|
|
 |
 ISBN: 83-89595-18-4 Liczba stron: 320 Wymiary: 125×185 mm Okładka: miękka Ilustracja na okładce: Dagmara Matuszak Data i miejsce wydania: Warszawa, 31 sierpnia 2005 r. --- NAKŁAD WYCZERPANY ---
Kapitanowi Williamowi O'Connorowi, dowódcy fregaty „Magdalena”, niewiele można zarzucić jako człowiekowi czy żeglarzowi. Może jedynie to, że bez przerwy się na wszystkich obraża. I że nie słucha dobrych rad. I że jest zbyt szlachetny, by wziąć się do piractwa i zbyt rozwydrzony, by grzecznie służyć w Royal Navy. I że ciągle nie chce wywalić z załogi tego cholernego kuka Butchera. A nade wszystko — że bez przerwy pakuje siebie, okręt i załogę w tarapaty.
Rzadki okres spokoju w życiu Williama przerywa wieść, że oficjalnie uznany za zmarłego hrabia Christopher de Lanvierre, ostatni prawdziwy pirat karaibski, żyje i ma się świetnie. W międzyczasie jego kamrat, de Guilliera, próbuje zająć „Magdalenę”, a przy okazji samo Port Royal. Billy O'Connor siłą rzeczy jest pierwszym, który staje im obu na drodze. Zwyczajowe tarapaty zamieniają się w istną zawieruchę, dość rzec, że Billy'ego czekają boje z piratami, ratowanie czci pięknych dam, odsiecz dla oblężonego miasta, wywołanie pomniejszej wojny oraz najprawdziwsza krucjata. Rozwiązywanie tajników intrygi de Lanvierre'a nie jest jednak prostym zadaniem, gdy ma się w załodze maniakalnego cieślę, artylerzystę-piromana, straszliwego kuka i chór klnących z wprawą papug, a po pokładzie szwenda się diabeł morski. Na szczęście Billy zawsze może liczyć na swych dwóch przyjaciół, pierwszego oficera Vincenta Fowlera i dowódcę piechoty morskiej Edwarda Love. Ich pomoc (oraz zdrowy rozsądek) stwarzają cień szansy, że „Magdalena” ze swą załogą i kapitanem jakoś wybrną cało z najgorszej nawet opresji.
Patronat medialny:
![[Inny Świat]](/obrazki/inny_swiat.gif)

Nazywam się William O’Connor i jestem ogromnym pechowcem, przede wszystkim dlatego że przez całe życie prześladuje mnie monotonia, a jeśli już pojawia się jakieś urozmaicenie, szybko przeradza się w zawieruchę, z której trudno mi unieść głowę. A potem znów powraca nuda.
I tak też się wszystko zaczęło. Przybyłem do Indii Zachodnich, będąc trzecim oficerem na starym, rozsypującym się liniowcu „Mercury”, którym dowodził kapitan Christopher Hawke. Zadaniem okrętu było wzmocnienie eskadry jamajskiej podczas trwających właśnie zmagań z Francuzami i sprzymierzonymi z nimi Hiszpanami. Podczas wojny, która miała przejść do annałów historycznych pod nazwą „wojny siedmioletniej”, obie strony z uporem wyrywały sobie nawzajem wyspy i wysepki o znikomym znaczeniu strategicznym. |
| czytaj dalej |
|

Katedra Fantasy — Vampdey
| Marcin Mortka mnie zadziwia. Do czasu wydania debiutanckiej powieści był praktycznie nieznany, teraz osobiście uważam go za jednego z najlepszych polskich autorów młodego pokolenia. Zadziwiające jest, z jaką łatwością porusza się pomiędzy sceneriami: w „Ostatniej sadze” popisał się wiedzą o Skandynawii, świetnie oddając jej klimat, by teraz przenieść się na karaibskie morza. We wspaniałym stylu. |
| czytaj dalej |
|
Terra Fantastica — Joanna „Morgana” Kończak
| Oglądaliście „Piratów z Karaibów”? Podobali Wam się? Jeśli tak, to waszą następną lekturą obowiązkową, drodzy czytelnicy, powinna być „Karaibska krucjata. Płonący Union Jack” Marcina Mortki. Jest to pierwszy tom dylogii, eksplorującej zgoła inne rejony niż pozostałe utwory autora. Poprzednie, również wydane przez Runę powieści, „Ostatnia saga” i „Wojna runów” sięgały bowiem do germańskiej mitologii i tradycji. W „Karaibskiej krucjacie” nie ma ani futharku, ani wikingów, ani zimnych mórz północnych, są za to emocjonujące potyczki, egzotyczna sceneria Indii Zachodnich, okręty i obowiązkowo piraci. |
| czytaj dalej |
|
Katedra Fantasy — Shadowmage
| „Karaibska krucjata” to kolejna wyśmienita pozycja w dorobku Mortki. Nie jest jednak kierowana wyłącznie do wielbicieli marynistyki (nie trzeba się bać, nazwy typowo żeglarskie zostały ograniczone do wymaganego minimum) i tych, którzy czują sentyment do powieści i filmów traktujących o dzielnych piratach na Karaibach. Gwarantuję, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i spędzi przy niej kilka bardzo przyjemnych godzin. |
| czytaj dalej |
|
Avatarae — Ivona G.
| Czytanie „Karaibskiej Krucjaty” po prostu sprawia radość i przyjemność, a smaczku nadaje humor i puszczanie oka do czytelnika pewnymi nazwami czy porównaniami. Serdecznie polecam tę książkę wszystkim, tylko zarezerwujcie sobie czas, bo już nie odejdziecie od niej póki nie skończycie. Nie będę oryginalna pisząc, że mam nadzieję, iż Mortka utrzyma poziom w pozostałych tomach a „La tumba de las piratas” będzie jeszcze bardziej szalona i zabawna niż „Płonący Union Jack”. Przywiązałam się do Edwarda i Vincenta, oczywiście i do Billy'ego i czekam z niecierpliwością na następne tarapaty, sztormy, zagadki i intrygi, a może i romanse tej zacnej kompani gentelmanów i niech dobre wiatry prowadzą „Magdalenę” ku nowej przygodzie. |
| czytaj dalej |
|
Wirtualna Polska — Rafał Śliwiak
| Nowa książka Marcina Mortki to przesycona doskonałym poczuciem humoru, barwna powieść awanturnicza. Czerpiąca z najlepszych, można rzec klasycznych, wzorców literatury marynistycznej i przygodowej. Historia jest świeżo i oryginalnie podana oraz przyprawiona osiemnastowiecznym karaibskim kolorytem i pokaźną porcją dowcipu słownego i sytuacyjnego w przednim stylu. |
| czytaj dalej |
|
Esensja — Ewa Pawelec
| Znakomita rozrywka, tak dla wielbicieli książek o piratach jak i dla kogoś, kto po prostu szuka czegoś o wartkiej akcji, podbarwionego fantastyką i usianego żartami. Uroczego. I jak to do siebie mają tego typu książki, zawsze za krótkiego. |
| czytaj dalej |
|
Inny Świat — Gryf
| Przy lekturze „Karaibskiej krucjaty” na pewno nie sposób się nudzić — znajdziemy tu całą masę bitew morskich i lądowych, ukryte skarby, szermiercze pojedynki, zwykłe knajpiane burdy, diabły morskie... można wymieniać naprawdę długo, a lista zapewne i tak nie będzie kompletna. Wszystko to podane w lekkiej, łatwej i przyjemnej formie, dodatkowo okraszone błyskotliwymi dialogami. |
| czytaj dalej |
|
Internetowe Imperium Książki — Krzysztof Urbański
| Kapitan ma oczywiście swojego najbliższego pomocnika, który przewyższa go poziomem i rozwagą (dlatego nie nadaje się na kapitana), wielkiego Bambo, który mówi zamiast myśleć, oraz wkurzająca papugę z niewyparzonym dziobem. Wszystko już było, ale jakże fajnie czyta się ponownie to, co sprawdzone i dobre. Nie byłoby mowy jednak o dobrej książce, gdyby była źle napisana. Ta charakteryzuje się dobrze poprowadzona linią akcji, dającą bez przerwy o sobie znać. Czytelnik nie nudzi się nawet, gdyby bardzo chciał. Tempo powieści idzie w parze z płynnością języka i humorem. |
| czytaj dalej |
|
Poltergeist — Piotr 'Rebound' Brewczyński
| Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona złożona wystarczająco, acz nie nadmiernie. Główni bohaterowie wplątują się w opisywane zdarzenia głównie przez przypadek lub w wyniku nazbyt szybko podejmowanych decyzji, przeważnie brzemiennych w opłakane skutki. Dość powiedzieć, że Płonący Union Jack jest książką z gatunku tych, które czytamy po to, by śledzić przygody herosów, a nie by dowiedzieć się „kto zabił”. Akcja jest wartka i nie uświadczymy ani jednej strony, na której zwolniłaby chociaż na krótki moment. Do tego dochodzą wspomniane już wątki fantastyczne, z początku skrywające się pod postacią marynarskich zabobonów. To wszystko sprawia, że od lektury ...Union Jacka naprawdę trudno się oderwać. |
| czytaj dalej |
|
Katedra Fantasy — Achmed
| Z zimnych i mrocznych nordyckich klimatów — w gorące i słoneczne, nieco przemalowane i ubarwione XVIII-wieczne realia Indii Zachodnich lub, jeśli kto woli: Karaibów. W czasy zbliżone do tych z filmu „Klątwa Czarnej Perły”, epokę korsarzy, piratów, fregat i pierwszych okrętów liniowych. Taką dość niespodziewaną wycieczkę przed „Świtem po bitwie”, ostatnim tomem trylogii nordyckiej, zafundował swoim czytelnikom skandynawista Marcin Mortka. Ale też tłumacz marynistycznych powieści Patricka O'Briana — i to, nomen omen, wiele tłumaczy oraz zdecydowanie optymistycznie nastraja przed lekturą pierwszej połowy „Karaibskiej krucjaty”. |
| czytaj dalej |
|
Terra Fantastica — Michał „buda” Budnicki
| Marcin Mortka nie pozwala czytelnikowi odpocząć; oddech łapiemy tylko po to, by za chwilę wciągnął nas dwukrotnie szybszy prąd wartkiej akcji. Uczynienie O’Connora narratorem sprawia, że ten duch wielkiej przygody staje się nam bliższy, niemal namacalny, ale, żebyśmy niczego nie traktowali śmiertelnie poważnie, pisarz często mruga do nas okiem rozcieńczając epicką, gęstą od wielu nachodzących na siebie wątków fabułę dużą dawką świetnego humoru, dającego się porównać z „Paragrafem 22” w wersji light. |
| czytaj dalej |
|
Załoga G — Marcin „Malin” Malinowski
| Karaibska krucjata to znakomicie, z wielką swadą, fantazją i rozmachem napisana powieść, którą czyta się jednym tchem. Bardzo wiele uroku dodaje jej humor aplikowany w odpowiednich miejscach i dawkach. Przeczytanie książki zajęło mi jeden wieczór. Usiadłem, zacząłem i nie mogłem nie przeczytać całej od razu. Nie da się po prostu od niej oderwać. |
| czytaj dalej |
|
|
|
|