POTRAWKA Z ŻEROMSKIEGO
O źródłach zombiezacji klasyki polskiej
Czemuż ja to czynię? Skąd wzięło się „Przedwiośnie żywych trupów”? Dlaczego robię to polskiej literaturze, czemuż żeruję na biednym Stefanie (tak się z nim zżyłem przez te miesiące, że pozwoliłem sobie jednostronnie przejść na Ty), zamiast uczciwie usiąść i napisać coś własnego? Najprościej odpowiedzieć na to ostatnie — bo po prostu chyba jeszcze nie czuję się na siłach. Za rok, dwa, trzy może znajdę dość odwagi i czasu by wydobyć z siebie coś w pełni autorskiego (pomysłów nawet trochę mam), ale na razie łatwiej żerować na cudzym. To i żeruję.
Sama idea narastała we mnie stopniowo. Najpierw podczas zeszłorocznych wakacji w Stanach zobaczyłem księgarnie zasypane „Dumą, uprzedzeniem i zombie” i sam pomysł takiego pomieszania bardzo mi się spodobał. Niech sobie tam inni wieszczą degrengoladę i pożeranie własnego ogona (pewnie znajdę to i w recenzjach w najbliższych miesiącach), ale ja lubię takie kulturalne bigosy, wszelkiego rodzaju crossovery, pastisze, rozwinięcia, ciągi dalsze i wszystko co wynika z fabułek na drugim, trzecim piętrze. Od dekad już jestem nałogiem kontynuacji, komiksów, seriali telewizyjnych, itp. I w tej mojej fascynacji takimiż pierdółkami nagle pojawiło się zupełnie nowe zjawisko. Literacki odpowiednik muzycznych remiksów. Super.
No i wróciłem z wakacji i ciekaw byłem bardzo, kiedy ta moda dotrze do nas. I minął tydzień, miesiąc, drugi, a tu nic. A przecież potencjał w naszej klasyce literackiej mamy przeogromny. Więc czekałem. Czasem tylko z przyjaciółmi przerzucaliśmy się tytułami możliwych polskich mash-upów. I jedno z wymyślonych przeze mnie naprędce haseł — „Przedwiośnie żywych trupów” jakoś we mnie utkwiło. I zaczęło mnie przeżerać od środka. I mijały kolejne tygodnie, miesiące. Coraz mocniej zaczęła narastać we mnie myśl, że jeśli nie ja, to kto? Tylko nie teraz, bo nie mam kiedy. Bo tu rodzina, tam jakieś fuchy w telewizorze, tu piszę leksykony, tam jestem redaktorem. No nie mam kiedy! Zgodnie więc ze starą żydowską anegdotą, w której rabin rodzinie żyjącej w wielkim ścisku doradza kupno kozy, zacząłem szukać wydawcy. No i spotkałem się z Anią. Ta doceniła „finezję, błyskotliwość i głębię” mojej idei i już. Podpisaliśmy umowę, ustaliliśmy deadline i poszło. Oczywiście, nie żebym kiedykolwiek w życiu dotrzymał jakiegoś deadline'u na książkę, ale sama świadomość jego istnienia spowodowała, że zanurzyłem się w dzieła Żeromskiego i najróżniejsze opracowania jego biografii. A potem już było z górki. I powieść gotowa. I tak właśnie w skrócie wyglądały intencje powstawania „Przedwiośnia żywych trupów”.
Kamil Śmiałkowski
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.