Uwaga, uwaga...

Najnowsze książki

Najnowsze e-booki

Ludzie listy piszą

Portret użytkownika Sigrid

Kiedy widzę na początku listu do wydawnictwa słowa „Jestem początkującym redaktorem/korektorem etc.”, natychmiast robi mi się gorąco. Nie, nie z radości. Po prostu jestem przerażona. Zwykle w dalszej części znajduje się prośba o pracę, uzasadniona — przez tych lepszych z psychologii — swoimi zawodowymi osiągnięciami albo zainteresowaniem literaturą, szczególnie zaś fantastyką, albo — u tych mniej empatycznych — dogłębną krytyką naszych dotychczasowych osiągnięć oraz kompetencji współpracowników. I tutaj zaczyna się mój dramat. Jeśli list jest napisany ładną polszczyzną i zachowuje zasady korespondencji albo przebija z niego szczery entuzjazm, wysyłamy próbkę tekstu, żeby ocenić umiejętności nadawcy. Jeśli jednak list zionie błędami i arogancją, spuszczamy na niego miłosierną zasłonę milczenia albo odpowiadamy, ze naszym zdaniem autor ma jeszcze zbyt mało doświadczenia. A potem okazuje się, że obraziliśmy dogłębnie redaktora wpływowego portalu sieciowego, który poczuje się tak dotknięty w najgłębszym swym jestestwie, że nie odpuści nam aż do śmierci i na wieki wieków amen też.

Nie zrozummy się źle — dobrych redaktorów czy korektorów jest mało i Runa nieustająco szuka kontaktu z nowymi, ale zasada „nie magister, lecz chęć szczera” boleśnie się w tym fachu nie sprawdza. Język polski jest trudny. I dlatego przerażają mnie listy początkujących redaktorów.

Ten list jest wszelako inny. To przypadek szczególnie niebezpieczny — początkującym korektorem okazał się recenzent. Tu nie ma żadnych próśb, jeno dwa obnażone miecze, ubite pole i wyzwanie na bój śmiertelny.

I zawsze mam w takich wypadkach dylemat, co zrobić. Jestem w tej branży od ponad dekady, przeczytałam mnóstwo recenzji, które nawet nie to, że wydawały mi się niesprawiedliwe, ale traktowały o zupełnie innej książce niż ta, którą napisałam. Pamiętam i takie, które po książce prześlizgiwały się ze wdzięczną dezynwolturą, żeby rozwodzić się nad sprawami towarzyskimi. Pamiętam nieeleganckie, wredne i złośliwe. I z zasady z nimi nie polemizuję. Praca pisarza kończy się moim zdaniem w momencie oddania tekstu i skończenia redakcji autorskich, a w ten fach wpisane jest poddanie się pod oceny, choćby i niesprawiedliwe. Potyczki na forach i portalach wydają mi się w wykonaniu autora jakieś takie... desperackie.

Ale sprawy językowe bywają zero-jedynkowe i proste do oceny. I tutaj pojawia się moja wątpliwość — jak sprawy językowe ma opiniować ktoś, kto w krótkim liście daje wirtuozerski wręcz popis błędów? Wedle jakich zasad będzie oceniać poprawność interpunkcji czy ortografii — czy tych słownikowych, czy tych którymi się kieruje, pisząc do nas list? I czy czytelnik recenzji nie zostanie po prostu wprowadzony w błąd?

„Wycofać nakład!” — pokrzykuje list (w krótkiej epistole pięć wykrzykników). „Podstawowe błędy interpunkcyjne!” — grzmi dalej. A tuż obok, że bezwstydnie zacytuję: „Szczególnie, że sama książka jest całkiem ciekawa (...)”, „Mimo, że nazwiska dwóch pań widnieją na stronie tytułowej...” — i aż oczy ze zdziwienia przecieram, bo czyż tu nie powinien się znaleźć, ziomkowie mili, przecinek cofnięty? Wbrew temu, co wbija się dziatwie do głów w podstawówce, nie przed każdym „że” należy wstawiać przecinek, czasami powinien się on znaleźć przed całym wyrażeniem. Byle słownik ortograficzny czy interpunkcyjny zaświadczy.

Czytam dalej: „np. nie zamykanie wtrąceń przecinkami czy kompletne ignorowanie istnienia myślników”. Tutaj czuję się trochę jak moja bardzo niewinna przyjaciółka, która, widząc w żeńskim akademiku katolickiej uczelni wystające spod kołdry cztery nogi (nad kołdrą znajdował się pojedynczy żeński korpus, mocno zniesmaczony nieoczekiwanym pojawieniem się współlokatorki), w tym dwie mocno owłosione, na wszelki wypadek przeliczyła własne. Czyżby znów zrobili jakąś reformę? Czy „nie” z rzeczownikami odczasownikowymi pisze się teraz oddzielnie? Przebóg, ile ja mam nóg?

Sprawdzam zatem spiesznie w poradni językowej:
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=1555
Nie, moje nogi w porządku. Tylko w głowie zaczyna się kręcić z emocji.

Co jeszcze? „Koszmarki typu »uderzały go GAŁĘŹMI«” — cytuje autorka listu.

Stare redaktorki powtarzają taką anegdotę:
- jeśli nie wiesz, sprawdź w słowniku
- jeśli wydaje Ci się, że wiesz, też sprawdź w słowniku
- jeśli jesteś pewny, że wiesz, również sprawdź w słowniku.

Słownik ortograficzny dopuszcza obie formy:
http://so.pwn.pl/lista.php?co=ga%B3%EA%BCmi&sourceid=Mozilla-search&od=0
Może się to kłócić z naszą prywatną intuicją językową, ale słownik jest w tej dziedzinie władcą absolutnym. „Gałęźmi” jest formą poprawną.

Nie chcę się dalej pastwić, bo to z gruntu nieszlachetne zajęcie. Ale poczułam się nagle bezradna.

Kontrowersja dotyczy książki „Wykonawcy Bożego Zamysłu”. Na pewno nie ustrzegłyśmy się w niej błędów, bo to był trudny, specyficzny tekst. Ogromnie za nie czytelników przepraszam, choć proszę, żeby pamiętali, że akurat łączna pisownia „nie” z rzeczownikami oraz przecinek cofnięty do nich nie należą. Nie wątpię też, że podrażniona recenzentka rozpisze się o rozmaitych, może nawet prawdziwych, lapsusach z pasją i zapałem. Cóż, nie da się temu zapobiec ani też nie zamierzam wyruszać na krucjatę. Piszę o tym wszystkim głównie po to, żeby uświadomić Wam, że za słowami recenzji „w książce roi się od błędów” może kryć się mnóstwo rzeczy.

„To są błędy, jakie popełniają dzieci w podstawówce!”
„Już w liceum mogłabym zrobić to lepiej — i to nie tylko ja!” — powrzaskuje na mnie autorka listu, której młodzieńcza ekscytacja przeważyła nad savoir-vivre.

Taaaak.
Jasne.

Język polski jest piękny. Większości tego, co o nim wiem, nauczyłam się od redaktorek i korektorek. Życzę więc Pani wiele satysfakcji i osiągnięć w pracy. Trochę pokory i życzliwości też.

Anna Brzezińska

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

To całkiem zrozumiałe, że

To całkiem zrozumiałe, że początkujący krytyk pragnie sobie "zrobić nazwisko". Nie dziwi również fakt, że osoba taka wybiera najprostszy możliwy sposób. Żyjemy w czasach wiecznego pośpiechu, po co tracić czas na wypracowywanie sobie przez lata opinii krytyka statecznego i rozsądnego. To już passe. Przecież wystarczy obrzucić błotem znane wydawnictwo, aby zrobiło się dużo szumu. Sensacja zawsze jest w cenie.
Gorzej jeśli wypowiedź taka jest potwierdzeniem zasady: "człowiek czuje się lepszy, gdy drugiemu przypiepszy".
Dlatego też początkującej pani krytyk serdecznie dziękuję za wyrazy troski, a na przyszłość życzę więcej powodzenia. Krytyka to profesja i działalność zarobkowa - podobnie jak tłumaczenie i redakcja, dlatego też list krytyka do wydawcy/redaktora, dotyczący konkretnej pozycji trudno uznać za prywatny, zatem podlega on takim samym zasadom jak tekst książki.

Tyle tytułem wstępu.

A co do popularności konkretnych form językowych - jak na razie wciąż decydują o tym użytkownicy języka nie zaś językoznawcy, których zadaniem zawsze było jedynie opisywanie aktualnej sytuacji i ewentualna zmiana skostniałych reguł.
I nawet jeśli powstanie pięciu ekspertów zaklinających się, że jedna z dopuszczalnych form jest... niedopuszczalna (sic!), zapewne nie będzie problemem odnalezienie pięciu innych, prezentujących odmienne zdanie. Bowiem interpretacja tego typu zapisów pozwala na pewną subiektywność.

Pozdrawiam

.

na jednym z for

Forów.

wyraz jest uznany za poprawny, jednak wszyscy zamieniają go na formę popularniejszą

Niektórzy, jak widać, nie. A jak pamiętamy, lepiej zaliczać się do niektórych niż do wszystkich.

.

Odpowiedź słuszna - gorączkowanie się oraz popełnianie błędów to wady, z którymi borykam się na co dzień, z pierwszą częściej, z drugą, na szczęście, rzadziej. Małe utemperowanie zanadto zadartego nosa też mi posłuży, nie zaprzeczam. Nie zmienia to jednak faktu, że w książce są rażące błędy. Dziwi mnie to tym bardziej, że w innych książkach Runy się z tym nie spotkałam – zawsze uważałam to wydawnictwo za jedno z najlepiej zajmujących się stroną językową swoich książek.

Błędy, które popełniłam, są podręcznikowe, sama czuję się z nimi zażenowana, mogę na swoją obronę przytoczyć pośpiech, nieprzeczytanie tekstu po zapisaniu oraz fakt, że czytanie z monitora nie jest czymś przychodzącym mi łatwo albo z przyjemnością. Jednak tekst ogólnie rzecz biorąc prywatny to nieco inna sprawa niż firmowany nazwą wydawnictwa utwór na sprzedaż – pomyłki należy wytknąć, jest to jak najbardziej słuszne, ale nie robi się z tego szumu.

Wydana oficjalnie pod szyldem wydawnictwa książka powinna prezentować poziom nieco lepszy. Błędy, które wskazałam, nie są moim wymysłem - zasięgnęłam opinii dwóch osób: korektorki z dwudziestoletnim stażem oraz młodego redaktora udzielającego się na kilku portalach, w tym literackich. Poparli mnie zarówno w sprawie błędów, jak i tego, że książkę wypada wycofać albo przynajmniej opatrzyć erratą i przeprosinami dla czytelników.

Również wyraz "gałęźmi" został uznany za zastosowany niepoprawnie. Owszem, Wielki Słownik PWN dopuszcza tę formę, jednak od kilku lat na zajęciach z kultury języka, warsztatach redaktorskich, pracy z tekstem i podobnych czysto językowych ćwiczeniach na Wydziale Polonistyki UW uczy się mnie, że tej formy nie stosujemy inaczej niż potocznie w języku mówionym, a i to coraz rzadziej. Podobnie twierdzą zapytani na jednym z for internetowych korektorzy - wyraz jest uznany za poprawny, jednak wszyscy zamieniają go na formę popularniejszą "gałęziami". Użyty w książkowym dialogu może zostać uznany za stylizację, jednak w toku narracji - razi i powinien zostać poprawiony.

Pozostaje mi tylko przeprosić za ton, w którym napisany został mój e-mail - w swoim rozgorączkowaniu zachowałam się niegrzecznie. Podobno jest to cecha wszystkich młodych entuzjastów stawiających pierwsze kroki na poletku literacko-językowym. Postaram się, aby taka sytuacja już się nie powtórzyła.

Pozdrawiam.

"Przez te wszystkie smutki, z

"Przez te wszystkie smutki, z nienawiści do sztuki, on został krytykiem, pewnie jest tutaj dzisiaj. I jad mu się leje i zjadł kałuża..."

Przecinki? Who cares?

Ważne aby książka była ciekawa, a tekst napisany potoczyście. Jeśli czytelnik liczy w powieści przecinki to albo z nim, albo z książką jest coś nie tak. Ja czytając "Wykonawców Bożego Zamysłu" ani przez chwilę nie pomyślałem o przecinkach czy myślnikach, zatem, nawet jeśli jakichś brakuje lub jest w nadmiarze - jako czytelnik problemu nie widzę.

Pozdrawiam
a redakcji gratuluję odważnego kroku, jakim jest publikacja młodego, "egzotycznego" autora

Bartosz K.

Portret użytkownika Sigrid

Spór o granice ingerencji redakcyjnej

Tak się zastanawiam, czy — pomijając emocje i okładanie się gałęźmi, tfu, gałęziami — nie jest to na pewnym pułapie spór o granice ingerencji redakcyjnej w tekst. Mam tu paskudne rozdwojenie jaźni, bo występuję jako wydawca, ale przede wszystkim jako autorka. To jest bardzo trudna sprawa, bo ten pułap ingerencji trudno zdefiniować, jest, sądzę, kwestią indywidualnego wyczucia. Uważam, że słownik jest instancją bardzo wysoką i urzędowym niejako zapisaniem normy językowej. Oczywiście jest sporo zwrotów i form, które zostały uznane niedawno za poprawne, ale potwornie mi zgrzytają. Ale jeśli autor konsekwentnie używa w całej książce „stawić czoła”, stawiam czoło konserwatywnemu redaktorowi i bronię wersji autorskiej. Bo zwrot jest poprawny, słownik dopuszcza.
Czasami zdarza się i tak, że autor konsekwentnie używa form niepoprawnych, ale stoi za tym jakiś zamysł, na przykład stylizacja, która tę deformację uzasadnia. Czasami piękne, poetyckie rzeczy wychodzą z rozjechanych pól semantycznych. Deformacja potrafi nadać metaforom nowy wymiar. Dlatego kolekcjonuję nietypowe zwroty. Do tej pory pamiętam, jak z zachwytem znalazłam u Ewy Białołęckiej „skląsł się”. Słowa są jak biżuteria.
Wydaje mi się jednak, że w każdym z nas drzemie taka pokusa, żeby napisać tekst po swojemu. Widzę to u siebie (dlatego nie pcham się do redagowania), widzę u niektórych redaktorów, korektorów czy recenzentów, przy czym nadmieniam o tym już ogólnie, w oderwaniu od tej konkretnej sytuacji. Każdy to jakoś po swojemu wyważa. Ale pokusa pozostaje, prawda?

Anna Brzezińska

RUNA UDOMOWIONA — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

RUNA W PRZESTRZENI — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

Runiczne gry

Sen o DolinieMoherowa gra
Fioletowa gra

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer