Marcin Wełnicki: Dossier R — paraopowiadanie
Andrzej W. Sawicki: Niezwykły przypadek Martyny Gewalt — opowiadanie
Czemuż ja to czynię? Skąd wzięło się „Przedwiośnie żywych trupów”? Dlaczego robię to polskiej literaturze, czemuż żeruję na biednym Stefanie (tak się z nim zżyłem przez te miesiące, że pozwoliłem sobie jednostronnie przejść na Ty), zamiast uczciwie usiąść i napisać coś własnego? Najprościej odpowiedzieć na to ostatnie — bo po prostu chyba jeszcze nie czuję się na siłach. Za rok, dwa, trzy może znajdę dość odwagi i czasu by wydobyć z siebie coś w pełni autorskiego (pomysłów nawet trochę mam), ale na razie łatwiej żerować na cudzym. To i żeruję.
Sama idea narastała we mnie stopniowo. Najpierw podczas zeszłorocznych wakacji w Stanach zobaczyłem księgarnie zasypane „Dumą, uprzedzeniem i zombie” i sam pomysł takiego pomieszania bardzo mi się spodobał. Niech sobie tam inni wieszczą degrengoladę i pożeranie własnego ogona (pewnie znajdę to i w recenzjach w najbliższych miesiącach), ale ja lubię takie kulturalne bigosy, wszelkiego rodzaju crossovery, pastisze, rozwinięcia, ciągi dalsze i wszystko co wynika z fabułek na drugim, trzecim piętrze. Od dekad już jestem nałogiem kontynuacji, komiksów, seriali telewizyjnych, itp. I w tej mojej fascynacji takimiż pierdółkami nagle pojawiło się zupełnie nowe zjawisko. Literacki odpowiednik muzycznych remiksów. Super.
No i wróciłem z wakacji i ciekaw byłem bardzo, kiedy ta moda dotrze do nas. I minął tydzień, miesiąc, drugi, a tu nic. A przecież potencjał w naszej klasyce literackiej mamy przeogromny. Więc czekałem. Czasem tylko z przyjaciółmi przerzucaliśmy się tytułami możliwych polskich mash-upów. I jedno z wymyślonych przeze mnie naprędce haseł — „Przedwiośnie żywych trupów” jakoś we mnie utkwiło. I zaczęło mnie przeżerać od środka. I mijały kolejne tygodnie, miesiące. Coraz mocniej zaczęła narastać we mnie myśl, że jeśli nie ja, to kto? Tylko nie teraz, bo nie mam kiedy. Bo tu rodzina, tam jakieś fuchy w telewizorze, tu piszę leksykony, tam jestem redaktorem. No nie mam kiedy! Zgodnie więc ze starą żydowską anegdotą, w której rabin rodzinie żyjącej w wielkim ścisku doradza kupno kozy, zacząłem szukać wydawcy. No i spotkałem się z Anią. Ta doceniła „finezję, błyskotliwość i głębię” mojej idei i już. Podpisaliśmy umowę, ustaliliśmy deadline i poszło. Oczywiście, nie żebym kiedykolwiek w życiu dotrzymał jakiegoś deadline'u na książkę, ale sama świadomość jego istnienia spowodowała, że zanurzyłem się w dzieła Żeromskiego i najróżniejsze opracowania jego biografii. A potem już było z górki. I powieść gotowa. I tak właśnie w skrócie wyglądały intencje powstawania „Przedwiośnia żywych trupów”. Mógłbym dłużej i dokładniej (ale to potem na stronie książki, gdy już takowa powstanie), mógłbym też równie szczerze na pytanie o powody tego literackiego wicu odpowiedzieć w dwóch słowach — dla pieniędzy. Ale miłe panie z Runy prosiły, żeby wpis na runowego bloga miał trochę więcej znaków niż kilkanaście. No to ma.
Kamil Śmiałkowski




Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer
Szarganie świętości ;->
W Merlinie można kupić takie coś:
„Przedwiośnie — lektury z omówieniem, liceum i technikum
Stefan Żeromski
Jedno z niekwestionowanych arcydzieł polskiej literatury. Książka została wydana wraz z opracowaniem. Dla urozmaicenia wyróżniono i wyodrębniono cytaty, które warto znać, zamieszczono streszczenie.”
„Dla urozmaicenia wyróżniono i wyodrębniono cytaty”??? Czy jest tu ktoś z dostępem do nowoczesnych wydań lektur szkolnych, kto mógłby mi wyjaśnić, co to znaczy? Czy w tekście pozamieszczano ramki z fragmentami tekstu, jak w kolorowej gazetce?!
Nina
Skąd ja wiedziałam, że to
Skąd ja wiedziałam, że to będzie Greg... xD
Najgorsze wydania lektur, jakie w życiu widziałam. I naprawdę na marginesach są szare ramki, a w nich informacje np. "Ważna scena: Zbyszko ślubuje Danusi", albo "Ważny cytat: ten mówi to do tego"... Zresztą... http://img832.imageshack.us/img832/39/gregk.jpg
bezczelna i ruda
Auć...!
Czyli to już jest oficjalne, bez owijania w bawełnę: lekcje tzw. polskiego służą do wyrafinowanej wiwisekcji literatury i planowego zabijania chęci do czytania u młodzieży... Ech, nie wiem, czy szkoła przekazuje jakąś użyteczną wiedzę paranaukową, ale na pewno przygotowuje dzieciaki do wielu bezsensów, jakie ich czekają w dorosłym życiu. No i uczy oportunizmu, lizusowstwa i mnóstwa innych przydatnych strategii przetrwania ;-)
Nina
Ja na moją szkołę nie
Ja na moją szkołę nie narzekałam i nie narzekam, zwłaszcza na polonistki ;)
bezczelna i ruda
W kwesti formalnej.
Pomysł wydaje się na tyle odjechany, że chyba się skuszę na lekturę. Ale w dyskusji ze znajomymi wyszło, że oburza ich obecność nazwiska Żeromskiego na okładce. By do sądu lecieli za szarganie, podpinanie się etc.
Ile właściwie w tej powieści będzie samego "Przedwiośnia"? Czy można przy tym remiksie mówić o współautorstwie?
Formalne Przedwiośnie
Argh, do sądu? Za co?! Za obrazę uczuć religijnych czy majestatu? ;-)
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych jasno stanowi:
„Rozdział 1. Przedmiot prawa autorskiego
Art. 2.
1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły.
Rozdział 4: Czas trwania autorskich praw majątkowych
Art. 36.
Z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych w ustawie, autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu:
1) od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich - od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych,”
Żeromski zmarł w 1925 r.; majątkowe prawa autorskie do jego utworów wygasły 15 lat temu.
Niestety tendencje „brązownicze” w Polakach wydają się niesłychanie silne. Wszelkie „narodowe świętości” powinny być — zdaniem brązowników — nietykalne, czyli omijane szerokim łukiem, aby mogły spokojnie utonąć w stercie pokrywającego je z biegiem dekad kurzu... i zapomnienia. Biada temu, kto chce je z tego kurzu otrzepać, spojrzeć na nie inaczej, niż napisano w podręcznikach, lub — o zgrozo! — jakoś ożywić, uwspółcześnić, po swojemu przyozdobić.
A Żeromskiego jest w tym remiksie sporo, na oko powiedziałabym, że więcej niż 50%. BTW, oryginalne kawałki „Przedwiośnia” bywają bardziej makabryczne, niż zombiaki.
Nina
Oj, jak mi się ten pomysł
Oj, jak mi się ten pomysł podoba. Jestem za wszelkimi połączeniami i zabawami literackimi. Przez „Przedwiośnie” ciężko było czasami przebrnąć, taka wersja powinna być, hmm, strawniejsza :) To czekam na premierę!