HALLOWEEN W OBCYM KRAJU — fragment
No więc powiedziała do mnie:
— Nie wychodź dzisiaj z domu.
Spojrzałem spod oka. Kaprysy?
— Coś znowu wymyśliła?
Stałem w przedpokoju w zasznurowanych buciorach, z dżinsową kurtką w ręku. Przytulanka wyprężyła grzbiet i prychnęła, mierząc mnie żółtymi oczami, przeciętymi czarną, pionową kreską. Jak zwykle nie umiałem nic odgadnąć. Stawiam kolejkę każdemu, kto potrafi cokolwiek wyczytać z kociego spojrzenia.
— Nie znowu — sprostowała. — Od trzech dni mam złe przeczucia.
— Mam nie jechać do pracy, bo moja kotka ma przeczucia? Też coś!
Ostentacyjnie wzruszyłem ramionami. W istocie byłem zły, faktycznie przeczucia Przytulanki rzadko bywały chybione. Ale nie uśmiechało mi się zostawanie w domu akurat dzisiaj, kiedy mieli przywieźć nową lalkarkę, wiecie: jedną z tych, do których wrzucasz nic, a wyjmujesz niespodziankę. Mieli ją przywieźć i pokazać, jak samemu programować numerycznie. Cholera wie, o co tak naprawdę chodzi z tym numerycznym programowaniem, przypuszczam, że nikt z brygady nie ma zielonego pojęcia, ale gdy szef zapytał, kto poradzi sobie z obsługą maszyny, zgłosili się wszyscy. Sami fachowcy, psiamać! Problem w tym, że pewnie kogoś zwolnią. Nie inwestuje się kupy sałaty, żeby nikogo nie zwalniać. No więc się bali.
— Poradzę sobie z każdą pieprzoną lalkarką! — zawołałem zawadiacko. — Nie takim maszynom dawałem radę, jeśli chcesz wiedzieć, moja miła.
— Mam głęboko w odbycie lalkarkę — oświadczyła mało dystyngowanie Przytulanka. — Moje przeczucia dotyczą Halloween.
Ogonem kreśliła powolne ósemki, co było niechybną oznaką zniecierpliwienia. Ogon powie ci więcej niż oczy. Czasem dziękuję Bogu, że nie mam ogona.
— Halloween? — powtórzyłem z głupia frant, kompletnie zaskoczony.
— Dziś jest Halloween. Wiedziałbyś, gdybyś słuchał, co mówię do ciebie wieczorami.
Spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze trochę czasu, żeby zdążyć na autobus.
— Wiesz dobrze, że wieczorami nigdy cię nie słucham i to nie moja wina — odpaliłem.
— Wciąż się boisz ze mną kochać? — zadrwiła. Zastrzygła grubymi jak druty wąsami z prawej strony pyszczka; iście cyrkowa sztuczka. W życiu nie widziałem kota, który robiłby coś takiego.
— Nigdy nie będę się z tobą kochał — oświadczyłem stanowczo, wyciągając wskazujący palec. — Wybij to sobie z głowy, kochanie! Nie jestem zboczeńcem. Zoofilem czy jak tam zwą tych popaprańców.
Tylko patrzyła w górę oczami stukniętego w łeb Chińczyka. Może i coś wyrażały te oczy. Ale nie dla mnie.
— Co z tym Halloween? — zapytałem ugodowo.
— W Halloween niektórzy się cieszą. Nakładają maski, tańczą i żrą cukierki.
— Przecież wiem. Masz mnie za tępaka?
— Nie wszystkim pasuje taki układ — powiedziała tajemniczo Przytulanka. — Niektórzy są przeciw.
— O czym tym gadasz? — Zaczynałem tracić cierpliwość. — Jacy niektórzy?
— A niby skąd mam to wiedzieć — prychnęła. — Jestem tylko miłą kotką z niemiłymi przeczuciami. Nie znam się na metafizyce.
— W porządku. Bez nerwów — zagaiłem z obojętnym wyrazem twarzy, nawet nie zerkając na zegarek, choć zaczynałem gotować się w środku. Lecz nie mogłem tak po prostu odwrócić się i wyjść. Wiecie, jak to jest z kocicami. — Rozumiem, że nie wszyscy cieszą się z Halloween — kontynuowałem. — Ale co z tego wynika?
— Twierdzą, iż nikt nie ma prawa naruszać harmonii. Ani w taki dzień, ani w żaden inny. A jeżeli już szala ma się przechylić w którąś stronę, to z pewnością nie na radosne świętowanie. Halloween jest porą mroku, nie światła.
— Być może mają rację — powiedziałem ostrożnie, widząc, że sprawa nie jest dla Przytulanki błaha. — Ale, prawdę mówiąc, guzik z pętelką mnie to wszystko obchodzi. Dziś pracuję. Wczoraj byłem na grobie babci, a świętować będę na Barbórkę. Niech sobie ktoś urządza Halloween, jeśli ma taki kaprys. Mnie nic do tego. W porządku?
— Niezupełnie — odrzekła kotka.
— Co?
— Jeszcze nie spostrzegłeś, że ludzie z takimi jak ty poglądami są najbardziej przydatni?
Nie byłem tamtego ranka zbyt błyskotliwy, teraz to przyznaję.
— Do czego, u diaska, przydatni?
— Do zachowania równowagi — odparła cierpliwie. — Do harmonii.
Przez jakiś czas milczeliśmy, mierząc się wzrokiem. Ogon Przytulanki znieruchomiał, a ja pomyślałem, że moja miła mówi zagadkami, całkiem jak, nie przymierzając, starożytna Sybilla. Rozumiesz poszczególne słowa, ale z całości nie kapujesz nic a nic.
— I tak pójdę — oświadczyłem, balansując na krawędzi górskiej grani. Sprzeciwianie się kotce było zachowaniem co najmniej lekkomyślnym. Ale taki już jestem. Potrafię być stanowczy. Są chwile, kiedy mężczyzna musi być mężczyzną.
I wygrałem.
Ciąg dalszy w książce...
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.