ODPOWIEDZI
Kości zostały rzucone
W Plagach jedna z postaci mówi: „Widzę, że kości już dawno zostały rzucone!”. Można zastanawiać się, czy Słowianie znali już to słynne powiedzenie Juliusza Cezara. Mnie jednak ważniejsze wydaje się pytania, czy tylko Juliusz Cezar miał prawo to powiedzieć. Przecież Słowianie też znali grę w kości. Niektórzy historycy, i nie tylko oni, zbyt dużą wagę przywiązują do źródeł. Stanowisko, że jeżeli w źródle czegoś nie ma, to nie mogło się wydarzyć, jest mi obce. Oczywiście do pewnych granic. Trudno jednak te granice wyznaczyć. To taka cienka niebieska linia (jak mówił Rowan Atkinson), której nie należy przekraczać. Nie można dać się jednak omamić wyłącznie źródłom pisanym. Jest jeszcze interdyscyplinarność, która bardzo pomaga historykom we Francji i Anglii i działa na ich wyobraźnię, jest także poznawanie historii przez skojarzenie czasu i przestrzeni. Warto o tym pamiętać.
Na marginesie: zastanawia mnie, jak bardzo ludzie średniowiecza oszukiwali chociażby podczas gry w kości. Demonologia wskazuje, że za pomocą czarów próbowali przechytrzyć los. Z jakim skutkiem? Tego trudno domyśleć się nawet w Plagach ...
Monstrancje
Pierwsze naczynia, w których wystawiono hostie, używane były już w XII wieku.
Szymon, opat St. Albans w latach 1166-83, podarował opactwu kosztowne naczynie, ozdobione scenami przedstawiającymi pasję Chrystusa, które miało być używane w niedzielę palmową „tak, by wierni mogli zobaczyć, z jak wielką czcią należy traktować ciało Chrystusa, który w tym czasie ofiarował siebie na krzyżu” („Gesta Abbatum”, Rolls Series, I, 191-92) (Catholic Encyclopedia; tłumaczenie własne).
Wydaje się, że taki zwyczaj prezentowania Ciała Bożego przyjął się powszechnie w wieku XIII. Monstrancje należy jednak oddzielić od hostii; dotyczące ich zwyczaje, np. kwestie przechowywania, były nieco odmienne.
Przebieg krucjaty w 1147 roku na Połabiu
Wsparcie Duńczyków i to, że zostali zdradzeni, jest prawdą. Ale na pytanie: jak odpowiadam już wyłącznie fikcją. Zmieniłem też nieco drogi krzyżowców, ale niezbyt drastycznie. Autentyczne są natomiast: most pod Boizenburgiem, informacja, że właśnie tam Sasi dowiedzieli się o napaści Niklota oraz to, że Albrecht dotarł aż do Szczecina.
Gudełki
Nie wnikałem w pochodzenie nazwy tych demonicznych istot, które lubiły nocami wychodzić na brzeg, czasami zwabić jakiegoś zbłąkanego rycerza i torturować go, a potem wciągnąć go do swojego podwodnego królestwa. Nazwę podaję za Andrzejem Szyjewskim i jego zestawieniem gwiazd z tzw. sceny mitologii słowiańskiej. Inne określenia tych bab wodnych, to (w zależności od miejsca występowania): bogunki, kupałki, majki, cioty, wodne panny.
Można przy okazji podkreślić, że w zależności od geografii nazwa tego samego demona może się zmieniać przy zachowaniu tych samych cech. Występuje także odwrotna sytuacja, gdzie imię demona pozostaje bez zmian bez względu na obszar, ale zmieniają się jego zdolności.
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.