|
|
 |
![[RÓŻA SELERBERGU]](http://runa.pl/okladki/roza_selerbergu.jpg) ISBN: 83-89595-27-3 Liczba stron: 336 Wymiary: 125×185 mm Okładka: miękka Ilustracja na okładce: Joanna Michalak Ilustracje wewnętrzne: Joanna Michalak Data i miejsce wydania: Warszawa, 2 czerwca 2006 r. --- NAKŁAD wydania 1 WYCZERPANY ---
W sprzedaży dostępne jest drugie wydanie „Róży Selerbergu”.
„Selerbergiada” — szok, drogi i rock and roll, czyli „ach, ta dzisiejsza młodzież” w wydaniu fantasy.
Kiedy jest się niekonwencjonalnym arystokratą, eksporterem kocimiętki, szczęśliwym posiadaczem nietypowego personelu dworskiego oraz pary bliźniąt w najpotworniejszej fazie dojrzewania, należy być baaardzo ostrożnym, gdyż życie jest pełne pułapek i groźnego koloru różowego. Homo hominis sapiens aqua minerale — jak mawia landgraf von Selerberg, któremu przydarzyły się te i kilka innych rzeczy. Co zrobił selerberski kowal z połówką krowy? Jakie artykuły można znaleźć w czasopiśmie „Nowoczesny Barbakan”? Co to jest wilkołąk? Na te pytania można znaleźć odpowiedzi w książce RÓŻA SELERBERGU.
Poza wesołą rodzinką von Selerbergów wystąpią także gościnnie kudłate smoki z Lengorchii w wersji bieżnikowanej (czytaj: odświeżonej):
„Przyczajony rycerz, ukryty smok”, czyli romantyczno-prześmiewcza wyprawa poszukiwawcza; zagwarantowane smoki, skarby, zbójcy i bonus w postaci kota.
Tradycja przeznacza siódmemu synowi niezwykłe przygody i czyny nadzwyczajne. Nigdy nikomu nie przyszło do głowy spytać owego bohatera, czy jest mu to na rękę. Eril Stabort wolałby żyć sobie cicho i spokojnie jako syn czwarty, piąty, albo wręcz jako jedynak — poza zasięgiem oka ironicznej Fortuny. Niestety, mimo wielu środków ostrożności, nie zdoła umknąć przeznaczeniu. Pewnego dnia budzi się ze strasznym kacem, dowiadując się z przerażeniem, iż właśnie poręczył słowem, honorem (i pieniędzmi), że zabije grasującego w okolicy smoka.
„Saga o ludziach MOD-u”, czyli sceny z życia smokobójców.
„Podaj swój PESEL, przebrzydła poczwaro!!!”
Panta rhei. Minęły już romantyczne czasy, kiedy rycerz samowtór z giermkiem stawał walecznie przeciw smoczej bestii. Dziś zarówno smok, jak i smokobójca mają numery ewidencyjne. Smoker płaci daninę skarbówce, a smok nie robi tego tylko dlatego, że wykazuje zerowe przychody. Co jednak się dzieje, kiedy smok nielegalnie dokona zaboru mienia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub w podobny sposób przekroczy prawo? Wtedy do akcji wkraczają chłopcy (lub dziewczyny) z Miejskiego Oddziału Drakonizacyjnego!
Zobacz ilustracje wewnętrzne autorstwa Joanny Michalak.
Za jedno z opowiadań zawartych w tej książce, „Pierścień dla bestii”, autorka uzyskała nominację do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla.
Zobacz fanfiki Kronik Drugiego Kręgu, wyróżnione przez autorkę w konkursie ZMIERZ SIĘ Z BOHATERAMI KSIĄŻEK EWY BIAŁOŁĘCKIEJ.
Patronat medialny:
![[Inny Świat]](/obrazki/inny_swiat.gif)

Część III — Saga o ludziach MOD-u
PROFESJONALNY ZABÓJCA SMOKÓW
Wójt wsi Lubawa stał na ulicy szumnie zwanej Główną i, zadzierając głowę, z niejakim trudem odcyfrowywał litery na szyldzie.
— M...
— O...
— D...
— Mod. — Wójt zmarszczył krzaczaste brwi i z frasunkiem podrapał się po potylicy. Jako człowiek bywały w świecie znał słowo „moda” i wiedział, że oznacza kiecki, czepeczki i takie tam różne fatałaszki, stanowiące treść życia jego żony i córek. Źle trafił? Wszak dopytywał się w mieście o smokobójcę i wszyscy kierowali go właśnie tutaj. Nawet wywieszka się zgadzała — smok był na niej wymalowany jak ta lala, całkiem do prawdziwego podobny. Ale co miała moda do smoków czy smoki do mody? Smoki w kieckach nie chodzą. Może miastowi kpili sobie z kmiotka i to jednak krawiec? Raz kozie śmierć, wójt postanowił wejść do środka. |
| czytaj dalej |
|
Część II — Przyczajony rycerz, ukryty smok
SMOK
Słyszy się rozmaite bajędy, że niby siódmy syn w rodzinie przeznaczony jest do rzeczy wielkich i niezwykłych. A to sobie jaką poczwarę ubije, a to zbójców rozgromi, czarnoksiężnika okpi, albo przeciwnie — na jego wdzięczność dozgonną zasłuży. A już rozmaici królowie, książęta i lordowie na wyprzódki wpychają takiemu bohaterowi ręce swoich córek, oczywiście tych najmłodszych i najpiękniejszych. Nigdy żaden z owych synów siódemką szczęśliwą naznaczonych nie musiał nadstawiać głowy za garść srebra; deliberować, czym zapłacić za obrok dla swego cudownego rumaka; nie odkrywał dziur w podeszwach butów ani nie opuszczał świtkiem gospody przez okienko, zostawiając za sobą deskę kredą poznaczoną na podobieństwo drabiny do nieba. Tak jednak w życiu bywa, że i siódmym synom owe nieszczęścia się przydarzają, jak całkiem zwykłym śmiertelnikom. Wiem o tym dobrze, bo przede mną mateczka na świat wydała sześciu chłopaków. Ja jestem ten siódmy... i do tego idiota. |
| czytaj dalej |
|
Część I — Selerbergiada
RÓŻA SELERBERGU CZYLI ROMANS PSYCHODELICZNY
Selerberg był zamkiem małym, ale bardzo przyzwoitym i z zasadami, co oznaczało, że posiadał wystarczająco dużo „zamkowatości”, żeby byle chłystek w hełmie przerobionym z garnka i drucianej kolczudze (czyli zrobionej z drutu na drutach przez zapobiegliwą mamusię, jak to bywało zwyczajem w okolicy) nie bałaganił mu pod bramami. Wieżę miał jedną, ale za to strzelistą jak się patrzy, fosę należycie głęboką i wysypaną na dnie ładnie zagrabionym piaseczkiem, bramę z kratownicą — co prawda się nie opuszczała, ale była naprawdę bardzo dobrą atrapą, choć nieco przykrótką, i landgraf von Selerberg za owe pół kraty zapłacił kowalowi pół krowy. Co prawda przy odbiorze należności odbyła się burzliwa dyskusja, które pół jest czyje. |
| czytaj dalej |
|

Qfant — Natalia Bieniaszewska
| Otóż, proszę Państwa, tam smoki są przede wszystkim bardzo kudłate, a do tego szczwane i wygadane. Dodatkowo zaś podlegają rejestracji i mają numery ewidencyjne. Jeśli chodzi o rycerzy, nie zajmują się ich zabijaniem, ale sprowadzaniem co bardziej łobuzerskich potworów na drogę cnoty (przynajmniej w większości przypadków). A co do zamków… dzięki uprzejmości wydawnictwa Runa mamy okazję zajrzeć do absolutnie najbardziej zwariowanego dworzyszcza we wszystkich możliwych wymiarach. Należy ono do rodziny von Selerbergów, która, oprócz wspomnianej budowli, posiada także źródło wody mineralnej (na eksport), nieco stukniętego alchemika (poszukującego kamienia teozoficznego) i stale zbuntowane, nastoletnie bliźnięta, Ricky’ego i Marge. |
| czytaj dalej |
|
gram.pl — Trashka
Nieczęsto zdarza się, że twórcy niemal nieustannie udaje się rozbawiać czytelników, łamać stereotypy i konwencjonalne przyzwyczajenia. Poprzez wyodrębnienie humorystycznych aspektów Białołęcka pokazuje w utworach śmieszność tychże przyzwyczajeń. Czy amant zawsze musi być twardym herosem, a każde dziewczę - mdłe i delikatne? Czy ktoś przestaje być kobietą, bo lubi przywalić z pełną parą? Francuska bielizna i bokserskie rękawice mogą należeć do jednej osoby.
Czy smoki są zawsze „złe”? Może są po prostu „inne”? Istoty różne od siebie, o odmiennych przyzwyczajeniach i upodobaniach również mogą się przyjaźnić, choć jest to relacja równie prosta jak dziesięć metrów sznurka w kieszeni. W „Róży Selerbergu” tradycyjni adwersarze odkładają wojenne topory i próbują poznać swoje punkty widzenia. |
| czytaj dalej |
|
Fahrenheit — Tomasz Marcinkowski
| Czy spotkaliście kiedyś w tramwaju trzydziestoparoletniego faceta, zaczytanego w... Nie, nie tylko zaczytanego; rozchichotanego nad książką o okładce w kolorze majtkowego różu, z rysunkiem niekompletnie ubranej panienki w rękawicach bokserskich? Widok musiał być zabawny, ale „Róża Selerbergu” wciąga na tyle, że po parunastu kartkach przestałem się przejmować spojrzeniami współpasażerów. |
| czytaj dalej |
|
Katedra — Achmed
| Wysublimowana demonica z dziecinnym hobby oraz poważnymi problemami emocjonalnymi, a także działające odświeżająco — i otrzeźwiająco — ukazanie ludzkich zachowań z perspektywy smoka. To tylko niektóre atrakcje tomiku zatytułowanego „Róża Selerbergu”. Autorka omawianego zbioru opowiadań, Ewa Białołęcka, dołożyła starań, by czas przy lekturze jej najnowszej książki nie dłużył się; dlatego na niskie stężenie pomysłów przypadających na jedną stronę w którejkolwiek z dziesięciu krótkich form raczej nikt nie powinien narzekać. |
| czytaj dalej |
|
Avatarae — Adrian Tomczyk
| Dość regularnie ukazujące się książki Ewy Białołęckiej potwierdzają, że jest ona wciąż pierwszą damą polskiej fantasy, jak niegdyś została nazwana. I wszystko jedno, czy są to przerobione starsze znane już teksty, czy nowe, prezentowane po raz pierwszy, zawsze jest to ciekawa proza, wyróżniająca się wśród masowej produkcji tego gatunku, a jednocześnie wierna standardom ukształtowanym przed wielu laty przez najlepszych przedstawicieli fantasy. |
| czytaj dalej |
|
Klub Literacki „LITERA” — Magdalena Gorzelak
| Przede wszystkim jednak zwrócić musimy uwagę na fakt, iż książka ta jest wyrazem nie tylko niezwykłej wyobraźni i pomysłowości autorki, bo nade wszystko jest dowodem na jej ogromną inteligencję. Rzadko kiedy zdarza się bowiem, że pisarz potrafi przez tak dużą ilość tekstu nieustannie bawić i zaskakiwać czytelnika. Łamiąc wszelkie, konwencjonalne wyobrażenia na temat smoków, czarowników i magicznych rekwizytów autorka w doskonały sposób tłumaczy ich bezsens i niekiedy śmieszność, podsuwając nowe i bardziej humanitarne rozwiązania. |
| czytaj dalej |
|
Inny Świat — Gryf
| Cały zbiorek znacznie odbiega od dotychczasowego dorobku autorki zarówno jak chodzi o formę jak i treść. Styl jest dużo lżejszy — a w przypadku części pierwszej można go nazwać wręcz „luzackim”. Piękny, niczym nieskrępowany świat eklektyzmu, parodii i zapożyczeń. Przytoczona na początku mądrość głosząca, iż nie należy oceniać książki po okładce zdaje się zupełnie do „Selerbergiady” nie pasować, ta bowiem w tym przypadku ilustruje wnętrze z radosną dosłownością znaną z okładek serii Świata Dysku — owszem, wystąpi seksowna panienka w rękawicach bokserskich, owszem, będą latające serduszka oraz sporo różu. Dla zniesmaczonych tym wszystkim miłośników mroku, bólu i cierpienia dodam, że wystąpią też demony, Wielki Cthulhu, a nawet Józef Stalin we własnej osobie. Po zestawieniu wszystkich tych elementów wyłania się obraz czegoś, co przywodzi na myśl mieszankę świata Pratchettowskiego i licealnych romansideł w rodzaju Beverly Hills 90210. |
| czytaj dalej |
|
Wirtualna Polska — Marzena Kowalska
| Autorce udało się nie tylko zawiązać intrygującą fabułę, stworzyć ponownie jakże odmienne od poprzednich osobowości, lecz przede wszystkim ofiarować czytelnikom coś naprawdę lekkiego oraz odmiennego, w sam raz na lato. Choć na całą tę porę roku na pewno nie wystarczy, bo książkę niestety połyka się za jednym zamachem. Perypetie wyśmiewanej księżniczki oraz adorowanego księcia, przypaść mogą do gustu zarówno ortodoksyjnym „wyznawcom” fantasy, jak i „potteromaniakom”, bo podobieństw, prawdopodobnie aż nazbyt zamierzonych, w tej powieści wiele. A gdy jeszcze pod całą lekkością fabuły, odkryjecie pewne prawdy dotyczące związków, dojrzewania i piękna odmienności — cóż, cel autorki, prawdopodobnie wypełniony! Tylko co minister Giertych na to? Oj nie wiem... Bo może to nie jest wiekopomne dzieło, ale napisać dobry utwór prześmiewczy jest wielką sztuką! |
| czytaj dalej |
|
Załoga G — Daga Gorczyńska
Czytając Selerbergiadę, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to pastisz, parodia dzienników sfrustrowanych nastolatek i młodych panien, coś jak Bridget Jones. Tyle, że pastisz Białołęckiej jest naprawdę śmieszny, a nie śmieszny przez łzy. Jeśli będziecie ronić łzy, to nie ze współczucia i grozy, że takie Bridgetowate panienki istnieją naprawdę, ale ze szczerego, niepohamowanego śmiechu, lepiej więc zaopatrzcie się w pudełko chusteczek.
[...]
Nie mniej zabawne są pozostałe części książki: druga (Przyczajony rycerz, ukryty smok) — nowa wersja szewczyka Dratewki, o rycerzu Erilu, który podróżuje ze smoczycą w ciele człowieka, mając ją za rusałkę (interesująco rozwiązana narracja, historia opisywana raz z punktu widzenia Erila, raz z punktu widzenia smoczycy); i trzecia (Saga o ludziach MOD-u) — o agencji profesjonalnych (sic!) zabójców smoków. |
| czytaj dalej |
|
Czytelnia.Onet.pl — Monika Frenkiel
Nowa książka pierwszej damy polskiej fantastyki, Ewy Białołęckiej. Tym razem nie ma tu żadnych Tkaczy Iluzji, chociaż znajdziemy smoki w wersji bieżnikowanej, czyli — jak pisze sama autorka — nieco odnowionej. [...]
Całość jest lekka, sympatyczna, a nawet urocza. Po prostu słodka, jak różowa mgiełka i czerwone serduszka na Walentynki. Żadnych krwawych jatek (z drobnymi, naprawdę, wyjątkami), żadnych smutów i żali, żadnych superbohaterów i przesłań dla ludzkości. To proza z przymrużeniem oka, dla dorosłych i tych nieco młodszych płci obu, akurat na letnie popołudnia nad basenem. |
| czytaj dalej |
|
Esensja — Agnieszka Szady
| Premiera „Róży Selerbergu” to dobra wiadomość dla miłośników wesołej fantastyki, mieszającej czary z rzeczywistością zbliżoną do naszej. Oto nadciąga hrabiowskie rodzeństwo, aby pokazać, jak magicznie zemścić się na wrednej koleżance z klasy i w jakim celu korzysta się z usług wilkołąka. Dla miłośników lengorchiańskich klimatów mamy kudłate smoki w różnych wcieleniach. Jednym słowem — nowa książka Ewy Białołęckiej w całej krasie. |
| czytaj dalej |
|
Katedra — Tymoteusz „Shadowmage” Wronka
| Niewątpliwą zaletą omawianego zbioru są umiejętności pisarskie jego autorki. Ewa Białołęcka prezentuje w nim wszystkie te zalety, które znane są z jej wcześniejszych książek — umiejętność budowy nastroju, sprawne i treściwe przedstawianie fabuły, ciepły, pogodny klimat, a nade wszystko niezwykłą lekkość pióra, dzięki której czytelnik zatapia się w lekturze i nie zwraca uwagi na to, co się wokół niego dzieje. |
| czytaj dalej |
|
|
|
|