KANJI, MARTWI POECI I CZARNE DESZCZE
Postawmy sprawę jasno: nikt nie lubi czytać długich bloków tekstu. Pisząc artykuł czy książkę, porządkujemy myśli — zależnie od długości dzielimy treść na akapity, podrozdziały i rozdziały. Przyjęło się, żeby te ostatnie wyróżniać cyfrą, tytułem, ilustracją lub literą zapisaną znacznie większą czcionką.
Każdy rozdział „Testamentu Damoklesa” został przeze mnie pomyślany jako w miarę zamknięta całość, cechująca się jednością czasu, miejsca i postaci, a nadto myślą przewodnią, jakąś ideą lub pomysłem, które przenikają dany fragment. Od samego początku wiedziałem, że każdy z nich otrzyma tytuł. Takie tytuły pozwalają czytelnikom szybciej orientować się w tekście, wracać do ulubionych ustępów, systematyzować, co przeczytali, i lepiej zapamiętywać fabułę, a dodatkowo stanowią kolejną płaszczyznę, na której mogę podjąć z czytelnikiem literacką zabawę — nawiązać przewrotnie do „zawartości” danego rozdziału, dokonać aluzji do wydarzeń historycznych albo przywołać jakiś powszechnie znany kod językowy.
Jeden z rozdziałów nosi tytuł „Czarny deszcz”. Literalny odczyt powie nam tyle, że na następnych stronach możemy się spodziewać jakiegoś deszczu — i tak jest rzeczywiście. Ale. Ale czarne deszcze to również pewne zjawisko. Kiedy Amerykanie zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, w powietrze wzniosły się duże ilości pyłu i aerozoli. Z czasem te substancje zaczęły opadać wraz z deszczem — o wiadomej barwie. Uchodźcy pili tę skażoną wodę i umierali w męczarniach. Motyw czarnych deszczy wciąż jest żywy w świadomości Japończyków. Akcja rozdziału toczy się w powojennej Japonii, więc...
To odczyt numer dwa.
Jest jeszcze odczyt numer trzy — jeśli czytelnik lubuje się w tego typu zabawach — odczyt symboliczny (pozwólcie, że nie będę psuł wam zabawy, i wchodził w szczegóły).
Albo inny rozdział, „Duchy minionych świąt”. Ileż miałem frajdy, kiedy wreszcie na niego „wpadłem”. Nie dość, że odnoszę się przezeń do fabuły poprzednich rozdziałów i do mojej wcześniejszej twórczości, nie dość, że mrugam znacząco do czytelnika, to jeszcze udaje mi się sięgnąć po znaną wszystkim „Opowieść wigilijną” Dickensa z całym jej symbolizmem.
Osadzenie akcji „Testamentu...” w naszej (lub bliskiej naszej) rzeczywistości pozwala na jeszcze inny zabieg literacki, z którego również skorzystałem (bywam bardzo zachłanny). Podobnie jak w mojej poprzedniej powieści, „Śmiertelnym bogu”, każdy rozdział rozpoczyna cytat — złota myśl jakiegoś filozofa albo też fragment znanej książki. Ot, kolejna cebulowa skórka, która dla jednych będzie fajnym ozdobnikiem, a dla innych sposobnością, żeby spojrzeć na tekst trochę inaczej.
Jednym słowem: rozdziały miałem obcykane. Kiedy „Testament...” trafił do wydawnictwa, spytano mnie, jaki znak umieścić na początku każdego rozdziału i jakim symbolem oddzielać dłuższe partie tekstu.
Z początku byłem skonsternowany, ale po chwili spłynęło olśnienie. Dano mi sposobność podjęcia kolejnej gry z czytelnikiem. I tak rozdziały (oraz fragmenty rozdziałów) zostały wyróżnione znakami kanji.
Kanji to japońskie logogramy. Logogram, w przeciwieństwie do liter alfabetu, które same z siebie nic nie wyrażają (poza dźwiękami), reprezentuje całe słowo lub morfem. Każdemu rozdziałowi „Testamentu Damoklesa” przypisałem inne kanji — proste znaki odpowiadające takim ideom jak „wiara”, „bóg”, „kłamstwo” czy „prawda”.
Oczywiście, nie zrobiłem tego na chybił trafił.
Czasem kanji danego rozdziału wprost opisuje jego myśl przewodnią, czasem zdradza treść, a czasem jest po prostu fajną zabawą, wspomnianym wcześniej mrugnięciem.
Rozsądek każe mi założyć, że większość z moich czytelników nie zna się na japońskich kanji. Nic nie szkodzi, to w końcu tylko dodatek i w najgorszym wypadku wprowadzi was wizualnie w klimat powieści. W najlepszym da wam z pewnością dużą dozę satysfakcji.
Na przykład, rozdziałowi „Jeden mały krok” przyporządkowałem kanji, które oznacza „księżyc”. Inny rozdział, w którym ktoś uchyla nieco rąbka tajemnicy, został opatrzony kanji „kłamstwo”. Tylko kto kłamie?
Jeśli lubicie, kiedy książka przemawia do was na kilku poziomach, kiedy czytając ją drugi raz odkrywacie jakieś zakamuflowane znaczenie albo przekaz ukryty tam przez autora — „Testament Damoklesa” was nie zawiedzie.
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.