You are hereMagda Parus — Rywal, odc. 6
Magda Parus — Rywal, odc. 6

odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3, odcinek 4, odcinek 5
Ponieważ w tym tygodniu Ewa planowała codziennie po pracy wpadać do kliniki, w poniedziałkowy wieczór Jarek powtórzył swoją propozycję, że z chęcią będzie wyprowadzać Robina. A Ewa tym razem się zgodziła, ogłupiona szczodrością, z jaką skubaniec opłacał leczenie Karli.
Kiedy w zamku zgrzytnął klucz, Robin siedział w pokoju, na wprost drzwi wejściowych. Miałby się chować? Niedoczekanie! Jako że nie wiedział, czego się po tym pokrętnym futrzaku spodziewać, postanowił zacząć od postawy chłodno-przyjacielskiej, utrzymując zarazem pełną gotowość bojową.
— Robin. — Jarek uśmiechnął się, zamykając drzwi.
Rozejrzał się po wąskim korytarzyku i zdjął z wieszaka wyciąganą smycz i obrożę. Robin nie ruszył się z miejsca, zmrużył jedynie oczy. Kudłacz nie sądził chyba, że poprowadzi go na uwięzi?
— Nie mam złych zamiarów — powiedział Jarek. — W lesie cię spuszczę, ale przez działki pójdziesz na smyczy.
Robin zerknął za siebie. Jeśli rozbije ten nowy wazonik, strąci ze ściany oszkloną grafikę i zrzuci z kuchennego blatu suszarkę razem ze znajdującymi się na niej naczyniami, to choćby złamas spędził resztę dnia na sprzątaniu, Ewa i tak się zorientuje, że coś nie gra. Robin uniósł fafle w nieznacznym uśmiechu.
— Jeszcze jedna taka propozycja, a urządzę tu małą demolkę, jakbyś mnie gonił po całym mieszkaniu — zagroził.
Nadal nie miał stuprocentowej pewności, że ten cudak go rozumie. Westchnął w duchu. Skoro nie potrafił się dogadać z takim, no niech sukinsynowi będzie, ulepszonym psem, jakie istniały szanse na to, że znajdzie wspólny język z którymś ze swoich pobratymców?
— Dobrze — powiedział Jarek. — Obiecaj, że nie uciekniesz.
Robin uniósł brwi. Uciekać? Niby przed nim? Jarek nieznacznie przekrzywił głowę. Skurczybyk potrafił patrzeć, niech go rzepy oblepią.
— Okej — burknął Robin.
— Chodźmy. — Jarek odwrócił się i pierwszy wyszedł z domu. Pieprzony przewodnik stada.
Udali się na miejsce, gdzie Robin znalazł Karlę.
— Tropimy? — zapytał Jarek.
Po dwóch dniach od zajścia woń krwi pod śniegiem była nadal dobrze wyczuwalna, niemniej Robin wietrzył podstęp. Żałował, że nie udało mu się wymknąć w niedzielę albo wczoraj, żeby samodzielnie zbadać sprawę. Niestety, Ewa stała się tak przeczulona, że nie chciała wypuścić Robina samego do ogródka, gdyby zaś zwiał jej w trakcie wieczornego spaceru, ani chybi wezwałaby na ratunek tego tu zapchleńca.
Duma nie pozwoliła Robinowi okazać wahania. Pewnie ruszył tropem suczki, jakby praca węchowa była dla niego czymś tak zwyczajnym jak plasterek sera z majonezem.
Zanim wreszcie opadła z sił, ranna przewędrowała sporą odległość od miejsca, gdzie stoczyła walkę — szli tam dobre pięć minut. Także tutaj ślady przysypał śnieg, Robin węszył jednak woń krwi, zarówno Karli, jak i innej suki. Ha, więc mała nie była aż taką ofiarą losu, na jaką wyglądała.
Spojrzał na Jarka. Okej, Karlę pogryzł zwykły pies. Ten fakt nie wykluczał jeszcze, że pierwszego kundelka załatwiła Gosia, ani też nie wyjaśniał jej roli w sprawie.
— Widzę, że cię nie przekonałem — mruknął Jarek. — Gosia po prostu lubi wiedzieć, co się dzieje pod jej nosem.
Robin zrobił sceptyczną minę i oznaczył pobliskie drzewo. Odnosił wrażenie, że typek nie mówi mu wszystkiego.
— Byli tu też ludzie, czujesz? — odezwał się znowu Jarek. — W niedzielę wieczorem poszedłem ich tropem. Przyjechali samochodem, obie suki przywieźli ze sobą. Chodź, pokażę ci, gdzie parkowali.
Ludzie. Nie znajdowali się w dzikich ostępach, gdzie zapach człowieka natychmiast uderza w nos. Robin węszył słabą ludzką woń, ale nie był w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście pochodzi ona z czasu zdarzenia.
Dotarli do miejsca, gdzie według Jarka stał zaparkowany samochód. Zapach obu suczek był tu tak rozmyty, że Robin powątpiewał, czy go sobie nie ubzdurał, zaś wszystkie ślady oczywiście pokrył śnieg. Za cały dowód Robin miał zatem słowa odmieńca.
Dostęp do leśnych dróg zagradzały składane słupki, a klucz do nich mieli jedynie nieliczni uprzywilejowani. Chyba jednak część z nich dało się objechać, bowiem od czasu do czasu w trakcie spaceru Robin i Ewa natykali się na zaparkowany na uboczu obcy samochód z zaparowanymi szybami, z wnętrza którego dobiegały szalenie intrygujące odgłosy. Niestety, Ewa nie miała w sobie za grosz ciekawości, tak więc zamiast obejść interesujący pojazd i próbować zajrzeć do środka, mijała go szybkim krokiem, nerwowo wołając Robina.
Samochód. W tej chwili uszu Robina dobiegł hałas silnika, a wkrótce potem na zaśnieżonej drodze pojawiło się punto. A jeśli to właśnie był ów podejrzany pojazd? Wypadałoby go zatrzymać, nie? Zagadnąć kierowcę o byle co, żeby się przekonać, czy w aucie nie czuć woni Karli i tej drugiej suki.
Jednakże fiat minął ich wolno, a Jarek tylko sobie stał. Spojrzawszy podejrzliwie na futrzaka, Robin puścił się pędem za samochodem. Jeśli uda mu się przegryźć tylną oponę...
— Robin! — Po tym okrzyku nastąpiła seria niezbyt kulturalnych słów, jakich stanowczo nie powinien używać samiec zabiegający o względy Ewy. Szkoda, że jej tu nie było.
Robin wbił zęby w oponę i nagle poczuł, że potężna siła odrywa go od ziemi, by zaraz grzmotnąć nim o leśną drogę. Odrobinę go zamroczyło.
— Czy ty, kurwa, jesteś pies jednorazowego użytku?! — Jarek poderwał go ze śniegu za skórę na karku i uniósł na wysokość swojej twarzy.
No bez kotów, żaden dziwoląg nie będzie go wyzywał! Ponieważ Robin widział Jarka potrójnie, musiał podjąć szybką decyzję, którego z trzech skubańców ugryźć. Rzucił się na środkowego. Dokonał słusznego wyboru — dziabnął drania w nos. Jarek wrzasnął, puszczając Robina, który szczęśliwie spadł na cztery łapy.
— A żeby cię... — Jarek znowu użył kilku niecenzuralnych słów.
Zrozumiałe, że Robin nie mógł puścić mu tego płazem. Złapał odmieńca za łydkę, po czym błyskawicznie odskoczył, żeby uniknąć kopniaka. Ha, nie ma jak getry do biegania!
Szczeknął wyzywająco. Czy teraz Jarek zmieni się wreszcie w czworonoga, żeby walka stała się bardziej wyrównana?
— Przerobię cię na rękawiczki — warknął Jarek.
Z rozdartego nosa kapała mu krew. Otarł twarz, a potem krytycznie przyjrzał się swojej dłoni.
— Wracamy do domu — powiedział i ruszył drogą, nie oglądając się na Robina.
Nie zamierzał podjąć wyzwania? Robin poczuł kolosalny zawód. Zdążył opracować strategię tego starcia! Oczyma wyobraźni widział, jak wbija zęby w te rozmaite czułe miejsca, które nawet u takiego odmieńca nie powinny być porośnięte zbyt grubym futrem.
Humor odrobinę poprawiła mu myśl o tym, że skubaniec zwyczajnie stchórzył. Kiedy jednak pod drzwiami domu Robin zerknął na Jarka, przekonał się, że rana na jego nosie już się zasklepiła. Na tym dziwolągu goiło się szybciej niż na psie! Doprawdy, nie ma na tym świecie sprawiedliwości.
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać




- Trackback URL















