You are here„Ten fragment jest do dupy”, czyli gdy autor ma oprawcę w domu
„Ten fragment jest do dupy”, czyli gdy autor ma oprawcę w domu
Z dużym zainteresowaniem przeczytałam felieton Michała Krzywickiego „Redakcyjne psalmy”, w którym opisuje drogę przez mękę, jaką jest redakcja tekstu. Po lekturze felietonu z jednej strony pomyślałam, że mój mąż to ma szczęście, że przez takie coś nie przechodzi, a z drugiej strony zrobiło mi się go trochę żal.
Praca z redaktorem nad „Uśpionym archiwum” zajęła, z tego co pamiętam, jakieś cztery godziny, nad „Kosmicznymi ziarnami” może dwa razy dłużej, bo nie było to bezpośrednie spotkanie, tylko trzeba było komentarze do paru odrzuconych poprawek napisać. Podobnie było z „Mostami wszechzieleni” — w sumie może z dziesięć godzin pracy autora nad poprawkami by się zebrało.
Czy Podrzucki ma jakieś specjalne fory w „Runie”, że redaktorzy go oszczędzają? A może jest tak genialny, że od razu pisze powieści gotowe do druku? Ani jedno, ani drugie. Podrzucki ten horror, który opisuje Michał Krzywicki, przechodzi w swoim własnym domu na długo przed pokazaniem tekstu redaktorowi.
Kiedy „Uśpione archiwum” zostało zaniesione do Wydawnictwa, było o ponad 200 000 znaków dłuższe niż wersja, którą otrzymał czytelnik. Ania Brzezińska po przeczytaniu stwierdziła, że musi to zostać skrócone, bo nikt takiej cegły debiutanta czytał nie będzie. Wawrzek miał do wyboru: albo skróci to sam, albo zrobi to za niego redaktor. Wybrał to pierwsze, nie wiedząc jeszcze, czym to grozi.
Skracanie powieści Podrzuckiemu nie bardzo szło. No bo co tu wywalić, skoro wszystko jest takie ważne? A na dodatek trzeba wywalić około jedną czwartą tekstu w taki sposób, aby całość się kupy trzymała!
Koniec końców, siedliśmy nad tym razem. Ja wybierałam fragment tekstu (czasami kilka stron), zaznaczałam go, a Wawrzek wrzeszczał „Nie, nie zgadzam się. Nie ten fragment! Ja nad nim trzy dni siedziałem!!!”. Przez chwilę cierpliwie słuchałam tych wrzasków trzymając ostentacyjnie palec na klawiszu „Del”. Gdy wrzask ustawał, mówiłam: „Uzasadnij dlaczego ten fragment powinien zostać”. Jeżeli odpowiedź była sensowna, fragment zostawał, jeżeli było to „Eeee, no bo... (cisza)”, klawisz „Del” robił swoje i przechodziliśmy do następnego. Czasami po jakimś wyjątkowo drastycznym cięciu Podrzucki robił sobie świeżą kawę, dla ukojenia nerwów zapewne.
Po kilku godzinach tej współpracy w oczach mojego męża widziałam chęć zemsty. Udusić mnie nie mógł, choć chyba ledwie się powstrzymywał. Była opcja rozwodu, ale z tym jest za dużo kłopotu. Myślę, że planował coś bardzo ohydnego, jak np. wstawienie do domu drugiego akwarium, albo wyniesienie wszystkich książek i postawienie na półkach kilkuset pudełek po jogurtach z sadzonkami roślinek. Na szczęście zaniechał zemsty. Najprawdopodobniej po spotkaniu z redaktorem, z którym, jak wspomniałam wcześniej, praca zajęła tylko parę godzin.
Podejrzewam, że mimo tego koszmaru, który przeszedł, był mi w jakiś sposób wdzięczny, bo już na początku pracy nad „Kosmicznymi ziarnami”, przyniósł rozdział i poprosił:
— Możesz to przeczytać?
Mogę, pewnie, że mogę.
— To jest OK, to jest super, ale ten fragment się nie nadaje — mówię.
— Nie nadaje się? Jak to się nie nadaje?! — wrzeszczy mój mąż.
— No nie nadaje się. Jest całkowicie do dupy.
Muszę uzasadnić, dlaczego uważam, że fragment jest do dupy. Uzasadniam, ale Podrzuckiemu już ciśnienie skoczyło i widzę, że będzie bronił tego fragmentu choćby nie wiadomo co. Proszę go, żeby przeczytał to jeszcze raz na spokojnie.
Czasami dochodzi do podobnego wniosku zaraz po przeczytaniu, czasami kilka dni później, a czasami to ja macham ręką, bo co się będę z koniem wadzić. Zdarza się jednak, że po kilku miesiącach przychodzi i mówi:
— Wiesz co? Ten fragment, pamiętasz? On rzeczywiście jest do dupy.
Jeżeli da się autorowi wystarczająco dużo czasu, to sam dojdzie do takich samych wniosków co czytelnik. Ale w praktyce jest to możliwe tylko wtedy, gdy ma się oprawcę w domu. :)
Dorota Podrzucka
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać




- Trackback URL
Najpopularniejsze tematy
Anna Brzezińska
Ars Fantastica
e-booki
eClicto
Ewa Białołęcka
Fiolet
Jakub Ćwiek
konkursy
Kroniki Drugiego Kręgu
Maciej Guzek
Magdalena Kozak
Magdalena Salik
Magda Parus
Michał Krzywicki
Mosty wszechzieleni
Od Runy
okładki
Psalmodia
recenzje
Saga o zbóju Twardokęsku
spotkania
Trzeci Świat
twórczość fanowska
Wawrzyniec Podrzucki
Wilcze dziedzictwo
Wilcze dziedzictwo: Ukryte cele
Yggdrasill
zapowiedzi
zaprzyjaźnione blogi
Zoran Krušvar
















Prawda jest taka, że oprawca w domu, szczególnie gdy czasu mało, to skarb. Jasne, zawsze jest magiczna metoda szuflady - po napisaniu wkładamy arcydzieło na pół roku, a następnie wyciągamy marną książkę i próbujemy z niej znów zrobić arcydzieło. Prywatny oprawca jest właśnie taką szufladą w wersji instant co pozwala nie dość, że znacznie przyspieszyć proces krzepnięcia zachwytu, to jeszcze dojść do głębszych wniosków na przyszłosć dzięki rozmowie z ożywioną szufladą. :)
Słowa o słowach - moje spojrzenie na fantastykę
Z tym zachwytem to u różnych autorów różnie bardzo bywa. ;) U jednych wcale nie musi krzepnąć, bo się z przekonaniem o swoim geniuszu rodzą i w takimż błogim przekonaniu umierają, lustro w łazience wiadomo, jaką ma spełniać funkcję i żaden kat oswojony, krytyk obiektywny, tutor mądry ani też muza umęczona nieczego nie zmienią. Innym z kolei nie podoba się z tego, co piszą absolutnie nic i nigdy. Ja po tych kilku latach plasuję się zdecydowanie bliżej tego drugiego typu i tak szczerze mówiąc to, co napisała moja żona o gehennie współuczestnictwa w procesie twórczym męża jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Jeszcze jedno lub dwa moje "dzieła" i wystąpimy do wydawnictwa o przyznanie małżonce renty za wieloletnią pracę w warunkach szkodliwych ;)
Wawrzyniec Podrzucki
Ha! Po napisaniu dwóch książek z mężem obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę robić za domowego oprawcę. No way. Bo dlaczego w czasie, który inne, rozsądniejsze pary, spędzają, pijąc wino, czytając, rozmawiając bądź oddając się rozlicznym zdrożnym przyjemnościom - ja mam trawić na kłótniach o przecinek przesunięty? Niechże się potem redaktor realizuje.
Bardzo Was podziwiam :)
Można tylko pozazdrościć tak bezwzględnego redaktora i to na wyciągnięcie ręki:)
A szuflada nie zawsze wystarczy.
I chyba trzeba starać się znaleźć złoty środek między "nienawidzę", a "kocham" - mówię o uczuciu do tego, co właśnie stworzyłem.
Opus Diaboli
O! To jak już autor na dobre okrzepnie w sławie, wydawnictwo będzie mogło pomyśleć o wypuszczeniu na rynek tomu "Uśpione archiwum. Wersja autorska" :P
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Raczej "Yggdrasill - brudnopis". Wystarczyłoby na parę nowych tomów. :)
Wawrzyniec Podrzucki