[Banner: Marcin Wełnicki — TESTAMENT DAMOKLESA]
[MENU]
[Strona Główna]
[Książki]
[Tapety]
Pakiety książek, koszulki
[Zapowiedzi]
[Autorzy]
[Jak kupować]
[O firmie]
[Kontakt]
[Nadsyłanie prac]
[ZNAJDŹ NA STRONIE]
[NEWSLETTER]

[RSS] Co to jest RSS?
[NAPISALI O NAS]


[Aukcje Runy na Allegro]
[WSPÓŁPRACA]

CZYTELNICY

MEDIA I PORTALE

[STRONY AUTORÓW]

Ewa Białołęcka

Jakub Ćwiek — blog

Eugeniusz Dębski

Maciej Guzek — blog

Aleksandra Janusz

Mariusz Kaszyński — blog

Zoran Krušvar — blog

Tomasz Pacyński

Wawrzyniec Podrzucki

Magdalena Salik — blog

[STRONY GRAFIKÓW]

Anna Augustyniak

Dagmara Matuszak

Monika Rokicka

Artur Sadłos

Przemysław Truściński

— KSIĘGA STRACHU

Maciej Guzek

ADWENT

(fragment 2)


W ciszy, w samotności myśli są jaśniejsze, umysł funkcjonuje wydajniej, chłonie rzeczywistość tak, by świadomość i podświadomość mogły pracować razem, półkula w półkulę. Dlatego Świetlicki wrócił do świetlicy sam.

Wpatrywał się przez jakiś czas w wymalowany na podłodze okrąg. Patrzył na olejną farbę — bez wątpienia świeżą. Jakkolwiek można mieć różne zdanie o inteligencji Sowietów, krąg nie był ich dziełem. Śledczemu malunek skojarzył się z praktykami okultystycznymi — wyglądał jednak zbyt oszczędnie, ascetycznie. Kiedyś Paweł rozpracowywał grupę szajbusów, którzy ubzdurali sobie, że będą przywoływać demony, i przy tym, co oglądał w tej chwili, ich twórczość prezentowała się niczym barok — esy-floresy, cyfry, symbole, figur tyle, jak gdyby uczyli się geometrii, a przy tym jakieś ornamenty, smoki, sowy, dzikie węże — „chuje muje”. Tymczasem okrąg w postsowieckiej jednostce był inny, prosty i w tej prostocie właśnie złowrogi. Policjant nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego to miejsce przykuwa jego uwagę.

Zazwyczaj nawiedzone bywają stare domy, stylowe kamienice, siedliszcza arystokratów, przypomniał sobie Świetlicki. Nawiedzony blok, w którym stacjonowała przed laty podrzędna jednostka radiolokacyjna Armii Czerwonej? — to brzmiało groteskowo. I kto by tutaj miał straszyć? Pijany samogonem Wania? Iwan Iwanowicz, który zamarzł na warcie, usnąwszy po wypiciu dwóch litrów płynu hamulcowego? A może Władimir Rogow, znany w okolicy z tego, że lubił gwałcić Polki, aż od którejś zaraził się chorobą weneryczną. Nie, zbyt niepoważne, by mogło być prawdziwe.

— Dlaczego więc przechodzą mnie ciarki? — szepnął.

Okrąg nie odpowiedział.

I ta nienaturalna cisza.

Pawła naszła myśl, że takie budynki nie są stworzone do tego, by stały puste — bo wtedy, nawet mimowolnie, sprawiają upiorne wrażenie. Te korytarze długie, pełne bocznych drzwi, a za każdymi — póki ich nie otworzysz — tajemnica. Te sale, ciche, bezgwarne, z wystającymi ze ścian gołymi kablami, z rozszarpanymi wtyczkami...

Może coś jest w tym głupawym Feng shui, pomyślał.

Tania lampa z Ikei, podwieszona przy suficie, skrzypiała, poruszana podmuchami wiatru.

Podszedł bliżej kręgu. Czy to, co czuję, to strach, zapytał samego siebie. Aberracja?

— No dobra — zmitygował się, zawstydził ludzkiego odruchu, dreszczu, który zawsze jest towarzyszem niepewności. — Coś tu się jednak wydarzyło. Zginęli ludzie.

I chyba sami sobie nie poderżnęli gardeł.

Jeszcze krok.

Włoski na przedramionach zjeżyły się, lampa zaskrzypiała, a Paweł Świetlicki westchnął i z zamkniętymi oczyma przekroczył okrąg.

Nagle...

Nie było żadnego nagle. Nic się nie wydarzyło.

Nic.

Policjant stał pośrodku dawnej świetlicy dla ruskich żołnierzy, w centralnym punkcie skreślonego olejną farbą kręgu, ale nic się nie działo. Niepoznane nie nadeszło, ze ścian nie wysunęły się betonowe dłonie, nie zmaterializował się skrzydlaty demon, świat nie wywinął kozła. Jednym słowem nie nastąpiło nic, co chcieliby opisać autorzy horrorów. Nic też się nie pojawiło — z wyjątkiem wielkiej muchy, spasionej chyba na trupach, leżących w bloku przez kilka dni.

Świetlicki podrapał się w głowę. Wyglądało na to, że zaczerpnięte z fantastyki metody rozwiązywania zagadek nie przyniosą rezultatu. Czeka go mnóstwo żmudnej, nieprzyjemnej pracy, by znaleźć odpowiedź.

Czas wracać na komendę.


***


Koniec sierpnia 2007 r.

— Coś mamy! — krzyczał Robert już od drzwi, wymachując papierem. — Sajgon na maksa w tej Agencji Mienia Wojskowego, same stare pryki, ryje pamiętające Gomułkę i Gierka. Ale mam.

Paweł odetchnął. Rety, dobrze, że są jeszcze oni. Że nie muszę przerzucać tego wszystkiego sam, że nie muszę babrać się w tym gównie. Inaczej... Świetlickiego przeszły dreszcze.

Przypomniał sobie ostatnią noc. Nie, nie dręczyły go koszmary, nie widział duchów, przed oczyma nie stawały mu makabreski, które oglądał w pracy.

Po prostu nie mógł spać.

Alkohol nie działał tak, jak Paweł tego oczekiwał, nie kleił powiek, nie zasnuwał spojrzenia mgłą — wprost przeciwnie, wobec ciemnej, jednolitej ściany pobudzał, stawiał na baczność. To były godziny, w których czas zwalniał, stawał, sekundy wlokły się jak samochody w korku, nieznośnie wolno, dając dużo czasu na myślenie.

Czy to możliwe, zastanawiał się Paweł, że poza tą pustką, poza czernią przed oczyma, niczego nie ma? Jeśli tak — może jednak mają rację ci, których ścigam? Nie ma piekła, nie ma kary — czas używać, depcząc głowy innych. Czy to możliwe, że kiedy zamknę powieki ten jeden, ostatni raz, kiedy aparatura pokaże spłaszczony do śmierci wykres EKG, świat — mój świat — skończy się nieodwołalnie i nie będzie żadnego innego?

Skąd więc... skąd więc to wszystko?

Niezrozumienie rozsadzało głowę — zazwyczaj gdzieś tak koło pierwszej w nocy. Wypijał wtedy jeszcze cztery kieliszki wódki, jeden po drugim, w odstępach pięciominutowych — ale wiedział, że i to nie jest gwarancją spokoju ducha. Wprawdzie obraz z wolna — wreszcie! — zaczynał się chwiać, lecz ciągle nie na tyle, by rozpłynąć się, zamienić w błogość, w nieświadomość.

Czy to ta cholerna robota tak na mnie działa?

— Patrz! — krzyknął Robert, podsuwając mu pod nos jakiś papier, co pozwoliło podkomisarzowi Świetlickiemu otrząsnąć się z zamyślenia. — Patrz, komu tę ruderę wynajęli!

Paweł zamrugał, przetarł twarz.

— Uniwersytet? — wybąkał. — Uniwersytet Warszawski?


[KOSZYK]
Koszyk jest pusty.  
[NOWOŚCI]
[TESTAMENT DAMOKLESA]
Marcin Wełnicki
TESTAMENT DAMOKLESA
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG]
Andrzej W. Sawicki
NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[VLAD DRACULA]
Dariusz Domagalski
VLAD DRACULA
Cena det.: 35,00 zł
Nasza cena: 29,00 zł
dodaj do koszyka
 

[POLECAMY]
[KRÓLIKARNIA]
Maciej Guzek
KRÓLIKARNIA
Cena det.: 34,50 zł
Nasza cena: 28,00 zł
dodaj do koszyka
 

KRZYŻ POŁUDNIA. ROZDROŻA
Jakub Ćwiek
KRZYŻ POŁUDNIA. ROZDROŻA
Cena det.: 29,90 zł
Nasza cena: 24,50 zł
dodaj do koszyka
 

ANI SŁOWA PRAWDY (wyd. 2)
Jacek Piekara
ANI SŁOWA PRAWDY (wyd. 2)
Cena det.: 29,50 zł
Nasza cena: 24,00 zł
dodaj do koszyka
 

Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
Projekt i wykonanie strony: InteliMedia