[Banner: Marcin Wełnicki — TESTAMENT DAMOKLESA]
[MENU]
[Strona Główna]
[Książki]
[Tapety]
Pakiety książek, koszulki
[Zapowiedzi]
[Autorzy]
[Jak kupować]
[O firmie]
[Kontakt]
[Nadsyłanie prac]
[ZNAJDŹ NA STRONIE]
[NEWSLETTER]

[RSS] Co to jest RSS?
[NAPISALI O NAS]


[Aukcje Runy na Allegro]
[WSPÓŁPRACA]

CZYTELNICY

MEDIA I PORTALE

[STRONY AUTORÓW]

Ewa Białołęcka

Jakub Ćwiek — blog

Eugeniusz Dębski

Maciej Guzek — blog

Aleksandra Janusz

Mariusz Kaszyński — blog

Zoran Krušvar — blog

Tomasz Pacyński

Wawrzyniec Podrzucki

Magdalena Salik — blog

[STRONY GRAFIKÓW]

Anna Augustyniak

Dagmara Matuszak

Monika Rokicka

Artur Sadłos

Przemysław Truściński

Jakub Ćwiek — KRZYŻ POŁUDNIA. ROZDROŻA

PROLOG

Dobson, Georgia

19 października 1863


Sierżant Reynolds nakrył dłonią skórzany kubek i potrząsnął nim, wsłuchując się w grzechot kości. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że z wysokości swego drzewa ukrzyżowany przygląda mu się z dezaprobatą, ale wcale go to nie obeszło. W końcu sam się tam pchał, przeklęty zbawca ludzkości!

— To jak, Hush, o kapelusz? — zapytał, wznosząc kubek ku niebu niczym Mojżesz swoją laskę w dniu, gdy rozstąpiło się morze.

Podobnie jak tamten biblijny, i ten gest zwiastował rychły cud. A przynajmniej niezłą sztuczkę.

Siedzący naprzeciw niego szeregowy Hush zerknął niepewnie w stronę drzewa. Ukrzyżowany cierpiętnik był jednak zbyt skupiony na walce o oddech, by posyłać kolejne gniewne czy niechętne spojrzenia, o słownych reprymendach już nie wspominając. Zresztą czy tam, gdzie się wybierał, naprawdę był mu potrzebny oficerski kapelusz?

— Hush, ręka mi uschnie zaraz. Grasz czy nie?

Szeregowy pokiwał głową. Kości z kubka wysypały się na rozłożoną na piasku chustkę.

— No popatrz, Hush, jakie ja mam szczęście — zawołał Reynolds i z zadowoleniem poklepał się po udzie. — Ale nie martw się, zaraz się odkujesz. Zresztą wiesz, co mawiają o tych, którzy mają szczęście do takich zabaw... To jak, o bluzę?

Odpowiedzią było wzruszenie ramion, ale sierżant potraktował je jako zgodę i ponownie zebrał kości.

— Swoją drogą, Hush, nie uważasz, że to prawdziwa ironia losu? — powiedział, potrząsając kubkiem. — Wracamy do domu, wszyscy nas mają za bohaterów, a nie ma ani jednej kobitki, która prawdziwie mogłaby to okazać. Znaczy nie żebym miał coś przeciwko szanownym paniom matkom, wziąłbym się za każdą z nich chętnie...

Z drzewa dobiegło go stłumione chrząknięcie.

— Z wyłączeniem matki pana kapitana, o ile szanowna matrona jeszcze żyje, oczywiście — gładko uzupełnił swą wypowiedź sierżant.

Potem na chwilę zamarł z kubkiem w ręku, szukając w głowie nitki urwanego wątku.

— Zresztą sam wiesz, Hush, jak to jest z mężatkami z Południa. Choćby ich chłop miał w spodniach robaka jak na ryby, a sąsiad dom dalej drąg jak do łojenia czarnuchów, nie przekonasz.

Hush nie wiedział. Miał dopiero siedemnaście lat i nigdy nie był z żadną kobietą z Południa, czy to mężatką, czy panną. Całe jego miłosne doświadczenie sprowadzało się do kilku Jankesek, które spotkali w drodze z Rock Island. Aż dziw, że sierżant tego nie pamiętał — to on wszak wprowadzał Husha w miłosne arkana. Wybrał mu nawet tę pierwszą.

Kości znowu znalazły się na chustce i kolejny fant powędrował do Reynoldsa. Nie licząc spodni i butów, których kapitan nie dał sobie zdjąć, sierżant skompletował już cały jego mundur. Teraz łapczywie rozglądał się za kolejnym łupem.

— Kapitanie Cross — zwrócił się do ukrzyżowanego — czy na pewno tam, dokąd pan zmierza, będą panu potrzebne rewolwery?

Natychmiast pożałował pytania. Oczy dowódcy, od dłuższej chwili tępo wpatrzone w zielony horyzont, nagle rozjarzyły się blaskiem, a muskularne ciało drgnęło. W jednej chwili napięły się mięśnie ramion, brzucha, nóg, zatrzeszczały ścięgna. Płuca niczym kowalskie miechy zassały powietrze.

— Ani. Mi. Się. Waż... Reynolds — wycharczał Cross. — Dotknij ich, a zabiję.

Gdyby powiedział to ktoś inny, sierżant z całą pewnością parsknąłby śmiechem, nauczony doświadczeniem wiedział jednak, że Jeremiah Cross dotrzymuje słowa. A gdy komuś groził, nie powtrzymałyby go nawet dziewięciocalowe gwoździe w rękach i stopach.

Reynolds wiedział o tym, dlatego natychmiast uniósł ręce w pojednawczym geście.

— To taki żart, kapitanie, chciałem sprawdzić, czy pan jeszcze żyje — powiedział. — Pogadać z kimś, bo siedzimy już na tych rozstajach tyle czasu, zmierzcha prawie, a z tym tutaj to sam pan wie.

Wskazał na Husha, ale kapitan znów pogrążył się w cierpieniu. Ciało raz jeszcze zawisło bezwładnie, a wzrok stępiał. Mogłoby się wydawać, że zaraz zejdzie z tego łez padołu, ale Reynolds wiedział, że to płonne nadzieje — kapitan to twardy skurwysyn, a on miał ostatnio pecha. Nie było mowy, by wrócili z Hushem do kwatery przed zmrokiem.

Cały ten plan z każdą chwilą wydawał mu się coraz bardziej niedorzeczny. Och, wiązał się z wykorzystaniem magii, więc brak logiki, przynajmniej takiej zwyczajnej, mieli wliczony w koszty. Tyle że teraz, gdy kapitan już zrobił swoje, a oni czekali na jego śmierć, grając w kości, sierżantowi przyszło do głowy, że to mogło być... po prostu głupie.

Nic to, pomyślał, kciukiem przygładzając nastroszonego wąsa. Będzie, co ma być. Teraz i tak trudno byłoby się wycofać. Zwłaszcza Crossowi.

Powiódł wzrokiem po zielonej okolicy, spojrzał na każdą z czterech dróg, czy nikt aby w ich stronę nie nadchodzi. A potem, nie widząc nikogo, podniósł upuszczony wcześniej kubek i zebrał do niego kości.

— To co, Hush, gramy o dzisiejszą kolację?


***


Godzinę później, gdy słońce powoli zaczynało już znikać za pobliskim pagórkiem, Jeremiah Cross poderwał się nagle, zaczerpnął tchu, po czym splunął gęstą, lepką śliną prosto na swoje przebite gwoździem stopy.

— Reynolds? — wycharczał. — Jesteś tam jeszcze?

— Jestem, jestem — mruknął sierżant z niechęcią. Przeszło kwadrans temu, litując się nad Hushem, odesłał chłopaka do kwatery, sam jednak nie mógł zejść z posterunku. — A gdzie indziej miałbym być?

— A masz rewolwer?

Sierżant natychmiast poderwał się z miejsca, sięgając do kabury. Czyżby kapitan dojrzał kogoś nadchodzącego drogą? Z góry wszak było widać lepiej, a poza tym matka setki razy mu powtarzała, że Jezus ze swego krzyża widział wszystko. A drzewo Crossa nie mogło wszak być wiele niższe.

Jednak, mimo iż wytężał wzrok z całych sił, nie dostrzegł nikogo zmierzającego ku rozstajom.

— Co z tym rewolwerem, Reynolds? — ponowił swoje pytanie Cross, tym razem głosem tak cichym, że ledwie można było odróżnić go od szumu wzbierającego nagle wiatru. — Masz czy nie? Bo moich ci nie dam.

— Mam, kapitanie. Oczywiście, że mam, tylko nie rozumiem, co...

Więc odciągnij kurek i strzel mi w brzuch, chciał powiedzieć Cross, ale słowa uwięzły mu w gardle. Bo oto wraz z kolejnym podmuchem wiatru na drodze pojawił się ten, na którego kapitan czekał.

Był nagi, jego ciemnobrązowa skóra lśniła w ostatnich promieniach zachodzącego słońca, szkielet namalowany na ciele skrzył się niczym diamentowy pył, a wielki czarny cylinder przekrzywił się zawadiacko na bok.

— Wielkie brawa, kapitanie Cross — powiedział przybysz. — Mówiąc szczerze, miałem pewne wątpliwości, czy podąży pan moją ścieżką. Skoro jednak jest pan tutaj, nie pozostaje mi nic innego, jak powitać pana...

Klasnął, a wszędzie wokoło z miejsca zapadła noc.

— ...w moim świecie.



[KOSZYK]
Koszyk jest pusty.  
[NOWOŚCI]
[TESTAMENT DAMOKLESA]
Marcin Wełnicki
TESTAMENT DAMOKLESA
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG]
Andrzej W. Sawicki
NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[VLAD DRACULA]
Dariusz Domagalski
VLAD DRACULA
Cena det.: 35,00 zł
Nasza cena: 29,00 zł
dodaj do koszyka
 

[POLECAMY]
ZADRA. Tom II
Krzysztof Piskorski
ZADRA. Tom II
Cena det.: 29,50 zł
Nasza cena: 24,00 zł
dodaj do koszyka
 

[KSIĘGA SMOKÓW]

KSIĘGA SMOKÓW
Cena det.: 34,50 zł
Nasza cena: 28,00 zł
dodaj do koszyka
 

HELL-P
Eugeniusz Dębski
HELL-P
Cena det.: 28,50 zł
Nasza cena: 23,00 zł
dodaj do koszyka
 

Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
Projekt i wykonanie strony: InteliMedia