ŚWIAT, KTÓRY ZAISTNIAŁ


Historia podąża przetartym szlakiem, od wzniesienia Wielkiej Świątyni Jahwe w Jerozolimie do zdrady Brutusa, od upadku Cesarstwa Rzymskiego do wypraw krzyżowych, od odkrycia Nowego Świata do pogrzebania Starego w gruzach Wielkiej Wojny — i tej drugiej, straszniejszej. Takie jest prawo przyczynowości, wielkiej strzały czasu.

Co jednak, jeśli strzałę można nagiąć? Albo złamać? Jeśli wydarzenia potoczyły się inaczej, niż nas uczono?

Mamy rok 1951, a druga wojna światowa dopiero dogasa. Tym razem nie było zwycięzców, żadnego alianckiego triumfu, tylko pola trupów. Rzesza zachowała swe zdobycze w Europie, na Półwyspie Arabskim i w Afryce, Stany Zjednoczone podbiły Pacyfik. To była ostatnia globalna wojna. Jej miejsce zajęło tysiąc lokalnych wojenek i powstań, konfliktów na rubieżach świata — jak Wojna w Korei...

Mamy rok 1968, a Stany Zjednoczone okupują Japonię. Trwa wielki kosmiczny wyścig — NASA i Narodowy Dyrektorat Lotów Kosmicznych Rzeszy idą łeb w łeb. Zimna Wojna nabiera rozpędu.

Mamy rok 1987 i świat jest zdecydowanie gorszym miejscem. Kryzys energetyczny zwiastuje trzecią wielką wojnę prowadzoną na niespotykaną dotąd skalę, przy użyciu broni atomowej i innych, straszniejszych urządzeń masowej zagłady. Czwartej wojny nie będzie.

Wielu zadaje sobie pytanie, jak do tego doszło. Jak świat trafił do przysłowiowego sracza. Niektórzy winią rozpad Wielkiej Rosji. Inni wskazują na bajeczną technologię, którą przez chwilę władała Trzecia Rzesza. To żadne odpowiedzi.

***

Kiedy będąc attache przy ambasadzie niemieckiej, mieszkałem w Moskwie, spotkałem kiedyś starą wieszczkę, która utrzymywała, że widzi migawki prawdziwego świata. W tym innym świecie Rosja wciąż jest jedna i wielka. I komunistyczna. Ale to śmieszne, bo nawet, gdyby rewolucja wrześniowa się powiodła, Rzesza zmiażdżyłaby to, jak je nazwała, „ZSRR” w mgnieniu oka. Partyjniacy z NSDAP do dziś nie mogą odżałować, że nie zapobiegli zwycięstwu komunistów w Chinach.

Oczywiście, wyrzuciłem jej to w twarz. A ona powiedziała — i do dziś tego nie zapomnę, bo mówiła z takim jakimś głębokim przekonaniem w oczach — że w jej obrazach do rewolucji doszło wcześniej. W sierpniu, zapytałem. W dziewięćset dziewiętnastym, odparła.

Uśmiechnąłem się wtedy życzliwie. Carowie kontynuowali ponapoleońskie reformy, trzymając w ryzach nastroje chłopstwa. Gdzie miał się wtedy zakorzenić komunizm? Kto miał poprzeć Lenina?

W moich snach — odparła — Napoleon nie podbił Rosji.

***

Jak głęboko może sięgać królicza nora? Świat „Testamentu Damoklesa” bardzo przypomina nasz, ale niech Was to nie zwiedzie. Jest inny i obcy. Rządzi się innymi zasadami, a wszystkie wartości, które znacie, uległy przewartościowaniu. Wieża Eiffla stoi tam, gdzie stała — ale czy to samo można powiedzieć o Statui Wolności?

Tę obcą rzeczywistość podszyto koszmarem. Pod pokrywą normalności skrywa się coś nieludzkiego, byty starsze niż ludzkość, niż Ziemia, może nawet sam czas... czy to one zgotowały nam taki los? Czy może wręcz przeciwnie?





Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.