You are hereOstatni odcinek „Rywala” i kilka pytań o internetowe opowieści
Ostatni odcinek „Rywala” i kilka pytań o internetowe opowieści

Pojawił się ostatni odcinek „Rywala”, można więc pokusić się o kilka podsumowań. Jeśli chodzi o treść, myślę, że lepiej wypowiadać się w komentarzach pod samym opowiadaniem; tu skupmy się na sprawach formalnych. Po pierwsze, objętość — całość ma blisko 49 tys. znaków, czyli 1,22 arkusza autorskiego; tyle, co dłuższe opowiadanie. Myślę, że to całkiem przyjemna długość. Częstotliwość pojawiania się kolejnych odcinków też była chyba satysfakcjonująca?
A co sądzicie o samej formule internetowych opowieści w odcinkach? Czy jest atrakcyjna? Czy byliby chętni do przeczytania sequela „Rywala”? Czy powinniśmy zachęcać innych pisarzy do takiej twórczości, czy wolicie, aby raczej skupili się na pisaniu powieści i opowiadań przeznaczonych do druku? Jeśli chcielibyście przeczytać następną internetową opowieść w odcinkach, to którego z pisarzy Runy powinnam na to namawiać w pierwszej kolejności? A może jest jakaś tematyka, o której najchętniej byście poczytali? Niczego nie obiecuję na 100%, ale zrobię, co się da :-)
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać




- Trackback URL
















Co do formy opowiadania miałam trochę mieszane uczucia. Może dlatego, że ja z takim systemem tworzenia spotykam się od dawna w fanfikach. W światowym i polskim internecie istnieją tysiące stron, gdzie autorzy piszą nieodpłatnie, publikują po kawałku i w zamian dostają tylko recenzje czytelników. To bywają naprawdę dobre literacko utwory, długości porządnej powieści, a publikowane i czytane są latami. Tylko, że ... w taką twórczość zazwyczaj bawią się amatorzy, a nie zawodowcy, którzy już piszą dla pieniędzy.
I dlatego miałam wrażenie, że Magda Parus wyważa otwarte drzwi, próbując nowej dla mniej formy czyli tworzenia przy automatycznym odzewie czytelników.
Opowiadanko o Robinie było milutkie, ale dla mnie zdecydowanie za krótkie. Zresztą miało sens w zasadzie tylko jako miniaturka osadzona w świecie powieści. O ile powieści podobały mi się baaardzo, to samo opowiadanie nie obroniłoby się chyba. Jeśli o mnie chodzi wolę dłuższe formy i całkiem samolubnie wolałabym, żeby "moi autorzy" się na nich skupili.
A jeśli autor chce poświęcić czas na taki kontakt z czytelnikami, to raczej wolałabym poczytać o samej intrydze z książki, poznać jakieś szczegóły, których zabrakło w druku, wyjaśnić sobie motywy działania bohaterów.
Magdalaena
Oj, i widzę, że nie zdążyłam się pierwsza wypowiedzieć w kwestii tych szczegółów powieściowej intrygi:).
Nina może zaświadczyć, że mam hmm... delikatną obsesję na punkcie tego, czy podczytnik na okładce nie wyjawia zbyt wielu istotnych elementów fabuły książki. Osobiście w ogóle nie czytam takich notek, bo lubię, kiedy akcja książki jest dla mnie w całości zaskoczeniem. Tym bardziej więc nie zdecydowałabym się na dyskutowanie o detalach powieściowej intrygi (co innego, gdyby chodziło np. o ogólne zasady rządzące światem wilkołaków), ponieważ byłoby to jednym wielkim spoilerem - a obawiam się, że napisane czerwonymi wersalikami ostrzeżenie o tym tylko przyciągnęłoby czytelników.
Pewne dodatkowe informacje są natomiast dostępne na stronie cyklu (i to, jeśli idzie o akcję, jest w zasadzie maksimum szczegółów, jakie jestem skłonna ujawnić).
Jeśli chodzi o powiązania "Rywala" ze światem "Wilczego dziedzictwa", to, rzeczywiście, są to te same wilkołaki, zatem o zasadach rządzących ich społecznością, ich cechach fizycznych, zależności przemiany od fazy księżyca, podziale na alfy i bety, świadomych i nieświadomych itp. można dowiedzieć się więcej z lektury cyklu (o polskich wilkołakach będzie trochę w Ukrytych celach). Na przykład Tomek w ostatnim odcinku nie przemienia się, ponieważ jest betą i przy księżycu w pierwszej kwadrze nie potrafiłby tego zrobić - jeśli jednak ktoś przyjmie tu inne wyjaśnienie (np. że Jarek rozkazał mu zachować ludzką postać), nie jest to aż tak istotne dla odbioru opowiadania.
Bez znajomości cyklu to opowiadanie nadal będzie zrozumiałe, bo czytelnicy przeważnie zetknęli się już w wilkołakami w bardzo różnych odmianach, np. z kontrolującymi przemianę i takimi, które pod księżycem w pełni zmieniają się w bezrozumne bestie. Dlatego jeśli w "Rywalu" wilkołak wyraźnie przemianę kontroluje, nie sądzę, żeby wywoływało to zdziwienie - i potrzebę wyjaśniania, dlaczego tak jest. Raczej będzie to reakcja: "Aha, czyli tutaj sprawa przemiany została rozwiązana w ten sposób" (choć, oczywiście, zdarzały mi się reakcje rozmówców: "Ach, książka o wilkołakach! Czyli krzyże i osinowe kołki, zgadza się?").
Dla kontrastu, gdybym na przykład napisała cykl powieści o parfunkowcach, a potem dopisała do tego opowiadanie, wypadałoby, żebym mimo wszystko wyjaśniła, czy parfunkowcowi bliżej jest do człowieka czy do wiewiórki, bo dla czytelników nie znających cyklu byłoby to tylko dziwne słowo.
Troszkę mnie rozbawiło to „wyważanie otwartych drzwi”. Pomysł powieści czy opowiadań w odcinkach bynajmniej nie narodził się wraz z wynalezieniem Internetu, jest dużo, dużo starszy. Nie znam historii prasy i nie chce mi się teraz szukać pierwszej takiej publikacji, ale ze szkoły pamiętam, że Sienkiewicz publikował w ten sposób „Trylogię”. Google podpowiada, ze „Ogniem i mieczem” ukazywało się w odcinkach w warszawskim Słowie i krakowskim Czasie w roku 1883. To końcówka dziewiętnastego wieku ;-)
Fanfiki to trochę inna sprawa. Ich autorzy używają bohaterów i/lub świata wymyślonego przez kogoś innego, dlatego siłą rzeczy nie mogą czerpać z nich korzyści finansowych — ryzykowaliby natychmiastowy pozew od właściciela praw autorskich. Czasem właściciele praw udzielają zgody na tworzenie fanfików do jakiegoś swojego dzieła; żeby daleko nie szukać: w Runie kiedyś był konkurs fanfików „Kronik Drugiego Kręgu”.
Natomiast polscy pisarze fantastyki od dawna pisywali różne drobiazgi za darmo, najczęściej dla wydawnictw konwentowych, czasem dla fanzinów — i w sumie szkoda, że te teksty są dostępne tylko dla garstki posiadaczy tych broszurek, wydawanych zwykle w niewielkich nakładach. Internet ma tu zdecydowaną przewagę i korzystanie z niego wydaje się sensowne, bo skoro już pisarz coś napisał za darmo, to czemu nie miałoby się z tym zapoznać więcej osób, nie tylko uczestnicy konwentu czy czytelnicy jakiegoś fanzinu.
Niektórzy pisarze pisują także fanfiki dla czystej frajdy. Pamiętajmy, że nasi, fantastyczni (w obu znaczeniach) pisarze sami też są fanami, a nie tylko biznesmenami, którzy nie tkną klawiatury, jeśli wcześniej ktoś im nie zagwarantuje zapłaty. Myślę, że powinniśmy się z tego tylko cieszyć.
Czy „Rywal” broni się tylko, gdy postrzegamy go jako opowiadanie osadzone w świecie „Wilczego dziedzictwa”? Przyznam, że to stwierdzenie mnie zaskoczyło. Przecież w „Rywalu” nie ma praktycznie żadnych odwołań do skomlikowanej struktury wilkołaczego świata, który Magda stworzyła na potrzeby powieści. Moim zdaniem ktoś, kto nie czytał „Wilczego dziedzictwa” nie traci zupełnie żadnych nawiązań, bo ich tu po prostu nie ma. Bohaterowie także są inni. Prowadzenie narracji z punktu widzenia psa było fajne, tym bardziej, że moim zdaniem Magda zrobiła to znakomicie. Sama mam psy, więc rozpoznawałam wiele zachowań i uważam, że Robin jest psychologicznie całkowicie wiarygodny. A czy w „Wilczym dziedzictwie” są w ogóle jakieś psy?
Natomiast jesli chodzi o te szczegóły, których zabrakło w ukończonej wersji książki, motywy działania bohaterów, itp. — jasne! Jesem jak najbardziej za tym. Szczerze mówiąc, myślałam, że na tym blogu, gdzie pojawiają się pisarze i można im zadawać pytania, będzie mnóstwo tego typu dyskusji. A tymczasem — nikt o nic nie pyta. Autorowi jest trudno pisać o wszystkim, co wymyślił na potrzeby książki, ale czego z oczywistych względów (objętość, obawa przed zanudzeniem czytelników) w niej nie zawarł, ponieważ jest tego po prostu za dużo. Pytajcie, a będzie odpowiedziane! :-)
Nina
Dopowiem tylko, że pierwsze opowiadania cykliczne pojawiły się wraz z reformacją prasy w 1836. Dość znanych zresztą pisarzy, jak na przykład Dumas w należącej do Emila de Girardin La Presse, tak więc faktycznie, do wyważania drzwi trochę pomysłowi brakuje. Jednak, jak już pisałem, podoba mi się ;)
Słowa o słowach - moje spojrzenie na fantastykę
Pomysł bardzo fajny, częstotliwość także :)
Zdecydowanie jestem za tym, żeby takie akcje się powtarzały. Tematyka dowolna, ale najbardziej ucieszy mnie konwencja komediowa... ;)
Choć zaświtał mi właśnie pomysł, ale nie wiem, jak by było z realizacją... Dwóch pisarzy pisze wzajemnie fanfiki do swoich tekstów. Tak mi się wydaje, że czegoś takiego jeszcze nie było, a efekt mógłby być ciekawy.
No dobrze, kończę ten koncert życzeń... ;)
bezczelna i ruda
Mi też się pomysł podoba, ale z okazji myślenia o konkursie wpadła mi do głowy myśl. A co, gdyby zrobić konkurs szortowy wśród autorów? Jeżeli zebrałoby się kilku chętnych, ogłosić jeden temat, limit na przykład 3000 znaków i jakiś czas. Pozwoliłoby to zobaczyć jak różni pisarze odbierają temat, spojrzenie nań z wielu stron.
Słowa o słowach - moje spojrzenie na fantastykę
Konkurs dla publikujących pisarzy, jasne — tylko przydaliby się sponsorzy i/lub fundatorzy nagród ;-) Wtedy frekwencja byłaby gwarantowana.
Limit 3000 znaków jest bardzo ograniczający, napisanie dobrego tekstu o tej objętości wymaga naprawdę znakomitego pomysłu, bo nie ma miejsca ani na rozbudowane opisy, ani na charakterystyki postaci, właściwie na nic, co pomaga budować napięcie. Wszystko opiera się na pomyśle i szkicowo, brawurowo poprowadzonej akcji.
Poza tym po co wprowadzać jakieś sztuczne limity w Internecie? Serwery są pojemne. To nie czasopismo, gdzie trzeba się zmieścić w przewidzianym miejscu. Wydaje mi się, że w Internecie czas (czyli termin przysłania tekstu) może być jedynym i w zupełności wystarczającym limitem.
Ale jeśli masz pomysł na jakiś bardzo, bardzo ciekawy temat, który zainspirowałby wielu pisarzy, to pisz śmiało. Zobaczymy, a nuż ktoś się skusi :-)
Nina
Limit zaproponowałem raczej nie z powodu pojemności internetu, ile tego, że takie krótkie opowiadanie można stosunkowo szybko napisać w porównaniu z dłuższym. I tak, tej długości teksty zasadzałyby się raczej na ciekawym pomyśle, co wydaje mi się jedną z ciekawszych rzeczy :)
Co zaś do tematu to przydałoby się pewnie spytać kilku czy byliby zainteresowani i znaleźć jakiś, który mógłby ich wszystkich zainteresować mocniej lub mniej :)
Słowa o słowach - moje spojrzenie na fantastykę
Pomysł jest OK.
Częstotliwość też w sam raz.
Co do oczekiwań - zdaję się na wybór redakcji. Z jednej strony chciałbym przeczytać teksty autorów, których znam i lubię, ale z drugiej byłoby dobrze poznać kogoś nowego i przekonać się do jego twórczości.
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
No proszę, żadnych trudnych żądań, wszystko Ci się (s)podoba. Więcej takich czytelników! :-)))
Nina
Na razie dobrze się tu czuję, więc nie zgłaszam żadnych roszczeń. Ale tak ogólnie to ja jestem strasznie marudnym malkontentem, więc jeszcze pewnie dam Ci się we znaki :P
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice