|
|
 |
![[RYCERZ KIELICHÓW]](http://runa.pl/okladki/rycerz_kielichow.jpg) ISBN: 978-83-89595-37-9 Liczba stron: 336 Wymiary: 125×195 mm Okładka: miękka Ilustracja na okładce: Jakub Jabłoński Data i miejsce wydania: Warszawa, 12 listopada 2007 r. --- NAKŁAD wydania 1 WYCZERPANY ---
W sprzedaży dostępne jest drugie wydanie „Rycerza Kielichów”.
Rycerz Kielichów jest zwodniczy i niebezpieczny jak górski strumień. Doskonały kochanek, wciąż szuka nowych podniet, bo nuda jest dla niego gorsza od śmierci. Wyrafinowany i inteligentny, łatwo zdobywa uwielbienie i podziw. Jest poetą i marzycielem — potrafi tworzyć piękno i szlachetne idee, a potem skłaniać innych, by podążyli za nim.
Lecz Rycerz Kielichów to także twórca i burzyciel tronów. Aby zrealizować swoje marzenie, jest zdolny poświęcić wiele, bardzo wiele. Nawet przyjaźń. Nawet miłość. Nawet cały świat.
Jego imię jest wypisane pianą na wodzie.
Lanne Lloch l'Annah.
Zwyczajny informatyk w korporacyjnej machinie.
Dwa oblicza tej samej karty.
Przekonaj się, który z nich wygra.
Pewnego dnia pracownik wielkiej firmy komputerowej spotyka na ulicy tajemniczą Annę. Dziewczyna proponuje mu niezwykły układ — zamieszka w jego mieszkaniu, a w zamian będzie śnić jego sny. Zaintrygowany informatyk zgadza się i... następnej nocy przenosi się do świata ze swych marzeń sennych, gdzie jest Lanne Lloch l'Annah, opiewanym w pieśniach herosem, jeźdźcem smoka, obrońcą uciśnionych, słynnym bardem i niezrównanym kochankiem. Otoczony powszechnym uwielbieniem, bez lęku korzysta z przyjemności, jakie oferuje mu baśniowa kraina, bo przecież w razie niebezpieczeństwa zawsze zdąży się obudzić. Jednak życie lorda wciąga go coraz bardziej. I wtedy okazuje się nagle, że za wszystko, co jest i co było, trzeba zapłacić.
Bo ze świata Lanne Lloch l'Annah nie ma ucieczki. Bo od postępowania lorda Lanne zbyt wiele zależy. Bo oba światy — ten z marzeń sennych i ten rzeczywisty — pokładają w lordzie Lanne zbyt wielkie nadzieje. I wszyscy wtajemniczeni, którzy wiedzą, co się naprawdę dzieje, nie pozwolą, by bohater się wycofał.
Musi walczyć albo zginąć. I nie może już tak po prostu przestać śnić.
Patronat medialny:

Fragment 2
Dźwięk budzika jest tym, czego w życiu nie znoszę chyba najbardziej. Jakikolwiek budzik byś znalazł i jak piękne melodyjki by on wygrywał, to nic nie zmienia faktu, że jest przedmiotem mającym sprowadzić cię do rzeczywistości. Wyrwać z miękkiej i ciepłej pościeli, zmusić do rozpoczęcia nowego, pospiesznego dnia, w którym, zapewne, jak w wypadku setek i tysięcy innych dni, nie wydarzy się nic, co warto byłoby zapamiętać. Tym razem jednak dźwięk budzika nie wywołał u mnie zwyczajowej agresji, zmieszanej z niechęcią. Tym razem uciszyłem go szybko i leżałem dziwnie zadowolony i już zupełnie rozbudzony. |
| czytaj dalej |
|
Fragment 1
— Mogę śnić dla ciebie — powiedziała cichutko dziewczyna stojąca przy murze budynku.
Nie dostrzegłbym jej, gdyby nie wymówiła tych słów. Najwyraźniej i ponad wszelką wątpliwość skierowanych właśnie do mnie.
— Słucham? — spytałem i od razu pożałowałem, że nie poszedłem dalej.
Zapewne była żebraczką, narkomanką albo prostytutką. Teraz trzeba będzie szybko wzruszyć ramionami, przerywając jękliwe prośby o pomoc, i jak najprędzej uciec. Ale kiedy zerknąłem na nią, zamierzając nadać twarzy wyraz niezadowolonej obojętności, dostrzegłem, że ma miłą buzię, schludne ubranie i sprawia wrażenie raczej przestraszonej niż natrętnej. |
| czytaj dalej |
|

To Coś — Michał Różański
| Dwa światy przedstawione przez Jacka Piekarę niewiele się od siebie różnią, w obu trzeba walczyć o przetrwanie i w obu za swoje czyny musimy zapłacić. Ucieczka od rzeczywistości, tej baśniowej i tej prawdziwej staje się niemożliwa. Każdy z nas musi stawić jej czoła. |
| czytaj dalej |
|
Onet — Izabela Jeżowska
| Sam pomysł osadzenia współczesnego bohatera w świecie z pogranicza fantasy i średniowiecza może nie jest nowy, ale sposób realizacji zaskakuje świeżością i przenikliwością. Piekara do samego końca konsekwentnie prowadzi wątki fabularne, próbując jednocześnie odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę jest istotne w życiu. Dlatego też „Rycerz Kielichów” nie jest kolejną banalną historią o księżniczkach, smokach czy magach, lecz mini traktatem filozoficznym, który może przysporzyć czytelnikowi intelektualnej przyjemności, a autorowi nowych fanów. |
| czytaj dalej |
|
Fantasy Book — Zuna
| Piekara prowadzi narrację w sposób przez siebie ulubiony, czyli z perspektywy pierwszej osoby. Z podobną spotykamy się czytając „Alicję”, czy też cykl o Inkwizytorze Mordimerze. Mnie osobiście taki sposób komunikowania się z czytelnikiem bardzo odpowiada, zwłaszcza, że autor jak zwykle posługuje się językiem bardzo żywym i barwnym, co sprawia, iż książkę wręcz się pochłania. Nie starając się szokować wplótł w akcję kilka pikantnych fragmentów. W powieści znajdziemy również sporo odniesień do wydarzeń z historii. |
| czytaj dalej |
|
Katedra — Tymoteusz „Shadowmage” Wronka
| „Rycerz Kielichów” jest jedną z najciekawszych pozycji w dorobku Jacka Piekary i pokazuje pewne tendencje w rozwoju autora. Nacisk nie jest położony już tylko na fabułę, jak to miało miejsce w większości książek Piekary. Pojawiło się drugie dno — bohaterowie mają poważne dylematy moralne, w relacjach między nimi aż iskrzy. Mimo lekkiej formy pojawia się czasem i moment refleksji. |
| czytaj dalej |
|
Valkiria — Tomasz „Marchew“ Marchewka
Jednak to, co ucieszyło najbardziej to nawet nie wartka i porywająca akcja, historia, obok której nie sposób przejść obojętnie i która nie pozwala się od Rycerza Kielichów oderwać. Największą siłą tej powieści jest przesłanie. Przez dobre trzysta stron autor układa pojedyncze wydarzenia, tworzące niby jedną całość, ale dopiero podczas nachodzącej puenty, czytelnik zauważa, jak bardzo spójną. Tam nic nie dzieje się bez powodu, każdy kolejny zwrot fabuły prowadzi do konkretnego rozwiązania na końcu. W na pozór zwyklą opowieść o smokach i rycerzach, autor ubrał w rozważania o szczęściu i prawdzie — tej, którą każdy ma swoją. Wielkie brawa, bo wyszło świetnie.
Jacek Piekara znowu pokazał na co go stać. W sumie to zdanie powinno starczyć, bo w tym wypadku nazwisko autora większości z Was posłuży za rekomendację. Gdyby jednak ktoś się wahał — uwierzcie, naprawdę warto. To jest rewelacyjna książka. |
| czytaj dalej |
|
|
|
|