W EPIZODACH WYSTĄPILI...
Och, nie chcę wam psuć zabawy w wyszukiwanie, piszę tu tylko o pewnych nieścisłościach, których się haniebnie, a co gorsza zupełnie świadomie i z premedytacją, dopuściłem. I tak na przykład cały skład Magic Gangu, z wyjątkiem Maskelyne'a i Knoxa to mój wymysł. Pozwoliłem sobie na to wyłącznie dlatego, że nazwiska prawdziwych członków oddziału są, nie wiedzieć czemu, owiane tajemnicą. Są nawet historycy twierdzący, że nie było czegoś takiego jak MG — że Maskelyne przy każdej misji pracował z innymi ludźmi z pionu inżynieryjnego. Nie wiem jak was, ale mnie to nieszczególnie przekonuje (podobnie zresztą jak twórców filmiku, który macie w częściach w galerii).
Stąd moja, przyznacie wesoła, trzódka. Część z nich jeszcze się pojawi, choć zamierzam dokonać paru przetasowań i przedstawić wam jeszcze kilku „prawdziwych” magików. Jak? Zobaczycie.
W opowieści Zumbacha z kolei pojawia się widmowa Jasta 11 samego Czerwonego Barona. I póki co wszystko w porządku, tyle że wcale nie mam pewności czy, jak to napisałem, czerwony trójpłatowy Fokker rzeczywiście powinien być wtedy — jak ten Highlander — tylko jeden. Prawda jest bowiem taka, że wykorzystując symbol, jakim stał się samolot barona Richtchofena, Niemcy naprodukowali podobnych maszyn kilkadziesiąt i rozpuścili po niebie jak latawce. To między innymi prowadziło do wielu nieporozumień, bo każdy, kto zestrzelił czerwonego Fokkera D chwalił się wszem i wobec, że strącił z nieba asa nad asy.
Czy w samej Jaście 11 był tylko jeden taki samolot? Naprawdę nie wiem. Ale na miejscu Richtchofena przynajmniej własnym podkomendnym nie dawałbym szargać własnej legendy.
Wreszcie opowieść Leni. W pewnej chwili na przyjęciu u Goebbelsów Leni poznaje doktora Sorge'a i rozmawia z nim na temat filmu w którym miała zagrać — opowieści szpiegowskiej zatytułowanej „Monsieur Doctor”.
Rzeczywiście Leni miała zagrać w czymś takim i rzeczywiście była we wskazanym czasie na przyjęciu u Goebbelsa, tyle, że... nie mogło tam być doktora Sorge'a, który zjawił się w Berlinie dopiero kilka miesięcy później. Ten słynny protoplasta Bonda (Fleming opierał się na nim tworząc swojego 007), radziecki podwójny agent, którego zadaniem było przeniknąć do wywiadu niemieckiego i trafić na placówkę na daleki wschód, miał co prawda szansę później, by spotkać się z Leni, ale nie wiem czy takie spotkanie miało miejsce. Wiadomo, że miał skłonność do pięknych, eleganckich kobiet i że lubił kino. Cóż, tyle pisarzowi wystarczy...
Aha, w ramach ciekawostki powiem, że Leni poznała innego doktora Sorge'a na Grenlandii. Takie nazwisko nosił bowiem badacz lodowców, który mało nie zginął podczas realizacji filmu „S.O.S Eisberg”.
Film skądinąd bardzo fajny, lepszy niż wychwalane przez Tarantino „Białe piekło Pitz Palü” Pabsta.
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.