizowane centra nudy do upojnego zanudzania klientów! Tym czasem nuda jest stanem nieprzyjemnym, przykrym i przytłaczającym. I właśnie w tych negatywnych cechach autor upatruje jej siłę i moc. To one dopingują człowieka do zmian, do nowych zachowań, do poszukiwań kolejnych bodźców niwelujących, zagłuszających, niszczących marazm i stagnację. Ta aktywność z kolei wpływa na rozwój mózgu, podnosząc poziom inteligencji intelektualnej, emocjonalnej i społecznej. Jednym słowem człowiek mądrzeje.
No dobrze – pomyślałam – 2 : 0 dla autora.
Niech będzie, że nuda jest potrzebna tak, jak każda inna emocja do rozwoju człowieka. Zwłaszcza, że przy okazji udowodnił prawdziwość mojego nietaktownego powiedzenia. Ale zaraz zadałam kolejne podchwytliwe pytanie – To dlaczego niektórzy, a patrząc dookoła siebie jest ich nawet sporo, nudzą się permanentnie, zatrzymując się w rozwoju? I to również autor cierpliwie mi wytłumaczył, sięgając do genetyki warunkującej skłonności do określonych zachowań, do anatomii mózgu, w którym zachodzą procesy biochemiczne wpływające na poziom dopaminy odpowiedzialnej za uczucie nudy i wreszcie do nauk społecznych opisujących procesy psychospołeczne utrwalające złe nawyki nieradzenia sobie z nudą lub chodzenia na skróty poprzez używki.
3 : 0 dla autora!
Przegrywałam sromotnie w tym starciu, ale nadal nie poddawałam się, drążąc temat następnym pytaniem – Skoro nuda jest taka pożyteczna i błogosławiona (trochę złośliwa jestem), to co robić, by móc nad nią panować? I tutaj otrzymałam cały rozdział odpowiedzi na nie, poświęcony środkom zaradczym (wymienia ich sporo), jakim jest między innymi umiejętność zarządzania wolnym czasem.
Umiejętność!
A z nią człowiek się nie rodzi, ale o tym, jak tę umiejętność w sobie ukształtować, wypracować, nabyć i w którym okresie rozwoju człowieka należałoby nad tym zacząć pracować, już ani słowa!
3 : 1 dla mnie!
Bo zabrakło mi przysłowiowej kropki nad „i”, że tę umiejętność trzeba kształtować od najmłodszych lat, bo to od niej zależy, jakim stanie się człowiekiem dorosłym – kreatywnym, pasożytem czy degeneratem. Nieumiejętność radzenia sobie z nudą to poważna wada prowadząca ostatecznie do zachowań patologicznych i chorób psychicznych.
Pomimo przegranej polemiki, wynik uważam za bardzo satysfakcjonujący, bo oznaczający poszerzenie mojej dotychczasowej wiedzy. Podważył niektóre moje poglądy, uzupełnił o nowe fakty, a przede wszystkim wprowadził mnie w osłupienie, uświadamiając mi, za jak wiele zachowań ludzkich odpowiedzialna jest ta błaha, niepozorna, bagatelizowana i na pozór nieszkodliwa emocja społeczna. Obecna od zawsze, nawet jeśli niewidoczna i nienazwana w początkowym okresie rozwoju społeczeństwa, jak udowadnia autor w rozdziale szkicującym jej rys historyczny. Badawczy charakter pracy, w której autor postawił cytowaną wcześniej przeze mnie tezę, pozwolił na przytoczenie wielu poglądów naukowych i filozoficznych, na polemikę z ich autorami. Praca nie jest nowatorska tematycznie, bo na temat nudy zapisano wiele stron kartek, o czym można przekonać się zaglądając do bibliografii załącznikowej w książce, ale dostarcza nowych pojęć sformułowanych przez autora oraz nowych spojrzeń na niektóre aspekty nudy. Ogromną satysfakcję poczułam, kiedy odkryłam, że moje uporczywe zastępowanie „nudy egzystencjalnej” pojęciem „bólu egzystencjalnego” według autora ma sens, zaprzeczając istnieniu tego pierwszego twierdzeniem – Nuda egzystencjalna to koncepcja teoretyczna.(...) jest raczej wytworem intelektu. By trochę ironicznie dodać – Czasami wydaje się, że ludzie o głębszych zainteresowaniach – jak choćby religią czy filozofią – przybrali nudę w ozdobne piórka, aby wydawała się czymś lepszym, niż w istocie jest: a zatem znudzonemu i przygnębionemu mnichowi doskwiera acedia; uczony ogarnięty znużeniem staje się melancholikiem; filozof w kleszczach samotności staje się ofiarą przypadkowości lub Mdłości . Wachlarz odmian tak zwanej nudy egzystencjalnej jest fascynujący, snobistyczny i jak dobrze kamuflujący własne, prozaiczne (w sensie - nie filozoficzne) problemy!
Całość pracy autor ilustruje fragmentami znanych powieści opisujących wprost lub w podtekście nudę (niektóre interpretacje są dla mnie nowatorskie i fascynujące!) oraz czarno-białymi zdjęciami nawiązującymi do uczucia nudy.
Po tej książce pozostaje mi tylko przytoczyć trzy wersy z wiersza Nieczytanie Wisławy Szymborskiej, która w kilku lapidarnych słowach ujęła obraz współczesnego społeczeństwa, w dużej mierze ukształtowanego brakiem umiejętności radzenia sobie z nudą:

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podobno dla niektórych ten krajobraz jest nudny! To ja się pytam, w którym momencie i w którym jego punkcie???
Uwaga!
Już sama chęć pokazania ich powinna skłonić pokazującego do refleksji i do sięgnięcia po tę książkę.
Koniecznie!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Ostatnie pożegnanie

Niecodziennik literacki - czw., 09.02.2012 - 11:40

Ostatni wieczór autorski odbywa się w zimowej scenerii. Tłumy żegnają noblistkę nie tylko na cmentarzu Rakowickim, ale są obecne w Jej ostatniej drodze dzięki  mediom.

Wśród moich książek na półce ukrywa się niepozorny, lecz praktyczny do noszenia tomik poetycki, który mieści się nawet w kieszeni. Wydany w 1992 roku Wieczór autorski zawiera wiersze wybrane przez Autorkę z poprzednich dzieł: Sól , Sto pociech , Wszelki wypadek , Wielka liczba oraz dwa wiersze w tamtym czasie opublikowane w "Odrze". Cena zapisana ołówkiem to 17 000 zł -  cena przed denominacją.

Mimo że otwierający książkę wiersz tytułowy jest powszechnie znany, bo często był omawiany w szkole, to i tak warto poświęcić mu chwilę uwagi. Ileż w nim łagodnej ironii, uśmiechu i pogodzenia się z losem twórcy niszowego, o czym świadczą nawet nakłady wszelkich tomików poetyckich. Spotkanie z czytelnikami to nie mecz bokserski przyciągający tłumy i wzbudzający emocje. Dwunastu czytelników / nie-czytelników w kameralnej, sennej atmosferze być może usłyszy fragmenty przyszłej lektury szkolnej. Nawiązanie do apostrof eposów starożytnych ( Muzo, O Pegazie) oraz zejście do nizin, czyli nazwanie Pegaza aniołem końskim, to łączenie stylu wysokiego i niskiego, tak jak i w starożytności wskazanie biegunów aktywności i zainteresowań  między wysiłkiem fizycznym na igrzyskach a odbiorem literatury nie tylko w teatrze. Ten śpiący staruszek w pierwszym rzędzie i śniący o zmarłej żonie łączy pierwszy wiersz z tym, który zamyka tomik:

W snach żyje jeszcze
 nasz niedawno zmarły,
cieszy się nawet zdrowiem
i odzyskaną młodością.
Jawa kładzie przed nami
jego martwe ciało ( wiersz Jawa ).

Skazanie na ciężkie norwidy owocuje u Szymborskiej zadziwiającym przemieszczaniem się w przestrzeni poetyckiej, czasie, znajduje oddźwięk w wiedzy praktycznej oraz tej z katedr i ław szkolnych, kojarzy słowa, żongluje pomysłami jasnymi i czytelnymi. Rozdarcie między salą muzealną, ambitnym albumem sztuki, słowami wydobytymi w czeluści historii i historii literatury a cyrkową radością, urzędniczą skrupulatnością, cudem dostrzeżonym wokół nas jest do pogodzenia. Wokół zaś świat piękny i straszny, gdy terrorysta patrzy.

Czytając wiersze, warto skupić się też na tych mniej znanych perełkach obrazowania, gry słownej, zaproszenia do wspólnej obserwacji i dziwienia się światu. Dzisiaj wędrowałam śladami motywów literackich i miniatur malarskich.

Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.
Któż może zdążać do zamku o siedmiu wieżach ? Każdy wychowany na baśniach wie, że książę, księżna i cały dwór. Ach igra z nami poetka, nie tylko stopniując przymiotniki, wychodząc z założenia niegramatycznego, że można to zrobić z każdym, lecz i zdrabniając, posługując się czułymi epitetami, frazami z języka potocznego, gdyż ruch w słowach jest ogromny. Bo wszystko jest piękne, a jakże rozczula mnie ten paź najpacholętszy i coś, co siedzi mu na ramieniu z przenajśmieszniejszym pyszczkiem i ogonkiem . Nie może zabraknąć i rycerzy, którzy dwoją się i troją , a jeden gniadosz muska kopytkami stokrotki najprzydrożniejsze . I dwórki jak malowane są w szlachetnym orszaku, tylko motywu niesprawiedliwości brak, gdyż nie uświadczy się problemów niesprawiedliwości społecznej, nawet szubienicy nie widać, a więc potrzeby karania przeciwników i przestępców. Tylko widzimy piękno, szczęście, bo
Tak sobie przemile jadą
w tym realiźmie najfeudalniejszym.
Równowagę można odnaleźć na drugim obrazku. Miniatura średniowieczna poetki to naprawdę nie tylko obrazek słowem malowany, jak podaje wpisany w wiersz obserwator, ale i głos w sprawie patrzenia na zachowane ślady przeszłości.

Sięgnijmy w głąb historii, by wydobyć motyw Homerowski. Nie po to przenosimy się na teren wykopalisk Troi, by kontemplować przeszłość, choć Pękają heksametry , ale skupić się na tłoku, nadmiarze. Tymczasem My, trzy miliardy sędziów,/mamy swoje sprawy, tłoczymy się w innych miejscach, a nasz Homer opracowuje statystyki. Każdy wiek ma swoje tysiące twarzy. Jak uporządkować w pamięci przeszłość? Jak połączyć z teraźniejszością?
Wkrótce dołącza do nas Kasandra w Monologu dla Kasandry . Czy łatwo jest triumfować wtedy, gdy wszystkie proroctwa okazały się prawdziwe? A może to Trojańczycy byli szczęśliwsi, bo żyli chwilą? Pytania do wszystkich pokoleń.

Czytając wiersze, można je układać w nowe piętra spostrzeżeń, ale też skupiać się na słowach, które nie zawsze podążają tam, gdzie, zdawałoby się, jest ich miejsce, czasami wkładają sobie kapelusz i rękawiczki nowych przedrostków lub przyrostków.

2.07.1923 - 1.02.2012

Wypisano w marmurze złotymi zgłoskami:
Tu mieszkał i pracował, i zmarł wielki człowiek.

(Dom wielkiego człowieka)

Ale tu było inaczej

Był dom i było mieszkanie
pełne słów,
które zdumione zawisły w powietrzu
jak oczywista oczywistość

dzwonek do drzwi
to Wisława przyniosła
wędzonego śledzia
(dwa wędzone śledzie...
jeden dla Mizi
drugi dla Kornela)
czarna kocica siedzi
na biurku i patrzy mi w oczy

Tadeusz Różewicz Rozmowa z Przyjacielem

______________________

Wisława Szymborska, Wieczór autorski , wyd. I, s. 192, Spółdzielnia Wydawnicza ANAGRAM, Warszawa 1992.

+ 1000 to the Power of Self Respect

Legendum est - czw., 09.02.2012 - 00:08

Powtarzam za każdym razem, że się nie znam na komiksach/powieściach graficznych, że z ważnych autorów to porządnie przeczytałam tylko Gaimana i Moore'a (i w ogóle, że mi przychodzi scenarzysta, a nie rysownik do głowy po pierwsze), a z ważnych postaci głównie (w sensie: lepiej niż z 2-3 historii) Batmana - i co rusz to dostaję w łeb jakimś (około)komiksowym filmem i jestem zachwycona i nie wiem, co powiedzieć. 

 

No i od wczoraj w nocy takim filmem jest oficjalnie Scott Pilgrim vs. The World , kupiony kiedyś w Tesco za 15 ZLP, bo ludzie mówili, że fajny. No fajny. No, więcej niż fajny.

Obejrzałam go wczoraj, nie mogąc spać, i potem nie mogłam spać jeszcze bardziej.  No bo ma ten film, po pierwsze, fantastyczną stronę wizualną - te wszystkie napisy biegające po ekranie, efekty jak z gier, śnieg rozstępujący się przed deskorolką Ramony i sypiące się z pokonanych eksów pieniążki, ekstra! Wpatrywałam się w ekran mojego niezbyt dużego i raczej starszawego telewizora nie bardzo wiedząc, w którą stronę się gapić, i strasznie mi się ta realizacja podobała.

Jeszcze chyba bardziej podobała mi się w tym wszystkim szaleńcza fantazja, z jaką to jest pomyślane. Zachwyciło mnie to, jak tutaj fabułą rządzi niczym nieskrępowana, wariacka popkulturowa - growo-komiksowo-muzyczna - wyobraźnia, w której wszystko jest możliwe: i wegańskie supermoce, i nowe wykorzystanie  filmowych dublerów, no i oczywiście liga Siedmiorga Złych Eksów w roli bossów na kolejnych levelach. Bardzo mi się podoba, jak ograne są tu klasyczne schematy fabularne - na przykład fakt, że głównego (i dwulicowego) szwarccharaktera poznajemy najpierw jako obiekt fascynacji i podziwu bohaterów  (megaproducent muzyczny), zanim okaże się knującym zagładę Republiki senatorem Palpatinem zgubę Scotta Super Evil Eksem, alb to, jak ograna jest postać Najlepszego Kumpla Geja. Strasznie, ale to strasznie mnie bawiły w tym filmie zabawy konwencjami kina (Patel bollywoodowaty, sztuczki z deskorolką, Nega-Scott i anty-klimaks roku, no ekstra!). Ni to parodia momentami, ni to pastisz, zrobiony z autentyczną miłością do tego, co parodiuje/podrabia.

Postacie. Postacie są fajne i utrafione i mało schematyczne - zwłaszcza dziewczyny, bo mamy i Kim na bębnach w zespole rockowym, i kompletniestuknięta na punkcie gier, typowo geekowatą Knives, i pozersko-gwiazdorską Envy, i przede wszystkim ulepioną z fetyszów połowy facetów, jakich znam, zdystansowaną, obojętną ultra-cool Ramonę, za której hipsterskim chłodem kryje się, oczywiście, Mroczna Przeszłość i złamane serce, oba potraktowane, na szczęście, nie całkiem serio.

Ale z tą wariacką wyobraźnią miesza się tutaj jeszcze jedno, i  chyba dlatego to jest taki fajny i taki niegłupi film: to jest bardzo inteligentny i bardzo przenikliwy film o ludziach. Na przykład - o facecie, któremu się wydaje, że życie zrujnowała mu Zła Kobieta, straszliwa femme fatale o jakże odpowiednim imieniu Envy (niegdyś Natalie) i jakże właściwej profesji gwiazdy rocka.  Taka femme fatale wystarczy, żeby zamienić ci całe dalsze życie w piekło, prawda? Umie sprawić, że będziesz tak się strasznie bać związków, że musisz (mając lat 22) umawiać się z siedemnastoletnim wcieleniem braku asertywności i niskiej samooceny. Potrafi ciebie - misia w końcu kochanego  i dobrego, o wrażliwej duszy i głębokiem potrzebie dawania szczęścia innym - zamienić w  nieszczęśliwego, bojącego się miłości i nie mogącego zacząć na dobre żyć po dorosłemu geeka.
No, ale potem na szczęście przyjdzie twoja siostra i uświadomi - nam i tobie - że jesteś, co prawda, miłym i sympatycznym chłopcem, ale kretynem też potrafisz być, zwłaszcza  w stoisunku do kobiet. I że na przykład, biedny misiu porzucony, ty też porzucałeś, i to czasem boleśnie i fatalnie. I że trochę się jeszcze, misiu, musisz nauczyć o ludziach i o uczuciach; no i że czasem lepiej najpierw mieć Power of Self-Respect zamiast Power of Love, chyba jednak.    
Oni się uczą, bohaterowie tego filmu, i to też jest strasznie fajne: wydawałoby się, że w takiej szalonej konwencji i przy pędzącej na łeb na szyję dość wariackiej fabule postacie i ich rozwój będą musiały zejść na dalszy plan, ale nie: i kolesie z Sex Bomb-Omb, i sam Scott, i Envy, i Ramona i nieszczęsna porzucona siedemnastolatka Knives Chau będą, kiedy to wszystko się skończy, nieco chyba doroślejsi i nieco mądrzejsi, bogatsi o odrobinę wiary w siebie, odrobinę współczucia, odrobinę empatii.

Tak sobie właśnie zerknęłam na poprzednie paragrafy i się wystraszyłam: brzmi to wszystko, co piszę, bardzo podniośle i podśmierduje dydaktyzmem na kilometr. Może więc najwyższa pora przyznać: ja nie bardzo wiem, co i jak mam o Scott Pilgrim versus the World napisać. Może poza faktem, że mi się tak strasznie podobało, że aż mi trochę brak słów. 

Kryminały z wydawnictwa Pi

eClicto - śr., 08.02.2012 - 23:00
Dwa nowe e-booki z wydawnictwa Pi trafiły do Księgarni eClicto. Są to kryminały: „Zły sen” Jacka Krakowskiego oraz „Karmiąc zło” Adrianny Ewy Stawskiej. „Zły sen” Co może robić policjant na urlopie? Pojechać, jak wszyscy wokół, na wakacje. I tak też postępuje adeptka szkoły policyjnej, Laura. Jednak wizyta w prowadzonym przez jej ciotkę pensjonacie przekształca się [...]

Ślad na piasku

Miasto książek - wt., 07.02.2012 - 21:12

   O książkach Z oë  Ferraris  słyszałam już wcześniej i z przyjemnością odnotowałam pojawienie się na polskim rynku pierwszej części cyklu. Nie pojawia się u nas zbyt wiele powieści dotyczących arabskiego kręgu kulturowego, a jeśli już, to są to najczęściej romanse, obowiązkowo epatujące zbliżeniem twarzy kobiety na okładce. "Ślad na piasku" wyłamuje się z tej konwencji nie tylko nieco bardziej oryginalną okładką - jest to kryminał, a raczej powieść detektywistyczna osadzona w Arabii Saudyjskiej, z dość nietypową parą w roli detektywów - amatorów. Autorka jest Amerykanką, która poślubiła Araba i przez 9 miesięcy mieszkała z jego rodziną w Arabii Saudyjskiej. Nie jest to zbyt długo, niemniej jednak dało jej to wgląd w niedostępny świat saudyjskich kobiet. Wiedzę tę, moim zdaniem, znakomicie wykorzystała.

"Ślad na piasku" to pierwsza i, jak na razie, jedyna wydana po polsku część cyklu, którego trzeci tom wkrótce ukaże się po angielsku. Głównymi bohaterami są Najir, przewodnik pustynny, Palestyńczyk żyjący w Arabii Saudyjskiej, który nigdzie nie jest u siebie, i Katja, świetnie wykształcone dziewczę, które w wieku lat 28 uchodzi za starą pannę, a na domiar złego za zgodą swojego ojca pracuje zarobkowo w laboratorium kryminalistyki. Oboje zostają niejako mimochodem wplątani w sprawę zaginięcia Nuf, młodziutkiej dziewczyny z bardzo zamożnej i wpływowej rodziny. Gdy niteczka po niteczce rozplątują zawiłą sprawę, oprócz typowych problemów, z którymi stykają się detektywi, muszą także zmierzyć się z własnymi uprzedzeniami i nieśmiałością.

Dla czytelnika obytego z kryminałem, ta powieść stanowi bardzo ciekawą odmianę. Jak bowiem prowadzić śledztwo, jeśli nie można nie tylko porozmawiać z żadną kobietą, ale nawet spojrzeć w jej kierunku? Jak zbierać dowody, żeby policja religijna nie pomyślała, że robimy coś podejrzanego? I wreszcie co zrobić, gdy okaże się, że sprawa nie jest tym, czym się wydaje, a w zniknięcie Nuf może być zamieszany ktoś z jej rodziny?

Katja i Najir muszą ze sobą współpracować, ale to także nie przychodzi im z łatwością. Najir, stary kawaler bez szans na ożenek (nie ma rodziny, która mogłaby zaaranżować małżeństwo, nie ma kuzynek, z którymi można by go zeswatać, ani nikogo bliskiego, kto mógłby choćby przedstawić go jakiejkolwiek kobiecie, słowem, nie ma żadnej możliwości poznać przedstawicielkę płci przeciwnej!) przeżywa szok, gdy Katja odkrywa przy nim twarz - nie dlatego, że jest tak religijny, ale z powodu swojej nieśmiałości. Katja zaś uważa go za buca, który najchętniej nasłałby na nią policję. Nieporozumienia jednak powoli się rozwiewają, zaś tych dwoje nawiązuje bardzo ostrożną i najeżoną trudnościami znajomość. A my możemy obserwować z niedowierzaniem, jak trudno jest porozumieć się w kraju tak najeżonym zakazami.

Oczywiście perspektywa autorki jest perspektywą przedstawicielki świata zachodniego, tym niemniej migawki z prywatnego życia Saudyjczyków wydają się być autentyczne i bez wątpienia dają wiele do myślenia. Intryga jest zgrabnie prowadzona i do samego końca trudno domyślić się, jakie będzie rozwiązanie zagadki. Zaś Najir i Katja, na początku dość antypatyczni, potrafią przekonać do siebie czytelnika. Słowem - bardzo udany kryminał z zaskakującym tłem, uchylający nieco zasłonę odgradzającą nas od tajemniczego świata najbardziej fundamentalistycznego kraju arabskiego. Przeczytałam jednym tchem i wkrótce sięgnę po kolejną część.

Moja ocena: 4.5/6

Autoportret pisarza i mikrokosmos

Niecodziennik literacki - wt., 07.02.2012 - 13:51

"Autobiografia ma rację bytu tylko wtedy, gdy pisarz odczuwa swoje osobiste istnienie jako mikrokosmos uzupełniający w ograniczony sposób istnienie uniwersalne. A więc opowiada nie o tym, co się działo z nim i wokół niego, lecz zapisuje,jak świat dział się w nim. To jest ta inna, osobista historia świata." 1

Taką formą autobiografii jest Dziennik Sándora Máraiego, który możemy poznać tylko we fragmentach zebranych w jednej książce. Wybór jednak tak został dokonany, że nie traci się z oczu tych wątków, które przez całe dojrzałe życie angażowały autora.

 Autorka przekładu, wyboru i posłowia informuje o okolicznościach podjęcia zapisów, wpierw w formie wspomnień, objaśnia brak dat typowych dla dzienników (są tylko w ostatnich latach życia), pisze o wydawaniu fragmentów za życia autora. Systematycznie prowadzone wpisy od 1943 roku do ostatniego miesiąca życia w 1989 roku pozwalają nie tyle śledzić osobiste losy pisarza, jego starzenie się, co zmiany w świecie, którego był cząstką myślącą i zaangażowaną. Pisanie z myślą o publikacji w tym przypadku nie stoi w sprzeczności ze szczerością, ponieważ, zgodnie z założeniem, jest tylko pośrednikiem w rejestracji i ocenie spraw otaczającego go świata. To intelektualista, który ma świadomość wyjątkowości czasów, w których przyszło mu żyć. Dziennik pełni też funkcję dyscyplinującą codzienne pisanie, staje się skarbnicą ważnych dla niego tematów.

Wpierw są to Węgry, stojące w czasie wojny po stronie hitlerowskich Niemiec, potem okupowane, zdobyte przez Armię Czerwoną, pozbawione części swoich ziem, w tym ukochanej Kassy (Koszyc). Najbardziej bolesne dla niego jako człowieka i humanisty było  potraktowanie Węgrów pochodzenia żydowskiego. To te sytuacje, o których pisał Imre Kertesz, tragiczne w bezmyślnej konsekwencji realizacje nazistowskich planów rasowych, nawet wtedy, gdy spadające bomby świadczą o zbliżającym się froncie i prawdopodobnej klęsce.  "Żyję w epicentrum trzęsienia ziemi, w samym środku rewolucji. Spustoszeniu ulegają systemy prawne, miasta i masy ludzkie." 2 "Można ukarać pojedynczego człowieka za jego uczynki czy słowa, ale nie wolno karać za pochodzenie. Człowieka prześladowanego za pochodzenie spotyka straszliwa niesprawiedliwość i każdy, kto czuje się człowiekiem, musi wyrazić mu swoją solidarność." 2 Boże, daj siłę Żydom, by mogli znieść prześladowania, cierpienia i poniewierkę." 2 Sam autor był zaangażowany w pomoc Żydom, choć skromność o wielu sprawach z tym związanych nie pozwala mu mówić wprost (może w pełnym wydaniu). Zwyczajne życie, śledzenie ruchów wojsk dzięki radiu i prasie, nieoczekiwane uprzejmości ludzi, utrata budapesztańskiego domu i prywatnej  biblioteki, obserwacja zdobywców to też tematy, które przewijają się wśród wielu innych.
 Márai jest obserwatorem i rejestratorem, lecz też i świadomym tego, że
"Kiedy wreszcie skończy się wojna, ludzie pogrzebią swoich zmarłych i natychmiast bezzwłocznie wymyślą miłość, drożyznę, bezrobocie, podaż, strajk i krach na giełdzie. Ktoś strzeli sobie w łeb, bo na interesie, który zawarł z Danią, udało mu się zarobić tylko pięć procent, podczas gdy on liczył na osiem.
Ludzie przestaną bać się bomb i od razu zaczną bać się konkurencji w interesie, starości i tego, że Mariska nie przyjdzie na randkę o szóstej po południu." 3
Mądrość życiowa polega na obnażaniu zła, obronie swego człowieczeństwa, lecz i świadomości, że momenty tragiczne w historii pozostawia się pamięci, bo życie wróci z powrotem na właściwe tory i pojawią się inne codzienne problemy. Czas rządzi się swoimi nieuniknionymi prawidłami. Wojna i pierwsze lata powojenne stały się cezurą między dawnymi czasami, a nowymi, niepewnymi, ale wiadomo, że innymi.  Opis kończącego się świata, takiego jakim go znał i dostrzegał usterki, w tym zachłanność polityków i kolegów po piórze, przeciwstawia w latach późniejszych, już emigranckich, temu na nowo podzielonemu w Jałcie.  Toteż kolejny temat, który pojawia się oprócz Węgier widzianych z oddali, to jego krytyczny stosunek do komunizmu i zachodnich ruchów lewicowych oraz sytuacja w krajach satelickich ZSRR.

"To nieprawda, że bolszewicy "budują i są silni". Prawda jest taka, że bolszewicy od czterdziestu lat umacniają się dzięki zepsuciu i żądzy profitu pewnych kół na Zachodzie. (...) Bez czynnej pomocy Zachodu ten rozpadający się, bezlitosny, nieludzki ustrój nigdy nie stałby się taką siła, jaką jest dziś." 4

Innym tematem są obserwacje emigranta i podróżnika. Jego spostrzeżenia o Włoszech, USA są zwięzłe, ale zajmujące, gdyż w paru zdaniach potrafi ująć opis, opinię, zdarzenie, rys charakterystyczny spotkanych ludzi, próbę uogólnienia zmian zachodzących w społeczeństwie, anegdotę historyczną.

Wprawdzie o swoich pracach literackich nie rozpisuje się obszernie, lecz za to można poznać jego wrażliwość na literaturę, gdyż był czytelnikiem znakomitym. Czyta klasyków od starożytnych poczynając, a na nowożytnych kończąc. Marek Aureliusz, Seneka, Szekspir, Diderot, Goethe, Proust, Conrad, itp. są zawsze w zasięgu ręki i stanowią źródło nowych odkryć. Oprócz tego nieustannie czyta literaturę rodzimą, bolejąc, iż literatura małego narodu jest tak mało znana. To przeżycia wierszy, powroty do prozy. W Dziennikach odnajdujemy też wiele refleksji o środowisku literackim, pauperyzacji i banalizacji sztuki w przeciwieństwie do sztuki klasycznej, którą można przeżywać wciąż na nowo.

Choroba, starość, śmierć - to kolejny temat będący w kręgu autorskich zainteresowań. "Śmierć nie przybywa z zewnątrz, nie dzwoni, nie zapowiada się listem, nie telefonuje: śmierć jest w nas, całkowicie w nas. Któregoś dnia znajdujemy ją jak coś, co się znajduje w kieszeni zimowego płaszcza." 5 Temat powraca nieustannie, staje się zapisem obserwacji innych, a potem rejestracją niedołęstwa swojego i żony. To też głęboko przejmujący obraz przywiązania i miłości małżeńskiej. Dziennik doprowadził aż do zapisu: "Czekam na wezwanie, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora." 6 Ostatnie wpisy mogą być też argumentem w dyskusji o prawie do decydowania o własnej śmierci.

Wpisy nie są obszerne, cechuje je niesłychana dyscyplina obserwacji, myśli ujętych słowa mające czasami postać celnego, błyskotliwego wniosku, syntezy, aforyzmu. Máraiego warto cytować, posługiwać się w argumentacji prawdziwości tezy, ale też można się z nim nie zgadzać. Ponieważ zapisy były prowadzone przez czterdzieści trzy lata, można nawet obserwować zmiany zachodzące w postrzeganiu świata, akceptację i krytycyzm, lecz nie w sprawach dla niego zasadniczych. Lektura Dzienników dostarczyła mi wiele przyjemności z kontaktu z człowiekiem mądrym, przewodnikiem po świecie wartości. Przez parę tygodni w cyklu Niedzielna kawa zamieszczałam cytaty, sprawozdania z czytania.
______________________

Sándor Márai, Dziennik (fragmenty) / Napló , przeł. Teresa Worowska, wyd. V, s. 670, Czytelnik, Warszawa 2009.
1 Tamże, s. 487.

2 Tamże, s. 48, s. 49 i s. 52.

3 Tamże, s. 31.

4 Tamże, s. 177. Wpis z 1952 roku

5 Tamże, s. 406.

6 Tamże, s. 611.

Tam gdzie ty – Jodi Picoult

Od deski do deski - wt., 07.02.2012 - 11:01



Tam gdzie ty – Jodi Picoult
Przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2012 , 566 stron
Literatura amerykańska


Początkowo myślałam, że wysłucham opowieści o wyjatkowo silnej potrzebie posiadania dziecka, a ona okazała się tylko pretekstem do ukazania bardzo złożonego zjawiska homoseksualizmu, rozszerzonego o prawo do posiadania i wychowywania dzieci. I o ile pierwsze akceptuję, o tyle drugie tylko toleruję. Z tego względu okazałam się dla autorki bardzo twardogłowym czytelnikiem o konserwatywnych poglądach na temat wychowywania dzieci, która postanowiła właśnie takich jak ja, nie tyle przekonać, co otworzyć na problem. Tak splotła losy głównych bohaterów Maxa, Zoe i Vanessy, tak ściśle powiązała zależności formalne i nieformalne między nimi, żebym nie tylko miała ogląd problemu z różnych punktów widzenia dzięki pierwszoosobowej trójnarracji, ale i na różnych płaszczyznach postrzegania zjawiska – psychologii, pedagogiki, prawa, socjologii, medycyny i religii. A żeby problem uczynić dyskusyjnym, zaprowadziła całą trójkę do sali sądowej, czyniąc stronami sporu o zamrożone zarodki Maxa i Zoe, lesbijską parę niewierzącą i heteroseksualną parę wierzących małżonków. Próbowała w ten sposób logicznie i uporządkowanie przedstawić argumenty wszystkich stron sporu – zakochanych w sobie kobiet - Zoe i Vanessy i ich ogromnemu pragnieniu bycia matkami, z których pierwsza była wcześniej żoną Maxa. Mężczyzny, z którym wcześniej również starała się o dziecko, przechodząc wyczerpujące psychicznie i fizycznie procedury zapłodnienia in vitro, a który po rozwodzie swoją drogę i nadzieję na przyszłość odnalazł w Kościele Wiecznej Chwały. Każda ze stron miała za sobą swój punkt widzenia poparty badaniami naukowymi i prawami religijnymi, czyniąc rozprawę godną sądu Salomona.
Miałam więc przed sobą wszystkie argumenty za i przeciw. Autorka pokusiła się nawet na wprowadzenie bohaterki lesbijki wierzącej, która swoją orientację seksualną traktowała, jak nałóg, z którym można walczyć i ograniczać, bo ”robić” i „być” to dwie różne sprawy .
Tę walkę na argumenty obu stron, do których włączył się Kościół i organizacje gejowskie, niezwykle ciekawą, a momentami wręcz pasjonującą, z góry skazywałam na niemożność rozstrzygnięcia z prostego powodu – brak punktu styczności między płaszczyzną wiary a poszczególnymi dziedzinami nauki. A jeśli nie ma punktów wspólnych dających szansę na chociaż minimalne porozumienie, nie ma rozwiązania problemu satysfakcjonującego obie strony. Każdy wybór byłby wyborem jednostronnym, subiektywnym i krzywdzącym dla przegranej.
Co ciekawe, autorka bardzo dobrze o tym wiedziała, czyniąc walkę na argumenty tłem dla najważniejszej płaszczyzny. Tej, na której wszyscy biorący udział w rozprawie, ze mną włącznie, są w stanie pojąć drugą stronę, poczuć to, co drugi człowiek, wyobrazić sobie przez co przechodzi przeciwnik i otworzyć się na niego, a w konsekwencji zrozumieć go. Ta przestrzeń doprowadzająca do cudów pojednania na bazie empatii to płaszczyzna emocjonalna. Jedyna, która znosi wszystkie różnice, czyniąc jednakowym i równym w emocjach.
Kiedy odrzuci się wplątaną w sprawę politykę, wiarę, prawo, etykiety ról społecznych przypisane przez społeczeństwo, wtedy zobaczy się Człowieka i jego pragnienie posiadania dziecka, którego nie określa płeć, status materialny, orientacja seksualna, czy przekonania religijne. I żeby to człowieczeństwo z bohaterów wydobyć i uwolnić od krępujących norm społecznych, kajdanek religijnych, szufladek prawnych i naukowych, wykorzystała do tego muzykę, która otwiera najpierw serce i duszę, a potem umysł. Było jej w powieści dużo, towarzysząc Zoe w życiu zawodowym jako muzykoterapeutce i w życiu prywatnym, osobistym, a do książki dołączając płytę z dziesięcioma piosenkami,

których poszczególne tytuły przypisano kolejnym rozdziałom powieści, oczywiście przetłumaczonym na język polski. Na płycie widnieją tytuły oryginalne:

Walka o moje zdanie, moje stanowisko w analitycznie pokazanym zjawisku, o którym coraz głośniej mówią środowiska homoseksualne, o przyjęcie określonej i jednoznacznej postawy, była niezwykle zaciekła. Autorka bardzo dobrze przygotowała się do wszechstronnego i różnorodnego przedstawienia warstwy merytorycznej opowieści o trójce bohaterów, korzystając z wiedzy i pomocy muzykoterapeutów, prawników, medyków oraz własnej wiedzy pedagoga i absolwentki nauk humanistycznych.
Zostałam bezlitośnie przeciągnięta przez dwie strony światopoglądu przez kilkaset stron walki na argumenty, czując w ostateczności bolesne rozdarcie między rozumem a sercem, podobna do żaby ze znanego kawału, która chciała być i mądra, i piękna. Wiem, że to niemożliwe, że trzeba pójść za rozumem lub sercem, a próba pogodzenia ich otworzyłaby nową dyskusję wkraczającą na obszar filozofii, w której zaczęłoby się kwestionować kształt i strukturę współczesnego społeczeństwa jako stworzone nie przez naturę w drodze ewolucji, ale sztywne uwarunkowania społeczno-kulturowe.
Jestem zmaltretowana, przeciągnięta przez skrajne poglądy po wybojach i muldach pola tematycznego, rozdarta i... przeszczęśliwa! Uwielbiam takich pisarzy, którzy pozostawiają mnie po zakończeniu opowieści właśnie w takim podeptanym stanie. Mam nad czym rozmyślać, mam co rozstrzygać i nad czym zastanawiać się.
Książka dla wszystkich niedopasowanych do świata, którzy niekoniecznie chcą pasować i dla ich prześladowców.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przepisy Kalicińskiej nie tylko na życie

eClicto - pon., 06.02.2012 - 23:00
„Widok z mojego okna” to nowy e-book Małgorzaty Kalicińskiej, autorki bestselerowej sagi „nad rozlewiskiem”.  W tej książce Kalicińska dyskretnie podsuwa czytelnikowi przepisy na życie. I przepisy kulinarne. W jej świecie jedzenie dziwnie łatwo łączy się z najważniejszymi emocjami. A recepty na istotne problemy z konkretnymi potrawami. Nie można się z nimi nie zapoznać! A po [...]

Jak co roku

Miasto książek - ndz., 05.02.2012 - 14:46

Nie zrażone zeszłorocznymi przygodami , jak co roku wybrałyśmy się z Olą na Targi Książki dla Dzieci. Jak zwykle było tłoczno (choć chyba nieco luźniej niż rok temu, być może z uwagi na siarczysty mróz, zniechęcający do wynurzenia się z domowych pieleszy), jak zwykle mnóstwo atrakcji i oczywiście, jak zwykle przytargałyśmy torbę książek. Dla Oli Targi stały się już tradycją i czekała na nie niecierpliwie, po raz pierwszy jednak nie miała wcześniej wybranych książek, które chciałaby kupić. Wyobraźcie sobie jej zdziwienie i radość, gdy okazało się, że na Targach można było nabyć książkę, której premiera zapowiedziana jest dopiero na Walentynki - kolejną część z cyklu o Lassem i Mai, o stosownym tytule "Tajemnica miłości". Moja córka od wczoraj więc nie może wyjść z szoku, że ma już książkę, której jeszcze nie ma w księgarniach. Zresztą zdążyła ją już przeczytać, pierwszy rozdział połknęła w tramwaju, nie bacząc na mało wygodne rękawiczki...

Atrakcji było co niemiara - można było wziąć udział w zajęciach ceramicznych, plastycznych, wyprodukować szmaciane babeczki pod okiem Cecylii Knedelek, posłuchać opowieści kilku autorów i dostać całą masę autografów. Ola tym razem udała się po podpis do autora swojej szkolnej lektury - pana Grzegorza Kasdepke.

Tym razem postanowiłam iść bez torebki i portmonetki, żeby nie stresować się kieszonkowcami, i całe szczęście, bo dzięki temu miałam ograniczoną ilość gotówki przy sobie i udało nam się nie przepuścić fortuny, Kupiłyśmy cztery książki dla Oli i, o dziwo, jedną dla mnie!

Stosik Oli: "Tajemnica miłości", "Pippi na Południowym Pacyfiku" - Ola jest wielbicielką Pippi i powoli kupujemy kolejne części, "Tajemnica człowieka z blizną" Pawła Beręsewicza oraz "Tu i tam z Kubą i Bubą" Grzegorza Kasdepke.

Wychodziłyśmy już, gdy na takim raczej niezagospodarowanym stoisku przy wejściu do pawilonu zauważyłam trzy książki stojące samotnie na ladzie, a wśród nich pozycję, na którą polowałam od jakiegoś czasu! Nie wyglądały, jakby były na sprzedaż, ale spytałam, i w efekcie kupiłam ją za niezwykle okazyjną cenę:)

Przy okazji Targów udało mi się także poznać wreszcie czytaną od lat Prowincjonalną Nauczycielkę oraz przy okazji wyciągnąć na kawę dwie poznańskie blogerki, Dededan i Librerię - dziękuję Wam bardzo za przemiłe spotkanie!

Operacja „Geronimo” – Chuck Pfarrer

Od deski do deski - ndz., 05.02.2012 - 13:08



Operacja „Geronimo”: misja likwidacji Osamy Bin Ladena przez Seal Team Six – bezpośrednia relacja – Chuck Pfarrer
Przełożył Łukasz Müller i Michał Romanek
Wydawnictwo Znak Literanova , 2012 , 350 stron
Literatura amerykańska


Snajper Howarda E. Wasdina i Stephena Templina rozbudził we mnie ciekawość bezpośrednich relacji uczestników operacji z najbardziej głośnych, spektakularnych i niebezpiecznych punktów zapalnych na świecie, a dokładniej tych z udziałem SEALsów. Członkami najmniej licznych i najbardziej elitarnych oddziałów do operacji specjalnych w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych, które dzięki nagłośnionym tego typu akcjom wychodzą z cienia. Niestety, wbrew własnej woli i wcale, ale to wcale im się ten rozgłos nie podoba. Ale o ile Snajper był opowieścią jednego komandosa, przybierając formę autobiograficznej kariery w strukturach Navy SEALs, który pokusił się o odtworzenie na bazie własnych doświadczeń, prawdopodobnego scenariusza zabicia Osamy Bin Ladena, o tyle ta pozycja jest efektem wielu bezpośrednich relacji uczestników operacji jego likwidacji nazwanej Włócznią Neptuna , przekazanych autorowi książki, byłemu członkowi SEAL Team Six. To ważny szczegół w przypadku tej pozycji. Profil osobowości byłego komandosa i znajomość ludzi z tego środowiska, jak i własne jego doświadczenia, złożyły się na wiarygodny, chociaż momentami subiektywny i emocjonalny obraz współtowarzyszy i kolegów, polityki rządku amerykańskiego i samych polityków oraz najważniejszej postaci – Osamy Bin Ladena.
Zanim jednak autor przeszedł do opisu przygotowań i przebiegu samej operacji Włócznia Neptuna, obszernie przedstawił rys historyczny dróg, jakie przebyły obie strony do momentu spotkania się w pakistańskim Abbottabadzie. I o ile informacje na temat historii powstania SEAL Team Six i systemu morderczego szkolenia ich operatorów były mi już bardzo dobrze znane ze Snajpera , o tyle tutaj miałam okazję dodatkowo uzupełnić je o wykaz najważniejszych akcji, w których brali udział, z obszernie, niemalże sensacyjnie opisanym odbiciem kapitana Richarda Philipsa z porwanego statku Maersk Alabama przez somalijskich piratów. Uczucie bycia w środku wydarzenia, gdzie adrenalina podnosi się z każą minutą, a sekundy trwają wieczność, i możliwością śledzenia kunsztu taktyki snajperów, znanej mi wcześniej tylko z doniesień programów informacyjnych – bezcenne!
Zupełną nowością natomiast były dla mnie informacje na temat samego Osamy Bin Ladena, muszę przyznać, bardzo subiektywne. Autor zburzył mit tego charyzmatycznego założyciela i przywódcy Al.-Kaidy, który łączył w sobie czar wojownika z czymś w rodzaju głębokiej mistycznej religijności. Ukazał go jako miernego syna multimilionera, nieśmiałego, małomównego, niepotrafiącego przemawiać publicznie, bez doświadczenia wojskowego, popełniającego nagminnie błędy organizacyjne i taktyczne w działaniach wojskowych, naiwnego i zmanipulowanego dla jego pieniędzy przez islamskich fundamentalistów przesiąkniętych nienawiścią do Żydów, chrześcijan, szyitów, buddystów, a nawet kobiet, walczących nie tyle z chrześcijaństwem, co z zachodnim, świeckim liberalizmem. No. ale co można napisać dobrego o człowieku, który z radością oglądał w telewizji satelitarnej, jak 3000 osób zamienia się w popiół. Wtedy nawet dobra cecha kochającego i łagodnego ojca dla własnych dzieci, który nie wahał się zabijać dziewczynek i chłopców na trzech kontynentach, zamienia się w zarzut. Pomimo tego subiektywnego spojrzenia biograficznego, autor starał się natomiast spojrzeć obiektywnie na całość zjawiska konfliktu określanego globalnym dżihadem salafickim przez pryzmat mentalności świata arabskiego, w myśl zasady – Zobacz to oczyma swojego wroga . Świata, który stworzył i wyniósł na szczyt najbardziej znanego i poszukiwanego, współczesnego terrorystę.
Sam opis jego zabicia ukazany oczami operatorów, bardzo emocjonujący, a jednocześnie dementujący narosłe wokół akcji plotki oraz odpierający liczne zarzuty, które pojawiły się w mediach, był jak dobra sensacja napisana przez samo życie. Przygotowania, procedury, kody porozumiewania się, żargon, nieuchwytna mowa ciała dla postronnych i styl działania operatorów, najnowocześniejsze wyposażenie militarne, to wszystko robiło na mnie duże wrażenie, ale było coś, co mnie oczarowało totalnie – opis helikoptera Stealth Hawk w akcji, którego piętnastotonową obecność najpierw się czuje, a dopiero potem słyszy, a to co się słyszy, odbiera w rytm bicia własnego serca, pracującego jak cichy wentylator. Poezja w prozie i wpis na listę marzeń o jego zobaczeniu na żywo. Co ja piszę, zobaczenia w ogóle, już o obserwacji w akcji nie wspomnę. Maszyna jest tak ściśle tajna, że mam na to szansę za kilka, może kilkanaście lat, kiedy Amerykanie postanowią go pokazać. Jego wizerunku strzegą do tego stopnia, że jest używany do szkoleń SEALsów tylko nocą. Tymczasem fani tworzą prawdopodobne modele i rysunki , powstałe dzięki takim opisom, jak w tej książce lub na podstawie opisów szczątków z ich katastrof. Jeden rozbił się w trakcie akcji zabicia Osamy Bin Ladena, a słynna scena w telewizji, pokazująca prezydenta Baraka Obamę i Hillary Clinton z dłonią na ustach w chwili przerażenia, ukazała ich reakcję na to właśnie wydarzenie, a nie, jak do tej pory sądziłam, na zabicie terrorysty.
Ta książka to również trochę prywatna wojna autora z politykami, w której rzuca odważne, poważne, bezkompromisowe oskarżenia i zarzuty pod adresem amerykańskiego rządu, obciążając go odpowiedzialnością za wydarzenia z 11 września 2001 roku, jako najbardziej tragiczną w skutkach porażką wywiadu w historii Ameryki. Bezlitośnie obnaża ciąg zdarzeń i popełnionych błędów, doprowadzających do tej tragedii począwszy od kłamliwej polityki na temat broni chemicznej w Iraku (a była nie tylko w Iraku, ale i w posiadaniu Al.-Kaidy!), poprzez kumoterstwo, polityczna poprawność i niewiarygodną niekompetencję decydentów z FBI i CIA, w których roiło się od politycznych koneksji, ale mało było umiejętności, aż do samych polityków przedkładających korzyści partyjne i polityczne nad bezpieczeństwo USA. To właśnie dlatego autor miał problemy z wydaniem tej książki, a amerykańskie władze zakwestionowały jej prawdziwość. A ja jakoś bardziej wierzę autorowi, niż Barakowi Obamie, który w moich oczach stracił wiele jednym pytaniem skierowanym do SEALsów, uczestników Włóczni Neptuna podczas spotkania z nimi – No to który z was zlikwidował Osamę, chłopcy? Nie mogę uwierzyć, że ich prezydent wie o nich mniej niż jakaś Polka! Bo gdyby było inaczej, nigdy nie zadałby takiego pytania, a tak pozostaje niesmak, rozczarowanie i ŻENADA...
Ta książka na pewno niweluje rozdźwięk pomiędzy percepcją opinii publicznej, doniesieniami mediów i tym co przyznaje rząd, a prawdą widzianą w terenie , a jednocześnie uzmysławia skalę kłamstw, jakimi jestem karmiona. To są te momenty, w których widzę przewagę błogosławieństwa nad niebezpieczeństwem działalności portalu WikiLeaks.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.


A tutaj sobie posłuchałam, co na temat tej książki sądzi profesjonalista i praktyk.

RUNA UDOMOWIONA — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

RUNA W PRZESTRZENI — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

Runiczne gry

Sen o DolinieMoherowa gra
Fioletowa gra

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer