NIE WOLNO WCHODZIĆ DO ŁAZIENKI — fragment


- NIE WOLNO!

Nie do końca przebudzony Roman Domżalski rozglądał się po przedpokoju. W ustach czuł gorzki smak wypitego przed chwilą musującego alka primu. Stał w piżamie, trochę zdumiony, trochę przestraszony i nasłuchiwał. Czy naprawdę ktoś zawołał, czy też krzyk rozległ się tylko w jego głowie?

Ocknął się z kameleonowego letargu i położył dłoń na klamce.

— NIE WOLNO WCHODZIĆ DO ŁAZIENKI!

Tym razem wiedział już na pewno. To nie był czyjś konkretny głos, raczej sugestywna myśl, przeszywająca obolałą (skacowaną) głowę, wdzierająca się w każdy zakamarek mózgu. Wbrew ostrzeżeniu Roman nacisnął klamkę i wtedy w jego serce walnął młot. Ciężkie, rozżarzone narzędzie Hefajstosa.

— NIE!

Odskoczył, jakby klamka była pod napięciem. Tkwił na środku przedpokoju, czując przepływające przez ciało fale zimna i gorąca. Domżalski nie był już młodzieniaszkiem, nie dawniej jak pół roku temu jego kumpel, rówieśnik, miał atak serca. Wyszedł z tego, ale powiedział: „Stary! Czułem się, jakby mi kto walnął w serce kowalskim młotem!”.

Roman sięgnął ostrożnie do lewej strony klatki piersiowej. Serce biło normalnie, może nieznacznie przyśpieszonym rytmem. Wziął głęboki oddech, mimowolnie oczekując kłucia w piersiach. Nic. Wszystko w porządku. Pewnie, że w porządku! Miał tylko czterdzieści sześć lat, nie żarł tłustego mięsa i raz w tygodniu grał w koszykówkę.

Co się w takim razie dzieje, do cholery?!

Wczoraj trochę zabalował. Tylko trochę — imieniny szefa w pracy — ale przecież nie na tyle, żeby rano mieć jakieś poprane halucynacje?!

Ciąg dalszy w książce...





Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.