You are hereMagda Parus — Rywal, odc. 3

Magda Parus — Rywal, odc. 3


Portret użytkownika Magda Parus

By Magda Parus - Posted on 06 styczeń 2010

odcinek 1, odcinek 2

Jarek pojawił się we wtorek wieczorem z wazonikiem, niewiele mniej szkaradnym niż tamten rozbity, i piłką dla Robina.

— Ojej, dziękuję — ucieszyła się Ewa. — Robin wprost przepada za piłeczkami. Robuś, zobacz, co dostałeś!

Przez chwilę Robin zmagał się z problemem, co powinien zrobić. Olać prezent, dając do zrozumienia, że osoba ofiarodawcy ma dla niego znaczenie? Czy zachować się zgodnie z oczekiwaniami Ewy i odegrać szaleńczą radość?

Zdecydował się na drugie rozwiązanie. Wydało mu się przebieglejsze, zwłaszcza że Jarek bez wątpienia spodziewał się po nim innej reakcji.

Podskoczył radośnie, a kiedy Ewa rzuciła mu piłkę przez pokój — niezbyt mocno, ze względu na brak przestrzeni — popędził i schwycił ją w locie. Podbiegł z nią do Jarka.

— O, teraz już się od niego nie opędzisz — stwierdziła Ewa. — Uwielbia, kiedy goście się z nim bawią.

Jarek patrzył na Robina, jakby usiłował tym spojrzeniem coś przekazać. Ostatecznie jednak wyjął mu piłkę z pyska i rzucił, zapewne świadom faktu, że Ewa uważnie go obserwuje.

— On się nigdy nie męczy? — spytał czterdzieści minut później.

Robin wpatrywał się w niego, merdając zachęcająco ogonem. Starał się nie przesadzić: gdyby okazał się zbyt namolny, Ewa schowałaby piłkę, w tej chwili zaś był po prostu szalenie sympatycznym pieskiem, kulturalnie dopraszającym się zabawy.

— Teriery mają mnóstwo energii — wyjaśniła z dumą Ewa. — Dzisiaj po pracy już mu przez godzinę rzucałam piłkę. Na głównej alejce, wiesz, bo jakoś pewniej się czuję w świetle latarni. Do lasu po ciemku w ogóle się boję wychodzić, zwłaszcza teraz. Wczoraj pani Jadzia widziała na śniegu ślady krwi. Myślisz, że to znowu jakiś zagryziony pies?

— Albo lis podwędził kurę z gospodarstwa. Nie panikuj. — Jarek uśmiechnął się pobłażliwie. — Pani Jadzia to jedna z naszych sąsiadek?

— Z tego niebieskiego domku w drugiej alejce. Nie poznaliście jej jeszcze? Ma husky.

Taa, skundleńcowi dziwnie zależało na odwróceniu uwagi Ewy od tematu rozszarpanego psa. Robin trącił intruza piłeczką w kolano. Ich spojrzenia się spotkały. Jarek wyjął mu zabawkę z pyska i rzucił.

— Oj, nie tak mocno — wyrwało się Ewie. Natychmiast uśmiechnęła się przepraszająco.

Na szczęście nie odbierała sygnałów, jakie Jarek wysyłał jej niemal od początku wizyty. Rozmawiali o domku odmieńców, o tym, jak im się mieszka, ale pchlarz nieustannie, niby to mimochodem, starał się nakłonić Ewę, żeby z obrotowego krzesła przesiadła się na sofę. Ilekroć jednak choćby spróbował klepnąć miejsce obok siebie, wskakiwał tam Robin i szturchał piłką jego dłoń.

Może zresztą Ewa celowo ignorowała wysiłki Jarka? Z jej rozmów z Martą Robin dowiedział się, że miała nieprzyjemne doświadczenia z pewnym samcem, na długo przed tym, nim on z nią zamieszkał. Potem już Robin jej bronił, skutecznie odpędzając konkurencję.

— Co to za rejestracja, NEL? — zapytała Ewa.

— Warmińsko-mazurskie. Jesteśmy spod Ełku. Tomek i Ania chcą poszukać dobrej pracy, a tutaj istnieje więcej możliwości. W Warszawie przeraziły nas ceny, zwłaszcza że zależało nam, żeby mieszkać trochę bardziej na łonie natury. Słuchaj, wygodnie ci na tym...?

Robin oparł się łapami o jego kolano i sugestywnie poruszył pyskiem, w którym trzymał piłkę.

— Zrobić ci jeszcze coś do picia? — Ewa podniosła się z krzesła.

Kiedy przeszła do kuchni, Jarek zabrał Robinowi zabawkę.

— Przestań, albo wepchnę ci tę cholerną piłkę do pyska i wyjmę przez odbyt — warknął, nachylając się nad nim.

— To ty warczałeś? — Ewa odwróciła się od blatu, spoglądając na Jarka ze zdziwieniem.

Robin uniósł fafle. Koleś chyba nie sądził, że go zastraszy?

— Staram się znaleźć z nim wspólny język. — Jarek uśmiechnął się cierpko.

— Ale warczenie wyraża negatywne emocje. Jeśli chcesz się z nim zaprzyjaźnić, spróbuj raczej zaskomleć. To znaczy, coś w tym stylu. — Zademonstrowała.

Nie da się ukryć, że Ewa miewała fajne pomysły: Jarek aż się skrzywił. Chociaż może chodziło mu bardziej o to, co Ewa przypadkowo zdołała wyrazić tym skomleniem. Aczkolwiek trudno oczekiwać po człowieku, żeby wypowiedział się zrozumiale w psiej mowie, Ewie zadziwiająco często udawały się przekazy typu: „Płonę, czekając na ciebie, ognisty buhaju”.

— Chyba kumam — powiedział Jarek.

— Zjesz coś? Tyle że mam jedynie sery. Pewnie nie jesteś wegetarianinem? — Popatrzyła na niego wyczekująco.

— Nie, dzięki, niedawno jadłem.

Zmarszczyła brwi i znowu odwróciła się w stronę blatu. Ha, skołtuniony kudłacz myślał, że może rozszarpywać w lesie pieski i mimo to zostać ulubionym zwierzakiem Ewy?

— Czekam na piłeczkę, koleś — ponaglił kpiąco Robin.

Jarek spojrzał na niego z namysłem, a potem, przekładając piłkę do lewej ręki, podszedł do miski Robina. Stała przy ściance oddzielającej kuchnię od korytarzyka, skąd wchodziło się bezpośrednio do pokoju.

Robin obserwował go spode łba. Warknął cicho. Jarek bezczelnie powoli nabrał garść chrupek i wsypał je sobie do ust.

A potem, właśnie kiedy Robin miał na niego skoczyć, Jarek się zakrztusił. Przez chwilę nie potrafił złapać oddechu, jedynie poświstując, aż w końcu szaleńczo się rozkaszlał. Piłka wypadła mu z dłoni i potoczyła się w kierunku kominka.

Przybiegła zaniepokojona Ewa.

— Co się stało?

Jarek ciągle kaszlał, opierając się ręką o ścianę, niezdolny udzielić odpowiedzi.

Przekrzywiwszy łeb, Robin merdał ogonem, okazując serdeczne zainteresowanie sytuacją.

— To wersja mini, koleś — burknął. — Tobie by się przydał raczej maxi adult. Następnym razem pilnuj własnej miski.

Ewa klepała Jarka po plecach, zbyt delikatnie, by przyniosło to wymierny efekt.

— Chciałem... skorzystać... — Jarek wskazał drzwi do toalety w głębi korytarzyka. Z oczu ciekły mu łzy.

Zadowolony Robin podreptał po piłkę.

odcinek 4

Etykietowanie

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.
Portret użytkownika hebius

A jaka jest różnica między maxi adult, a mini. Nie mam psa, ani sam nie jadam takich chrupek to i nie za bardzo wiem, co się stało.

Portret użytkownika Magda Parus

Gdyby to opowiadanie szło gdzieś do druku, a osoba czytająca je wcześniej - albo na przykład pani redaktor - zadała mi właśnie takie pytanie, jak Ty, hebiusie, wiedziałabym, że powinnam poprawić to zdanie na przykład na "nabrał garść drobnych psich chrupek", żeby także czytelnicy nie posiadający psów w wersji mini wiedzieli, o co autorce chodziło:). Innymi słowy: to jest właśnie jedna z takich niewielkich, a cennych sugestii, z których autor chętnie korzysta.

Portret użytkownika hebius

Cieszy mnie takie zdrowe podejście do całej sprawy. Mam czasem wrażenie, że pisarze często takie zupełnie niewinne pytania odbierają jako nieuzasadnioną krytykę i od razu przystępują do zaciętej obrony, pytającego traktując jak najgorszego wroga :)

Portret użytkownika Magda Parus

Wersja mini (tu akurat jest to Royal Canin) to chrupki wielkości tych dla kotów, czyli tak mniej więcej rozmiarów ziemnego orzeszka. Jeśli Jarek wsypał sobie do ust garść takiego drobiazgu, jeden chrupek bez trudu mógł mu wlecieć nie w tę dziurkę... On, oczywiście, nie spodziewał się, jak to się dla niego zakończy. Natomiast o nauce, jaką wyniósł z tego doświadczenia, będzie mowa w kolejnym odcinku:).
Chrupki maxi są większe:) (chociaż określenia mini i maxi odnoszą się do rozmiarów psa, nie chrupek jako takich).

Moja suka większa krztusi się stosunkowo często. Nie żarciem małej, bo do tej miski nie wolno jej się pod żadnym pozorem zbliżać, ale przysmakami, jakie dostaje na spacerze – to owszem, a daję jej kawałki w sumie chyba większe niż taki chrupek mini. Choć zapewne to krztuszenie się stanowi skutek jej wrodzonego łakomstwa i nie każdemu bardziej opanowanemu psu by się przydarzył. Mierzyliśmy jej czas, w jakim pochłania kolację: 52 sekundy.

Dziękuję wszystkim za miłe słowa:).

Portret użytkownika sekr.red

Ja mam dwa psy i trzy koty, a też nie bardzo rozumiem, co się stało...

Pomijam już różnice wewnątrzgatunkowe chrupków psich oraz analogiczne różnice w obrębie chrupków kocich, ale każdy wie, że dowolne chrupki psie zawierają mniej białka, a więcej popiołów i dlatego są gorsze w smaku od dowolnych chrupków kocich. Nic więc dziwnego, że nasze psy podjadają chrupki kotom przy każdej okazji.

Jednak każdy wie także, że koty są bardziej wybredne od psów. Czemu więc nasze koty zakradają się worka z psimi chrupkami i wykradają stamtąd psie chrupki, skoro pyszne specjalistyczne chrupki kocie są łatwo dostępne w kociej misce?

To proste: chrupki dzielą się na „moje” i „cudze”. Te drugie z definicji ZAWSZE są smaczniejsze ;) Zaszkodzić, owszem, mogą, zostać zwymiotowane 10 minut po pożarciu — jak najbardziej, ale nigdy nie widziałam, żeby ktoś się nimi zakrztusił.

No chyba, że Jarek zapomniał, że ludzie nie jadają psich chrupków, a uwaga Robina to czysta złośliwość :-)

Nina

Ja też hoveruję sobie nad opowiadaniem, zostawiając autorce komfot pisania wedle uznania. Jeszcze presję poczuje, a tego bym nie chciała :>

He is a zombie detective having a moustache. She is an ex-policewoman vampire huntress mad with revenge. Together, they fight crime!

Portret użytkownika Magdalaena

Doszłam do wniosku, że trzeba dać znać autorce, że czytam i że mi się podoba :-)
Ale ja jestem chyba raczej biernym czytelnikiem - wolę czekać na dalszy ciąg niż coś sugerować.

A jeszcze bardziej wolałabym dostać do łapek nowy tom Wilczego Dziedzictwa - to pierwsze półrocze 2010 r. brzmi strasznie odlegle.

Magdalaena