|
|
 |
![[GLĘDŹBY ROPUCHA]](http://runa.pl/okladki/gledzby_ropucha.jpg) ISBN: 83-89595-17-6 Liczba stron: 224 Wymiary: 125×185 mm Okładka: miękka Ilustracja na okładce: Dagmara Matuszak Data i miejsce wydania: Warszawa, 23 maja 2005 r. --- NAKŁAD WYCZERPANY ---
W eremie boga Los, gdzie w przedziwny sposób splatają się ludzkie dzieje, stary Ropuch spisuje swoje opowieści.
Ich bohaterowie nie ratują świata, nie mają żadnej misji do spełnienia. Można odnieść wrażenie, że urodzili się tylko po to, by świat mógł z nich zakpić. Dlaczego zatem trafiają do opowieści starego Ropucha? Każdy z nich doświadczy czegoś dziwnego. Uczony niepostrzeżenie okaże się bohaterem czytanej przez siebie księgi. Niewierzący w cuda pielgrzymi doświadczą cudu, który zmieni ich życie. Ktoś zostanie swoim ojcem, swoim synem i swoim dziadkiem. Kat zmieni się w swoją ofiarę, a samotny mnich sam wymyśli świat, w którym narodził się wiele lat wcześniej.
Możliwe, że stary Ropuch postradał rozum. A jeśli mówi prawdę?
Ględźby Ropucha to niezwykłe historie, w których wszystko jest możliwe, baśń bowiem miesza się w nich z jawą, a czas zmienia swój kierunek albo zapętla się po wieczność.
Patronat medialny:

Młodzieniec zanurkował w głąb izby.
— Skorośmy się tak rozopowiadali przy tym palenisku, to może łykniemy jeszcze jałowcówki i — góral zatarł śniade dłonie — i poopowiadamy jeszcze.
Rozlał trunek, rozsiadł się okrakiem na zydlu i rozgadał na dobre.
— Zdarzyło się ongi w Górach Smoczych, o czym szepty strumieni do dziś po kamieniach gwarzą, że mieszkał w chacie, takiej jak moja, pewien góral. Był to chłop sążnistego wzrostu i mocny niczym bawół. Żył sobie z dala od ludzkich sadyb, a do najbliższego przysiółka dzień musiał wędrować, co też czynił rzadko. Mrukliwy był i do rozmowy małochętny, więc bracia w góralstwie również nieczęsto jego chałupę odwiedzali. Aż wreszcie prawie o nim zapomniano. Zapomniano do tego stopnia, że kiedy odwiedzał najbliższą wieś, by siekierę kupić, albo skóry owcze i wełnę sprzedać, dziwiono się, że jeszcze żyje, niechętnie odświeżając zarosłe po nim wspomnienia. |
| czytaj dalej |
|

Creatio Fantastica — Sławomir Spasiewicz
| ...i oto przed czytelnikiem rozwija się panorama Międzygórza, nizinnego pasa ziemi między Smoczogórami, gdzie toczy się akcja wcześniej wydanych powieści, a Górami Wężowymi. Choć bohaterami opowiadań nie są ludzie przeciętni, próżno szukać w ich losach setkami zabijanych smoków, wygrywanych bitew, czy potężnych umiejętności magicznych. Im większy ich potencjał, tym trudniejsze sprawdziany przed nimi. |
| czytaj dalej |
|
Merlin — Rafał Śliwiak
| Sami bohaterowie zaludniający Szostakowe Międzygórze roztrząsają zaś problemy etyczne, religijne, filozoficzne. Na ich oczach dzieje się niemożliwe, które nieodmiennie odmienia ich życie. Nic dziwnego, że skłania ich to do dogłębnej refleksji nad naturą tych wydarzeń, zastanawiania się skąd się one biorą i do czego prowadzą. W ten sposób czytelnicy także zostają wciągnięci w tę zgoła filozoficzną dysputę. |
| czytaj dalej |
|
Esensja — Eryk Remiezowicz
„Ględźb Ropucha” streścić nie sposób, a i zrecenzować je niełatwo. Zbiorek liczy szesnaście opowiadań, pozornie spojonych wyłącznie jednością świata, w jakim się dzieją. Każde inną ma fabułę, w każdym różni są bohaterowie i miejsca (choć zdarza się niektórym grać epizody w więcej niż jednym tekście), wymowę ciężko im jednaką przypisać. Tymczasem po zakończeniu lektury jest się pewnym, że połączenie ich w jedną całość nie jest przypadkiem, że wszystkie one mówią o czymś podobnym i podobną opisują historię.
Podstawowym zadaniem, stojącym przed czytelnikiem, jest zatem odgadywanie. Całe „Ględźby Ropucha” są jedną wielką zagadką — grą, jaką autor toczy z czytelnikiem, a bohaterowie z Losem i bogami. I tak jak Nadprzyrodzone włącza się do rozgrywek, odpowiadając na ruchy postaci, tak czytelnik zaproszony jest do szachownicy, na której autor ustawił swoje szesnaście opowiadań. |
| czytaj dalej |
|
Valkiria Network — Michał M. Rokita
| Wit Szostak po raz kolejny zabiera nas w Smoczogóry. Tym razem udajemy się do eremu boga Los, gdzie stary Ropuch snuje swe opowieści. Robi to, trzeba przyznać niezwykle, pięknym językiem godnym Leśmiana lub przynajmniej Białoszewskiego, pełnym ozdobnych neologizmów, przyprawionym szczyptą ironii. Mniej jednak chodzi o to jak, a o to co opowiada.
A historie te są niezwykłe. Z pozoru błahe, bez wielkich herosów, bohaterskich questów i ratowania świata w każdy piątek. Jednak już pierwsza z nich zaczyna budzić w nas niepokój. W miarę czytania narasta on, aż wreszcie czytelnik gotów jest wznieść oczy ku niebu i krzyknąć z rozpaczą „O co tu chodzi?!?!”. I to jest najważniejsze pytanie.
Każda bowiem ględźba zawiera w sobie coś. |
| czytaj dalej |
|
Poltergeist — Michał 'ShpaQ' Laszuk
W każdej opowieści Wit Szostak wikła bohaterów w coraz to bardziej nieprawdopodobne i skomplikowane historie. W niemal wszystkich pojawia się motyw znużenia, które sprawia, że lektura przenosi nas jakby w inny wymiar, w którym nie czas, a jedynie opowieść ma jakiekolwiek znaczenie. Pojawiają się też i elementy nadprzyrodzone - cuda, które są dla autora pretekstem, by włożyć w usta bohaterów własne zdanie na temat filozoficznych dyskusji toczonych od wieków.
|
| czytaj dalej |
|
Załoga G — Łukasz "Vesemir" Wątroba
Na każdej stronie czuje się wręcz osobowość autora. Ma się wrażenie jakby obcowało się z wątpliwościami, pytaniami - jakie sobie zadaje także On sam. Porusza w swoich historiach tematy - oby nikogo słowo to nie przestraszyło - sensu życia, cudu, ale nie tylko. Bawi się formą, paradoksem, pętlą fabularną. Mnogość wielu rozwiązań i tematyki, jaką porusza sprawia, że historie nie nudzą i nie męczą. Wszystkie łączy ten sam świat, a głównymi bohaterami są przeważnie obchodni truwerzy, którzy wędrują po świecie, odkrywają czy doświadczają przeróżnych historii. Albo poszukiwacze cudów, tego palca Bożego, czy też eksploratorzy odpowiedzi na ważne pytania, które zawarte są w materialnych przedmiotach takich jak księga oferująca ostateczną mądrość. Zdarzają się także historie takie jak "Kłopoty z błaznem" - moim skromnym zdaniem perełka tomiku. Autor bawi się tutaj odsłanianiem odbiorcy historii poprzez przekazanie opowieści z trzech różnych punktów widzenia, z których każdy dokonuje wolty w naszym postrzeganiu rzeczywistości. Fabuła, osnuta na intelektualnym konflikcie pomiędzy królem a jego błaznem, prowadzi nas powolutku w kierunku krzywego zwierciadła, potem nas z niego wywleka i subtelnie pieści po oczach rozwiązaniem niczym z najlepszych kryminałów.
|
| czytaj dalej |
|
Valkiria Network — buda
O czym jest ta książka? Co wysuwa się na pierwszy plan? Po pierwsze — opowieści, Słowo, które stworzyło świat, ględźby same w sobie. Spisane — „szeleszczą i szeptają między sobą”, ich bohaterowie „porozumiewają się, ostrzegają i zapraszają do siebie”, żyją własnym życiem. Szesnaście opowiadań wypełniają metapoetyckie rozważania o potędze tworzenia przez słowo, o tym, jak to nie życie kształtuje opowieści, ale to jak one kształtują życie („Księga”, „Gospoda na rozstajach”), manipulują faktami („Pierwsza taka drużyna”, „Bęben z koźlej skóry”), a wreszcie o cenie, która trzeba zapłacić za opowieści i tym, że umiejętność swobodnego władania słowem to zarówno dar jak i przekleństwo („Troski Wikłacza”).
Drugim „bohaterem” jest odwieczny konflikt między rozumem a wiarą, tym co widzialne dla oka i niewidzialne. Bohaterowie, którzy reprezentują wiarę w „szkiełko i oko”, w obliczu próby muszą zweryfikować swój światopogląd („Pielgrzymi”) do tego stopnia, że cała ich dotychczasowa wiara legnie w gruzach, a prawda, którą poznają, okazuje się zbyt trudna do zaakceptowania i prowadzi do dalszego zagubienia. Szczególnie jest to widoczne w genialnej opowieści „Salamandra zagubiony na południowym bazarze”, gdzie wyświechtany, wydawałoby się, motyw rzeczywistości równoległych, których symbolem jest kupiona przez bohatera tajemnicza szkatułka, na długo pozostanie w mojej pamięci.
|
| czytaj dalej |
|
Gazeta Wyborcza, 06.06.2005 — Konrad Godlewski
Wit Szostak to jeden z najciekawszych autorów baśniowej fantastyki w Polsce. W swoich dwu pierwszych książkach stworzył najlepszą fantasy w polskich odcieniach. To było zadanie karkołomne. O ile bowiem Tolkien i jego kontynuatorzy mogli - i nadal mogą - odwoływać się do ciągle żywego dziedzictwa mitu arturiańskiego, o tyle analogiczne motywy słowiańskie są w polskiej kulturze tyle żywe i interesujące, ile ostatnia ekranizacja "Starej baśni".
W najnowszym tomie, "Ględźbach Ropucha", Szostak odszedł od powieści i od góralszczyzny. Zostajemy nadal w jego świecie, którego oś wyznacza w czasie i przestrzeni erem boga Los w wysokich górach. Tym razem zamiast turni i hal oglądamy nowe zakątki - bagna, równiny, warownie i pustynie nawiedzane przez zagubionych bohaterów, którzy w przeciwieństwie do kanonu gatunku nie szukają sławy, zemsty ani skarbów, lecz prawdy. "Ględźby..." są bowiem tomem o tym, jak prawda gubi się w rzeczywistości i jak bolesne bywa dochodzenie do niej.
|
| czytaj dalej |
|
Katedra Fantasy — Achmed
Wit Szostak snuje swe opowieści z wprawą zawodowego gawędziarza – znakomicie panując zarówno nad opisem, jak i dialogami. Ma przy tym piękny, poetycki (ale zarazem lekki) styl. Bardzo leśmianowski, że użyję ostatecznego w moich oczach komplementu. Autor nie stroni też od zabaw językowych. Sam mówi, że lubi zbitki brzmieniowe, że fascynuje go rytm języka, taneczność frazy, dzikość frazeologii. A dochodzą do tego jeszcze różne interesujące eksperymenty formalne...
Już tylko te wymienione aspekty książki, czynią lekturę poszczególnych opowiadań zajęciem przyjemnym i nieraz zaskakującym. Ale-ale, co bardzo cieszy, dostajemy więcej, znacznie więcej. |
| czytaj dalej |
|
|
|
|