Uwaga, uwaga...

Najnowsze książki

Najnowsze e-booki

Dębski znowu w Runie (nadchodzi „Moherfucker”!)

Portret użytkownika Sigrid

Nigdy nie byłam w Petersburgu. Dawno temu zdarzyło mi się pomieszkać chwilę w Moskwie, w blokowisku na rubieżach, bo ugaszczały mnie bardzo miejscowe przyjaciółki. Zapamiętałam miasto w stanie nieustającego przepoczwarzania się — przygodnych znajomych, skrzykujących się na przystankach autobusowych na bakszysz dla równie przygodnego kierowcy, żeby podrzucił ich na najbliższą stację metra; łuszczącą się wspaniałość tegoż metra i ludzką falę, która na widok zwalniającego wagoniku parła przed siebie z mocą lawiny błotnej; śmietanowe torty, taszczone z dumą do komunałek, kiedy szłyśmy z wizytą do „pani, która znała Wysockiego” czy „pani która znała Achmatową”; ukryte pomiędzy blokami targowiska z żywnością, na których zaopatrywałyśmy się w kiełbasy i wędzonki, serwowane potem w wydziałowej kanciapie podczas przerwy konferencyjnej; jakiś straszliwy zajzajer, pity z naukowym koleżeństwem podczas jednej z tych przerw, który tak przepalił mi gardło, że swoje wystąpienie — o Helenie, żonie króla Aleksandra I, jedynej małżonce Jagiellona, która nie została królową, ponieważ nie dokonała konwersji z prawosławia — wychrypiałam, ku uciesze publiki, jak zdychająca żaba; „Mistrza i Małgorzatę” w Teatrze na Tagance i długie wspólne śpiewy w knajpie nieopodal miejsca, w którym Annuszka rozlała olej; cerkwie podglądane chyłkiem i w chusteczce na włosach; magnetofon grający na cmentarzu na grobie Talkova; muzea z podwyższonymi taksami dla innostrańców (sprytne przyjaciółki robiły ze mnie Ukrainkę i grały bezczelnie na sentymentach rozpadającego się imperium) i wreszcie wionący pozłotą przepych opery.

Nie zdążyłam nawet dotknąć tamtego świata. Została mi tylko ogromna ciekawość i świadomość, ze nie zdołam go przeniknąć bez przewodnika. Turysta patrzy zupełnie inaczej, nawet jeśli uda mu się zejść z głównych traktów. Żeby spojrzeć głębiej, potrzeba albo bardzo wiele czasu, albo pomocy kogoś, kto wytyczy ścieżki i szlaki.

Dlatego tak się cieszę na nową książkę Eugeniusza Dębskiego.


Przygnębiające petersburskie podwórko — ogromna studnia obramowana dziesięcio- i dwunastopiętrowymi blokami, z kępą obowiązkowych brzóz, chyba samosiejek, niezbędnymi ławeczkami, na których kobiety obgadywały niegdyś wszystko i wszystkich, ze stołami, na których nie tak dawno jeszcze, za Związku Radzieckiego, mężczyźni rżnęli w „kozła”, czyli w domino, z pistoletowym trzaskiem dostawiając triumfalnie ostatnią kostkę, gwóźdź do trumny przeciwnika.

Teraz wszystko to podupadło, staruszki albo wymarły cichutko, albo boją się wyjść, nasłuchawszy się makabrycznych opowieści o morderstwach, popełnianych z reguły na ludziach starych, niedołężnych, słabych i wcale nie bogatych. „Lucja Wasiljewna, słyszałaś? Zabili Fiedosiję, tę spod sto czternastki, zmiażdżyli czerep żelazkiem, prawie jak u Dostojewskiego! I za co? Osiemset rubli zabrali. O-siem-set! Czy to nie koszmarne?!”.

Stoły zmurszały. Wódki się już nie pije pod surówkę z ogórków i pomidorów, łaskawie wykonanej i podanej przez okno przez którąś z małżonek. Niektórzy nie piją, bo piją gdzie indziej, innych nie stać na częstowanie.

Tylko krzywe ławeczki trwają jako tako. Wykonane z „nadwyżek” posiadanego betonu i grubych prętów czy rur, opierają się kopniakom, podpaleniom, szczynom psim i ludzkim.

Z reguły dwie czy trzy osoby mogą na takim szkielecie w miarę wygodnie posiedzieć.

Na jednej z takich mumii siedziało pięciu, dwaj inni stali opierając się butami o krawędzie ławki. Chwilę temu toczyła się tu zwyczajna młodzieżowa rozmówka, o dupeczkach, o tym, kto się kiedy upaprał do śmierci, o przewadze piwa klińskiego nad pierdoloną, przejętą przez Turków i spaskudzoną okrutnie „Bałtiką”. Skończyła się opowieść, kończyły się fajki, kilka sztuk miał jeszcze tylko Igor, pozostali usiłowali go przekonać, że powinien je zagospodarować teraz i tu, a potem jakoś się coś znajdzie.

— Nie pizdi, Igariok! — rzucił najbardziej zgłodniały nikotyny Saszka. — Szczas naszkaliajem! Dawaj, pasasiom!*

Nagabnięty, niechętnie, ale zdając sobie sprawę, że przeciąganie doprowadzi do niezręcznej sytuacji, w której ci bez fajek, stworzą przeciwko niemu koalicję, sięgnął do kieszeni i wyciągnąwszy jednego dla siebie, paczkę z czterema pozostałymi, ostatnimi rzucił Saszce.

Zapalili.

— Chrienowyje eti łajty — powiedział jeden, ale mimo krytyki zaciągał się dymem z wyraźną przyjemnością. — Naszy łuczsze! Wot, na primier...**

— Ticho! — Saszka, przekręcił głowę i wsłuchał się w rozświetlany słabymi i rzadkimi lampami mrok. — Zaraz kupimy fajki!

Prowadząca przed blokiem asfaltowa droga przypominała wykonany dla dzieci model powierzchni księżycowej. Ostrożnie omijając dziury kuśtykała po niej, z trudem w zapadającym zmroku trzymając się gładkiej powierzchni, przygarbiona staruszka. W chudej dłoni trzymała wiotką torbę z kwiecistego niegdyś plastiku, dno torby obciążała kostka masła, czy raczej margaryny, może jakieś herbatniki.

— Staruszka nie spiesza, darożku pierieszła!.. — zaśpiewał Saszka, oderwał się od towarzystwa i niedbałym krokiem ruszył na spotkanie. — Babuszka, adałżi czerwoniec, a?3

— Zgiń mi z oczu, paskudo! — zachrypiała babusia. — Znam cię, Aleksander, od majtek obsranych cię znam, nicponiu. Matka tu je wieszała, gówniarzu! — dodała nagle z mocą.

Wysunęła rękę, by usunąć z drogi młodzieńca.

Koledzy z ławki zarechotali. Saszka zacisnął zęby.

— Pilnuj swoich majtek, stara! — warknął.

Szybko przeszukał wzrokiem babcię. Portmonetka mogła być w torbie, tak — nie masło czy serek, tylko staruszkowa portmonetka! Wyciągnął rękę, by wyszarpnąć torbę, ale ręka babci żwawo uskoczyła. Awos’ka4 zniknęła za wypłowiałym prochowcem. Prawa piąstka staruszki dziwnie szybko wysunęła się do przodu i boleśnie wpiła się w dołek napastnika. — Ach, job!.. — Saszka jęknął i pochylił się, przyciskając dłonie do słonecznego splotu.

Babunia raźnie „obdreptała” skulonego „reketiera” i pomaszerowała w kierunku najbliższej bramy. Ławka eksplodowała rechotem. Bezlitosne kółko młodzieżowe zawsze ochoczo wykpiwało potknięcia każdego z członków, nawet niewątpliwego przywódcy grupki. Saszka posiniał ze złości, podskoczył do babci i chwyciwszy ją za kołnierz szarpnął z całej siły do tyłu. Scenariusz był prosty: babunia wali się na plecy, w locie wyrywa jej się siatkę, nawet może przytrzyma, żeby nie pogruchotała sobie wszystkich pieprzonych kurzych kosteczek, a potem...

Potem wydarzenia potoczyły się kompletnie inaczej.

* — Nie pizdi, Igariok!... Szczas naszkaliajem! Dawaj, pasasiom! — (ros) Nie pierdol, Igorku! ... Zaraz się skołuje! Daj, pociągniemy!

** Chrienowyje eti łajty... Naszy łuszcze! Wot, na premier... — (ros.) Kijowe te lighty... Nasze lepsze! O, na przykład...


Dokąd zatem zabierze nas „Moherfucker”?

Anna Brzezińska

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.
Portret użytkownika hebius

Zdecydowanie łatwiej zadawać

Zdecydowanie łatwiej zadawać pytania po przeczytaniu książki.

Portret użytkownika nina

Może jakieś pytania do Dębskiego?

Skoro już Magdalaena poruszyła kwestię „zakulisowych” wyjaśnień — czy nikt nie chce pogratulować EuGeniuszowi tytułu jego nowej książki (ludzie! mnie ten „Moherfucker” powalił, przecież to jest normalnie mistrzostwo świata — czy naprawdę jestem jedyna, która tak uważa???) ani spytać, na ile literalnie bohater będzie... ehem, no nie wiem, o coś by tu można spytać przecież ;->

A jak się pojawią pytania, to już ja tu Gienia ściągnę!

Nina

Portret użytkownika hebius

Wiem, że to dawno było, ale dopiero teraz przeczytałem HELL-P.

Jeśli Kamil Stochard w drugim tomie ma być takim gejem, jak w pierwszym, to lepiej, żeby Dębski jednak zmienił mu orientację.
Z przerobieniem pierwszego tomu i wypuszczeniem go w wersji uheterowionej nie byłoby zbyt wiele roboty - wystarczy ze str. 26 usunąć jedno zdanie "Jestem gejem, ale tego mu też nie powiedziałem." Redakcja - gdyby chciała - może już nawet w posiadanych egzemplarzach obecnego wydania dokonać poprawki - jedno maźnięcie jakimś korektorem i po problemie. Po tej niewielkiej korekcie z lektury dalszych stron nikt się nie domyśli, że Kamil woli facetów :P

Portret użytkownika nina

28 vs. 9 sekund

Znaczy, heteryk może niespecjalnie przejmować się seksem, ale gej już nie? ;->

Czekaj, czekaj... ja przecież wiem, gdzie ten stereotyp został szczegółowo wyłożony!

„The thing you need to know is, it's all about sex. It's true. In fact, they say men think about sex every 28 seconds. Of course, that's straight men. Gay men it's every nine.”
QUEER AS FOLK, 1X01 - PILOT: EPISODE 101

(W wolnym tłumaczeniu: Trzeba ci wiedzieć, że zawsze chodzi o seks. I to jest prawda. W gruncie rzeczy, słyszałem, że mężczyźni myślą o seksie co 28 sekund. Oczywiście chodzi o heteryków. U gejów to jest dziewięć sekund.)

Nina

Portret użytkownika hebius

Nie spodziewałem się u

Nie spodziewałem się u Dębskiego żadnych opisów, ale skoro już robi gejem głównego bohatera, to niech coś z tego wynika, jakiś drobiazg chociaż. A tu zamiast gejostwa Kamila mamy raczej jego aseksualność. Najbardziej to widać na str. 270.
Stochard odlewa się razem z Jerzym na zewłok wroga. Panowie chichoczą, Kamil zerka z ciekawością (domyślam się) w rozporkowe rejony Jerzego... I na co zwraca przede wszystkim uwagę? Na guziki!
No przepraszam, tak to nawet faceci hetero się nie zachowują. :P

RUNA UDOMOWIONA — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

RUNA W PRZESTRZENI — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

Runiczne gry

Sen o DolinieMoherowa gra
Fioletowa gra

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer