Okop — ze względu na ostrzał ciężkiej artylerii okop musiał być głęboki na dziesięć-dwanaście stóp. Dno okopu było wyłożone czymś w rodzaju drewnianego chodnika, który żołnierze nazywali kaczą ścieżką. Boki również umacniano materiałem, który dało się znaleźć na miejscu — czasami stemplowano żelaznymi belkami, czasami drewnem — zazwyczaj faszyną i workami z piaskiem. Przy ścianach były stopnie strzeleckie, a w ścianach nisze albo wręcz jamy wykopane w ziemi, w których żołnierze potrafili przysypiać, kiedy tylko trafiła się po temu okazja. Po ścianach biegły druty telefonów polowych, pospinane klamrami: w „Goodbay to All That” Robert Graves pisze, że często opadały, a wówczas żołnierze się o nie potykali. Na górze wznoszono parapety strzeleckie, a samo czoło okopu umacniano workami z piaskiem. Zdarzało się też tak, że dowództwo wymyślało prace dodatkowe dla znudzonych szeregowców i dla dodania im ducha przed nową ofensywą kazało w regularnych odstępach drążyć w ścianach okopów specjalne nisze, w których miały się potem znaleźć pojemniki z gazem bojowym.

Żołnierze niestety nie wybierali sobie miejsca na okopy, więc często ze względów strategicznych lądowali w bardzo niesprzyjających warunkach — w górach albo na terenach podmokłych, poniżej poziomu wód gruntowych, co wymagało budowy stacji pomp, które nieustannie usuwały wodę z okopów. W relacjach żołnierzy stale przewija się wspomnienie wilgoci i błota, które ich zalewało, przyprawiając ludzi o rozliczne choroby, spośród których najbardziej znana była chyba tzw. okopowa stopa. I niewiele pomagały studzienki, które miały zbierać wodę.

Robert Graves podaje kolejność, w jakiej wznoszono kolejne części okopu: zaczynano od stanowisk strzeleckich, potem przejścia, dalej okopy komunikacyjne, a na samym końcu kryjówki dla poszczególnych żołnierzy oraz podziemne schrony. Utrzymanie okopu w stanie jakiej takiej używalności wymagało ciągłej pracy, usuwania szkód powstałych podczas bombardowań, pogłębiania, wypompowywania wody, umacniania, budowania infrastruktury — np. latryn, które niestety nie były popularne wśród żołnierzy, jako że z samolotu przypominały stanowiska moździerzy. Wszystko to było szalenie wyczerpujące. Rudyard Kipling zapisał anegdotę o księdzu, który w pierwszej linii — czyli wbrew rozkazom, bo kapelanów starano się trzymać z daleka od bezpośredniej walki — w pewnym momencie padł ze zmęczenia i usnął na dnie okopu. Po jakimś czasie obudził go szept:

— Ojcze, czy mógłbyś się przesunąć? Pogłębiliśmy już wszystko aż do twoich stóp i z drugiej strony aż do głowy, ale teraz musimy przekopać pod tobą.

Zwykle kopano trzy linie okopów na pierwszej linii obrony, połączonych okopami komunikacyjnymi, przed czołem okopów rozciągała się linia pikiet, ufortyfikowane bunkry, dalej posterunki zwiadowców, trzy linie drutu kolczastego. Oczywiście Niemcy też kopali, czasami na przykład podziemne korytarze, które docierały aż pod pozycje wroga. W ogóle front zachodni był jednym wielkim kretowiskiem — w swoich korespondencjach wojennych Rudyard Kipling przytacza opinię pewnego żołnierza, który twierdził, że spokojnie da się przejść całą Francję, nie wychylając nosa z okopu.


Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.