You are herePytania do wydawnictwa
Pytania do wydawnictwa
W komentarzach do tego wpisu zalogowani użytkownicy mogą zadawać pytania i otrzymać na nie odpowiedzi. Pytania, które będą się powtarzały, trafią do FAQ.
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać




Najpopularniejsze tematy
Anna Brzezińska
Ars Fantastica
e-booki
eClicto
Ewa Białołęcka
Fiolet
Jakub Ćwiek
konkursy
Kroniki Drugiego Kręgu
Maciej Guzek
Magdalena Kozak
Magdalena Salik
Magda Parus
Michał Krzywicki
Mosty wszechzieleni
Od Runy
okładki
Psalmodia
recenzje
Saga o zbóju Twardokęsku
spotkania
Trzeci Świat
twórczość fanowska
Wawrzyniec Podrzucki
Wilcze dziedzictwo
Wilcze dziedzictwo: Ukryte cele
Yggdrasill
zapowiedzi
zaprzyjaźnione blogi
Zoran Krušvar
















Mam jedno pytanie - jaka jest optymalna ilość znaków dla powieści? Oczywiście patrząc przez pryzmat wydawnictwa, ile znaków powinna mieć powieść, by mieć największe szanse wydania w Runie? A także - jakie jest rozsądne minimum?
Przepraszam, że zajmuję czas takimi pytaniami i mam nadzieję, że zbytnio nikogo nie zirytuję (co jest moim zadziwiającym talentem)
Po pierwsze: zastanawiam się, jak rozpoczyna się nowy wątek w powieści (wiem, nie brzmi to wyraźnie)
Przykład:
# “Malina radośnie zwisała z krzaczka rosnąc przy tym nieustannie i w ekstazie bujając się na boki. Pełna była różowego, lepkiego soku, który uwielbia brudzić ubrania.
# Malina nie wiedziała jednak, że za chwilę wyląduje w szczerbatej paszczy jasnowłosego dzieciaka odzianego- tak na marginesie- jedynie w barwna pieluchę i sandałki.”
W miejscu, gdzie umieściłam "płotek" ma znajdować się spacja, czy tab?
Po drugie: Jeśli skończy się już pisać tą swoją (niewątpliwie rewelacyjną i epicką ;)) powieść, to koniecznie trzeba wysyłać ten konspekt ( czy jak to tam nazwać ) i całą fabułę w punktach, czy można wysłać pełne niedopowiedzeń, ale wyraźne streszczenie, które zaciekawi skromną osobę, która to przeczyta?
Po trzecie: Czy jeśli powieść przedstawia Boga jako nierozgarniętego facecika z błędnym wzrokiem, który wciąż spiera się ze swym troszeczkę złym bratem i będącego pod silnym wpływem swej słodkiej małej siostrzyczki to czy taka książka nie będzie uznana za obrazę dla religii i od razu z miejsca odrzucona?
Czyli, czy ona po prostu nie byłaby zbyt bulwersująca?
Po czwarte: Czy autor sam może wykonać projekt okładki, lub ilustracje (jeśli takie będą przewidziane)?
Dziękuję za chwilkę uwagi i czekam niecierpliwie na odpowiedź.
PS. Malina z pytania numer jeden, jest zwyczajną improwizacją, więc przepraszam za dziwaczną nieco skladnię.
Kick
Hej, nie pracuję w Runie, za to coś niecoś chyba wiem... :) Jako że wydawnictwo obecnie się Avangarduje, to podrzucę, co wiem, a jak Avangarda się zakończy, to pewnie ktoś dopowie :)
A nuż będę w czymś pomocna.
1. Z zajęć (specjalizacja wydawnicza) wyniosłam, że ani jednym, ani drugim, wcięcia ustawia się suwakiem. Ale czy w praktyce to wygląda tak samo, jak w teorii, nie wiem... :)
2. Obawiam się, że to streszczenie, pełne niedopowiedzeń, zainteresowania nie wzbudzi. Pozwól, że zacytuję:
"Prosimy o przesyłanie przede wszystkim konspektów powieści (krótkiego streszczenia fabuły, najchętniej w punktach) wraz z początkowym fragmentem tekstu o objętości 10-20% całości."
http://www.runa.pl/strony/9-Nadsylanie-prac.html
"W dziale „Nadsyłanie tekstów” na stronie Runy jest opisane, jak mają wyglądać propozycje wydawnicze. Nie mogę tam jednak znaleźć wyjaśnienia...
* co z opowiadaniami? Czy też trzeba przysłać konspekt i 10-20% całości?
Pojedyńcze opowiadania radzimy wysyłać do czasopism, natomiast zaciekawianie wydawnictwa zbiorem opowiadań nie różni się od zaciekawiania powieścią: najlepiej przysłać krótkie konspekty lub streszczenia wszystkich opowiadań (wraz z puentami — trzymanie wydawcy w niepewności „jak to wszystko się skończy” nie rodzi w nim automatycznie chęci przeczytania manuskryptu od deski do deski), aby pokazać że ich treść jest oryginalna i interesująca, a do tego jedno, dwa lub trzy opowiadania w całości, zależnie jaka ich liczba stanowi 10-20% objętości całego zbioru. Można także dołączyć podczytnik (zwany też blurbem) czyli tekst, który mógłby znaleźć się na tylnej okładce książki. "
http://www.runa.pl/blog/node/23
"Tak w ogóle, najgorszy gatunek propozycji wydawniczych to takie, które w treści maila zawierają tylko stopkę (lub w ogóle nic), lub informację o autorze w stylu „mam 15/17/25/35 lat i mieszkam w X”, konspekt jest w stylu:
1. Przedstawienie bohatera/dzieciństwa bohatera/historii krainy/etc.
2. Bohater spotyka się z X-em.
3. Bohater wyrusza do Y.
itp. punkty nic kompletnie nie mówiące o akcji, napisane chyba tylko po to, żeby „odfajkować” ten okropny, nie wiedzieć po co wymagany element i udowodnić wydawnictwu, że niepotrzebnie się go domagało, bo i tak niczego użytecznego się z niego nie dowie — a generalna wymowa tego wszystkiego jest jedna: „przeczytajcie fragment powieści, on rzuci was na kolana”. Rzecz w tym, że żaden z tekstów dołączonych do tak wyglądających propozycji dotychczas nas na kolana nie rzucił."
http://www.runa.pl/blog/node/25#comment-292
3. Polecam zapoznać się z ofertą Runy... :)
Z ostatnich przychodzą mi do głowy "Wykonawcy Bożego Zamysłu" Zorana Krušvara albo "Psalmodia" Michała Krzywickiego. Na podstawie tego oceniam, że Runa nie ocenia książek na zasadzie bulwersujące / niebulwersujące :)
4. Nie mam zielonego pojęcia... ;) Ale słyszałam, że ilustracje autorskie są dobre, to część wydawców się bardzo cieszy, bo to dla książki dodatkowy walor i pewność, że będą oddawały ducha książki. Ale w tym wypadku nie Runa jest moim źródłem informacji, więc tak sobie gdybam... :)
Z drugiej strony, wiele wydawnictw podkreśla, że na okładkę autor nie ma wpływu. Może mieć, może być z nim skonsultowana - ale nie musi.
A do gdybania nieśmiało dodam, że jeśli książka zostanie przez wydawnictwo przyjęta entuzjastycznie, to pewnie będzie sporo czasu na dyskutowanie o okładce :)
bezczelna i ruda
Dzięki, Tessko :-) Wszystko, co napisałaś, jest bardzo słuszne, więc tylko potwierdzam:
1. Zgadza się, ani jedno, ani drugie. Nowy akapit zaczynamy naciśnięciem klawisza Enter, a wcięcia (zarówno w edytorach tekstu, jak i w programach do składu) ustawia się jako parametry akapitu („Wcięcie pierwszego wiersza akapitu: [wartość w mm lub w punktach]”).
2. Wydawca to nie czytelnik. Nie zaciekawiają go niedopowiedzenia — zbyt wiele widział w swoim życiu wspaniale sie zaczynających książek i rewelacyjnych pomysłów, które poległy na niezręcznym prowadzeniu akcji, banalnym zakończeniu, itp. Dlatego wrażenie wywierają na nim konkrety, a nie obietnice, że „zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie”. Wydawca cynicznie sobie dopowiada: jasne, najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem góra rodzi mysz.
3. Do odpowiedzi Tesski dodać mogę jeszcze, że dobrze jest odróżniać „Boga” pisanego wielką literą (to słowo zostało zawłaszczone jako synonim imienia „Jahwe”) od „boga” pisanego małą — jako jednej z legiona mitycznych istot. A żeby było trudniej, np. wyznawca rzymskich bogów z początku naszej ery będzie mówił o Jahwe „bóg” (bo jest on dla niego jednym z tysiąca wyznawanych w Imperium bogów), a chrześcijanin z tego samego okresu będzie o Jahwe mówił „Bóg” (bo już zaczyna proces zawłaszczania rzeczownika pospolitego aby docelowo stwarzać wrażenie, że inni bogowie są gorsi).
4. Jako rzekła Tesska — na rozmowy o tym będzie czas po ewentualnym zaakceptowaniu tekstu do druku. Natomiast wysyłanie ilustracji/okładki od razu może sprawiać wrażenie, że autor chce sprzedać „pakiet”, więc jeśli ilustracje będę (w ocenie wydawcy) kiepskie, mogą przeważyć decyzję co do tekstu na „nie”.
Nina
Bardzo dziękuję :)
A co do tych ilustracji i okładek, to kieruje mną ciekawość- Małgorzata Musierowicz (autorka "Jeżycjady") do wszystkich swych dzieł sama wykonuje ilustracje (a trochę tych dzieł jest).
Tak czy inaczej, jeszcze raz bardzo dziękuję.
Kick
Nie ma sprawy :)
Trzymając się bliżej fantastyki - Rafał Kosik też ilustruje się sam ;)
bezczelna i ruda
Dziękuję pani bardzo. Miałam nadzieję, że ktoś odpowie mi w końcu szczerze.
Wszyscy, którym daję do przejrzenia moje wypociny, uważają, że jestem jeszcze za młoda na pisanie w ten sposób. Spotykam się z odrzuceniem, bo jestem bardzo bezpośrednia i opisuję świat, który widzę własnymi oczami. Niektórzy nie potrafią tego opisu zrozumieć.
Nie chcę, żeby ktoś po przeczytaniu mojego tekstu mówił "O Boże, to pisał jakiś dzieciuch, który niczego nie rozumie!". Wolałabym raczej "Och! To była niesamowita książka!". Wiem, że to marzenie każdego, kto zajmuje się pisaniem z samej pasji.
Na którymś portalu, czy może stronie wydawnictwa, przeczytałam,że należy podać dane autora najlepiej; imię, nazwisko, wiek oraz adres e- mail/ telefon. Przeraziło mnie to i zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś, gdy przeczyta ile mam lat, nie usunie mojej wiadomości (zakładając, że wysyłam zarys pocztą elektroniczną).
Tak więc jeszcze raz dziękuję za rozwianie moich wątpliwości :)
~Malvada~
Mam pytania dotyczące nadsyłania tekstów;
Czy wiek nadsyłającego jest ważny? Czy brana jest pod uwagę powieść dla dorosłych i młodzieży, napisana przez trzynastolatkę?
Jak bardzo ważne jest doświadczenie piszącego? Jeżeli nie napisałam jeszcze żadnej książki, ani żadnego opowiadania itd, to znaczy, że nie mam szans na to aby moje wypociny zostały zauważone?
Mam nadzieję, że zrozumie pani, dlaczego pytam. Jest to po prostu dla mnie jedyna szansa na uzyskanie sensownej odpowiedzi. :D
~Malvada~
Powiem tak: wiek nadsyłającego/autora nie jest dla nas ważny i to do tego stopnia, że zastanawiam się, skąd w ogóle biorą się tego rodzaju pytania — a pojawiają się one stosunkowo często w nadsyłanych do nas propozycjach wydawniczych. Od strony formalnej zawieranie umów z małoletnimi jest jak najbardziej możliwe — reguluje to bodajże Kodeks cywilny, co każdy może sam to sprawdzić w Internecie w dwie minuty. O co więc chodzi?
Pytanie o wiek może mieć, moim zdaniem, dwa podteksty: obawę, że tekst zostanie z tego powodu z miejsca odrzucony lub nadzieję, ze zostanie potraktowany łagodniej. Osobiście przypuszczam, że wszyscy, którzy piszą o wieku „w pierwszych słowach swojego listu” zawierającego propozycję wydawniczą przysyłaną do wydawnictwa, liczą na jakieś ulgi — w przeciwnym wypadku w ogóle by o tym nie wspominali, bo po co?
Rozwiewam wątpliwości: nie odrzucamy propozycji wydawniczych tylko dlatego, że autor ma lat 13 lub 85, ale też nie stosujemy taryfy ulgowej przy ocenie tekstów. Jeśli więc nadesłana powieść jest „bardzo dobra jak na trzynastolatkę” ale oceniana obiektywnie jest naiwna, wtórna i kiepsko napisana, to za wiek autora nie ma żadnych „dodatkowych punktów”. Nie napiszemy przecież na okładce „czytajcie, pamiętając, że to napisała trzynastolatka i nie oceniajcie zbyt surowo”.
Co do wcześniejszych publikacji — gdyby ich brak oznaczał niemożność debiutu, nie byłoby żadnych nowych pisarzy, bo każdy kiedyś musi zacząć :-) Jednak rzeczywiście, debiut powieścią jest raczej mało prawdopodobny głównie z uwagi na to, że trudno sprzedać książkę autora, o którym nikt wcześniej nie słyszał. Doradzam zatem pisanie najpierw opowiadań, wysyłanie ich na wszelkie możliwe konkursy (w tym na konkursy dla nastolatków, gdzie kategorie wiekowe mogą mieć znaczenie i gdzie można się załapać na łagodniejsze traktowanie z powodu wieku) oraz do czasopism, i odłożenie prób debiutu książkowego do chwili, kiedy dzięki sukcesom opowiadań nazwisko autora stanie się już rozpoznawalne.
Uff... mam nadzieję, że nie było to zbyt brutalne. Ale skoro odpowiedź miała być sensowna, nie bardzo wiem, co innego mogłabym napisać.
Nina
Mam pytanie odnośnie nadsyłania tekstów.
Czy mogę wysłać do wydawnictwa pełnometrażową (że tak to ujmę) powieść, której stosunkowo obszerne fragmenty (ok 30-40%) zostały już opublikowane w Internecie? Pytam, bo nie chciałbym marnować czasu swojego i czytających nadsyłane teksty redaktorów.
Nadesłać oczywiście można. Tyle tekstów do nas przychodzi, że jeden więcej czy jeden mniej to naprawdę żadna różnica ;-)
To, że fragmenty były już wcześniej publikowane, może mieć znaczenie lub nie. Wszystko zależy od okoliczności — a także od tego, gdzie były publikowane (strona autora czy znany serwis w rodzaju Esensji).
A tak w ogóle i tak najważniejsze jest to, co zawsze, tzn.: czy autor opublikował już jakieś opowiadania (im więcej, tym lepiej) w czasopismach papierowych lub w znanych serwisach internetowych, czy zostały one nagrodzone/wyróżnione w jakichś konkursach, i w związku z tym: czy jego nazwisko jest już znane szerszemu gronu czytelników fantastyki. Oraz to, czy nadesłany tekst jest jedynym dziełem autora, czy planuje on/ona kolejne książki i czym się zajmuje zawodowo.
To wszystko powinno być napisane w mailu dołączonym do propozycji wydawniczej. Tak w ogóle, najgorszy gatunek propozycji wydawniczych to takie, które w treści maila zawierają tylko stopkę (lub w ogóle nic), lub informację o autorze w stylu „mam 15/17/25/35 lat i mieszkam w X”, konspekt jest w stylu:
1. Przedstawienie bohatera/dzieciństwa bohatera/historii krainy/etc.
2. Bohater spotyka się z X-em.
3. Bohater wyrusza do Y.
itp. punkty nic kompletnie nie mówiące o akcji, napisane chyba tylko po to, żeby „odfajkować” ten okropny, nie wiedzieć po co wymagany element i udowodnić wydawnictwu, że niepotrzebnie się go domagało, bo i tak niczego użytecznego się z niego nie dowie — a generalna wymowa tego wszystkiego jest jedna: „przeczytajcie fragment powieści, on rzuci was na kolana”. Rzecz w tym, że żaden z tekstów dołączonych do tak wyglądających propozycji dotychczas nas na kolana nie rzucił.
Nie martw się więc o to, żeby nie marnować naszego czasu ;-) Przeciwnie — napisz mail tak, żeby nas zachęcić do przeczytania konspektu i fragmentu tekstu od razu po przeczytaniu maila, do którego będą dołączone.
Nina
To rozjaśniło mi nieco obraz sytuacji, dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
"A tak w ogóle i tak najważniejsze jest to, co zawsze, tzn.: czy autor opublikował już jakieś opowiadania (im więcej, tym lepiej) w czasopismach papierowych lub w znanych serwisach internetowych, czy zostały one nagrodzone/wyróżnione w jakichś konkursach, i w związku z tym: czy jego nazwisko jest już znane szerszemu gronu czytelników fantastyki. Oraz to, czy nadesłany tekst jest jedynym dziełem autora, czy planuje on/ona kolejne książki i czym się zajmuje zawodowo."
A mi się wydawało, że najważniejszy jest wysoki poziom literacki i merytoryczny tekstu, a z tego co czytam, są to zwykłe imponderabilia ;-)
Przyznam, że zaskoczyła mnie wzmianka o zawodzie autora. Czy to, że jest np. nauczycielem, maklerem giełdowym, policjantem czy studentem ma jakieś znaczenie?
Wysoki poziom literacki i merytoryczny tekstu jest najważniejszy w konkursach oraz przy przyznawaniu nagród literackich ;-> No chyba, że teraz ja prezentuję naiwny idealizm ;-)
Zawód autora ma znaczenie — popatrz na biogram Wawrzyńca Podrzuckiego i powiedz, czy myślisz, że gdyby był z wykształcenia policjantem albo maklerem giełdowym, napisałby Yggdrasill? :-)
Jeśli autor historycznego fantasy jest z zawodu historykiem, można założyć, że książka nie potrzebuje redakcji naukowej — w przeciwnym wypadku ryzykujemy w niej „kfiatki” typu: XIII-wieczni Wikingowie jedzący bigos... albo zupę. Z talerza. Srebrną łyżką.
Nina
Logiczne aż do bólu. :-)
Uwagi odnośnie informacji w mailu wezmę sobie do serca, obym tylko nie przedobrzył, przytłaczając odbiorcę lawiną informacji :-)
I więcej pokory, bo Ci sekr.red. tekst bez czytania do kosza wyrzuci :P
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Apage, satanas! Pokora jest nudna ;-p
W sumie przesadna asertywność w propozycjach wydawniczych też nie jest dobra. A pseudokrytycznoliterackość wobec własnego tekstu może być wręcz zabójcza... Zwłaszcza, kiedy autor stawia sobie za cel przekonanie wydawnictwa, jak cenne wartości promuje książka (przyjaźń, miłość, umiłowanie piękna, poświęcenie dla celów wyższych, itp., tylko to zwykle jest opisane w co najmniej 1000 znakach). Przypominają mi się dyskusje z cyklu „troskliwe misie RPG” z pl.rec.gry.rpg, o przygodach, które nie powinny być zbyt brutalne i że postaci graczy powinny pomagać NPC-om w potrzebie i w ogóle prezentować wysokie wartości moralne, gdyż RPG to kulturalna rozrywka dla kulturalnych ludzi...
Najlepiej zwyczajnie, rzeczowo napisać co i jak — i tyle :-)
Nina
Mateusz - w takim razie mamy różne metody. Dla mnie ilość znaków jest użyteczna, motywuje, dzięki niej czas nie przecieka przez palce i nie rozłazi się fabuła. A niestety, coś wiem o konieczności solidnej dyscypliny twórczej...
Pomysł z reguły "wygląda" na określoną ilość scen/wątków - a stąd i znaków - przed napisaniem, aczkolwiek zdarzają się głębokie pomyłki. Opowiadania są przy tym trochę łatwiejsze, bo można obejmować je w całości pamięcią.
Określanie rozmiaru tekstu i planowanie traktuję jak fundamenty - albo jeżeli wolisz bardziej artystyczne porównanie - jak blejtram.
He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!
Ja przepraszam, że się wtrącę, ale przede wszystkim pisze się dla pisania. Wszystkie motywacje zewnętrzne typu pieniądze i sława są zawodne, oczekiwania w tym względzie mogą prowadzić do bolesnych rozczarowań - zwłaszcza, że faktycznie, prócz radości tworzenia jest to wysiłek i trzeba mieć do tego pewien komfort psychiczny. A życie potrafi być wredne.
I nie, nie myśl o rzucaniu pracy dla pisania. To czasami niektórym wychodzi. I nie wiem, czy na dobre.
Kompletna powieść powinna mieć około 600 k znaków. Ze spacjami. Oczywiście istnieją cegły. I takie malutkie książeczki, ale żeby opublikować te drugie, to musisz być już boss.
250 k to jest powieść w mainstreamie/alternatywie.
100 k to mikropowieść, góóórna granica opowiadania.
40-60 k to opowiadanie, które wszędzie wlezie. Łatwo znaleźć dla niego miejsce i w antologiach, i w czasopismach.
15-20 k miały artykuły-eseje w Kawaii.
10 k, o ile się orientuję, mają opowiadania na ostatniej stronie "Nature".
Zazwyczaj pomysł, kiedy już na niego wpadasz, ma określoną pojemność. Przy jako takim doświadczeniu można się nauczyć, ile to powinno być tym razem. Na początek radzę skupić się na rozplanowaniu tekstu, choćby zgrubnym, bo i tak tego nie będziesz wiedział. Plan może być linearny, od punktu A do punktu Z, albo nielinearny, czyli wypisać wszystkie sceny/wątki jakie chcesz zawrzeć w tekście, a potem tylko je odhaczać jak listę zakupów.
Wiem, że to trochę nieromantycznie brzmi. Ale taki punkt oparcia pozwala się potem rozhasać i nie zgubić.
He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!
Widzę ogromną wiedze której tylko pozazdrościć z pewnością lepsza ta rada od rady pana Mateusza, dziękuje za tak wyczerpującą odpowiedz i ukierunkowanie. Dla mnie jako początkującego pisarza ( bez pracy ) wiele to znaczy. szczególnie ze pisanie zawsze szło mi dobrze ale nigdy nie traktowałem tego poważnie aż do początku tego roku kiedy to samo przyszło i zacząłem pisać nie mam żadnego planu a jedynie pewien ogólny zamysł, jednak teraz myślę ze taka "lista zakupów" była by zdecydowanie na miejscu. Pozdrawiam serdecznie P.S. O co chodzi z tym Arkuszem jesli wolno zapytac ???
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
Mnie się rada Mateusza też podoba... różni ludzie mają różne metody. I skoro już jesteśmy przy radach praktycznych, skoro zacząłeś niedawno, nastaw się na minimum 10 lat zdobywania doświadczenia . To znaczy kończenia tekstów, które nigdzie się nie ukażą, czytania ton książek itp. i bawienia się przy tym całkiem dobrze :)
A co do arkusza, to Nina na pewno wyjaśni lepiej :>
I już cichnę, przestaję spamować i zabieram się za to, co powinnam właśnie robić :>
He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!
10 lat to wcale nie dużo, w końcu uczymy sie przez całe życie :D
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
O nie, nie będę wyjaśniać własnymi słowami czegoś, co zostało opisane w mnóstwie dokumentów papierowych i na setkach stron www ;-) Mogę najwyżej wrzucić parę linków:
http://dtp.msstudio.com.pl/slown.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Obj%C4%99to%C5%9B%C4%87_dzie%C5%82a_drukiem
http://pl.wikipedia.org/wiki/Arkusz_autorski
Pozdrawiam :-)
Nina
A byłem przekonany, że redakcja ma toto w całkowitej pogardzie i dlatego hasło Zorana Krušvara leży odłogiem :P
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Ależ nic błędniejszego; Wikipedia to wspaniały projekt, jedno z najlepszych zastosowań dla Internetu i gdyby tylko doba miała, powiedzmy, ok. 48 godzin, sama chętnie bym się do niego przyłączyła — aby dodawać nowe treści i tępić błędy i wypaczenia :-)
Wielkie dzięki za hasło Zorana, Hebiusie-Wikipedysto! :-)
Nina
Hasło Zorana w obecnej postaci to dopiero zaczątek. Myślę, że spokojnie można by tam jako rozwinięcie wkleić tekst, który jest na stronie Runy. Z początku miałem to przeredagować i wykorzystać, ale nie ma sensu zmieniania czegoś, co jest dobre w obecnej postaci :) Jeśli nie masz czasu się tym zająć, to ja chętnie Cię wyręczę i dopracuję hasło. Aby było tylko błogosławieństwo sekr.red. :P
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Dzięki :-) Oczywiście możesz wykorzystać ten tekst. Dostałam go od Zorana w wersji angielskiej, z przeznaczeniem na stronę Runy oraz do rozsyłania jako materiały prasowe, więc teraz można go znaleźć w wielu miejscach w Sieci. Spokojnie może iść też na Wikipedię.
Tłumaczenie jest moje, niezbyt wierne, za to piękne ;-) i po korekcie; możesz go użyć albo dostać oryginał - sekr.red [małpka] runa.pl
Mogę też poprosić Zorana o inne zdjęcie, albo spytać, czy chce przeznaczyć na Wikipedię któreś z tych.
Nina
Jasne - spytaj :) Mnie się najbardziej podoba to z baranem.
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Zoran Krušvar zgodził się na umieszczenie tego zdjęcia w polskiej Wikipedii na licencji która pozwala każdemu kopiować je i rozpowszechniać. Ja zgadzam się, żebyś skopiował je w tym celu ze strony Runy. Mam nadzieję, że to załatwia formalności, ale jeśli nie, to daj znać.
Antonina Liedtke
sekretarz redakcji Agencji Wydawniczej Runa
Nina
Czy dobrze rozumiem, że chodzi o licencję Creative Commons? Jakby co licencję można w każdej chwili zmienić. W tej chwili jest tak.
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Widzę tam szablon „Brakuje zezwolenia do tej grafiki”. Spróbuj „dostarczyć” link:
http://www.runa.pl/blog/node/25#comment-181
A jeśli to nie wystarczy, poproszę Zorana, żeby wysłał maila pod wskazany adres.
Nina
W Wikipedii domagają się jednak jeszcze maila wg wzoru w ramce. na adres permissions-pl@wikimedia.org
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
Z tymi prawami autorskimi to same kłopoty!
Dodałem linka - mam nadzieję, że to załatwi sprawę.
Kiedyś było prościej i o wiele lepiej. Taki Haendel czy Vivaldi brali co im się podobało, wykorzystywali w swoich utworach i wszyscy byli zadowoleni. A teraz pewnie zamiast pisać muzykę, by się nie mogli opędzić od spraw o plagiat :P
La dolce fiamma.
Philippe Jaroussky i okolice
lol
Dziekuje Nina :*
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
A ja bym chciał poruszyć inną kwestie. a nawet dwie. pierwsze moje pytanie brzmi. Czy opłaca się pisać książki, to w końcu nie przychodzi łatwo trzeba pracować nad każdą strona wiele, wiele godzin. Wiec zanim powstanie ów dzieło mogą minąć miesiące. A przecież z czegoś trzeba żyć. Dlatego zastanawiam sie czy po wydaniu pierwszej książki ma sie środki by w spokoju móc pracować nad kolejną. W końcu mało jest polaków którzy czytają/kupują, a to dzięki nim pisarz żyje.. mam nadzieje ze przyzwoicie a nie wiąże koniec z końcem. Jeżeli nie wyraziłem sie dość jasno spytam inaczej. Ile otrzymuje sie za publikacje?
I jeszcze jedno pytanie. Postanowiłem ze moje opowiadanie ma mieć około 150 000 znaków (bez spacji) nie wiem tylko czy to nie za mało?
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
Odpowiedzi na oba pytania brzmią: nie.
Nie, nie opłaca się pisać książek. A przynajmniej przez pierwsze kilka lat zdecydowanie się to nie opłaca. Z wszelką pewnością honorarium otrzymane po pierwszej opublikowanej książce nie wystarczy na to, żeby się z niego utrzymać i w spokoju pisać następną.
I nie, 150 tys. znaków (bez spacji? — a czemuż to, przecież spacje to ważne znaki, tekst bez nich jest nieczytelny, a w polskiej praktyce wydawniczej posługujemy się liczbą znaków ze spacjami; 1 arkusz autorski to 40 tys. znaków ZE SPACJAMI) to nie za mało na opowiadanie; bywają opowiadania znacznie krótsze.
Pozdrawiam,
Nina
oł to trochę zniechęcą bo tyle pracy, potu i wysiłku nie ma sie przełożyć na zasłużoną zapłatę.. trudno spróbować musze. I dziękuję za uświadomienie mi ile znaków powinno mieć moje opowiadanie by stało sie powieścią. Co prawda nie wiem czym ma być ten "Jeden arkusz autorski' ale myślę ze powinienem napisać jakieś 250000 znaków (z spacją) Życzę miłego dnia:)
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
Tak, zniechęcam całkowicie świadomie. To jest brutalny świat. Nie ma żadnej gwarancji, że ciężka praca, pot i łzy przełożą się na jakiekolwiek pieniądze; ba! mało tego — nie ma nawet gwarancji, że prawdziwy talent plus ciężka praca itd. przełożą się na pieniądze. Najlepiej zdawać sobie z tego sprawę od samego początku i zapomnieć o złudzeniach w rodzaju „zasłużonej zapłaty”. Książka to towar, sprzeda się albo nie. Jak się sprzeda, autor i wydawnictwo zarobią na niej trochę (a hurtownie, księgarnie itp. pośrednicy dużo więcej), a jak się nie sprzeda, to żadne „zasłużone” pieniądze z nieba nie spadną. Niestety.
Ale mam też optymistyczną wiadomość — dla osób, które wierzą, że wystarczy wydać książkę, a kwestia sprzedaży jakoś magicznie się rozwiąże, powstało Wydawnictwo MyBook. Oferuje ono aż 20% ceny katalogowej (czyli detalicznej) od każdego sprzedanego egz. jako honorarium autorskie. To znakomity procent, przypuszczam, że żadne inne wydawnictwo na rynku tego nie przebije.
PS. Wydawnictwo MyBook istnieje naprawdę i wszystko, co na jego temat napisałam, jest prawdą, ale jednocześnie jest to hermetyczny żart ;-)
Pozdrawiam,
Nina
Mam wrażenie, że traktujesz pisanie jako czysto rzemieślniczą robotę. "Napisze tyle a tyle stron, dostanę tyle, zabraknie mi na masło, to może napisze pięć stron więcej." Dla mnie pisanie powinno być pasją, czymś co robisz dla pisania, nie dla pieniędzy. Te ostatnie to tylko miły dodatek, zdecydowanie mniej ważny od radości z dobrej książki. Oczywiście, w dzisiejszych czasach pieniądze niestety są bardzo ważne, jednak wydaje mi się, że to nie one powinny być motywem pisania.
Zobacz na życiorysy znanych autorów, tak zagranicznych (Stephen King), jak i polskich (Maja Kossakowska). Pracowali oni długo w różnych zawodach, niezupełnie związanych z pisaniem książek, dlatego właśnie, iż z pisania na początku przeżyć się nie da (chyba, że swoim debiutem zdobędziesz miliony czytelników). Jednak pisali dalej, ponieważ dla nich pisanie było marzeniem, przyjemnością.
Pytasz się też ile znaków ma powieść, a ile opowiadanie. Sądzę, iż nie ma takich bezpośrednich granic. Nie widzę też jak można by pisać tekst pod taką granicę. Choć może to kwestia spojrzenia, wizji pisarstwa. Dla mnie opowiadanie płynie. To, ile wyjdzie zależy od niego, nie od Ciebie. I od niego też zależy, czy będzie powieścią, opowiadaniem, czy szortem.
Słowa o słowach - moje spojrzenie na fantastykę
No tak zgadzam się w pełni, pisanie jak wszystko inne za co się zabieramy powinno płynąc z pasji. Czytałem wiele różnych biografii wielu pisarzy i zgodzę się również ze "początki to najtrudniejsze części historii" może nie potrzebie sugerowałem się tym że wielu wybitnych według mnie pisarzy zakłada ile tekst powinien mieć znaków. Wiec zapomniałem o tym że przyjemnie czasem niczego nie planować i ponieść wodze fantazji. Dziękuję za tą lekcje i biorę sie żywo do pisania
:)
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
1.Czy będą następne antologie Runy?
2.Czy istnieje szansa na kolejny zbiór opowiadań o babuni Jagódce? W sumie ukazało się sporo tekstów po „Opowieściach z Wilżyńskiej Dolinie” (opowiadania w Wysokich Obcasach, Newsweeku, Fantasy, SFFiH, antologii Księga Smoków) i miło byłoby mieć je wszystkie zebrane w kolejnym zbiorze.
3.Czy będą kolejne teksty z cyklu włoskiego? Kiedyś, dawno temu czytałem wywiad (czy też zapis czatu) z Anną Brzezińską, w którym przyznała, (jeśli mnie pamięć nie myli) że myśli nad powieścią osadzoną w tym uniwersum.
Chciałabym napisać jeszcze coś o Wilżyńskiej Dolinie, ale raczej nie będzie to po prostu zbiór opowiadań, które ukazały się w różnych miejscach. Lubię zbiory, które stanowią fabularną całość, poprzez kolejne odsłony opowiadając jakąś historię. W przypadku Wilżyńskiej Doliny historia musi sięgnąć w przyszłość po zakończeniu wojny z „Sagi o Twardokęsku”, ale w miarę bliską, bo nie chce mi się wymyślać, co będzie, kiedy następne pokolenie w nieunikniony sposób zainauguruje rewolucję przemysłową i starcie Północy z Południem. Czyli będzie jeszcze zbiór opowiadań, powiązanych ze sobą, z bliskiej przyszłości i dość wyizolowanej scenografii. Cyklami jestem na razie zmęczona bardzo mocno.
Do świata włoskiego również zamierzam wrócić, zresztą od początku był taki plan. Mam w głowie mocno już zarysowaną powieść, wybiegającą z kolei mocno w przyszłość w stosunku do „Wód”. Nie będzie w niej żadnego questu ani młodocianego bohatera z wielką przyszłością zaklętą w przepowiedni, tylko starzejący się mag w gnijącym imperium. Mnóstwo optymizmu, znaczy. Jak zwykle :)
Na dwa pierwsze mogę od razu odpowiedzieć „tak” :-)
Na trzecie odpowie Ania, a może i na dwa pierwsze dorzuci trochę szczegółów.
Pozdrawiam,
Nina
Chętnie zobaczyłabym w FAQ informację o tym, co dzieje się z „Mandalą” – drugim tomem „Miasta magów” Aleksandry Janusz. W listopadzie miną trzy lata od wydania „Domu Wschodzącego Słońca”.
˙pɐǝp ɯıɥ ʞuıɥʇ ǝʍ ʍols os sı ʇɐǝq ǝslnd sıɥ
˙pɐǝɥ sıɥ ʇnoqɐ ʇɐɥ ɐ ǝʞɐɯ sɹǝƃuıɟ sıɥ
˙ǝsnoɥ ƃuıƃɐ uɐ ɟo ɔıʇʇɐ ǝɥʇ sǝʞıl ǝɥ
˙ǝsnoɯ ǝɥʇ oʇ uısnoɔ sı ʇɐq ǝɥʇ ʎɐp ʎq
Ola Janusz miała przez jakiś czas skomplikowaną sytuację zawodową; teraz wróciła do pisania Mandali i oczywiście trzymamy za nią kciuki :-)
W wolnej chwili dopiszę do FAQ info o Mandali, i o Czystym dobru.
Pozdrawiam,
Nina