Uwaga, uwaga...

Najnowsze książki

Najnowsze e-booki

Magda Parus — Rywal, odc. 4

Portret użytkownika Magda Parus

odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3

Robin skrobnął łapą okno tarasowe i obejrzał się na Ewę.

— Kotuś, ale jest zimno. Jeszcze się nie wybiegałeś?

Skrobnął ponownie. Wiedział, że Ewa za moment ulegnie, jak zresztą zawsze. Wystarczyła odrobina determinacji.

Rzeczywiście, otworzyła mu, aczkolwiek z wahaniem. Miał niewiele czasu. Gdyby chciał po prostu wyjść do ogródka, przy tym mrozie nie zabawiłby w nim długo, tak więc Ewa wkrótce zacznie go wołać z powrotem.

Metrowej wysokości płotek przeskoczyłby byle owczarek niemiecki, tym bardziej zatem nie stanowił on przeszkody dla Robina.

Okazało się, że prawidłowo zidentyfikował odgłos silnika samochodu tamtych, gdyż mijając pojazd, poczuł bijące od niego ciepło. Bez trudu przecisnął się między szeroko rozstawionymi prętami zardzewiałej furtki i obszedł domek intruzów, żeby dostać się na taras na tyłach. Podkradł się do okna i zerknął do wnętrza.

Wybrał się na podobny zwiad już wczoraj, ale akurat oglądali film, tak że niczego interesującego się nie dowiedział. Tym razem Jarek z Tomkiem właśnie przyjechali, jeszcze nawet nie zdjęli kurtek.

— Chyba was powaliło — oznajmiła Gosia, patrząc na wniesione przez nich dwóch zakupy.

Siedziała na sofie w wystudiowanie leniwej pozie, podczas gdy Ania z zainteresowaniem przeglądała worki. Ta druga na chwilę zniknęła Robinowi z oczu, po czym wróciła z nożyczkami.

— Bezsensownie unosiliśmy się dumą — powiedział Jarek. Zdjął kurtkę i rzucił na fotel. — Przekonałem się, że żarcie Robina jest naprawdę niezłe. Na razie kupiłem na próbę, po trzy albo cztery kilo z paru rodzajów.

— Dla kastratów też wziąłeś? — Gosia uśmiechnęła się słodko.

Jarek spojrzał na siostrę, mrużąc oczy, po czym odwrócił się do niej plecami i skupił uwagę na rozciętym właśnie przez Anię opakowaniu.

Robin wytężył wzrok, żeby dostrzec napis. O, więc ta karma oprócz maxi ma też wersję giant? Sapnął z zadowoleniem: dwa dni temu nieświadomie dał wyliniałemu pluszakowi do zrozumienia, że są więksi od niego.

— Mmm, to jest niezłe — oświadczył Tomek, kiedy skończył przeżuwać. Popatrzył na worek. — Labrador. Gośka, spróbuj. Naprawdę spoko.

— Czy ja wyglądam na labradora?! — wybuchła Gosia, podrywając się z sofy.

Tomek otworzył usta, ani chybi do odpowiedzi, ale szybko zrezygnował i wpakował do nich kolejną porcję chrupek. Taa, on zdecydowanie miał w sobie sporo ze wspomnianej rasy — wiecznie się łaszący, merdający ogonem zwierzak, tak przyjacielski, że można okocieć. Robin już mniej więcej łapał, jak kształtuje się hierarchia w tym stadzie.

— Też się trochę przejadłam mięsem ze sklepu — odezwała się Ania. — I założę się, że te chrupki są zdrowsze.

— Gdybyśmy zawsze bez problemu mogli coś upolować, to inna sprawa — powiedział z pełnymi ustami Tomek. — Tutaj jednak nie bardzo...

— Ach, czyli to moja wina? — zaperzyła się Gosia. — Miałam dać się temu bydlakowi...? — Urwała i klapnęła z powrotem na sofę, zaplatając ręce na piersi.

Ania i Tomek spojrzeli po sobie, a potem spiesznie wrócili do degustacji. Jarek przysiadł na podłokietniku fotela i usiłował nawiązać z siostrą kontakt wzrokowy, ta jednak uparcie wpatrywała się w podłogę. Znienacka podniosła głowę.

— Odbiło ci na punkcie tej idiotki i jej pieska — zaatakowała brata. — Przez to swoje debilne zauroczenie wszystkich nas wkopiesz! Żeby ona chociaż była ładna. Albo przynajmniej błyskotliwa!

— Uważaj — powiedział Jarek.

Choć z niechęcią, Robin przyznawał, że typek potrafi zapanować nad stadem. Kiedy on czasem sygnalizował Ewie, że nie podoba mu się dane jej zachowanie, te wysiłki przynosiły mizerne efekty.

Nie zmieniało to faktu, że Robin nie pojmował, co Jarek widzi w Ewie. Był od niej ze dwa razy większy! Robin stawiał sobie za punkt honoru, żeby interesować się wyłącznie sukami, których waga ciała co najmniej trzykrotnie przekracza jego własną — i uważał, że każdy szanujący się samiec powinien kierować się tą zasadą.

— Wspaniały przywódca, który nie potrafi sobie poradzić z jednym kundelkiem — prychnęła Gosia, aczkolwiek dość cicho, niemalże pod nosem.

Kundelkiem! Co za wredna suka, a żeby ją babeszjoza dopadła. Zatem nici z sojuszu, jako że Robin nie zaszczyci współpracą kogoś, kto publicznie go obrażał.

— Ewa jest do niego przywiązana — odparł spokojnie Jarek. — Nie zamierzam sprawiać jej przykrości.

— Chętnie cię wyręczę. — Uśmiechnęła się. — Porzucę go w lesie. Jeszcze jeden rozszarpany piesek...

— Nie waż się go tknąć — powiedział cicho, ale najistotniejsze wyraził chyba spojrzeniem, Gosia bowiem po raz kolejny umilkła, przy czym sprawiała wrażenie nieco przestraszonej.

Robin uniósł brwi. Proszę, zatem Jarek zamierzał walczyć honorowo. Kto by się tego spodziewał po takim dziwolągu.

Niespodzianie Robin poczuł na sobie jego wzrok. Psiakość. Było za późno, żeby się chować — Jarek zapewne znów spróbowałby wytłumaczyć takie zachowanie tchórzostwem Robina. Niedoczekanie!

Robin uniósł łeb, spoglądając na skubańca wyzywająco.

— To żarcie cuchnie! — rzuciła z wściekłością Gosia i wyszła z pokoju.

Nadarzyła się okazja, żeby godnie się oddalić. Zwłaszcza że Robin dopiero teraz zorientował się, że Ewa go nawołuje. Ani chybi robiła to od jakiegoś czasu, tyle że on nastroił uszy na rozmowę toczącą się w domku dziwolągów. Powinien się pospieszyć, gdyż inaczej Ewa więcej nie wypuści go wieczorem.

— O, kundel. — Gosia zagrodziła mu drogę do furtki.

Zatrzymał się, mierząc ją wzrokiem. Do stu paru oskórowanych kotów, ci przeklęci odmieńcy nie powinni się poruszać tak cicho. Robin uważał za dostateczną niesprawiedliwość fakt, że swoją dwunożną postacią zdołali na tyle omamić Ewę, by pozwalała im jeść ze stołu.

— Gośka. — Za plecami Robina pojawił się Jarek.

No właśnie.

Robin sprężył się, gotów do starcia. Te proporcje — dwoje, a niewykluczone, że nawet czworo na jednego — wydawały się trochę nie fair, ale przecież i w takiej potyczce zdarzyło mu się uczestniczyć. Walka z gromadą miała swoje zalety. Robin śmigał między nogami większych przeciwników, a tępe sukinsyny gryzły siebie nawzajem. Odnosił jednak nieprzyjemne wrażenie, że ci tutaj nie okażą się aż tak tępi.

— Robin! — Z oddali ponownie nadpłynęło wezwanie Ewy.

— Poczekaj, piesku, aż wzejdzie księżyc — mruknęła Gosia.

— Robin, pani cię woła — powiedział Jarek.

Robin obejrzał się, posyłając mu wyniosłe spojrzenie, po czym niespiesznym truchtem minął Gosię, prawie się ocierając o jej nogę. Zanim przecisnął się między prętami furtki, przystanął, żeby oznaczyć słupek.

odcinek 5

RUNA UDOMOWIONA — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

RUNA W PRZESTRZENI — konkurs fotograficzny

NAGRODZONE W EDYCJI PAŹDZIERNIK-GRUDZIEŃ:

Runiczne gry

Sen o DolinieMoherowa gra
Fioletowa gra

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer