You are hereMagda Parus — Rywal, odc. 7 (przedostatni)

Magda Parus — Rywal, odc. 7 (przedostatni)


Portret użytkownika Magda Parus

By Magda Parus - Posted on 22 styczeń 2010

odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3, odcinek 4, odcinek 5, odcinek 6

W piątkowe popołudnie Ewa przywiozła z kliniki Karlę. Robin umościł się na sofie i z niechęcią obserwował jej krzątaninę przy suczce. Czuł się zepchnięty na drugi plan, a kiedy w końcu się zeźlił i przyniósł Ewie piłkę, by dać jej do zrozumienia, że powinna nieco inaczej rozłożyć akcenty, odpędziła go jak namolnego szczeniaka.

— Od wczoraj chodzi o własnych siłach — poinformowała radośnie Jarka, kiedy ten wieczorem wpadł zapytać o zdrowie Karli; skurczybyk wiedział, jak podejść Ewę. — W poniedziałek wyjmą jej jeszcze te dwa dreny, ale ogólnie mój wet nie mógł wyjść z podziwu, że tak szybko się pozbierała.

— Toście się dobrali — burknął Robin, spoglądając wymownie na nos Jarka.

Co za przyjemność gryźć takiego, skoro po dwóch dniach nie widać najmniejszego śladu po odniesionym zwycięstwie?

— Robin chyba jest o nią zazdrosny — szepnęła konspiracyjnie Ewa. Westchnęła. — Posłuchaj... No, bo ona na sto procent jest bezpańska. Nie została zaczipowana, ma zaniedbaną sierść. Mówiłeś, że wcześniej nie mogłeś mieć psa, ale generalnie byś chciał, więc zastanawiałam się... Oczywiście, jeśli nie możesz jej wziąć, na razie zostanie u mnie — dodała szybko. — Zrobię jej ogłoszenia i będę szukać dobrego domu, tylko po prostu nigdy nie wiadomo, kto się trafi, a u ciebie wiem, że by miała dobrze.

— Yyy... Znaczy, wiesz, nie mieszkam sam.

— Jasne. — Ewa uśmiechnęła się dzielnie. — Pewnie któreś z was ma alergię na sierść?

— Nnie, niezupełnie. Pogadam z innymi — obiecał Jarek.

Robin domyślał się, że dla Ewy zasadniczy problem stanowią finanse. Słyszał, jak kiedyś tłumaczyła Marcie, że nie może pójść z nią do kina, bo wydała ostatnie pieniądze na żarcie dla niego. Zasadniczo ten akurat fakt mu nie przeszkadzał: uważał, że i tak dostatecznie długo siedzi w domu sam, zatem wręcz się wtedy ucieszył, że Ewa nigdzie się nie wybiera. Gdyby jednak Karla z nimi została, zaistniałby pewnie poważniejszy konflikt interesów.

Inna sprawa, że z kolei mieszkanie z tą bandą skończyłoby się dla Karli ciężkim rozstrojem nerwowym, a i to jedynie pod warunkiem, że wcześniej nie zagryzłaby jej Gosia.

— Dałbyś radę zająć się nią w tygodniu? Po prostu zajrzyj do niej parę razy w ciągu dnia, dobrze? — Ewa uśmiechnęła się promiennie.

Ach, jak miło było zobaczyć minę Jarka. Sukinkot mógł sobie do woli odgrywać najlepszego przyjaciela psa, Robina i tak nie oszuka.

Mimo niewątpliwej satysfakcji, jakiej dostarczył Robinowi widok Jarka doglądającego Karli, kolejny tydzień okazał się raczej irytujący. I to nie tylko za sprawą tej niekumatej suki, aczkolwiek wniosła ona spory wkład w budowanie fatalnego nastroju Robina.

Ach, ta Karla. Wszyscy przy niej skakali, a ta, zamiast położyć uszy po sobie i zaszyć się potulnie w kącie, zachowywała się tak, jakby uważała, że szczególne względy po prostu jej się należą. W dodatku całkowicie ignorowała Robina, wodziła za to rozkochanym wzrokiem za Jarkiem. Nie, żeby Robinowi zależało na jej zainteresowaniu, niemniej drażniło go, że obu sukom z jego podwórka ewidentnie odpaliło na punkcie tego pokrętnego śmierdziela.

Tłumaczył sobie, że Karla nadal jest na prochach. Właściwie za dowód wystarczyłoby mu samo jej wzdychanie do Jarka, Robin utwierdził się jednak w tym przekonaniu, kiedy nie powiodły się próby wydobycia z suczki jakichkolwiek informacji na temat tego, co się jej przydarzyło. Że nie odpowiadała na pytania Robina — nic dziwnego, skoro zdawała się nie zauważać jego istnienia. Wszakże fakt, że również dociekania Jarka nie przyniosły efektu, był już znamienny. To znaczy, Robin miał nadzieję, że winę za tę sytuację ponoszą prochy, jakimi naszpikowano Karlę w klinice, inaczej bowiem musiałby zaakceptować myśl, że przyjdzie mu mieszkać z idiotką.

Począwszy od poniedziałku, Jarek codziennie parę razy zaglądał do Karli, przy jednej z takich okazji, zwykle mniej więcej około południa, biorąc Robina na spacer. Robin łaskawie przystał na tymczasowe zawieszenie broni. Ostatecznie przecież stanowił wzór pokojowego usposobienia. Atakował wyłącznie sprowokowany.

Futrzak napomknął, że w weekend patrolowali nocami las, ale nie trafili na nic podejrzanego. Taa, jasne. Robin coraz bardziej skłaniał się ku teorii, że to Gosia załatwiła Karlę, tamtego pierwszego psa i kto wie, ile jeszcze innych biedaków, a Jarek po prostu wreszcie zrobił porządek w swoim stadzie i zyskał pewność, że suka więcej nie pozwoli sobie na podobny wyskok.

Chociaż, w sumie, Gosia nie sprawiła na Robinie wrażenia przesadnie zdyscyplinowanej, kiedy w środę, wracając z Jarkiem ze spaceru, wpadli na nią na leśnej ścieżce.

— Jaka urocza parka — zawołała z daleka, szczerząc w uśmiechu śliczne białe zęby.

Robin przyjrzał się jej z uwagą. Charakter miała wredny, owszem, poza tym jednak była z niej całkiem niebrzydka suczka.

— Spotkałam dzisiaj panią Basię — ciągnęła słodko. — Nad wyraz serdecznie wypytywała mnie, jak też rozwija się romans mojego braciszka z naszą szalenie sympatyczną sąsiadką.

— Skończ — mruknął Jarek, mijając ją truchtem.

Zawróciła i ruszyła za nim, dopasowując się do jego tempa.

— Usiłuję ci tylko zasygnalizować, że to miejsce nie gwarantuje nam takiej dyskrecji, jak się to wydawało na pierwszy rzut oka — wyjaśniła.

Jarek przystanął i odwrócił się do niej. Także się zatrzymała, nadal uśmiechnięta.

— To nie miejsce ma nam zapewnić dyskrecję, ale my sami — powiedział. — Przyjmij wreszcie do wiadomości ten prosty fakt. Jeśli panią Basię interesują moje relacje z Ewą, to świetnie, przynajmniej znalazła sobie temat do rozmyślań i zostawi w spokoju inne kwestie.

— Wydaje ci się, że jeśli ona lubi psy, możesz liczyć na miskę psich chrupek i miękkie legowisko u stóp jej łóżka? — szepnęła Gosia.

— Wydaje mi się, że zaczynasz mnie drażnić.

Robin obserwował tę scenę z uwagą, po raz kolejny pełen nadziei, że zobaczy, jak ci odmieńcy się gryzą. Niestety, Jarek odwrócił się plecami do siostry i potruchtał dalej.

Westchnąwszy, Robin podążył jego śladem — i raptem uzmysłowił sobie, że zachował się właśnie jak podporządkowany Jarkowi członek stada. Gwałtownie przyspieszył tempa i śmignął pchlarzowi między nogami, kiedy ten otwierał furtkę, przez którą wchodziło się z lasu na teren ogródków działkowych.

Jednakże do domu Robin nie zdołał wejść pierwszy. A żeby draniowi kocia muzyka spać nie dała.

Co gorsza, tego samego dnia wieczorem Jarek i Ewa zaczęli na ludzką modłę lizać się po pyskach, a kiedy Robin usiłował Ewę zdyscyplinować, zagrożono mu, że zostanie zamknięty w łazience. I wszystko to w jego własnym domu, na oczach Karli!

— Nie sądzisz, że Karla to bardziej twoja liga? — zapytał Jarek, kiedy Ewa nie mogła go usłyszeć.

— Weź ją sobie, jeśli tak ci się podoba — odwarknął Robin. — Ja wolę większe.

No właśnie, skoro Jarek z kolei gustował w mniejszych od siebie, dlaczego nie mógł zadowolić się Karlą, jemu zostawiając Ewę? Owszem, Robin zdawał sobie sprawę, że z Ewą nie ma szans wyjść poza pewien typ relacji, nie do końca dla niego satysfakcjonujący... ale nie tym rzecz. Co to w ogóle miało znaczyć: „twoja liga”? Że niby Robin, jako czworonóg, nie mógł uderzać do dwunożnych lasek? Natomiast Jarek mógł, chociaż w jego przypadku nie dało się nawet stwierdzić, ile sukinkot ma nóg i z którą panną jest mu bardziej po drodze? Zapchlony rasista.

Jakby dotychczasowych upokorzeń było mało, w czwartek Jarek wykolegował Robina z łóżka Ewy. Kiedy zaś Robin postanowił bronić swego terytorium, ona, niewdzięczna suka, spełniła wcześniejszą groźbę i zamknęła go w łazience. Oczywiście, głośno protestował przeciw uwięzieniu i miał potem przynajmniej tę drobną satysfakcję, że Jarek, wychodząc rankiem, obdarzył go iście morderczym spojrzeniem. Cóż jednak z tego, skoro Robin czuł, że przegrywa.

Ogólnie rzecz biorąc, był to szalenie frustrujący tydzień. Tym bardziej więc Robin nigdy by nie podejrzewał, że weekend okaże się tak ekscytujący.

odcinek 8

Etykietowanie

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.
Portret użytkownika Magda Parus

Pomijając kwestię istnienia kotołaków, które niejeden wilkołak podałby w wątpliwość, nie jestem pewna, jak kształtują się relacje między kocurem a jego opiekunką-singielką. W przypadku psów zazdrość psa-samca o opiekunkę-singielkę jest dość częstym zjawiskiem i, nie da się ukryć, może stanowić drobne utrudnienie w ewentualnym budowaniu przez nią nowego związku, i to niekoniecznie z wilkołakiem. Zwłaszcza kiedy piesek waży nieco więcej niż 6kg.
A kocur? Niewykluczone, że po prostu by się wyniósł, śmiertelnie obrażony.

Portret użytkownika nina

Koty też bywają zaborcze — wszystko zależy od charakteru.

Dwa lata temu z okładem przygarnęliśmy 10-letniego, wykastrowanego kocura imieniem Maciuś, którego pani umarła. Mieszkała samotnie, a jedno z pierwszych pytań przybyłej na miejsce policji brzmiało „A co z kotem, usypiamy?”. Obecna na miejscu przyjaciółka owej pani zaprotestowała, powiedziała, że poszuka mu domu, ale znalazła tylko nas — mieliśmy już dwa koty i dwa psy, no i mieszkamy na wsi; niezbyt dobre otoczenie dla kocura, który całe życie był miejskim „jedynakiem” i bardzo nieprzychylnie reagował na wszelkich mężczyzn, odwiedzających jego panią, z listonoszem włącznie.

Przyniesiony do nas i wydobyty z podróżnego kontenerka Maciuś najpierw zakopał się pod narzutę na łóżku, a potem, przy pierwszej okazji, zwiał do piwnicy i tam siedział dwa miesiące (!). Nie pokazywał się nawet, kiedy przynosiliśmy mu jedzenie, ale znikało ono, więc wiedzieliśmy, że wciąż tam jest. Potem wreszcie dał się przywabić i powoli zaczął zaznajamiać się z nowym otoczeniem. Stosunkowo szybko zaczął odganiać inne koty od miski, bić je i ogólnie pokazywać, że to on tu rządzi. Wymyślenie, co zrobić z psami, zajęło mu trochę więcej czasu (kiedy jest ciepło, psy mieszkają na dworze, co trochę ułatwiało, a jednocześnie przedłużało sytuację). Najpierw profilaktycznie przed nimi uciekał. Potem obchodził szerokim łukiem. Teraz syczy na nie i tłucze je dokładnie tak samo, jak koty. A zauważyć trzeba, że większa sunia jest to kawał psa, waży ok. 25 kg, a jej grzbiet sięga mi powyżej kolan.

Dopiero niedawno, po dwóch latach mieszkania z nami, Maciuś pierwszy raz z własnej woli przyszedł na kolana do mojego męża. Nigdy go nie atakował, co może mieć związek po pierwsze z tym, że nie był na „swoim” terenie, a po drugie z tym, że to Mariusz go karmił ;-)

A zatem, gdyby to Maciuś był bohaterem „Rywala”, to moim zdaniem bynajmniej by nie uciekł. Zostałby i walczył — pazurami i zębami — ponadto syczałby i warczał (jeśli nie słyszeliście, jak kot potrafi warczy, to wiele straciliście), no i psychologicznie — załatwiałby się rywalowi do butów i na porzucone ubranie (takie akcje z kolei odstawiał inny znajomy kot, który nie lubił pewnych konkretnych gości)...

Nina

Portret użytkownika Magda Parus

Czytając opis zachowań Maciusia, tak się zastanawiam... Zdarzenia przedstawione w tym opowiadaniu rozgrywają się w trakcie niecałego miesiąca. Gdyby Robin był kotem o charakterze Maciusia i musiał zmierzyć się z najazdem takich odmieńców, to czy - nawet jeśli wszystko działoby się na jego terenie - nie spędziłby przypadkiem całego tego czasu np. za szafą? :)

Portret użytkownika nina

Ależ nie! Robin broni swojego terytorium i stada. Maciuś schował się na te 2 miesiące, kiedy stracił swoją panią i został zabrany ze swojego terytorium i znalazł się na terytorium obcych kotów i psów. Zupełnie czym innym (łatwiejszym i bardziej oczywistym) jest obrona swojej własności, na którą włażą intruzi, a czym innym podbijanie cudzego terytorium, zamieszkanego przez potwory, jakich się nigdy wcześniej nie spotykało. Oczywiście także taktyka w obu przypadkach jest inna.

Nina

Portret użytkownika hebius

Ciekawe, jak by to wszystko wyglądało, gdyby tekst przełożyć na opowieść o kotołakach, z Robinem, kocurem rasy europejskiej :)