[Banner: Dariusz Domagalski — VLAD DRACULA]
[MENU]
[Strona Główna]
[Książki]
[Tapety]
Pakiety książek, koszulki
[Zapowiedzi]
[Autorzy]
[Jak kupować]
[O firmie]
[Kontakt]
[Nadsyłanie prac]
[ZNAJDŹ NA STRONIE]
[NEWSLETTER]

[RSS] Co to jest RSS?
[NAPISALI O NAS]


[Aukcje Runy na Allegro]
[WSPÓŁPRACA]

CZYTELNICY

MEDIA I PORTALE

[STRONY AUTORÓW]

Ewa Białołęcka

Jakub Ćwiek — blog

Eugeniusz Dębski

Maciej Guzek — blog

Aleksandra Janusz

Mariusz Kaszyński — blog

Zoran Krušvar — blog

Tomasz Pacyński

Wawrzyniec Podrzucki

Magdalena Salik — blog

[STRONY GRAFIKÓW]

Anna Augustyniak

Dagmara Matuszak

Monika Rokicka

Artur Sadłos

Przemysław Truściński

Ewa Białołęcka — RÓŻA SELERBERGU

Część I — Selerbergiada

RÓŻA SELERBERGU CZYLI ROMANS PSYCHODELICZNY


Selerberg był zamkiem małym, ale bardzo przyzwoitym i z zasadami, co oznaczało, że posiadał wystarczająco dużo „zamkowatości”, żeby byle chłystek w hełmie przerobionym z garnka i drucianej kolczudze (czyli zrobionej z drutu na drutach przez zapobiegliwą mamusię, jak to bywało zwyczajem w okolicy) nie bałaganił mu pod bramami. Wieżę miał jedną, ale za to strzelistą jak się patrzy, fosę należycie głęboką i wysypaną na dnie ładnie zagrabionym piaseczkiem, bramę z kratownicą — co prawda się nie opuszczała, ale była naprawdę bardzo dobrą atrapą, choć nieco przykrótką, i landgraf von Selerberg za owe pół kraty zapłacił kowalowi pół krowy. Co prawda przy odbiorze należności odbyła się burzliwa dyskusja, które pół jest czyje. Oburzony rzemieślnik kategorycznie odmówił przyjęcia przedniej połowy, którą miałby karmić, podczas gdy tylna, mleczna, nadal należałaby do landgrafa. Ośmielił się nawet użyć słów „do dupy z takim interesem”, ale że Rufus von Selerberg rządził dobrotliwie, a kowal był jedynym kowalem w promieniu trzydziestu mil, więc iście salomonowym wyrokiem krowę rozgraniczono wzdłuż. Kowal doił połowę prawą, a dojarka landgrafa — lewą, i bardzo zgodnie pomstowali na obie połówki, kiedy weszły w szkodę na pole kocimiętki.

Oczywiście ród Selerbergów posiadał też herb, a także motto: obie rzeczy umieszczone ponad bramą, żeby broń Boże ktoś ich nie przeoczył i nie powziął fałszywego mniemania o osobie landgrafa i jego rodzinie.

— Synu... — mawiał Rufus von Selerberg, automatycznie wpadając w ton kaznodziejski. — Synu, kiedyś to wszystko będzie twoje. — Tu zwykle landgraf wykonywał gest wykreślający w powietrzu zamaszysty łuk, w którego zasięgu znajdowały się jakieś elementy potencjalnego dziedzictwa, na przykład krenelaż, pręgierz gustownie opleciony bluszczem tudzież grządka brukselki albo strażnik z tresowaną gęsią alarmową. (Landgraf nie lubił psów, za to lubił pasztet). Rinaldo von Selerberg — lat piętnaście i dwa miesiące — kiwał ponuro głową, nauczony doświadczeniem, że z natchnionym rodzicielem nie ma co dyskutować.

— Tradycja... Tradycja... Najważniejsza jest tradycja — ciągnął Rufus w zamyśleniu. — Znaczy się ty dziedziczysz po mnie, ja wziąłem ten interes po tatusiu, a tatko po dziadku i... no, tradycja po prostu. Bo jak nie będzie tradycji, to nie będzie...

— Tradycji — dopowiadał zrezygnowany Rinaldo von Selerberg (dla kolegów po prostu Ricky).

— Właśnie! Gdyż Homo hominis sapiens aqua minerale — cytował Rufus rodzinne motto, zadowolony, że dochował się tak rozsądnego dziecka.

Jak już wspomniano, motto wisiało nad bramą wraz z herbem, przedstawiającym węża oplatającego dzban wody mineralnej — głównego, poza kocimiętką, artykułu eksportowego Selerbergu.

— Taaatoooo... — odzywał się Ricky. — Mogę jechać na koncert zespołu Cooler Dwarfs? (Zamiennie: na wyścigi strusi, do teatru awangardowego Shakingspeara, na turniej kopijników...)

— To ci, co śpiewają: złoto, złoto, złoto...?

— Nie, tato. Złoto, złoto, złoto śpiewają Terry’s Boys. Cooler Dwarfs mają dużo bogatszy repertuar i przekazują słuchaczom głębsze treści duchowe.

— A to jedź, i zabierz siostrę. Powinniście stykać się z kulturą. Musimy iść z duchem czasu. — Landgraf w zadziwiający sposób potrafił w swoim światopoglądzie godzić ze sobą idee tak ambiwalentne, jak tradycja i postęp.


***


Podobne rozmowy odbywały się również z udziałem Margerity von Selerberg, z tą różnicą, że zwrot „synu” był zamieniany na „córko”. Do pewnego czasu potomstwo landgrafa zastanawiało się, jak ojciec ma zamiar podzielić schedę: wzdłuż, co dałoby każdemu z rodzeństwa po pół zamku, herbu, motta i ćwierć kraty obronnej; czy może w poprzek, co pociągnęłoby za sobą żmudne procedury przy przekraczaniu rogatki w drodze do wyjścia (z przodu) lub zamkowych szaletów (na tyłach). Problem uległ utajeniu wraz z osiągnięciem przez Ricky’ego i Marge poważnego wieku trzynastu lat, a potem upadł ostatecznie, kiedy pani von Selerberg ogłosiła radośnie, że spodziewa się kolejnego dziecka. Sprawiedliwy podział kwadratowego zamku na trzy części przerósł nawet pojemną wyobraźnię Rinalda.


***


Jako ideowy tradycjonalista, Rufus von Selerberg posiadał oczywiście odpowiedni dla swej siedziby i pozycji społecznej personel — między innymi ochmistrzynię i alchemika. Bardzo odpowiedzialne, nobliwe i reprezentacyjne osoby, choć ochmistrzyni, pani Catway, wyglądała jak owoc romansu wikinga z halabardą, a do pensji dorabiała sobie jako instruktorka krasnoludzkiego boksu; don Angelo natomiast — chudy, czarnowłosy i romantycznie obłąkany przybysz z Eszpanii — prócz ulepszania selerberskiej aqua minerale usiłował wynaleźć kamień teozoficzny, gdyż poszukiwanie kamienia filozoficznego było mało oryginalne. Sproszkowany kamień teozoficzny powinien w spożywającym otwierać kanał kontaktu z bogiem. (Don Angela tylko odrobinę niepokoiła myśl, co by się stało, gdyby obiekt eksperymentu trafił na boga z nie swojej religii). „Po piątej wódce mam to samo bez żadnych kamulców” — twierdził co prawda kapitan gwardii zamkowej, ale nie zniechęcało to don Angela, który co tydzień dokonywał w swej pracowni przypadkowych odkryć, czasem bardzo niekonwencjonalnych.

Najnowszy wynalazek był... zadziwiająco, wyjątkowo, efemerycznie, psychodelicznie... różowy. Obłok, który wysnuł się z powyginanej szklanej aparatury alchemicznej don Angela, wydawał się samą esencją różowości, przy której bladły nawet kreacje mniszek z zakonu błogosławionej Barbietty Nawróconej-Zawsze-Pocieszycielki. Szklane utensylia bulgotały niczym bebechy smoka torturowanego niestrawnością, produkując sukcesywnie kłęby malinowego oparu, który penetrował coraz dalsze zakamarki alchemicznej pracowni, gęstniejąc i wysuwając już macki za okno i na korytarz, przez szparę pod drzwiami. Don Angelo toczył osłupiałym wzrokiem po komnacie, zaszokowany kolorystycznie. I z lekka przyduszony mgłą, nie wiadomo czemu przesyconą intensywnym zapachem anyżku. Oko don Angela spoczęło na mosiężnym bojlerze posadowionym w rogu komnaty i zaczęło pieścić jego lśniące obłości. Tymczasem malinowa inwazja rozprzestrzeniała się po dalszych rejonach zamku...


[KOSZYK]
Koszyk jest pusty.  
[NOWOŚCI]
[TESTAMENT DAMOKLESA]
Marcin Wełnicki
TESTAMENT DAMOKLESA
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG]
Andrzej W. Sawicki
NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[VLAD DRACULA]
Dariusz Domagalski
VLAD DRACULA
Cena det.: 35,00 zł
Nasza cena: 29,00 zł
dodaj do koszyka
 

[POLECAMY]
[FIOLET]
Magdalena Kozak
FIOLET
Cena det.: 35,00 zł
Nasza cena: 28,70 zł
dodaj do koszyka
 

Pakiet: KSIĘGI STRACHU

Pakiet: KSIĘGI STRACHU
Cena det.: 75,00 zł
Nasza cena: 52,00 zł
dodaj do koszyka
 

[ŻMIJOWA HARFA]
Anna Brzezińska
ŻMIJOWA HARFA
Cena det.: 34,50 zł
Nasza cena: 28,00 zł
dodaj do koszyka
 

Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
Projekt i wykonanie strony: InteliMedia