DRZWI DO PIEKŁA — fragment
Jesteśmy w sklepie jedynymi klientami. Ja i Pryszczaty, który ładuje pod wytartą, skórzaną kurtkę fajki i flaszki z alkoholem.
— Powinniśmy wziąć ze sobą porządną torbę — mówi. — Albo worek. Mam na chacie dobry worek. Pamiętasz kota Moniki? Tego, co go znaleziono na sznur...
— Zamknij się — uciszam Pryszczatego. Jego gadanie działa mi nerwy. Ale, że nie przygotowaliśmy się do tej akcji, to fakt. Poszliśmy na żywioł. Taki impuls. Kwestia chwili, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
Było tak:
Siedzieliśmy nad rzeką, popijaliśmy browar, i pokazywałem Pryszczatemu swój najnowszy nabytek. Kosztował słono, ale nie aż tyle, żeby nie skorzystać z okazji. Walther PPK.
„Polizei Pistole Kurz. Jesli kto skaże, że eto zabytek, wyceluj brat w jego gałowu i spytaj jeszczio raz”, powiedział malutki Rosjanin, który mi go sprzedał. Rosjanin wyglądał, jak sprzedawca cukrowych buraków, niemal szeleściła słoma wystająca mu z butów, ale, jak widać, pozory mylą.
— Może wypróbujemy? — zaproponował Pryszczaty. Wymownie spoglądał na pływające po wodzie kaczki.
Zamarkowałem strzał, nakierowując lufę na ptactwo. Któraś z kaczek poderwała się z pojedynczym kwaknięciem. — Nie mam tłumika, niestety — skomentowałem. — Wyobrażasz sobie ten huk? Zlecieliby się policaje, jak nic. A poza tym szkoda naboi, ten ruski miał tylko jeden zapasowy magazynek.
— Jak masz tłumik — rozmarzył się Pryszczaty — to od razu wiadomo, że jesteś facet z jajami.
Milczałem. Prawdę mówiąc, koleś tym jednym zdaniem odebrał mi całą radochę.
— No to co, wypróbujemy go czy nie? — drążył Pryszczaty. — Czekając na odpowiedź, wyrzucił do kosza pustą puszkę po piwie. Połapałem się, że tym razem nie chodzi mu o kaczki.
W ten sposób znaleźliśmy się w sklepie.
Traaach!
Butelka spada na posadzkę, w powietrzu rozchodzi się ostry, spirytusowy zapach.
— Powinniśmy wziąć ten worek — powtarza Pryszczaty, patrząc bezradnie na szkło, rozbite w kałuży wódki. Niemal widzę łzy w jego oczach. Na półkach pełno towaru, a on żałuje marnej butelczyny. Dla alkoholików to typowe. Ale i tak go lubię. Pryszczaty to mój najlepszy kumpel. Jak mawiają, nadajemy na jednej fali.
Ciąg dalszy w książce...
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.