You are hereZoran Krušvar
Zoran Krušvar

Nowy wpis (nr 14) na blogu Zorana Krušvara
W najnowszym wpisie dowiadujemy się znowu czegoś o „Wykonawcach Bożego Zamysłu”, a mianowicie: autor podpisał umowę z francuskim wydawcą. Co ciekawe, wydawca ów chce zmienić tytuł na „Wampiry”. Mało kreatywny, ale odkąd w recenzji Justyny „miyove” Marud na Valkirii przeczytałam:
„Przyznam się szczerze, że miałam pewne obawy przed sięgnięciem po »Wykonawców Bożego Zamysłu« Zorana Krušvara. Przede wszystkim dlatego, że człowiekiem religijnym, to ja nigdy nie byłam, a tytuł wyraźnie wskazywał na obecność Kościoła w książce.”

Wpis nr 12 na blogu Zorana Krušvara
W dwóch ostatnich notkach na swoim blogu Zoran przedstawiał wrażenia z lektury Sapkowskiego, za to dziś opisał swój wyjazd (w towarzystwie trzech innych pisarzy) do Bośni i Hercegowiny. Mała próbka:

Myślę, że tylko różnego rodzaju program stypendialny jak właśnie Homines Urbani pozwalają twórcom zwiedzić trochę świata (czytaj - sąsiednie państwa) i są dofinansowane przez Ministerstwo. W 2008 roku na stypendium załapał się Łukasz Orbitowski, więc jakby nie patrzeć, fantastyka swojego przedstawiciela miała ;) O innych fanaberiach nie słyszałem...
"Nie wydają mi się bowiem kochać książek ci,
którzy zachowują je nietknięte i ukryte w skrzyniach,
lecz ci, którzy dotykając ich zarówno w nocy,
jak w ciągu dnia brudzą je,
marszczą i niszczą (...)".
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

Nowy wpis (nr 9) na blogu Zorana Krušvara
We wpisie dziewiątym na blogu Zorana dowiadujemy się, że francuskie wydawnictwo opublikuje „Wykonawców Bożego Zamysłu” na rynku francuskim i belgijskim. Można powiedzieć, że powieść bierze Europę szturmem, jak tak dalej pójdzie, doczekamy się ekranizacji, a może i całego serialu? :-)
Zoran przedstawia też swoje plany dotyczące tłumaczenia polskich opowiadań oraz esejów o fantasy/sf — a wpis kończy pytaniem „A zatem, chcecie opublikować wasze dzieła w egzotycznym bałkańskim kraju?”

Nowy wpis (nr 8) na blogu Zorana Krušvara
We wpisie zatytułowanym „Cuda wydawniczego świata” możemy dowiedzieć się o kolejnej książce-widmie, zawierającej przetłumaczone na język polski opowiadanie Zorana. Wygląda na to, że los zagranicznego pisarza, którego nie reprezentuje profesjonalny agent, jest nie do pozazdroszczenia.
Innym cudem świata wydawniczego będzie to, że wydawca pierwszej polskiej książki Zorana („Najlepszy na świecie”) zamierza ją sprzedawać 7 listopada na stoisku A6 na Krakowskich Targach Książki. Oszołomiony tą wiadomością autor ogłosił unikalny konkurs fotograficzny...

Nowy wpis na blogu Zorana Krušvara
W siódmym wpisie na swoim blogu Zoran Krušvar dorzuca nieco informacji o wpływie Chorwacji na kulturę światową — okazuje się, że oprócz pierwszego wampira, z Chorwacji pochodzi także pewna ważna część męskiej garderoby. Pisarz wyliczył też, ile egzemplarzy „Wykonawców Bożego Zamysłu” musiałoby się sprzedać w Polsce, żeby mógł kupić sobie dom z basenem u siebie w Rijece...

Nowy wpis na blogu Zorana Krušvara
Pojawił się nowy wpis na blogu Zorana Krušvara — część druga info o wpływie historii na fantasy chorwacką. Poprzednio było sporo o historii, teraz głównie przykłady tekstów.






















Obecnie całe mnóstwo książek o tematyce fantastycznej jest mocno antyklerykalna (ludzie, nie wiem co wy się tak uparliście na ten Kościół, można raz czy dwa, ale tak na okrągło, to już się robi nudne...). Poza tym, jak słyszę takie określenia jak książka pro-kościelna czy anty-kościelna, to pusty śmiech mnie bierze. Nie bardzo rozumiem - pro-kościelna od razu musi być słaba i infantylna, a anty-kościelna - ciekawa i odkrywcza? Do rzyci z takim podziałem, w końcu Orson Scott Card (wierzący i praktykujący mormon) pisze pro-kościelnie (cokolwiek by to miało nie znaczyć), a jest jednym z najlepszych pisarzy SF na świecie.
„Obecnie całe mnóstwo książek o tematyce fantastycznej jest mocno antyklerykalna (ludzie, nie wiem co wy się tak uparliście na ten Kościół, można raz czy dwa, ale tak na okrągło, to już się robi nudne...).”
Nie odpowiedziałam na ten fragment bynajmniej nie dlatego, że uznałam go za mało istotny. Wprost przeciwne: apel w nim zawarty jest silny i zapada w pamięć, nie chciałam więc odpowiedzieć pochopnie :-)
OK, do rzeczy. Pewne gatunki fantastyki, jeśli mają być napisane rzetelnie i wiarygodnie, nie mogą pomijać tematu organizacji religijnych i/lub kwestii stwórcy/mitologii.
Na przykład fantastyka historyczna, której akcja dzieje się w „naszej” Europie, musi uwzględniać walki i prześladowania religijne, i/lub (w czasach pokoju) prawo i obyczajowość zdominowane religią — inaczej to nie jest „nasza” Europa tylko jakiś bajkowy neverland (czyli już nie fantastyka historyczna). Piszę „bajkowy” ponieważ każda napisana na serio historia alternatywna oparta na założeniu, że chrześcijaństwo nie zdobyło wpływów politycznych w Europie musiałaby wiarygodnie wyjaśnić, jak to się stało, ergo nie byłaby wolna od tej tematyki.
Także książki o wampirach zazwyczaj wspominają o genezie wampiryzmu (naturalnie najczęściej odwołują się do legendy o Kainie); kwestie nieśmiertelności wampirów, ewentualności posiadania przez nie duszy oraz związanych z różnymi odłamami chrześcijaństwa łowców wampirów również często się pojawiają. W sumie nie przypominam sobie żadnej książki o wampirach całkowicie pozbawionej któregoś z tych elementów.
No a „Wykonawcy Bożego Zamysłu” to książka o wampirach zwalczanych przez zakon katolicki od czasów starożytnych. Trudno żeby nie była antyklerykalna LUB prokościelna, ale mam dobrą wiadomość: wampiry też nie są w niej „dobrymi facetami”, a przedstawiona przez autora geneza wampiryzmu jest całkowicie oryginalna i nie ma nic wspólnego z mitologią chrześcijańską.
A wracając do Twojego apelu: nie bardzo wiem, co w praktyce postulujesz. Ograniczenia ilości pojawiających się rynku książek z w/w (i jeszcze kilku innych) odłamów fantastyki do jednej czy dwóch rocznie? Przekonanie autorów fantastyki, że mają zachowywać dystans i naukowy obiektywizm, a jeśli przedstawione w książce fakty historyczne mogłyby być odebrane jako „atak na Kościół”, to powinni opisać inne fakty?
Nina
Nie chodzi mi o sam fakt pro- lub antyklerykalności, a o sam przesyt tego typu książek na rynku. Nie mam tu, broń Boże, zamiaru komuś narzucać jakichś ograniczeń czy światopoglądu, po prostu odnoszę wrażenie, że "atak na Kościół" to ostatnio modny chwyt marketingowy - wystarczy pobluźnić sobie na kartach powieści i automatycznie zainteresowanie nią wzrasta. A bluźnić to trzeba z głową, tak by czytelnik nie miał wrażenia, że autor po prostu wylewa swoje antyklerykalne żale (jak Piekara w "Charakterniku" ), czego osobiście nie znoszę (dla przeciwwagi dodam, że nie znoszę też upierdliwego dydaktyzmu serwowanego przez pisarzy znajdujących się na drugim końcu tego szczególnego kija).
"Wykonawców..." jeszcze nie czytałem (a noszę się z zamiarem już od pewnego czasu, pewnie kupię sobie tę książkę pod choinkę).
Podsumowując - mam w głębokim poważaniu kwestię wiary/niewiary/antywiary potencjalnego autora, od którego wymagam jedynie, by dał mi książkę niebędącą tubą dla jego osobistych kompleksów religijnych. Jeśli autor uważa, że ma coś ciekawego do powiedzenia, a pewnego rodzaju "atak na Kościół" jest w tym wypadku nieodzowny, to świetnie. Taką książkę przeczytam z chęcią i wystawie jej adekwatną ocenę. Jeśli nie, to wystawie mu jedyną ocenę, jaka tak naprawdę liczy się w dzisiejszych czasach - nie kupię jego książki.
OK, uspokoiłeś mnie :-) Żadna książka Runy nie była reklamowana w ten sposób i żadna nie jest tubą dla poglądów autora.
Natomiast odpryskiem zjawiska, o którym mówisz, jest to, że każda książka, która porusza temat Kościoła, choćby marginalnie, może być sklasyfikowana jako pro- lub anty- i jeśli już to się dzieje, to nie ma szans na żadne odcienie szarości, podział jest ostry i jednoznaczny.
Pół biedy, kiedy odcienie jasnoszare są interpretowane jako biel, gorzej, kiedy ktoś stwierdza, że to czerń albo wręcz fuligin...
Nina
„Nie bardzo rozumiem - pro-kościelna od razu musi być słaba i infantylna, a anty-kościelna - ciekawa i odkrywcza?”
Niezupełnie. Jednak nie da się zaprzeczyć, że dla wielu czytelników sama informacja, że książka jest pro- lub antykościelna wystarcza, żeby ją z miejsca skreślić LUB bliżej się nią zainteresować. Innym do takiej wstępnej selekcji wystarcza informacja, że książka jest o wilkołakach, wampirach, elfach, smokach, kosmitach, ludziach chorych na raka, politykach, pustelnikach, wspinaczach wysokogórskich, modelkach, piłkarzach, etc.; że jest fantastyką, kryminałem, romansem, biografią, horrorem, powieścią współczesną, etc.
Byłoby cudownie, gdyby dało się wynaleźć jakieś uniwersalne kryteria, które pozwalałyby dzielić książki po prostu na dobre i złe, i żeby jeszcze te „dobre” podobały się wszystkim bez wyjątku, bez względu na tematykę książki i osobiste upodobania czytelnika. Niestety, tak nie jest. I w samym fakcie klasyfikowania książek nie ma nic złego. Rzecz tylko w tym, żeby klasyfikować poprawnie. Nie kłaść poezji na półkę z horrorami, że się tak wyrażę — bo osoby zainteresowane poezją jej tam nie znajdą, a wielbiciele horrorów będą odkładać ją równie szybko, jak wzięli do ręki, kiedy tylko zorientują się, że to nie jest horror.
Tak więc, wracając do owego francuskiego wydawcy — najwidoczniej chce on w ogóle uniknąć skreślania książki przez ludzi, którzy mogą pomyśleć, że jest ona prokościelna lub antyklerykalna; woli, aby była skreślana przez ludzi, którzy nie lubią wampirów, a bliżej oglądana przez tych, którzy wampiry lubią.
Nina
Rozumiem wybieg francuskiego wydawcy, ale i tak sama klasyfikacja książek jest dla mnie rzeczą mocno naciąganą. Żeby daleko nie szukać - "Kraina Chichów" Carrola. Jak zakwalifikować tę książkę? Nie nazwałbym ją horrorem (sam autor jej tak nie określa), daleko jej do fantasy, a już na pewno nie ma ona nic wspólnego z SF. Tak więc jedna z najważniejszych fantastycznych książek wymyka się podziałowi gatunkowemu.
Oczywiście, większość książek dość łatwo zaklasyfikować, jednak jakakolwiek etykietka przyczepiona do książki sprawia, że postrzegamy ją przez pryzmat całego gatunku, jaki rzekomo reprezentuje. Ot, choćby przywoływany już przeze mnie Card, a dokładniej - "Gra Endera". Z pozoru sprawa jest prosta - sztandarowa powieść pisarza to fantastyka naukowa. Jednak słysząc nazwę "fantastyka naukowa" większość z nas ma przed oczyma infantylną rzeźnię z kosmitami, statki kosmiczne, walczące ze sobą roboty... A każdy, kto "Grę Endera" czytał, doskonale zdaje sobie sprawę, że trudno o mniej trafną wizję tego moralitetu.
Więc jak mamy klasyfikować utwory literackie? Dla wygody ograniczmy się do fantastyki. Mamy klasyczny trójpodział na fantasy, science-fiction i horrory. Każdy z tych gatunków ma podgatunki - Fantasy: urban fantasy, dark fantasy, fantasy historyczna itd. SF: space opera, cyberpunk, steampunk... Horror: opowieść gotycka, gore, horror klasyczny... Do tego dochodzą rozmaite mieszanki, krzyżówki, zabawy konwencją, tzw. realizm magiczny (takie literackie dziecko niczyje, choć ostatnimi czasy bardzo u nas modne). Cały ten galimatias sprawia, że biorąc do ręki książkę oznaczoną jedną z etykietek tak na prawdę nie jesteśmy pewni, co dostaniemy. Nota na tylnej okładce (o ile ktoś się wysilił i taką napisał) też z reguły nie rzuca wiele światła na to, z czym mamy honor.
Nieprzypadkowo wcześniej pominęłam klasyfikacje fantastyki :-) W pogoni za precyzją są one coraz bardziej rozbudowywane, a mimo to wciąż niewystarczające. Dlatego tak ważna jest rola recenzentów. Choć i tak nic nie zastąpi znajomego z dobrym gustem, który po ludzku powie czy coś warto przeczytać czy nie. Swoją drogą, ciekawie jest czasem zastanowić się, na czym polegają różnice między recenzjami (R) a tym, co i jak mówią znajomi (Z) o jakiejś książce. Na szybko, w skali od 1 do 5, przychodzi mi do głowy tyle:
— oficjalne klasyfikacje (merytoryczne): R5 Z2
— klasyfikacje formalne („antyklerykalna”, „dla nastolatków”, itp.): R5 Z3
— porównania do innych książek/filmów: R1 Z5
— „co mnie urzekło”: R1 Z5
— „co mnie odrzucało”: R3 Z1
— literówki, błędy: R3 Z0
— okładka: R4 Z0
(pomijam oczywiście „zawodowe” rozmowy o książkach wszelkich, powyższe dotyczy tylko książek, które miałabym przeczytać dla czystej przyjemności)
Nina