Recenzja wyróżniona w konkursie Zrecenzuj powieść Runy! zorganizowanym we współpracy z serwisem Poltergeist.
RECENZJA POWIEŚCI „Królikarnia” Macieja Guzka
Autor: Capricornus
Człowiek ma bardzo szerokie — boję się powiedzieć, że nieograniczone, więc będę się asekurował — zdolności adaptacyjne i umiejętność przyjmowania za oczywistość otaczających go cudów. Choć większość z nas nie ma pojęcia, dlaczego na przykład drzewo rośnie, przyjmuje za oczywistość, że z roku na rok jest wyższe i ma grubszy pień. Choć większość z nas nie potrafi wyjaśnić, dlaczego ptak lata, to za zupełnie oczywiste przyjmuje, ze latają nie tylko ptaki (bo to wszak stworzenia lekkiego kalibru), ale że wznoszą się w przestworza wielotonowe samoloty. A jeśli już jesteśmy przy technice, to większość z nas, używając codziennie telefonu komórkowego czy komputera, zupełnie nie zastanawia się (i nie wie), jak i dlaczego one działają. Ale że są i działają przyjmujemy za pewnik, jakby działo się tak przynajmniej od początku świata. Nie wspomnę już o takim drobiazgu, że chyba nikt nie potrafi wyjaśnić, czym właściwie jest życie, a pomimo tego wszyscy traktujemy je jako coś w oczywisty sposób zwyczajnego, a co poniektórzy zaś bez większego zastanowienia pozbawiają tego życia inne istoty.
Cuda otaczają nas zewsząd — i te, które zastaliśmy przychodząc na ten świat, i te, które stworzyliśmy sami. Ale ze względu na to, że obcujemy z nimi na co dzień, spowszedniały nam one, zezwyczajniały, utraciły w naszych oczach walor swej cudowności. Na niwie krajowej literatury fantastycznej krucjatę przeciwko temu procesowi, zobojętniającemu nas na świat i zabijającemu naszą wrażliwość, podjął Maciej Guzek. Zamiast mieczem posłużył się piórem, a raczej — jak mniemam — klawiaturą podłączoną gdzie należy, wytwarzając za pomocą tego narzędzia broń masowego rażenia w postaci zbioru opowiadań pt. Królikarnia. Kilka z zawartych w nim tekstów (z tytułowym na czele) znanych już było z publikacji w NF, ale dopiero zebranie ich w całość i uzupełnienie o kolejne, w pełni odzwierciedla szerszy zamysł autora. Ową krucjatę mianowicie.
W kolejnych odsłonach Guzek pokazuje, jak do dobrze znanej nam rzeczywistości, pełnej — jako się rzekło — spowszedniałych cudów, przenika rzeczywistość magiczna, pełna cudów świeżych, dziwów zupełnie nieznanych i niezrozumiałych. I co się dzieje? Czy następuje jakieś radykalne przewartościowanie ludzkich motywów, dążeń, pragnień, zmiana w dotychczasowej kondycji człowieczej natury? Czy otwarcie przejść do innego, magicznego świata otwiera też ludzkie oczy? Początkowo tak, ale tylko początkowo. Przesiąknięci pseudoracjonalizmem ludzie w momentach pierwszych przebić magii ze świata po drugiej stronie lustra wykazują odruchowy opór, nie przyjmują do wiadomości faktów, poszukują wytłumaczeń w sferze zaburzeń psychicznych. Ten etap spotkań obu światów ilustruje otwierająca zbiór Guzka mikropowieść „A wy nie chcecie uciekać stąd?”. Po pierwszych, można powiedzieć spontanicznych, kontaktach pomiędzy ludźmi stąd i istotami stamtąd, kontrolę nad owymi kontaktami przejmują służby specjalne i bardzo specjalne. Sprowadzane z drugiej strony artefakty czy istoty mają w pierwszym rzędzie posłużyć jako tajna broń, zaś społeczeństwo pozostaje utrzymywane w stanie daleko posuniętej niewiedzy („Skarby”). A potem jest już coraz zwyczajniej. Do konsumpcji owoców eksploracji magicznego świata, łączącego się z naszym poprzez znane z „Alicji” Lewisa Carolla „królicze nory” (rabbithole), dopuszczane są kolejne kręgi społeczeństwa. W końcu każdy w jakiś sposób korzysta z importowanej magii, tudzież przesiąkniętych nią artefaktów, zaprzęgając je do realizacji własnych, często zupełnie przyziemnych celów. To, co jeszcze wczoraj było nadzwyczajne i cudowne, dziś jest już tylko elementem powszedniej zwyczajności: cudowne zwierciadła, latające dywany, niszczycielskie dżiny w butelce. Służą one już nie tylko celom wojskowym, ale powszechnemu rozwojowi gospodarczemu, wspierają ludzi w różnych sferach ich życia i działania. Oczywiście także w tych sferach jak najbardziej przestępczych. Do eksploracji świata po drugiej stronie lustra zostaje powołana specjalna jednostka wojskowa zwana Królikarnią. A rekrutowani są do niej jedynie starannie wyselekcjonowani kandydaci. I to często zupełnie wbrew swej woli („Królikarnia”). Napędzana magią gospodarka kwitnie, ludziom żyje się coraz lepiej i za coraz bardziej oczywiste uznają wszystkie magiczne moce i przedmioty, tak jak wcześniej uznawali niezrozumiałe dla nich wytwory nowoczesnej technologii. Co prawda, zdarza się, że i siły z tego drugiego świata próbują wykorzystywać nasz świat i jego mieszkańców, lecz na drodze tym zakusom staje coraz sprawniejsza Królikarnia, której działania wspiera między innymi demoniczny Kapelusznik („Brudne brzegi”, „Tyle co nic”). Jednostka ta poważa się na coraz odważniejsze przedsięwzięcia, ze sprowadzeniem z zaświatów mistrza Twardowskiego włącznie, co ma posłużyć wzmocnieniu sił stojących na straży legalnego i kontrolowanego wykorzystywania magii („Reorientacje”). W końcu zakłada nawet po drugiej stronie kolonie, opodatkowuje tamtejszych mieszkańców i urządza safari z polowaniem na magiczne zwierzęta („Koncesja”). A więc ostatecznie wszelkie magiczne i ezoteryczne cuda zostają sprowadzone do roli przedmiotów użytecznych, odarte z tajemnicy, postawione przez człowieka w szeregu rzeczy jak najbardziej zwyczajnych. Naświetlony na wstępie proces spowszedniania cudów zadziałał w sposób wzorcowy.
Maciej Guzek opisuje i analizuje to wszystko, aby odwrócić ten proces w... czytelnikach Królikarni”. Aby ukazując im spowszedniałe wytwory magii, zwrócić ich uwagę na równie spowszedniałe cudowności otaczającego nas świata. Swoje przemyślenia i idee ubiera w niezwykle atrakcyjną formę nowoczesnej, przygodowej urban fantasy, przyprawionej kryminałem i melodramatem, dynamiczną akcją i arsenałem gadżetów, w sporej części militarnych. Szczególnej specyfiki i niepowtarzalnego uroku (szczególnie dla przesiąkniętych lokalnym patriotyzmem czytelników) nadaje zbiorowi Guzka umiejscowienie fabuł w naszym kraju. Uczynienie z Polski globalnego mocarstwa, które swą aktualną dominującą pozycję na świecie zawdzięcza monopolowi na bezpośrednie kontakty z „krainą czarów”. Autor idzie jeszcze dalej: za centrum tej nowej, wielkiej Rzeczpospolitej obiera rodzinne miasto Poznań. Wszystko to generuje wiele zabawnych sytuacji i pozwala czytelnikowi łatwo odnaleźć się w świecie przedstawionym w Królikarni. A tym samym pozbyć się wszelkich kompleksów wobec „wielkiego świata”. Szczególnie po przeczytaniu zdań w rodzaju: „największe kariery na Ziemi robiło się teraz w wiszących miastach Poznania i Warszawy, a Amerykanie, Niemcy i Chińczycy, wpatrzeni w podręczniki do nauki języka, klnąc, powtarzali: W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie.”
Oryginalne poczucie humoru autora przejawia się na rozmaite sposoby i pozwala uczynić lekturę szybką i przyjemną. Nie zwalnia jednak od myślenia, wymaga bowiem częstokroć pewnego intelektualnego zaangażowania i określonego stopnia oczytania, co pozwala wyłapać liczne literackie odniesienia i smaczki poumieszczane w tekście. A refleksje, z tą na temat miejsca i roli cudów w naszym życiu na czele, nasuwają się nieuchronnie. Dzięki umiejętnej konstrukcji poszczególnych tekstów, idee zawarte w „Królikarni” można odbierać na różnych poziomach percepcji, jest więc ona lekturą dla bardzo szerokiego grona czytelników, nie tylko miłośników fantastyki zresztą. Zbiór Guzka stanowi dobry przykład literatury popularnej, która obok niezaprzeczalnych walorów rozrywkowych, niesie ze sobą intrygujące idee i niebanalne przesłanie. I choć nie wiemy zbyt dobrze, jak ten cud zaistniał i w jaki dokładnie sposób działa, to korzystajmy z niego na co dzień. Bo to jest doskonała literacka „królicza nora” do świata nieskrępowanej wyobraźni.
|