Passchendaele, 1917
Głównodowodzący armii brytyjskiej na froncie zachodnim, generał sir Douglas Haig, od dawna rozważał ideę przełamania we Flandrii. Planował je jeszcze w roku 1916, jednak bitwa nad Sommą zmusiła go do zmiany zamiaru. W 1917 r. pojawiło się kilka ważnych czynników, które nie wchodziły w grę wcześniej.
Po pierwsze admirał Jellicoe apelował o jak najszybszą likwidację baz niemieckich ubootów na belgijskim wybrzeżu, gdyż zadawane przez nie straty mogły negatywnie wpłynąć na zdolność Wielkiej Brytanii do prowadzenia wojny w następnym roku. Po drugie katastrofalną porażką zakończyła się właśnie ofensywa francuskiego generała Nivelle'a, w wyniku czego armię francuską zalała fala buntów, które poważnie podkopały jej możliwości bojowe. Haig chciał związać niemieckie siły i tym samym uniemożliwić Niemcom wykorzystanie takiej okazji do uderzenia na osłabionych Francuzów. Po trzecie generał uważał, podobnie zresztą jak rok wcześniej nad Sommą, że armia niemiecka jest u kresu sił i potężne uderzenie może zgruchotać ją ostatecznie. Dodatkową motywacją było zachowanie premiera Wielkiej Brytanii Lloyda George'a, który nalegał na energiczne prowadzenie wojny i groził Haigowi, że jeśli ten nie podejmie ofensywy, odbierze mu rezerwy i zasoby, aby wysłać je do walki na front włoski lub bałkański.
Całą operację przygotowywano w wielkim pośpiechu na początku lata 1917 r. Haig, mimo doświadczeń ostatnich lat wciąż marzący o decydującym przełamaniu, kilkakrotnie zmieniał koncepcje i dowódców wyznaczonych do ofensywy. Pierwszy był Henry Rawlison, pionier taktyki bite and hold, który wsławił się najbardziej „ekonomicznymi” do tamtej chwili udanymi operacjami ofensywnymi. Taktyka bite and hold, czyli „ugryź i przytrzymaj” z grubsza polegała na porzuceniu marzenia o decydującym przełamaniu i realizowaniu celów małymi kroczkami oraz przy zachowaniu przewagi tak w ataku, jak i w obronie, w celu zadania przeciwnikowi najwyższych strat najniższym kosztem. Rawlison nie zdołał jednak zawładnąć wyobraźnią sir Douglasa Haiga i jego miejsce zajął Herbert Plumer, dowódca doświadczony w walkach we Flandrii, który obiecywał sięgnąć znacznie dalej w linie przeciwnika. Wkrótce jednak wszystkich przelicytował sir Hubert Gough, który miał dać Haigowi jeszcze więcej — upragnione przełamanie. Rawlison, który był biegły w ocenie wsparcia artyleryjskiego niezbędnego do osiągnięcia sukcesu, ostrzegał, że liczba luf przeznaczonych do ofensywy jest za mała, a teren Flandrii bardzo utrudni podążanie dział za piechotą i w rezultacie pozbawi czołowe oddziały efektywnego wsparcia. Został jednak zignorowany.
Początkowo wszystko szło znakomicie, ofensywa zaczęła się od zdobycia grzbietu Messines, gdzie wojska korpusu generała Plumera, korzystając z obfitego wsparcia artyleryjskiego i 22 gigantycznych min podziemnych (ich wybuchy słychać było w Londynie), zmiotły niemieckie pozycje i przy stosunkowo niewielkim oporze zajęły całą pozycję. Plumer gorąco nawoływał do kontynuowania natarcia, ale nie znalazł posłuchu u Haiga. Ostatecznie sześć tygodni spokoju zgodnie z planem wykorzystano na magazynowanie amunicji, niezbędnej do podjęcia ofensywy.
Termin rozpoczęcia ofensywy wyznaczono na 31 lipca. Wcześniej, w sposób typowy dla każdej większej ofensywy Ententy, rozpoczęto trwające dziesięć dni przygotowanie artyleryjskie. Przeprowadziło je 3 000 dział, które w trakcie wystrzeliły 4 500 000 pocisków. Po takim otwarciu Niemcy nie mieli wątpliwości, co się szykuje — element zaskoczenia całkowicie zniknął. Gdy Brytyjczycy uderzyli na wioskę zwaną Passchendaele, idąc z obu stron drogi z Menin, zostali niemal natychmiast powstrzymani i uwikłali się w ciężkie walki. Co gorsza, gdy przez następne dni próbowano wznowić ofensywę, zaczął padać tak obfity deszcz, jakiego nie było od 30 lat. Flandryjskie pola, spulchnione milionami eksplozji, pozbawione rozbitych przez artylerię kanałów irygacyjnych, zamieniły się w niekończące się bajora ciężkiego błota. Czołgi, używane przez Brytyjczyków do wsparcia, przy każdej próbie ruchu wpadały głęboko w błoto i nie były w stanie się poruszać. Nie lepiej miała się piechota, która zapadała się po kolana czy po pas. Niemieckie pozycje tymczasem, od dawna przygotowywane do obrony, upstrzone były betonowymi bunkrami, w których osadzono karabiny maszynowe. W dodatku niegdyś górowały nad połaciami ziemi niczyjej, która zmieniła się w jeziora błota i połacie zalanych grzęzawisk.
W takich okolicznościach przez jakiś czas ponawiano ataki, aż wreszcie walki zamarły do 16 sierpnia, kiedy to znów rozgorzały na cztery dni. Ponosząc ciężkie straty, Brytyjczycy uzyskali ledwie kilkaset metrów terenu. Haig, niezadowolony z postępów, skierował Gougha na boczny tor i przekazał pałeczkę Plumerowi. Ten w serii ograniczonych operacji opanował teren aż do wzgórz na wschód od Ypres (łącznie od 31 lipca linia frontu przesunęła się o 1400—1800 metrów). To znów dodało ducha Haigowi, który rozkazał wznowić ofensywę w centrum, całkowicie przekonany, że Niemcy są o krok od załamania. Dało to jednak nader skromne rezultaty, po części dlatego, że Niemcy przysłali rezerwy, zwolnione z frontu wschodniego, które zatkały wyłomy w linii i z sukcesem odparły nacierających. Aby pomóc sobie w obronie, Niemcy użyli na froncie pod Ypres pocisków z gazem musztardowym.
Haig jednak łatwo się nie poddawał. Gdy natarcia utknęły do 12 października, podtrzymał rozkaz natarcia, chociaż w tych okolicznościach musiało to być bardzo kosztowne. Dopiero 6 listopada, po ostatecznym zdobyciu przez Brytyjczyków i Kanadyjczyków wioski Passchendaele, głównodowodzący uznał, że ma wymówkę do odwołania ofensywy.
Bitwa pod Passchendaele, znana też jako trzecia bitwa pod Ypres, była kosztownym ćwiczeniem. Brytyjski Korpus Ekspedycyjny utracił ponad 310 000 żołnierzy, a Niemcy ponad 260 000. Obszar kontrolowany przez Brytyjczyków powiększył się o kilka kilometrów kwadratowych.
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.