[Banner: Marcin Wełnicki — TESTAMENT DAMOKLESA]
[MENU]
[Strona Główna]
[Książki]
[Tapety]
Pakiety książek, koszulki
[Zapowiedzi]
[Autorzy]
[Jak kupować]
[O firmie]
[Kontakt]
[Nadsyłanie prac]
[ZNAJDŹ NA STRONIE]
[NEWSLETTER]

[RSS] Co to jest RSS?
[NAPISALI O NAS]


[Aukcje Runy na Allegro]
[WSPÓŁPRACA]

CZYTELNICY

MEDIA I PORTALE

[STRONY AUTORÓW]

Ewa Białołęcka

Jakub Ćwiek — blog

Eugeniusz Dębski

Maciej Guzek — blog

Aleksandra Janusz

Mariusz Kaszyński — blog

Zoran Krušvar — blog

Tomasz Pacyński

Wawrzyniec Podrzucki

Magdalena Salik — blog

[STRONY GRAFIKÓW]

Anna Augustyniak

Dagmara Matuszak

Monika Rokicka

Artur Sadłos

Przemysław Truściński

Anna W. — KLUB WAMPIROBÓJCÓW

W kominku płonął ogień, ogrzewając trzech obecnych w izbie młodych mężczyzn. Spotkali się, by przy piwie powspominać stare, dobre czasy, gdy włóczyli się z przyjaciółmi po lasach i gościńcach.

— Wiesz, Promień, czasem ci zazdroszczę. Dom, żona, syn... Masz do czego wracać.

— Wracać? Ależ ja się nigdzie nie wybieram.

— Ale gdybyś był Wędrowcem, to zawsze mógłbyś skoczyć gdzieś na chwilkę na piwko albo na randkę z piękną królewną Janą...

— Wiesz co, Gryf? Jesteś niekonsekwentny. — zauważył trzeci z mężczyzn. — Najpierw twierdzisz, że zazdrościsz mu stabilizacji, a potem wyjeżdżasz z jakimś skokiem w bok.

— Taki już, niestety, jestem, drogi Wężowniku. — Gryf westchnął teatralnie. — No to wypijmy za rodzinę Promienia!

Stuknęli się kubkami i nagle przed oczami stanęła im ciemność.


* * *


Krysia Trzaskalska wracała z dodatkowej lekcji rosyjskiego o nienormalnie późnej porze. Było zimno, a wiatr rozwiewał jej fantazyjnie ostrzyżone włosy koloru blond. Skuliła się w ciepłej kurtce. Drżała nie tylko z zimna, ale i ze strachu, bo zaczynało już robić się ciemno. A noc to pora wampirów, nie ludzi. Modliła się w duchu, żeby nic się nie stało, gdy nagle z tyłu chwyciły ją czyjeś silne ramiona. Ktoś zerwał jej szalik. Poczuła trupi oddech na szyi...

Nagle coś huknęło. Krysia otworzyła oczy. Kilkanaście metrów od niej, na poboczu drogi, stało dwóch mężczyzn, którzy odwrócili uwagę potwora. Krzyknęła, bo poczuła gorąco na plecach. Uścisk stracił siłę, więc wyrwała się i ruszyła przed siebie. Przebiegła parę kroków, po czym potknęła się na nierównej drodze gruntowej i wybuchnęła płaczem.

W miejscu, gdzie przed chwilą stał wampir, leżała tylko niewielka kupka popiołu, którą powoli rozwiewał wiatr.

Jeden z mężczyzn podniósł z ziemi jej szalik i podszedł ostrożnie. Widocznie zdawał sobie sprawę, że jest bardzo roztrzęsiona.

— Nie bój się, tego wampira już nie ma — powiedział, podając jej szalik. Wzięła. — Promień go spalił. Już nic ci nie grozi. Jestem Gryf.

Krysia ze zdziwienia aż przestała płakać. On mówił do niej po angielsku, w jej rodzonym mother tongue, języku matki. Ale skąd Anglicy mieliby się wziąć w Warszawie o tak późnej porze? Teleportowali się? Przecież w Polsce jest zakaz teleportacji...

— Christine — przedstawiła się. — Skąd wy się tu wzięliście?

— Niestety, to jest jedno z tych pytań, na które nie znam odpowiedzi. Siedzieliśmy sobie z Promieniem i Wężownikiem w ciepłej izbie, a tu nagle zapada ciemność i po chwili już stoimy tam. — Wskazał pobocze, gdzie jeszcze przed chwilą stał drugi z mężczyzn.

— To było was trzech? — zdziwiła się.

Gryf rozejrzał się. Spośród przydrożnych zarośli Promień wyciągał jakieś ciało. Krysia zerwała się z podłoża, w czym nie przeszkodziło jej rozbite o zamrożoną ziemię kolano.

— Nosze. — Pstryknęła palcami. Rzeczony przedmiot zaraz się pojawił i zawisł na wysokości pół metra nad ziemią. Gryf pomógł Promieniowi ułożyć Wężownika.

— Miał pecha przy lądowaniu — stwierdził Gryf.

— Ktokolwiek nas tu ściągnął, nie postarał się o porządne miejsce do lądowania — mruknął Promień z irytacją. — A może chcieli nas po prostu w ten sposób zamordować?

Krysia popatrzyła na Wężownika z troską. Był poobijany i podrapany. Z niektórych części ciała sterczały mu fragmenty gałązek, na które się ponabijał. Musiał porządnie oberwać w głowę, sądząc po wielkim, dopiero zaczynającym ciemnieć, sińcu na czole.

— Chodźcie — odezwała się. — Musimy zabrać go do medyka.


* * *


Krysia odetchnęła z ulgą, gdy Wężownik został przekazany w ręce uzdrowiciela. Promień i Gryf odnosili się wprawdzie do magicznego medyka dość nieufnie, ale nie mieli innego wyjścia — musieli mu zaufać. Usiedli zatem wszyscy troje w przytulnej poczekalni. Przychodnia znajdowała się w domu lekarza, więc zostali poczęstowani herbatą przez pulchną gosposię, która zwinnie krzątała się w kwiecistej podomce.

— Możesz nam powiedzieć, gdzie właściwie jesteśmy? — spytał Promień.

— W Rembertowie — odparła, popijając herbatę i czując, jak ciepło rozlewa się po jej wnętrzu.

— To chyba nie jest Lengorchia? — upewnił się Gryf.

— Nie. To Warszawa. Polska. Europa — wyjaśniła.


* * *


Gryf delikatnie dotknął umysłu rozczochranej blondynki. Było tam trochę ciekawości, dużo zdenerwowania i nieco melancholii. Ale to była tylko warstwa wierzchnia. Pod spodem ziała czarna pustka, rozpacz tak ogromna, że nawet nie miała siły wyjść na światło dzienne.

Krysia nagle rozejrzała się dziwnie, więc Gryf wycofał się. Czytanie w cudzych myślach było wszak oznaką braku taktu.


* * *


— Wygląda na to, że rzeczywiście jesteście z innego świata — stwierdziła Krysia. — Ktoś wbrew waszej woli przeniósł was tutaj... Chyba znam to zaklęcie teleportacyjne. Powoduje, że przeniesiony człowiek mówi w języku, w którym zaklęcie było wypowiadane. Dlatego w tej chwili możemy normalnie się porozumiewać. Ale to nie jest język tego kraju, więc mieliście szczęście, że trafiliście na kogoś, kto ten język zna.

— A może to zaklęcie sprawia, że człowiek ląduje jak najbliżej kogoś, kto zna angielski? — spytał Gryf. — To wyjaśniałoby, dlaczego wylądowaliśmy w tych krzaczorach.

— To możliwe, ale nie znam się na tym za bardzo, więc trudno mi powiedzieć jednoznacznie.

— Skoro jesteś czarodziejką, to dlaczego nie broniłaś się przed tym wampirem? — zmienił temat Promień.

— Nasza magia nie działa na wampiry — powiedziała smutno. — Dlatego bezkarnie terroryzują nas od pół wieku. Nie możemy nocą wychodzić z domów, bo one grasują. Chociaż i tak dobrze, że nie mogą nas dopaść w domu.

— Dlaczego? — zainteresował się Promień.

— Bo wampir nie może wejść do domu, jeśli się go nie zaprosi. I właśnie dlatego nocne przychodnie znajdują się przy mieszkaniach uzdrowicieli.

— A masz może jakiś pomysł, kto mógł nas przyzwać? Bo bardzo chętnie bym się z nim spotkał. — Promień uśmiechnął się paskudnie.

— Ale pamiętaj, żeby utrzymać go przy życiu, póki nie wyjawi nam, jak wrócić — dodał Gryf.

Krysia zastanowiła się.

— Na razie nie mam pomysłu, ale zastanowię się i popytam znajomych. Na razie trzeba wam znaleźć jakieś miejsce zakwaterowania. Zaufajcie mi.


* * *


W akademiku Czarodziejskiej Zintegrowanej Akademii Rozwijania Talentów zadzwonił telefon. Było już późno, więc większość studentów już spała. Wyrwany ze snu Jurek Łapicki powziął męską decyzję i wstał z łóżka. Nie do końca przytomnie doczłapał do telefonu.

— Słucham?

— Jurek?

— Krysia?

— Posłuchaj, mam problem, a nawet trzy. Macie tam trzy wolne łóżka w sypialni męskiej?

— No...

— No to niedługo przyjdę i wszystko ci opowiem. Cześć.

— Cześć.


* * *


Krysia pojawiła się po godzinie. Towarzyszyło jej dwóch młodych mężczyzn przedstawionych jako Promień i Gryf. Trzeci leżał na noszach i podobno nazywał się Wężownik.

— Panowie są z innego świata — poinformowała Krysia.

— O kurcze. — Twarz Jurka rozjaśnił uśmiech. — A jednak się udało!

— To ty coś o tym wiesz? — spytała podejrzliwie.

— To długa historia.

— Aha. No to możemy najpierw zakwaterować naszych gości.

Wężownik został ułożony na łóżku w męskiej sypialni. Promień wdrapał się na górę piętrowego łóżka z mocnym postanowieniem, że nie zmruży oka i przez całą noc będzie strzegł rannego przyjaciela. Gryf usiadł na łóżku i przyglądał się rozmowie Krysi i Jurka, której ni w ząb nie rozumiał, bo toczyła się po polsku.


* * *


Rano Promień obudził się z pragnieniem zemsty połączonym z tęsknotą za domem.

— Zamorduję ich, kimkolwiek są — oświadczył, schodząc z łóżka.

— Nie musisz. Oni już nie żyją — odparł Gryf, rozparty na posłaniu. — Wampiry już ich zabiły.

— Co?

— Christine dowiedziała się, dlaczego nas przyzwali. Chcieli po prostu pozbyć się wampirów, a do tego konieczni są przybysze z innego świata. A ponieważ wampiry też o tym wiedzą, to zabiły autorów przyzwania, mając nadzieję, że rytuał nie wyszedł — wyjaśnił Gryf.

— Ale, niestety, wyszedł — mruknął niechętnie Promień.

— Dlatego, skoro już tu jesteśmy, moglibyśmy im pomóc. I tak nie mamy nic lepszego do roboty. Zaklęcie odeśle nas za sześć dni. Musimy tylko w naznaczonym terminie być tam, gdzie nasza stopa pierwszy raz dotknęła tej ziemi.

— Zapewniam cię, że mamy coś lepszego do roboty. Nie musimy za każdym razem ratować świata. Ja, w przeciwieństwie do ciebie, mam dom, za którym tęsknię i do którego chcę wrócić. Dlatego wolę nie nadstawiać karku za problemy, które mnie nie dotyczą.

— Tchórz.

— Głupiec. — Promień obrócił się na pięcie i wyszedł.

Gryf popatrzył z urazą za odchodzącym przyjacielem i odwrócił się na drugi bok.


* * *


Wężownik powoli wracał do zdrowia. Był bardzo słaby. Opieką nad nim zajęła się Svetlana — Rosjanka z urodzenia i Polka z wyboru, która tak jak Krysia studiowała na drugim roku CZART. Była długowłosą blondynką o usposobieniu dość depresjonistycznym, dlatego chętnie powitała inną cierpiącą istotę.


* * *


Promień wszedł do pustej kuchni. Zajrzał do paru szafek i znalazł przede wszystkim spore zapasy wódki czosnkowej i samego czosnku też. W lodówce, która całkiem mu się spodobała jako pomysłowe urządzenie, zlokalizował trochę warzyw i małą, białą, futrzastą kulkę, która wysunęła nóżki i otworzyła czarne oczki, gdy poczuła światło. Wydawała przyjazne dźwięki i weszła na wyciągniętą dłoń.

— Czemu trzymają cię w lodówce, stworku? — spytał Promień. Nad drugą dłonią wyczarował ciepłe płomyczki ognia. Kuleczka zainteresowała się nimi.

W tym momencie do kuchni wszedł Jurek. Zanim zorientował się, co się dzieje, i rzucił się na Promienia z okrzykiem „NIEEEEE!”, stworek dwukrotnie zwiększył swą objętość i zionął ogniem wprost na dłoń, nad którą unosiły się niewielkie płomyczki.

Promień syknął i upuścił stworzenie. Jurek złapał je tuż nad podłogą i szybko wpakował z powrotem do lodówki.

— Zgłupiałeś czy co? — spytał oskarżycielskim tonem. — Chcesz zabić mi zwierzaka i podpalić kuchnię?!

Promień odkręcił kurek z zimną wodą i włożył rękę do zlewu. Nie odpowiedział nic, bo Jurek krzyczał na niego po polsku, ale domyślał się, o co mniej więcej chodzi.

Zaraz pojawiła się Krysia zwabiona hałasami.

— On mi podgrzał smoka arktycznego! — poskarżył się jej Jurek. — Przecież ich nie można ogrzewać, bo zaczynają miotać ogniem, aż wreszcie ulegają samozapłonowi!

— Ta rzecz jest nieufna. Nie ufam jej — oznajmił krótko Promień, wskazując nosem w stronę lodówki.

Krysia pomyślała, że chyba jednak zaklęcie, które tłumaczy język lengorchiański na angielski nie jest zbyt dobrej jakości, skoro robi takie błędy gramatyczne.


* * *


— No to na czym miałby polegać ten rytuał pozbycia się wampirów? — spytał Krysię Gryf.

— Jurek mówi, że nad tym pracują. Nazywa się „Rytuał Pełni”. Podobno jego znajoma bibliotekarka zna jakieś świetne opracowanie na ten temat, ale nie może sobie przypomnieć autora. W każdym razie szukamy.

— No to rzeczywiście jesteście świetnie przygotowani — stwierdził kwaśno Promień.

— To nie nasza wina, że zamordowali tych, którzy byli przygotowani — odparła Krysia.


* * *


Svetlana uwarzyła sobie eliksir, który sprawił, że potrafiła mówić po lengorchiańsku. Dlatego, gdy Wężownik otworzył oczy, mogła zrozumieć, co do niej mówi.

— Zimno mi. Kim jesteś?

— Jestem Svetlana.

— Svetlana, czyli Gwiazda. Gwiazdeczko, jestem taki zmęczony...

Miał gorączkę i trząsł się jak osika. Svetlana poprawiła mu kołdrę.

— Gwiazdeczko, zaśpiewaj mi...

Svetlana zaczęła nucić kołysankę, której nauczyła ją kiedyś przyjaciółka z drugiego końca ZSRR, także studentka CZART, Anuszka Pawłowa. Kołysanka była piękna i spokojna. Svetlana nie znała wcześniej takich piosenek. Jej nikt kołysanek nie śpiewał.


* * *


Promień obraził się na świat, a w szczególności na smoki arktyczne i lodówki i zaszył się w bibliotece akademika. Postanowił znaleźć coś o tym „Rytuale Pełni”, w którym teoretycznie mieli wziąć udział.


* * *


Gryf zainteresował się telewizją. Puszczali akurat jakiś stary film o inwazji UFO.

— To niemożliwe, talerze nie latają — orzekł, patrząc w ekran.

— Bo to jest science-fiction — wyjaśniła Krysia. — Niby naukowe, a głupoty straszliwe.


* * *


Obecność trzech obcych magów nie wzbudziła większego zainteresowania wśród mieszkańców akademika. Przyjęli do wiadomości, że to angielscy znajomi Krysi, którzy przyjechali w odwiedziny, a ponieważ Krysia w mieszkaniu ojca nie ma miejsca, zamieszkali w domu studenckim. Obecność Krysi też była zrozumiała — w końcu nie zostawia się gości samych w obcym kraju.


* * *


Żeby poprawić humor swoim „gościom” Krysia ugotowała zupę pomidorową z makaronem. Gdy zawołała wszystkich na obiad, Gryf zjawił się natychmiast, pogwizdując melodię z „Czterech pancernych”, Promień powiedział „dobrze” i nie zjawił się w ogóle, a Wężownikowi talerz z parującym posiłkiem zaniosła Svetlana.

— Promień chyba się obraził — zmartwiła się Krysia na swoim talerzem.

— Nie przejmuj się, on tak ma cały czas — pocieszył ją Gryf. — Dasz mi parę lekcji polskiego? Oglądam tak tę telewizję i oglądam, i ni w ząb nie rozumiem.

— Ale po co ci polski? Przecież za parę dni wrócisz do siebie i już nigdy nie będziesz miał z nim kontaktu.

— No to co? Fajnie brzmi, a poza tym to dość irytujące, kiedy wszyscy wokół gapią się w ekran z przejęciem albo zaśmiewają się, a ja nie wiem czemu.

— No dobrze. Mogę nauczyć cię paru użytecznych zwrotów.


* * *


Wężownik obudził się. Tym razem nie miał gorączki i czuł się dobrze.

— Cześć, Gwiazdeczko — rzekł do Svetlany, która właśnie przyniosła mu obiad. — Dziękuję bardzo. — Uśmiechnął się i wziął od niej talerz.

— Ojej, zapomniałam przynieść łyżkę... — Svetlana zarumieniła się.

— Nic nie szkodzi — odparł Wężownik z uśmiechem od ucha do ucha i wypił zupę wprost z talerza. — A teraz siadaj, mała Gwiazdko, i porozmawiaj ze mną, bo chcę wiedzieć, co to za anioł miłosierdzia nade mną czuwał.

— Wiesz, że moi przyjaciele napisali instrukcję, jak się do mnie odzywać, i słowo „mała” było na liście słów zakazanych? „Cześć, mała” w stosunku do mnie oznaczało „Proszę cię, zostań moim wrogiem” — powiedziała Svetlana, siadając na stołku koło łóżka Wężownika.

— Naprawdę? To wojownicza z ciebie kobieta, Gwiazdeczko. — Wężownik uśmiechnął się szeroko, co Svetlanę nieco zbiło z tropu. Była przyzwyczajona, że faceci raczej uciekają na jej widok niż okazują radość.


* * *


Gdy Promień wszedł do świetlicy, Krysia czytała jakąś książkę, chichocząc od czasu do czasu. Gryf jak zwykle oglądał telewizję.

— Przepraszam, Christine, gdzie mogę znaleźć pracę Anny Pawłowej pt.„Rytuał Pełni”?

— Nie wiem, ale się dowiem — odparła Krysia wesoło.


* * *


Wieczorem dnia następnego w świetlicy odbyło się spotkanie informacyjno-organizacyjne. Krysia robiła za tłumacza między Jurkiem a Promieniem, Gryfem i Wężownikiem.

— Mamy problem — oświadczył Jurek.

— To miały być nowe informacje — zauważył posępnie Promień.

— No więc mamy nowy problem — poprawił się Jurek. — Mianowicie praca Anuszki Pawłowej została wydana kilka lat temu w ZSRR. W Polsce nie jest dostępna. Nie mają jej nawet w Bibliotece Narodowej, a Biblioteka Narodowa zawiera wszystko, co wydano w Polsce.

— Mam dwa pytania — oznajmił Wężownik. — Jak daleko jest to ZSRR i czy macie dokładne i aktualne mapy?

— To nie jest takie proste — ostudził jego zapał Promień, który widział już parę map w bibliotece. — ZSRR zajmuje pół największego kontynentu na Ziemi. Trzeba jeszcze ustalić, dokąd konkretnie chcemy się dostać.

— To musi być miejsce, gdzie na pewno będzie ta praca. Nie możemy przecież zamęczać człowieka, który przez nas był poważnie ranny i dopiero co wyzdrowiał — zauważyła Svetlana.

— Myślę, że dobrym celem jest dom rodzinny Anuszki w Pawłowie. Ale to strasznie daleko — oznajmił Jurek. — Ale za to jestem pewien, że jej siostra użyczy nam tej pracy.

— Chyba to najlepsze wyjście — stwierdziła Krysia. — Nie mamy pewności, czy dopuściliby nas do jakiejś większej biblioteki w Moskwie albo Leningradzie. A którą siostrę masz na myśli?

— Irinę Pawłową. Była tu ze dwa miesiące temu na pogrzebie Anuszki.


* * *


Przygotowania ruszyły pełną parą. Wężownik dwa dni siedział nad mapami, żeby mieć pewność, że na pewno przeniesie się we właściwe miejsce. Odległość z Warszawy do Pawłowa miał pokonać kilkoma skokami. Tymczasem Krysia z Jurkiem zastanawiali się, kto ma zabrać się z Wędrowcem.

— Ja odpadam, nie znam rosyjskiego — powiedziała Krysia. — W razie jakichś nieprzewidzianych zdarzeń nie dogadam się na miejscu.

— Ja znam rosyjski, ale nie dogadam się z Wężownikiem. — Jurek zastanowił się. — Svetlana!


* * *


Promienia nużyło czekanie na koniec tygodnia. W dzień większą część czasu spędzał w bibliotece, bo to było jedyne miejsce, gdzie miał spokój. Raz czy dwa wymknął się po zmierzchu i spopielił wampira, który usiłował go napastować. Przemierzył pieszo niezły kawałek Rembertowa, a potem sprawdził na mapie, że to tylko niewielki ułamek Warszawy.

Pomyślał, że istnienie tak dużego miasta musiało być okropnie niewygodne.


* * *


Spotkanie organizacyjno-informacyjne przed wyruszeniem Wężownika i Svetlany odbyło się późnym popołudniem w świetlicy.

— Dziś jest środa — oznajmił Jurek. — Wy przybyliście tu w sobotę wieczorem. W sobotę wieczorem odejdziecie. Dlatego rytuał najlepiej będzie odprawić w piątek. Wężownik i Svetlana wyruszą jutro o świcie. Najlepiej, gdyby udało wam się wrócić w przeciągu doby. Oczywiście może być szybciej.

— Jakie możemy mieć maksymalne opóźnienie? — spytał rzeczowo Wędrowiec.

— Myślę, że w naprawdę ekstremalnych warunkach można będzie wykonać ten rytuał w sobotę przed waszym powrotem do innego świata — powiedział Jurek. — Ale lepiej nie wypróbowywać tego wariantu, bo wciąż nie wiemy, jak dokładnie przebiega ten rytuał. Może się okazać długi i wtedy dopiero będziemy mieli problem.


* * *


W czwartek rano Wężownika i Svetlany już nie było. Dziewczyna wzięła ze sobą prowiant na drogę, bo z lodówki zniknęła sałata. Gryf wstał i obejrzał poranne Wiadomości. Najbardziej podobała mu się pogoda, bo wszystko było narysowane i rozumiał różnicę między „będzie padać” a „będzie słonecznie”. Miał problemy ze zinterpretowaniem temperatury, bo nie za bardzo znał skalę Celsjusza, ale nie przejmował się. Przecież nie można się nauczyć wszystkiego na raz.

Krysia wstała nieco później. Nie miała ochoty na śniadanie i usiadła obok Gryfa przed telewizorem. Była w raczej złym stanie psychofizycznym.

— Co cię męczy, Christine? — spytał Gryf.

— Nie wiesz? Przecież podobno potrafisz czytać w myślach.

— Ale nie robię tego bez zgody właściciela myśli.

— Tak? A kto mi właził do umysłu w sobotę w przychodni? Może Promień? — Krysia zmrużyła oczy i spojrzała na niego z ukosa. Po chwili wybuchnęła płaczem. — Mam dziś zły dzień. Nie przejmuj się, jeśli będę okropna.

— Ale co cię gnębi? Przecież widzę, że cierpisz. Podobno gdy podzielisz się cierpieniem, ból staje się dwa razy mniejszy — Gryf przypomniał sobie stare powiedzenie ludowe.

Krysia pociągnęła nosem i milczała.

— Jak nie chcesz, nie musisz mówić — dodał.

— Wiesz, że jestem mężatką? — powiedziała Krysia drżącym głosem. — Mój mąż okazał się draniem i zamknęli go w więzieniu na dożywocie. Ale ja wciąż za nim tęsknię, bo dla mnie zawsze był dobry, czuły, kochający... On już nigdy nie wyjdzie, może teraz umiera w kącie celi... A ja jestem jego żoną i nie mogę być przy nim. Nawet nie powiadomią mnie, jeśli umrze, bo nie miałam z nim ślubu urzędowego. Wzięliśmy ślub kościelny, ale nie było żadnych dokumentów, bo księdza i świadków zamordowano. Dlatego jestem żoną i nie jestem jednocześnie. To jest strasznie... straszne. Męczy mnie okropnie.

— Ale skoro nawet nie wiesz, czy on żyje, to przecież możesz uznać się za zwolnioną z przysięgi. Przecież on może już teraz nie żyć. A może jesteś wdową i o tym nie wiesz? Nie powinnaś się tym tak zadręczać. On nie jest tego wart. Zapomnij po prostu. — Gryf pogłaskał ją po rozczochranej blond czuprynie. — Wszystko będzie dobrze.

— Nie będzie — zachlipała Krysia. — Jest gdzieś, ale już nigdy go nie zobaczę. To tak, jakby jednocześnie żył i nie żył. A ja go kocham... I to jest straszne, jeśli zrobił to, za co go skazano, ale ja i tak go kocham...

— Jeśli go już nie zobaczysz, to prawie tak, jakby nie żył — stwierdził Gryf. — Zresztą musisz sama zdecydować, czy uważasz go za żywego, czy umarłego.

— Ale cały problem polega na tym, że nie potrafię — jęknęła Krysia.

— To zawsze możesz uważać się za słomianą wdowę — zauważył inteligentnie.

— Wdowę? — Krysia zbladła i przestała płakać. — Miałabym uważać się za wdowę? Przecież to bez sensu. Dwudziestoletnia wdowa. Takie rzeczy już się nie zdarzają.

— To wampiry nie zabijają u was młodych ludzi? — zdziwił się Gryf.

— Zabijają, ale żadne z nich nie było w związku małżeńskim... Chyba. — Krysia wzięła kilka głębokich wdechów. — Muszę to przemyśleć. — Wytarła oczy rękawem piżamy i wyszła. Wyraźnie wstrząsnął nią pomysł uważania się za wdowę. Może i myślała o tym wcześniej, ale nigdy nie sformułowała myśli tak wyraźnie.


* * *


Promień siedział w bibliotece i prześladował papierowy katalog. Akurat nie było tego, czego szukał i fakt ten wprawił go w irytację.

— Cześć. — Gryf wyłonił się spomiędzy półek.

— Cześć — rzucił przez zęby Promień, przerzucając kartki. Wreszcie poddał się i z hukiem zamknął szufladkę. — Badziewie.

— Chce ci się wracać? — spytał Gryf, siadając przy stoliku czytelni.

— Co? — zdziwił się Promień. — Oczywiście, że chcę wracać. W tym świecie nic mnie nie trzyma w przeciwieństwie do naszego, gdzie mam rodzinę, którą jeszcze parę dni temu tak wychwalałeś, pamiętasz?

— No tak... Nawet powiedziałem, że masz do czego wracać. Najwyraźniej wykrakałem. — Gryf westchnął. — Ja chyba nie wrócę.

— Odbiło ci do reszty? — zainteresował się Promień.

— Pomyśl chwilę i zrozum mnie. Ja nie mam do czego lub kogo wracać. Wszyscy nasi przyjaciele już dawno lepiej lub gorzej ułożyli sobie życie, tylko ja zostałem. No i Wężownik, ale on ma gdzieś tam rodziców, rodzeństwo, ziemię ojczystą. Ja jestem sam. Nie mam nic. Jestem wolny. Nikt nie będzie za mną tęsknił. Dlatego chcę zostać tu, bez względu na to, czy uda nam się zniszczyć wampiry, czy nie.

— Twój problem. — Promień wzruszył ramionami. — Ale lepiej przemyśl to jeszcze parę razy. Nie chcę potem słyszeć, że usychasz z tęsknoty za Lengorchią z przyległościami, bo Ten Okropny Promień nie wybił ci na czas tego pomysłu z głowy. — Uśmiechnął się krzywo.

— Wielkie nieba! Sam Promień udziela mi rady! Czymże sobie zasłużyłem na ten zaszczyt? — spytał z uśmiechem Gryf. — Dzięki, przyjacielu, ale nie skorzystam. Zostaję.


* * *


Wężownik ze Svetlaną wrócili w piątek około południa. Udało im się dostać pismo Anny Pawłowej. Byli strasznie zmęczeni, ale za to bardzo zadowoleni z siebie. Zaraz po oddaniu „Rytuału Pełni” w ręce Jurka, który wyczekiwał ich od rana, poszli spać.

Gdy Krysia wróciła z uczelni, zastała swojego kolegę z nosem w książce. Sporządzał notatki i tłumaczył niektóre fragmenty z rosyjskiego na polski. Zerknęła w zapisane kartki, z trudem odszyfrowując bazgroły Jurka. Okazało się, że Rytuał Pełni polega na pomocy w odejściu w zaświaty duszom uwięzionym na Ziemi w wampirzej formie. Anuszka twierdziła, że wampiry tak naprawdę są bardzo nieszczęśliwe i cierpią, więc odesłanie ich do Hadesu będzie aktem miłosierdzia wobec nich.

Krysia znalazła listę przedmiotów, które Jurek wypisał jako absolutnie niezbędne do wykonania Rytuału Pełni. Szybko skopiowała listę, bez żadnych wstępów wparadowała do czytelni, wyciągnęła stamtąd Promienia i niemal siłą zaciągnęła do wypożyczalni sprzętu magicznego jako tanią siłę roboczą. Obładowała go różnymi przyrządami, o których zastosowaniu nie miał pojęcia.

— Dziś w nocy odprawimy rytuał i wszystko będzie dobrze — powiedziała z uśmiechem Krysia.

— Mów o sobie. — Promień spodziewał się z jej strony zawodu, smutku, ale wściekłości nie przewidział.

— Kurcze! — krzyknęła z pasją. — Chodź, pokażę ci coś.

Złapała go za rękaw i pociągnęła w stronę, która na pewno nie była kierunkiem akademika. Szli chwilę w milczeniu. Krysia zatrzymała się przed jakąś tablicą.

— Patrz. „Anna Pawłowa (1965-1988rś*, 1959-1982rm*)”. To ona napisała pracę o Rytuale Pełni. To przez to, co odkryła o wampirach, zginęła. A miała dwadzieścia trzy lata. Ale to nie wszystko. Patrz: „Karol Majewski (1965-1988rś, 1959-1982rm), Wanda Michalska (1966-1988rś, 1960-1982rm), Giovanni Ricci (1967-1988rś, 1961-1982rm), Grzegorz Król (1967-1988rś, 1961-1982rm), Anna Taylor (1967-1988rś, 1961-1982rm) i Mirosława Cisowska (1968-1988rś, 1962-1982rm)”. To był właśnie Klub Wampirobójców, który zrobił ci taką krzywdę. Na kim, u licha ciężkiego, ty się mścisz? Co ci szkodzi pomóc nam uwolnić się od tych potworów? Przecież ciebie to nic nie kosztuje! A w naszym świecie może uratować dziesiątki, setki, tysiące osób, których nie zabiją wampiry. Jeśli oczywiście rytuał się powiedzie. Ale zawsze warto próbować! Ty nic na tym nie stracisz, a my już straciliśmy siedem wspaniałych, młodych osób, żebyś ty mógł tu być i nam odmawiać! Ja wiem, że się tu nie prosiłeś, ale my też nie prosiliśmy, żeby nas prześladowały wampiry! Proszę cię, pomóż nam!

Krysia z ogniem w oczach była naprawdę piękna i w tym momencie Promień przestał się dziwić, dlaczego Gryf chce zostać.

— W gruncie rzeczy to jestem ciekaw, czy ten rytuał się powiedzie — stwierdził. — Powinnaś się była odwołać do argumentu, że wampiry nie będą już zabijały małych dzieci, wykorzystując fakt, że zostawiłem w domu małego synka. Wywarłabyś wtedy większe wrażenie. Ale powiedzmy, że dałem się przekonać.

Krysia popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale po chwili dotarło do niej, że to oznacza „tak”. Uśmiechnęła się.


* * *


Rytuał był dość prosty i nie wymagał wielkiego wysiłku ani poświęcenia. Cały problem z jego odprawieniem tkwił w ogromnej precyzji, z którą trzeba było wykonywać dane czynności. Przydały się zdolności Wężownika, który teleportował odpowiednie przedmioty w odpowiednie miejsca. Przydał się też talent Promienia — niektóre fazy wymagały konkretnej temperatury otoczenia i przedmiotów. Gryf tylko asystował i odśpiewywał z Krysią odpowiednie inkantacje. Jurek ze Svetlaną też nieźle się napracowali.

Ostatecznie udało się. Nad magami i czarodziejkami pojawiła się wielka kula światła, która rozprysła się na cztery strony świata. Gdziekolwiek światło owo przenikało przez ciało wampira, zamieniało je w proch. Kolorowe światełka uwolnionych z wampirzych powłok dusz wzlatywały powoli do gwiazd.

Był to widok piękny i niezapomniany. W wielu krajach ludzie wychodzili przed domy, by obserwować to niecodzienne zjawisko. Dzienniki świeckie mówiły o anomaliach pogodowych i zorzach polarnych. Czarodzieje, oglądając je, uśmiechali się tylko. Wiedzieli już, że wampiry odeszły.


* * *


W sobotnie popołudnie grupa młodych ludzi spotkała się na pewnej drodze gruntowej w pewnym zakątku Rembertowa.

— No to żegnajcie — powiedziała Krysia. — Specjalnie nie mówię „do widzenia”, bo jeszcze Promień by się na mnie obraził, że mu źle życzę.

— Ja zostaję — oświadczył Gryf. — Przemyślałem to i podoba mi się tu.

Z nieznanych przyczyn Svetlana pisnęła z zachwytem.

— W takim razie Gwiazdeczka idzie z nami — poinformował wszystkich Wężownik. — Sprawdziłem w opisie zaklęcia, które nas przyzwało, że w drodze powrotnej musi zgadzać się jedynie liczba osób i mniej więcej ciężar.

Twarz Krysi wyrażała zdumienie tak wielkie, że Jurek, który nie rozumiał nic z toczącej się rozmowy, zainteresował się jej treścią.


* * *


Gdy nadszedł czas, Promień, Wężownik i Svetlana-Gwiazdeczka zniknęli. Gryf westchnął i wraz z Krysią i Jurkiem wrócił do akademika. Ponieważ zaklęcie przenoszące zakończyło swe działanie, przestał mówić po angielsku i pozostała mu tylko słaba znajomość polskiego, którą nabył podczas minionego tygodnia. W ciągu następnych miesięcy miał ją rozwinąć w stopniu pozwalającym na podjęcie studiów na CZART w przyszłym roku.

Czuł, że coraz bardziej podoba mu się ten świat. I to nie tylko dlatego, że zawiera śliczną Krysię.


* * *


Klub Wampirobójców na zawsze wpisał się w historię magii. Od tej chwili wszyscy już mieli znać nazwiska Karola, Wandy, Mirki, Giovanniego zwanego Krzyśkiem, Grzesia i Rudej Anki Taylor, a także Anuszki Pawłowej, dzięki którym wampiry odeszły. Powszechnie sądzono, że to właśnie niezrównana szóstka z KWB odprawiła Rytuał Pełni, który zadziałał z tygodniowym opóźnieniem. Przyczyn opóźnienia nie ustalono i historycy spierają się o nie po dziś dzień.


KONIEC



* rm — rachuba magiczna; rś — rachuba świecka


Tekst nagrodzony w konkursie ZMIERZ SIĘ Z BOHATERAMI KSIĄŻEK EWY BIAŁOŁĘCKIEJ.


[KOSZYK]
Koszyk jest pusty.  
[NOWOŚCI]
[TESTAMENT DAMOKLESA]
Marcin Wełnicki
TESTAMENT DAMOKLESA
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG]
Andrzej W. Sawicki
NADZIEJA CZERWONA JAK ŚNIEG
Cena det.: 39,00 zł
Nasza cena: 32,00 zł
dodaj do koszyka
 

[VLAD DRACULA]
Dariusz Domagalski
VLAD DRACULA
Cena det.: 35,00 zł
Nasza cena: 29,00 zł
dodaj do koszyka
 

[POLECAMY]
Pakiet: WIELKA WOJNA 1+2

Pakiet: WIELKA WOJNA 1+2
Cena det.: 59,00 zł
Nasza cena: 41,00 zł
dodaj do koszyka
 

ZADRA. Tom I
Krzysztof Piskorski
ZADRA. Tom I
Cena det.: 29,50 zł
Nasza cena: 24,00 zł
dodaj do koszyka
 

RYCERZ KIELICHÓW (wyd. 2)
Jacek Piekara
RYCERZ KIELICHÓW (wyd. 2)
Cena det.: 35,50 zł
Nasza cena: 29,00 zł
dodaj do koszyka
 

Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
Projekt i wykonanie strony: InteliMedia