Marcin Wełnicki: Dossier R — paraopowiadanie
Andrzej W. Sawicki: Niezwykły przypadek Martyny Gewalt — opowiadanie

Od razu uprzedzam, że nie będę Was w poniższym artykule zadręczał definicjami, nie mam żadnych ciągot, by jakąkolwiek definicję fantastyki historycznej stworzyć. To, co poniżej, to raczej luźne uwagi, wynikające z mojej pracy, ale także i obserwacji. Kto wie, może zachęci to Was do dyskusji.
Nie jest łatwo pisać „fantastycznie” i trzymać się realiów historycznych. I nie ma znaczenia, czy bierzemy okres mało zbadany, czy taki, o którym pieją nawet w TV przy każdej okazji. W pierwszym przypadku autor, który zamienia się na wiele miesięcy w badacza, wypełnia luki choćby przez analogie w badanym obszarze i czasie, w drugim przypadku ma trochę łatwiej — może przejrzeć wszystko, co jest dostępne i wybrać same perełki. W obu przypadkach jednak nie ma mowy o tym, żeby wyobraźnia hulała do woli.
Podam natomiast kilka przykładów, kiedy może i warto pohulać.
Dobrym polem dla wyobraźni jest wypełnianie luk w wydarzeniach. By nikogo nie skrzywdzić przytoczę przykład z „Plag tej ziemi”. Drogę niemieckich krzyżowców, którzy przekroczyli Łabę w 1147 roku zbadałem bardzo dokładnie — wszystkie dostępne mapy i opracowania, wzmianki w kronikach — i dopiero potem miałem odwagę, by nieco zmienić trasę krzyżowców, ponieważ tak mi było wygodniej dla dobra fabuły. Musiałem jednak ich tak poprowadzić, by nie ugrzęźli choćby na bagnach, których na Połabiu nie brakowało. Myślę, że teraz rozumiecie, o co mi chodzi.
Trzeba mieć świadomość na ile można zgwałcić historię.
Nieco bezpieczniej pohulać, przynajmniej tak mi się wydaje, opisując wydarzenia polityczne i postaci. Bardziej można zdać się tu na intuicję, niż w powyżej opisanym przypadku. Ale czym większą czytelnik ma wiedzę o danym okresie, tym większy ma ubaw z lektury. Obrazić się może ten, który nic nie wie, a oczekuje prawdy, ale przecież właśnie na tym polega cała zabawa — prawdy należy szukać w podręcznikach, a nie w lekturze fantastycznej.
Weźmy kolejny przykład: Krzyżacy w Prusach. Przed rokiem 1226 mało o nich wiemy — patrz Prusy. Ale przecież nie przybyli tu z dnia na dzień. Pies wyobraźni rzuca się już na wszystkie strony, ujada i kąsa, można pisać do woli, ale nie bez smyczy historii.
Proszę wybaczyć, nie mogę się przy okazji powstrzymać od dygresji. Wyobrażenie o krzyżakach chrystianizujących Prusy jest co najmniej zabawne: że chrystianizowali „naszą” ziemię (jaką, ku**a naszą, mówimy o Prusach w XIII!), że były ich tysiące (kilku się przypałętało, ale — rzeknę — byli sprytni, bo do walki z Prusami wykorzystywali choćby... samych Prusów. Oj, aż się chce wyzwać ich od faszystów, ale rzetelność naukowa nie pozwala).
I tu niespodziana, bo to wszystko, co opisałem niby przy okazji, wyjaśnia, że trzeba takie pierdółki wiedzieć, żeby nie zrobić z siebie pierdoły. Oczywiście to są tylko przykłady, może nieco przerysowane.
Dla mnie fantastyka historyczna różni się od historii alternatywnej tym, że wypełnia lukę w historii, ale nie wpływa na jej koniec. Krzyżacy dla przykładu mogli korzystać z usług demonów przy chrystianizacji Prus (uwaga tutaj autoreklama), tak jak w „Psalmodii”, ale tak czy inaczej ją schrystianizowali. Natomiast kiedy mamy do czynienia z alternatywą, często punktem wyjścia jest właśnie zaprzeczenie samej historii.
I na koniec chyba najważniejsze. Bo przecież fantastyka historyczna nie polega tylko na kłamstwach i przeinaczeniach w samej historii. Tam, gdzie chcemy możemy umieścić smoka, jednorożca albo krasnoluda. Smok może nie mieć skrzydeł, jednorożec rogu, a krasnolud może mieć cztery ręce, ale chyba trzeba dobrze to uzasadnić, jak przystało na fantasy.
Obiecałem, że nie będę definiował , ale nie mogę się powstrzymać. Muszę spróbować. Powieść z gatunku fantastyki historycznej to taka, w której prawdziwy jest rycerz, ale niekonieczne jednorożec, którego dosiada. A nad polami grunwaldzkimi królowi Jagielle pomagały nietoperze ziejące ogniem, a Krzyżacy wcale nie stali w cieniu, ale za to pomagały im psy szczekające dupami, ale w ostatecznym rozrachunku i tak (niby)wygrali Polacy. A w 1525 odbył się hołd pruski.
Michał Krzywicki




Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer
Re: Ale to wciąż tylko historia
No takie podejście (tzw. "hulanki"), jakie Pan opisał w artykule, ma ręce i nogi i szczerze mówiąc, to gdyby podręczniki były pisane w takiej konwencji, to bym bardziej lubił historię... :D
No chyba że słucham na lekcji o wstrętnych Angolach, nadętych Francuzikach, nazistach i komunistach - wtedy nie potrzebuję podręcznika :D
A co do uzupełniania tzw. luk historycznych - skojarzyły mi się dość fajnie napisane książki z uniwersum Gwiezdnych Wojen - autorzy bazują przecież na sześciu filmowych epizodach, zarówno jeśli chodzi o "dzieje" przed filmowymi epizodami, jak i o te, które działy się już "po filmach".
Także sądzę, że to dość dobry trop, takie uzupełnianie historii - nawet w formie fantastyki historycznej z przymrużeniem oka. :)
Pozdrawiam
Visca el Barca!
Ale to wciąż tylko historia
Ale to wciąż tylko historia alternatywna, więc żeby zrobić z tego fantastykę historyczną, to trzeba jeszcze dodać, że Dąbrówka była śliczniutka:) A tak trochę na poważniej, to... na poważniej to mi się chyba nie chce.
Opus Diaboli
Wydaje mi się, ze historię
Wydaje mi się, ze historię polskiego średniowiecza można gwałcić do woli. Wystarczy tylko Mieszka nie wysyłać pod Grunwald, a Jagiełły nie żenić z Dąbrówką. Resztę przeciętny czytelnik pewnie łyknie nie wiedząc, gdzie prawda, a gdzie inwencja autora.