Marcin Wełnicki: Dossier R — paraopowiadanie
Andrzej W. Sawicki: Niezwykły przypadek Martyny Gewalt — opowiadanie
W komentarzach do tego wpisu zalogowani użytkownicy mogą zadawać pytania i otrzymać na nie odpowiedzi. Pytania, które będą się powtarzały, trafią do FAQ.




Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer
Vlad Dracula
A ja mam tylko takie małe pytanko (a diabłą nie wiem czy zadaję je w dobrym miejscu ;-) Kiedy ukaże się Vlad Dracula w formie ebooka??? Codziennie sprawdzam na stronie Empiku a tu dalej cisza.
pozdrawiam
SL
E-book Vlada Draculi
Chwilowo jeszcze nie wiadomo — i to samo dotyczy „Nadziei czerwonej jak śnieg” i „Testamentu Damoklesa”, czyli najnowszych książek wydanych w koprodukcji z Belloną. Toczą się jakieś skomplikowane ustalenia promocyjne, przez które wszystko się opóźnia.
Jak już będzie znany termin i miejsce, gdzie te e-booki ukażą się najpierw, damy newsa na stronie Runy.
Nina
Ebooki Runy w Amazon.com?
Czy jest szansa na ukazanie się książek Runy w księgarni Amazon.com w formie ebooków dostępnych na czytnik Kindle? Ostatnio użytkowników Kindle w Polsce przybywa, ale książek po polsku nie ma na niego prawie żadnych (choć to, że kilka jest dowodzi tego, że jest to możliwe).
Kindle
Calibre z pluginem bardzo ładnie przekonwertuje Ci zakupione ebooki do formatu obsługiwanego przez Kindle.
Re: Ebooki Runy w Amazon.com?
Szansa, oczywiście, jest :-) Jednak to raczej odległa przyszłość; na razie chcemy zwiększyć dostępność e-booków Runy u rodzimych dystrybutorów.
Nina
Książki w twardej oprawie
Czy Runa zamierza wydawać swoje książki również w twardych okładkach? Dlaczego dotąd tego nie robiła? Mam na półce sporo tytułów z tego wydawnictwa, ale gdyby pojawiło się wydanie w twardej oprawie, kupiłbym po raz drugi bez wahania (i nie sądzę, że byłbym jedynym takim klientem). Weźmy np. Sagę o zbóju Twardokęsku, która jak najbardziej zasługuje na porządne wydanie (najlepiej w dwuczęściowym omnibusie) - jeżeli takie się pojawi, będę pierwszym, który złoży na nią zamówienie. :)
Re: Książki w twardej oprawie
1. Czy Runa zamierza... — nie w najbliższym czasie, ale w przyszłości, być może.
2. Dlaczego... — Runa jest małym wydawnictwem, a chęć zakupu takich wydań wyraziło jak dotąd niezbyt wiele osób. Nasi czytelnicy są w większości zainteresowani albo jak najtańszymi wydaniami papierowymi albo e-bookami lub audiobookami. W przekonaniu wydawnictwa, elektroniczne wersje książek są tym, na czym obecnie powinniśmy skoncentrować nasze wysiłki.
3. Zamówienia na wersje w twardych oprawach — to bez wątpienia pomysł godny rozważenia. Ale nie w najbliższym czasie. Polski rynek książki nie otrząsnął się jeszcze po wprowadzeniu VAT-u.
Nina
Dalsze wznowienia „Kronik Drugiego Kręgu”?
Wyszedł pierwszy tom (albo nawet pierwsze pół tomu), i co dalej? Na WWW jako termin wydania dalszych wznowień wciąż podawane jest ogólnie „2010”, raczej nie do dotrzymania…
˙pɐǝp ɯıɥ ʞuıɥʇ ǝʍ ʍols os sı ʇɐǝq ǝslnd sıɥ
˙pɐǝɥ sıɥ ʇnoqɐ ʇɐɥ ɐ ǝʞɐɯ sɹǝƃuıɟ sıɥ
˙ǝsnoɥ ƃuıƃɐ uɐ ɟo ɔıʇʇɐ ǝɥʇ sǝʞıl ǝɥ
˙ǝsnoɯ ǝɥʇ oʇ uısnoɔ sı ʇɐq ǝɥʇ ʎɐp ʎq
Re: Dalsze wznowienia „Kronik Drugiego Kręgu”?
Jakiś czas temu zmieniłam te planowane daty wydania na „2011”. A na pytanie „co dalej” nie mam konkretnej odpowiedzi :-( Kiedy autorka przyśle nam ukończony „Czas złych baśni”, ale kiedy to będzie...?
Jeśli mamy te książki jakoś sensownie promować i sprzedawać, ostatni tom jest niezbędny. Inaczej nowe wydania będą w większości zalegać w magazynach hurtowników, a to niestety kosztuje.
Nina
A czy są jakiekolwiek
A czy są jakiekolwiek informacje od autorki, jak postępują prace? Zbliża się do końca czy też utkęła w połowie i na razie dalej ani rusz?
Re: A czy są jakiekolwiek
Tak, są. Ale co z tego? Nawet gdyby utknęła na finałowej scenie, to wciąż znaczy, że książka nie jest napisana :-( Mogę tylko powtórzyć to, co pisałam już dziesiątki razy odpisując na maile czytelników lub odpowiadając na ich telefony: dopóki nie dostaniemy ukończonego manuskryptu, nie możemy nawet zacząć określać terminu ukazania się książki :-(
Nina
Zapytanie :)
Witam, drogie wydawnictwo,
Chciałbym opisać wam moją sytuację, być może będziecie nią zainteresowani.
Jestem obywatelem Ukrainy, pisarzem fantasy. Pierwszy tom z trylogii „Legendy Świata antów” - „Powstanie maga”, został już przeze mnie napisany i wydrukowany w języku Ukraińskim (napisałem już trzy tomy sagi). Książka opowiada o przygodach chłopca z początku XXI wieku w średniowiecznym świecie słowiańskim, który nie doświadczył religii chrześcijańskiej. Ponieważ przez następnych kilka lat mam zamiar mieszkać w Warszawie, to chciałbym zaprezentować swój produkt na rynku polskim.
Chciałbym się pochwalić pewnymi osiągnięciami związanymi z książką:
– Roman uzyskał wiele pozytywnych opinij czytelników oraz związanych z tematem recenzentów prasowych,
– tekst Romanu jest poprawiony przez najlepszych Ukraińskich redaktorów oraz recenzentów,
– posiadam do tej powieści wysokiej jakości ilustracje, mapy oraz stroną tytułową (wcześniej niepublikowaną);
– posiadam również słownik bogów, ras, bohaterów, państw, itp.;
– jedna z Polsko-Ukraińskich zawodowych tłumaczy zgodziła się pomóc w tłumaczeniu książki;
– na podstawie tej powieści powstała gra planszowa i koncepcja brawurowej gry online.
Pierszą stroną tytułową można zobaczyć pod tym adresem:
http://inozemets.livejournal.com/168806.html # cutid1
A tutaj – zdjęcia z prezentacji książki:
http://inozemets.livejournal.com/170750.html # cutid1
Teraz pytanie – Czy mogą mi Państwo pomóc w dostępie do polskiego rynku? Mam na myśli przede wszystkim finansowanie tlumaczenia, druk i marketing?
Z poważaniem,
Ostap Kusznir / Остап Кушнір
Re: Zapytanie :)
Propozycje wydawnicze prosimy przygotowywać i przysyłać zgodnie ze wskazówkami zawartymi na stronie Debiuty.
Nina
Optymalna ilość znaków
Mam jedno pytanie - jaka jest optymalna ilość znaków dla powieści? Oczywiście patrząc przez pryzmat wydawnictwa, ile znaków powinna mieć powieść, by mieć największe szanse wydania w Runie? A także - jakie jest rozsądne minimum?
Liczba znaków powieści
To nie tak. Powieść powinna być oryginalna, ciekawa i dobrze napisana; jeśli taka jest, a coś nie pasuje z jej objętością, to zawsze można poprosić autora, żeby dopisał albo wyrzucił jakieś fragmenty, ewentualnie (przy powieści zbyt długiej) podzielić ją na tomy.
Z książkami jest jak z kobietami. Powiedzmy, że przychodzisz do agencji matrymonialnej, wypełniasz ankietę (preferowany wzrost, kolor włosów i oczu, poziom IQ, wykształcenie, specjalne wymagania w rodzaju długich nóg, rozmiarów biustu, posiadania własnego mieszkania lub daczy...), a potem przyprowadzają Ci kandydatkę spełniającą wszystkie Twoje wymagania co do joty. Jaką masz gwarancję, że choćby ją polubisz, już nie wspominając o chęci poślubienia? I jakie ona ma prawo narzekać, że wybrałeś jej rywalkę, o 15 cm niższą niż napisałeś w Twojej ankiecie (i bezczelnie tuszującą ten mankament wysokimi obcasami)? :-)
Ogólne kryteria oczywiście istnieją. Na przykład w regulaminie Nagrody im. Zajdla, w paragrafie 11 czytamy: „Za powieść uznaje się utwór o objętości powyżej stu stron znormalizowanych (1800 znaków na stronę)”. Czyli możemy przyjąć, że minimalna długość tekstu, który możemy nazwać powieścią, to 180 tys. znaków (ze spacjami), czyli 4,5 arkusza autorskiego. Jednak dla wydawcy ważniejsze są gusty czytelników, a polscy czytelnicy fantastyki nie lubią cienkich książek. Jeśli ktoś chce się o tym przekonać, proponuję poszukać recenzji „Żmij i kretów” lub całego cyklu „Ukochani Poddani Cesarza” Tomka Piątka. Można w nich znaleźć sformułowania w rodzaju „książki te, a raczej zeszyciki”, „cienkie broszurki”, i inne złośliwości, wyraźnie ukazujące stosunek recenzentów do zbyt krótkich powieści — zbyt krótkich ich zdaniem, ale, co tu dużo ukrywać, także zdaniem czytelników fantastyki. Bo mainstreamowe książki Tomka Piątka („Heroina”, „Kilka nocy poza domem” i inne, każda z nich cieńsza, niż poszczególne tomy cyklu „Ukochani Poddani Cesarza”) nigdy nie były krytykowane za zbyt małą objętość; krytycy i czytelnicy głównonurtowi zwracali uwagę tylko na treść.
Powiedzmy zatem, że aby nie zrazić czytelnika fantastyki już na wstępie zbytnią chudością, powieść z tego gatunku powinna mieć minimum 300 stron*... czyli jakieś 12 arkuszy (12 × 40 tys. = 480 tys. znaków).
Ale, jako się rzekło, to tylko jeden z bardzo wielu parametrów formalnych. Jego spełnienie nie gwarantuje sukcesu. Jego niespełnienie nie przesądza o porażce.
* Stron książki, a nie stron znormalizowanych.
Nina
Pytanie (nie)uzupełniające
To może zapytam tak: Jaka jest najcieńsza (objętościowo, nie jakościowo) i najgrubsza książka wydana przez Runę? Już nie w kontekście poprzedniego pytania, a jako ciekawostka :)
Grubości książek
Bez wątpienia najgrubsze są „Letnie deszcze” Ani Brzezińskiej — zarówno „Kielich” jak i „Sztylet” mają z tego co pamiętam po ponad 1.200.000 (milion dwieście tysięcy) znaków. Zresztą „Plewy na wietrze” też chyba mają coś koło tego, najmniejsza objętościowo w tym cyklu jest „Żmijowa harfa” (pewnie ok. miliona).
A najcieńsze są wspomniane przeze mnie tomy „Ukochanych Poddanych Cesarza” Tomasza Piątka. Tu nie pamiętam objętości w znakach, ale na pewno każdy tom miał więcej niż 180 tys., wiem, bo sprawdzałam czy zgodnie z regułami regulaminu Nagrody im. Zajdla na pewno są to powieści. I są.
Nina
Jeszcze jedno pytanie...
...ile czeka się (średnio) na weryfikacje próbki swojej radosnej twórczości przesłanej pod adres wydawnictwa i odpowiedź, czy oficyna zainteresowana jest współpracą?
Re: Jeszcze jedno pytanie...
Tu zacytuję stosowny fragment ze strony NADSYŁANIE TEKSTÓW:
„Wydawnictwo nie przekazuje autorom recenzji wewnętrznych i nie prowadzi warsztatów literackich — nie jesteśmy w stanie dyskutować z Państwem o nadesłanych tekstach. Nie odsyłamy materiałów. Z Autorami kontaktujemy się tylko wtedy, jeśli jesteśmy zainteresowane współpracą.”
I dodam, że w ogóle nie wiadomo, co będzie z debiutami w przyszłym roku. Wchodzi VAT na książki i cała branża jest mocno zaniepokojona. Eksperci prognozują dramatyczny spadek sprzedaży, a to oznacza znacznie ostrzejszą selekcję tekstów.
A na pewno prawdopodobieństwo wydania książki nieznanego autora będzie znacznie mniejsze, bliskie zeru. Radzę najpierw pisać opowiadania, publikować je gdzie się da, startować w konkursach, krótko mówiąc postarać się, żeby czytelnicy zaczęli kojarzyć nazwisko. I dopiero potem próbować wydać książkę.
Nina
Smutne wieści... Niemal tak
Smutne wieści... Niemal tak smutne, jak sam VAT.
bezczelna i ruda
Cztery irytujące pytania
Przepraszam, że zajmuję czas takimi pytaniami i mam nadzieję, że zbytnio nikogo nie zirytuję (co jest moim zadziwiającym talentem)
Po pierwsze: zastanawiam się, jak rozpoczyna się nowy wątek w powieści (wiem, nie brzmi to wyraźnie)
Przykład:
# “Malina radośnie zwisała z krzaczka rosnąc przy tym nieustannie i w ekstazie bujając się na boki. Pełna była różowego, lepkiego soku, który uwielbia brudzić ubrania.
# Malina nie wiedziała jednak, że za chwilę wyląduje w szczerbatej paszczy jasnowłosego dzieciaka odzianego- tak na marginesie- jedynie w barwna pieluchę i sandałki.”
W miejscu, gdzie umieściłam "płotek" ma znajdować się spacja, czy tab?
Po drugie: Jeśli skończy się już pisać tą swoją (niewątpliwie rewelacyjną i epicką ;)) powieść, to koniecznie trzeba wysyłać ten konspekt ( czy jak to tam nazwać ) i całą fabułę w punktach, czy można wysłać pełne niedopowiedzeń, ale wyraźne streszczenie, które zaciekawi skromną osobę, która to przeczyta?
Po trzecie: Czy jeśli powieść przedstawia Boga jako nierozgarniętego facecika z błędnym wzrokiem, który wciąż spiera się ze swym troszeczkę złym bratem i będącego pod silnym wpływem swej słodkiej małej siostrzyczki to czy taka książka nie będzie uznana za obrazę dla religii i od razu z miejsca odrzucona?
Czyli, czy ona po prostu nie byłaby zbyt bulwersująca?
Po czwarte: Czy autor sam może wykonać projekt okładki, lub ilustracje (jeśli takie będą przewidziane)?
Dziękuję za chwilkę uwagi i czekam niecierpliwie na odpowiedź.
PS. Malina z pytania numer jeden, jest zwyczajną improwizacją, więc przepraszam za dziwaczną nieco skladnię.
Kick
Hej, nie pracuję w Runie, za
Hej, nie pracuję w Runie, za to coś niecoś chyba wiem... :) Jako że wydawnictwo obecnie się Avangarduje, to podrzucę, co wiem, a jak Avangarda się zakończy, to pewnie ktoś dopowie :)
A nuż będę w czymś pomocna.
1. Z zajęć (specjalizacja wydawnicza) wyniosłam, że ani jednym, ani drugim, wcięcia ustawia się suwakiem. Ale czy w praktyce to wygląda tak samo, jak w teorii, nie wiem... :)
2. Obawiam się, że to streszczenie, pełne niedopowiedzeń, zainteresowania nie wzbudzi. Pozwól, że zacytuję:
"Prosimy o przesyłanie przede wszystkim konspektów powieści (krótkiego streszczenia fabuły, najchętniej w punktach) wraz z początkowym fragmentem tekstu o objętości 10-20% całości."
http://www.runa.pl/strony/9-Nadsylanie-prac.html
"W dziale „Nadsyłanie tekstów” na stronie Runy jest opisane, jak mają wyglądać propozycje wydawnicze. Nie mogę tam jednak znaleźć wyjaśnienia...
* co z opowiadaniami? Czy też trzeba przysłać konspekt i 10-20% całości?
Pojedyńcze opowiadania radzimy wysyłać do czasopism, natomiast zaciekawianie wydawnictwa zbiorem opowiadań nie różni się od zaciekawiania powieścią: najlepiej przysłać krótkie konspekty lub streszczenia wszystkich opowiadań (wraz z puentami — trzymanie wydawcy w niepewności „jak to wszystko się skończy” nie rodzi w nim automatycznie chęci przeczytania manuskryptu od deski do deski), aby pokazać że ich treść jest oryginalna i interesująca, a do tego jedno, dwa lub trzy opowiadania w całości, zależnie jaka ich liczba stanowi 10-20% objętości całego zbioru. Można także dołączyć podczytnik (zwany też blurbem) czyli tekst, który mógłby znaleźć się na tylnej okładce książki. "
http://www.runa.pl/blog/node/23
"Tak w ogóle, najgorszy gatunek propozycji wydawniczych to takie, które w treści maila zawierają tylko stopkę (lub w ogóle nic), lub informację o autorze w stylu „mam 15/17/25/35 lat i mieszkam w X”, konspekt jest w stylu:
1. Przedstawienie bohatera/dzieciństwa bohatera/historii krainy/etc.
2. Bohater spotyka się z X-em.
3. Bohater wyrusza do Y.
itp. punkty nic kompletnie nie mówiące o akcji, napisane chyba tylko po to, żeby „odfajkować” ten okropny, nie wiedzieć po co wymagany element i udowodnić wydawnictwu, że niepotrzebnie się go domagało, bo i tak niczego użytecznego się z niego nie dowie — a generalna wymowa tego wszystkiego jest jedna: „przeczytajcie fragment powieści, on rzuci was na kolana”. Rzecz w tym, że żaden z tekstów dołączonych do tak wyglądających propozycji dotychczas nas na kolana nie rzucił."
http://www.runa.pl/blog/node/25#comment-292
3. Polecam zapoznać się z ofertą Runy... :)
Z ostatnich przychodzą mi do głowy "Wykonawcy Bożego Zamysłu" Zorana Krušvara albo "Psalmodia" Michała Krzywickiego. Na podstawie tego oceniam, że Runa nie ocenia książek na zasadzie bulwersujące / niebulwersujące :)
4. Nie mam zielonego pojęcia... ;) Ale słyszałam, że ilustracje autorskie są dobre, to część wydawców się bardzo cieszy, bo to dla książki dodatkowy walor i pewność, że będą oddawały ducha książki. Ale w tym wypadku nie Runa jest moim źródłem informacji, więc tak sobie gdybam... :)
Z drugiej strony, wiele wydawnictw podkreśla, że na okładkę autor nie ma wpływu. Może mieć, może być z nim skonsultowana - ale nie musi.
A do gdybania nieśmiało dodam, że jeśli książka zostanie przez wydawnictwo przyjęta entuzjastycznie, to pewnie będzie sporo czasu na dyskutowanie o okładce :)
bezczelna i ruda
Dopowiedzenie do irytujących :-)
Dzięki, Tessko :-) Wszystko, co napisałaś, jest bardzo słuszne, więc tylko potwierdzam:
1. Zgadza się, ani jedno, ani drugie. Nowy akapit zaczynamy naciśnięciem klawisza Enter, a wcięcia (zarówno w edytorach tekstu, jak i w programach do składu) ustawia się jako parametry akapitu („Wcięcie pierwszego wiersza akapitu: [wartość w mm lub w punktach]”).
2. Wydawca to nie czytelnik. Nie zaciekawiają go niedopowiedzenia — zbyt wiele widział w swoim życiu wspaniale sie zaczynających książek i rewelacyjnych pomysłów, które poległy na niezręcznym prowadzeniu akcji, banalnym zakończeniu, itp. Dlatego wrażenie wywierają na nim konkrety, a nie obietnice, że „zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie”. Wydawca cynicznie sobie dopowiada: jasne, najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem góra rodzi mysz.
3. Do odpowiedzi Tesski dodać mogę jeszcze, że dobrze jest odróżniać „Boga” pisanego wielką literą (to słowo zostało zawłaszczone jako synonim imienia „Jahwe”) od „boga” pisanego małą — jako jednej z legiona mitycznych istot. A żeby było trudniej, np. wyznawca rzymskich bogów z początku naszej ery będzie mówił o Jahwe „bóg” (bo jest on dla niego jednym z tysiąca wyznawanych w Imperium bogów), a chrześcijanin z tego samego okresu będzie o Jahwe mówił „Bóg” (bo już zaczyna proces zawłaszczania rzeczownika pospolitego aby docelowo stwarzać wrażenie, że inni bogowie są gorsi).
4. Jako rzekła Tesska — na rozmowy o tym będzie czas po ewentualnym zaakceptowaniu tekstu do druku. Natomiast wysyłanie ilustracji/okładki od razu może sprawiać wrażenie, że autor chce sprzedać „pakiet”, więc jeśli ilustracje będę (w ocenie wydawcy) kiepskie, mogą przeważyć decyzję co do tekstu na „nie”.
Nina
Dziękuję
Bardzo dziękuję :)
A co do tych ilustracji i okładek, to kieruje mną ciekawość- Małgorzata Musierowicz (autorka "Jeżycjady") do wszystkich swych dzieł sama wykonuje ilustracje (a trochę tych dzieł jest).
Tak czy inaczej, jeszcze raz bardzo dziękuję.
Kick
Nie ma sprawy :) Trzymając
Nie ma sprawy :)
Trzymając się bliżej fantastyki - Rafał Kosik też ilustruje się sam ;)
bezczelna i ruda
Wcale nie brutalnie :)
Dziękuję pani bardzo. Miałam nadzieję, że ktoś odpowie mi w końcu szczerze.
Wszyscy, którym daję do przejrzenia moje wypociny, uważają, że jestem jeszcze za młoda na pisanie w ten sposób. Spotykam się z odrzuceniem, bo jestem bardzo bezpośrednia i opisuję świat, który widzę własnymi oczami. Niektórzy nie potrafią tego opisu zrozumieć.
Nie chcę, żeby ktoś po przeczytaniu mojego tekstu mówił "O Boże, to pisał jakiś dzieciuch, który niczego nie rozumie!". Wolałabym raczej "Och! To była niesamowita książka!". Wiem, że to marzenie każdego, kto zajmuje się pisaniem z samej pasji.
Na którymś portalu, czy może stronie wydawnictwa, przeczytałam,że należy podać dane autora najlepiej; imię, nazwisko, wiek oraz adres e- mail/ telefon. Przeraziło mnie to i zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś, gdy przeczyta ile mam lat, nie usunie mojej wiadomości (zakładając, że wysyłam zarys pocztą elektroniczną).
Tak więc jeszcze raz dziękuję za rozwianie moich wątpliwości :)
~Malvada~
Kilka niewinnych pytań :-)
Mam pytania dotyczące nadsyłania tekstów;
Czy wiek nadsyłającego jest ważny? Czy brana jest pod uwagę powieść dla dorosłych i młodzieży, napisana przez trzynastolatkę?
Jak bardzo ważne jest doświadczenie piszącego? Jeżeli nie napisałam jeszcze żadnej książki, ani żadnego opowiadania itd, to znaczy, że nie mam szans na to aby moje wypociny zostały zauważone?
Mam nadzieję, że zrozumie pani, dlaczego pytam. Jest to po prostu dla mnie jedyna szansa na uzyskanie sensownej odpowiedzi. :D
~Malvada~
Kilka brutalnych odpowiedzi ;->
Powiem tak: wiek nadsyłającego/autora nie jest dla nas ważny i to do tego stopnia, że zastanawiam się, skąd w ogóle biorą się tego rodzaju pytania — a pojawiają się one stosunkowo często w nadsyłanych do nas propozycjach wydawniczych. Od strony formalnej zawieranie umów z małoletnimi jest jak najbardziej możliwe — reguluje to bodajże Kodeks cywilny, co każdy może sam to sprawdzić w Internecie w dwie minuty. O co więc chodzi?
Pytanie o wiek może mieć, moim zdaniem, dwa podteksty: obawę, że tekst zostanie z tego powodu z miejsca odrzucony lub nadzieję, ze zostanie potraktowany łagodniej. Osobiście przypuszczam, że wszyscy, którzy piszą o wieku „w pierwszych słowach swojego listu” zawierającego propozycję wydawniczą przysyłaną do wydawnictwa, liczą na jakieś ulgi — w przeciwnym wypadku w ogóle by o tym nie wspominali, bo po co?
Rozwiewam wątpliwości: nie odrzucamy propozycji wydawniczych tylko dlatego, że autor ma lat 13 lub 85, ale też nie stosujemy taryfy ulgowej przy ocenie tekstów. Jeśli więc nadesłana powieść jest „bardzo dobra jak na trzynastolatkę” ale oceniana obiektywnie jest naiwna, wtórna i kiepsko napisana, to za wiek autora nie ma żadnych „dodatkowych punktów”. Nie napiszemy przecież na okładce „czytajcie, pamiętając, że to napisała trzynastolatka i nie oceniajcie zbyt surowo”.
Co do wcześniejszych publikacji — gdyby ich brak oznaczał niemożność debiutu, nie byłoby żadnych nowych pisarzy, bo każdy kiedyś musi zacząć :-) Jednak rzeczywiście, debiut powieścią jest raczej mało prawdopodobny głównie z uwagi na to, że trudno sprzedać książkę autora, o którym nikt wcześniej nie słyszał. Doradzam zatem pisanie najpierw opowiadań, wysyłanie ich na wszelkie możliwe konkursy (w tym na konkursy dla nastolatków, gdzie kategorie wiekowe mogą mieć znaczenie i gdzie można się załapać na łagodniejsze traktowanie z powodu wieku) oraz do czasopism, i odłożenie prób debiutu książkowego do chwili, kiedy dzięki sukcesom opowiadań nazwisko autora stanie się już rozpoznawalne.
Uff... mam nadzieję, że nie było to zbyt brutalne. Ale skoro odpowiedź miała być sensowna, nie bardzo wiem, co innego mogłabym napisać.
Nina
Tekst
Mam pytanie odnośnie nadsyłania tekstów.
Czy mogę wysłać do wydawnictwa pełnometrażową (że tak to ujmę) powieść, której stosunkowo obszerne fragmenty (ok 30-40%) zostały już opublikowane w Internecie? Pytam, bo nie chciałbym marnować czasu swojego i czytających nadsyłane teksty redaktorów.
Re: Tekst
Nadesłać oczywiście można. Tyle tekstów do nas przychodzi, że jeden więcej czy jeden mniej to naprawdę żadna różnica ;-)
To, że fragmenty były już wcześniej publikowane, może mieć znaczenie lub nie. Wszystko zależy od okoliczności — a także od tego, gdzie były publikowane (strona autora czy znany serwis w rodzaju Esensji).
A tak w ogóle i tak najważniejsze jest to, co zawsze, tzn.: czy autor opublikował już jakieś opowiadania (im więcej, tym lepiej) w czasopismach papierowych lub w znanych serwisach internetowych, czy zostały one nagrodzone/wyróżnione w jakichś konkursach, i w związku z tym: czy jego nazwisko jest już znane szerszemu gronu czytelników fantastyki. Oraz to, czy nadesłany tekst jest jedynym dziełem autora, czy planuje on/ona kolejne książki i czym się zajmuje zawodowo.
To wszystko powinno być napisane w mailu dołączonym do propozycji wydawniczej. Tak w ogóle, najgorszy gatunek propozycji wydawniczych to takie, które w treści maila zawierają tylko stopkę (lub w ogóle nic), lub informację o autorze w stylu „mam 15/17/25/35 lat i mieszkam w X”, konspekt jest w stylu:
1. Przedstawienie bohatera/dzieciństwa bohatera/historii krainy/etc.
2. Bohater spotyka się z X-em.
3. Bohater wyrusza do Y.
itp. punkty nic kompletnie nie mówiące o akcji, napisane chyba tylko po to, żeby „odfajkować” ten okropny, nie wiedzieć po co wymagany element i udowodnić wydawnictwu, że niepotrzebnie się go domagało, bo i tak niczego użytecznego się z niego nie dowie — a generalna wymowa tego wszystkiego jest jedna: „przeczytajcie fragment powieści, on rzuci was na kolana”. Rzecz w tym, że żaden z tekstów dołączonych do tak wyglądających propozycji dotychczas nas na kolana nie rzucił.
Nie martw się więc o to, żeby nie marnować naszego czasu ;-) Przeciwnie — napisz mail tak, żeby nas zachęcić do przeczytania konspektu i fragmentu tekstu od razu po przeczytaniu maila, do którego będą dołączone.
Nina
W porządku
To rozjaśniło mi nieco obraz sytuacji, dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
"A tak w ogóle i tak najważniejsze jest to, co zawsze, tzn.: czy autor opublikował już jakieś opowiadania (im więcej, tym lepiej) w czasopismach papierowych lub w znanych serwisach internetowych, czy zostały one nagrodzone/wyróżnione w jakichś konkursach, i w związku z tym: czy jego nazwisko jest już znane szerszemu gronu czytelników fantastyki. Oraz to, czy nadesłany tekst jest jedynym dziełem autora, czy planuje on/ona kolejne książki i czym się zajmuje zawodowo."
A mi się wydawało, że najważniejszy jest wysoki poziom literacki i merytoryczny tekstu, a z tego co czytam, są to zwykłe imponderabilia ;-)
Przyznam, że zaskoczyła mnie wzmianka o zawodzie autora. Czy to, że jest np. nauczycielem, maklerem giełdowym, policjantem czy studentem ma jakieś znaczenie?
Idealizm... :-)
Wysoki poziom literacki i merytoryczny tekstu jest najważniejszy w konkursach oraz przy przyznawaniu nagród literackich ;-> No chyba, że teraz ja prezentuję naiwny idealizm ;-)
Zawód autora ma znaczenie — popatrz na biogram Wawrzyńca Podrzuckiego i powiedz, czy myślisz, że gdyby był z wykształcenia policjantem albo maklerem giełdowym, napisałby Yggdrasill? :-)
Jeśli autor historycznego fantasy jest z zawodu historykiem, można założyć, że książka nie potrzebuje redakcji naukowej — w przeciwnym wypadku ryzykujemy w niej „kfiatki” typu: XIII-wieczni Wikingowie jedzący bigos... albo zupę. Z talerza. Srebrną łyżką.
Nina
Idealizm... Hmm...
Logiczne aż do bólu. :-)
Uwagi odnośnie informacji w mailu wezmę sobie do serca, obym tylko nie przedobrzył, przytłaczając odbiorcę lawiną informacji :-)
:P
I więcej pokory, bo Ci sekr.red. tekst bez czytania do kosza wyrzuci :P
Troskliwe misie
Apage, satanas! Pokora jest nudna ;-p
W sumie przesadna asertywność w propozycjach wydawniczych też nie jest dobra. A pseudokrytycznoliterackość wobec własnego tekstu może być wręcz zabójcza... Zwłaszcza, kiedy autor stawia sobie za cel przekonanie wydawnictwa, jak cenne wartości promuje książka (przyjaźń, miłość, umiłowanie piękna, poświęcenie dla celów wyższych, itp., tylko to zwykle jest opisane w co najmniej 1000 znakach). Przypominają mi się dyskusje z cyklu „troskliwe misie RPG” z pl.rec.gry.rpg, o przygodach, które nie powinny być zbyt brutalne i że postaci graczy powinny pomagać NPC-om w potrzebie i w ogóle prezentować wysokie wartości moralne, gdyż RPG to kulturalna rozrywka dla kulturalnych ludzi...
Najlepiej zwyczajnie, rzeczowo napisać co i jak — i tyle :-)
Nina
W takim razie mamy różne
Mateusz - w takim razie mamy różne metody. Dla mnie ilość znaków jest użyteczna, motywuje, dzięki niej czas nie przecieka przez palce i nie rozłazi się fabuła. A niestety, coś wiem o konieczności solidnej dyscypliny twórczej...
Pomysł z reguły "wygląda" na określoną ilość scen/wątków - a stąd i znaków - przed napisaniem, aczkolwiek zdarzają się głębokie pomyłki. Opowiadania są przy tym trochę łatwiejsze, bo można obejmować je w całości pamięcią.
Określanie rozmiaru tekstu i planowanie traktuję jak fundamenty - albo jeżeli wolisz bardziej artystyczne porównanie - jak blejtram.
He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!
Ja przepraszam, że się
Ja przepraszam, że się wtrącę, ale przede wszystkim pisze się dla pisania. Wszystkie motywacje zewnętrzne typu pieniądze i sława są zawodne, oczekiwania w tym względzie mogą prowadzić do bolesnych rozczarowań - zwłaszcza, że faktycznie, prócz radości tworzenia jest to wysiłek i trzeba mieć do tego pewien komfort psychiczny. A życie potrafi być wredne.
I nie, nie myśl o rzucaniu pracy dla pisania. To czasami niektórym wychodzi. I nie wiem, czy na dobre.
Kompletna powieść powinna mieć około 600 k znaków. Ze spacjami. Oczywiście istnieją cegły. I takie malutkie książeczki, ale żeby opublikować te drugie, to musisz być już boss.
250 k to jest powieść w mainstreamie/alternatywie.
100 k to mikropowieść, góóórna granica opowiadania.
40-60 k to opowiadanie, które wszędzie wlezie. Łatwo znaleźć dla niego miejsce i w antologiach, i w czasopismach.
15-20 k miały artykuły-eseje w Kawaii.
10 k, o ile się orientuję, mają opowiadania na ostatniej stronie "Nature".
Zazwyczaj pomysł, kiedy już na niego wpadasz, ma określoną pojemność. Przy jako takim doświadczeniu można się nauczyć, ile to powinno być tym razem. Na początek radzę skupić się na rozplanowaniu tekstu, choćby zgrubnym, bo i tak tego nie będziesz wiedział. Plan może być linearny, od punktu A do punktu Z, albo nielinearny, czyli wypisać wszystkie sceny/wątki jakie chcesz zawrzeć w tekście, a potem tylko je odhaczać jak listę zakupów.
Wiem, że to trochę nieromantycznie brzmi. Ale taki punkt oparcia pozwala się potem rozhasać i nie zgubić.
He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!
Widzę ogromną wiedze której
Widzę ogromną wiedze której tylko pozazdrościć z pewnością lepsza ta rada od rady pana Mateusza, dziękuje za tak wyczerpującą odpowiedz i ukierunkowanie. Dla mnie jako początkującego pisarza ( bez pracy ) wiele to znaczy. szczególnie ze pisanie zawsze szło mi dobrze ale nigdy nie traktowałem tego poważnie aż do początku tego roku kiedy to samo przyszło i zacząłem pisać nie mam żadnego planu a jedynie pewien ogólny zamysł, jednak teraz myślę ze taka "lista zakupów" była by zdecydowanie na miejscu. Pozdrawiam serdecznie P.S. O co chodzi z tym Arkuszem jesli wolno zapytac ???
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
Mnie się rada Mateusza też
Mnie się rada Mateusza też podoba... różni ludzie mają różne metody. I skoro już jesteśmy przy radach praktycznych, skoro zacząłeś niedawno, nastaw się na minimum 10 lat zdobywania doświadczenia . To znaczy kończenia tekstów, które nigdzie się nie ukażą, czytania ton książek itp. i bawienia się przy tym całkiem dobrze :)
A co do arkusza, to Nina na pewno wyjaśni lepiej :>
I już cichnę, przestaję spamować i zabieram się za to, co powinnam właśnie robić :>
He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!
10 lat to wcale nie dużo, w
10 lat to wcale nie dużo, w końcu uczymy sie przez całe życie :D
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn!;p
Arkusze autorskie i inna wiedza tajemna
O nie, nie będę wyjaśniać własnymi słowami czegoś, co zostało opisane w mnóstwie dokumentów papierowych i na setkach stron www ;-) Mogę najwyżej wrzucić parę linków:
http://dtp.msstudio.com.pl/slown.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Obj%C4%99to%C5%9B%C4%87_dzie%C5%82a_drukiem
http://pl.wikipedia.org/wiki/Arkusz_autorski
Pozdrawiam :-)
Nina
O! Wikipedia jest wywoływana!
A byłem przekonany, że redakcja ma toto w całkowitej pogardzie i dlatego hasło Zorana Krušvara leży odłogiem :P
Wikipedia forever
Ależ nic błędniejszego; Wikipedia to wspaniały projekt, jedno z najlepszych zastosowań dla Internetu i gdyby tylko doba miała, powiedzmy, ok. 48 godzin, sama chętnie bym się do niego przyłączyła — aby dodawać nowe treści i tępić błędy i wypaczenia :-)
Wielkie dzięki za hasło Zorana, Hebiusie-Wikipedysto! :-)
Nina
Zoran w Wikipedii
Hasło Zorana w obecnej postaci to dopiero zaczątek. Myślę, że spokojnie można by tam jako rozwinięcie wkleić tekst, który jest na stronie Runy. Z początku miałem to przeredagować i wykorzystać, ale nie ma sensu zmieniania czegoś, co jest dobre w obecnej postaci :) Jeśli nie masz czasu się tym zająć, to ja chętnie Cię wyręczę i dopracuję hasło. Aby było tylko błogosławieństwo sekr.red. :P
Re: Zoran w Wikipedii
Dzięki :-) Oczywiście możesz wykorzystać ten tekst. Dostałam go od Zorana w wersji angielskiej, z przeznaczeniem na stronę Runy oraz do rozsyłania jako materiały prasowe, więc teraz można go znaleźć w wielu miejscach w Sieci. Spokojnie może iść też na Wikipedię.
Tłumaczenie jest moje, niezbyt wierne, za to piękne ;-) i po korekcie; możesz go użyć albo dostać oryginał - sekr.red [małpka] runa.pl
Mogę też poprosić Zorana o inne zdjęcie, albo spytać, czy chce przeznaczyć na Wikipedię któreś z tych.
Nina
Fotka Zorana
Jasne - spytaj :) Mnie się najbardziej podoba to z baranem.
Zgoda Zorana
Zoran Krušvar zgodził się na umieszczenie tego zdjęcia w polskiej Wikipedii na licencji która pozwala każdemu kopiować je i rozpowszechniać. Ja zgadzam się, żebyś skopiował je w tym celu ze strony Runy. Mam nadzieję, że to załatwia formalności, ale jeśli nie, to daj znać.
Antonina Liedtke
sekretarz redakcji Agencji Wydawniczej Runa
Nina
:)
Czy dobrze rozumiem, że chodzi o licencję Creative Commons? Jakby co licencję można w każdej chwili zmienić. W tej chwili jest tak.
No właśnie...
Widzę tam szablon „Brakuje zezwolenia do tej grafiki”. Spróbuj „dostarczyć” link:
http://www.runa.pl/blog/node/25#comment-181
A jeśli to nie wystarczy, poproszę Zorana, żeby wysłał maila pod wskazany adres.
Nina
Wrrr
W Wikipedii domagają się jednak jeszcze maila wg wzoru w ramce. na adres permissions-pl@wikimedia.org