WIELKA WOJNA — WG GRZEGORZA WIŚNIEWSKIEGO

Pierwsza wojna światowa to pierwsza nowożytna wojna totalna — zjawisko, jakie obecnie kojarzy się nam ze słowem „wojna”. Wszystkie wcześniejsze konflikty spadały na społeczeństwa o mizernych lub ograniczonych zdolnościach mobilizacyjno-przemysłowych, przez co trwały krótko i były mało intensywne.

Przez wieki wrogie armie prowadziły głównie działania manewrowe, spotykając się na krótko w bitwach, po których następowała pauza operacyjna, bo armie musiały uzupełnić zaopatrzenie i załatać straty. Aktywne działania przeciwko nieprzyjacielowi stanowiły jedynie ułamek czasu konfliktu. Nie istniał efektywny system transportowy, więc dowódca zwyczajnie nie mógł skoncentrować w konkretnym miejscu wszystkich podległych mu i zdolnych do zmobilizowania ludzi oraz wszystkich zapasów, zdatnych do wykorzystania w wojnie.

Sytuacja zmieniła się w wieku XIX, gdy możliwości gospodarcze i mobilizacyjne państw zaczęły rosnąć bardzo szybko. Pojawił się pierwszy zmasowany środek transportowy w postaci kolei, który umożliwiał koncentrację, przerzucanie i zaopatrywanie względnie dużych sił w każdym miejscu, do którego doprowadzono tory.

Pierwszą lekcją tego rodzaju była wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych, w latach 1861-65, gdzie kolej zademonstrowała, że jest po prostu nieodzowna w nowoczesnej wojnie. Drogi żelazne przypominały zapuszczone w głąb państwa dreny, którymi w razie potrzeby dało się wypompować wszystko, co było potrzebne na polu bitwy — nowych żołnierzy, amunicję i inne zaopatrzenie. Bitwy tej wojny stały się częstsze, bardziej intensywne i bardziej krwawe niż wcześniej, ale z poprzednimi wojnami łączył je chociażby brak jednolitej linii frontu — działania odbywały się głównie zwartymi jednostkami, poszukującymi nieprzyjaciela za pomocą zwiadowców i biorącymi udział w starciach.

Następna lekcja miała miejsce już w 1866 r., gdy podczas wojny austriacko-pruskiej generał von Moltke (starszy) i jego sztab generalny połączyli znakomitą pruską kolej z mobilizacją powszechną. Wykorzystując wielki rezerwuar przeszkolonych wcześniej żołnierzy i ich elastyczny przerzut koleją, mniej ludne Prusy zdołały w szybkim intensywnym konflikcie pokonać Związek Niemiecki i Austrię. W wojnie tej zaprezentowało się kolejne dziecko rozwijającego się przemysłu — masowo produkowany karabin odtylcowy. Karabin Dreysego nie był całkowicie udanym modelem, jednak jego szybkostrzelność okazała się niezwykle przydatna. Nie zdałaby się na nic, gdyby przemysł nie potrafił wcześniej wyprodukować odpowiedniej ilości nabojów, a kolej — dostarczyć ich do oddziałów. W tej wojnie również nie ustaliła się ciągła linia frontu, a działania prowadzono w sposób podobny do wojny secesyjnej — łącznie z operowaniem w zwartych szykach kolumnowych i atakowaniem na bagnety.

Potem, w 1870 r., nadeszła lekcja wojny francusko-pruskiej. Pod wieloma względami konflikt ten powtórzył schemat wojny z 1866 r. — wszakże z kilkoma zasadniczymi różnicami, z których największą okazał się rezultat starcia w polu dwóch europejskich armii mniej więcej równorzędnie uzbrojonych. Jak wiadomo ostatni cesarz Francuzów Napoleon III wojnę przegrał, stało się tak jednak głównie na skutek fatalnego dowodzenia. Pruscy piechurzy, rzucani do powtarzających się ataków na Francuzów, uzbrojonych w znakomity karabin Chassepota i wyposażonych w mitraliezy, zapłacili za zwycięstwo straszliwą cenę. A konflikt rozgrywał się w czasach, gdy nie dopracowano jeszcze koncepcji ani karabinu maszynowego, ani ciężkiej artylerii.

Ostatnim ostrzeżeniem była stoczona w 1898 r. bitwa pod Omdurmanem. Siły brytyjskie, wspierane częściowo przez posiłki egipskie, w wielkiej bitwie położyły tam kres sudańskiej rewolcie Mahdiego, znanego u nas głównie ze stronic „W pustyni i w puszczy”. W jednym starciu, korzystając z umocnień polowych i używając nowoczesnej broni odtylcowej oraz karabinów maszynowych systemu Maxima, wyniszczono trzon bardzo licznej armii wroga. Faktem jest, że siły Mahdiego były słabo uzbrojone (głównie w broń sieczną) i kiepsko dowodzone — tym też tłumaczono sobie ich klęskę. Nikomu z uczestników czy późniejszych komentatorów nie starczyło wyobraźni, aby w miejsce bezładnego tłumu derwiszów podstawić sobie zwarte szyki jakiejkolwiek europejskiej piechoty i zastanowić się czy wynik takiego starcia byłby inny.

Podczas tych wszystkich konfliktów usprawniano całą logistyczną maszynerię, aż powstały warunki niezbędne do stoczenia wojny totalnej, jakiej w historii nigdy jeszcze nie było, zdolnej sięgnąć po każdego obywatela i wpłynąć na losy każdego gospodarstwa domowego. Gdy więc Gawriło Princip przyłożył iskrę do politycznej beczki prochu jaką stała się Europa po kryzysie marokańskim (1912) i wojnach bałkańskich (1912-13), wszystkie te czynniki rzuciły obie strony do konfliktu totalnego. Niemniej wojna zaczęła się podobnie jak poprzednie, od działań pojedynczych armii i poszukiwaniu rozwiązania w bitwie.

I wtedy stało się coś, czego nikt najwyraźniej nie brał pod uwagę. Zwyciężone armie, zamiast się rozproszyć w panicznej ucieczce, błyskawicznie uzupełniały straty świeżymi poborowymi, a silny przemysł na zapleczu frontu wyposażał je w broń i amunicję, dowożone sprawnie dzięki rozbudowanemu systemowi komunikacyjnemu. Kontakt z nieprzyjacielem trwał właściwie nieustannie. Nikomu nie udawało się uzyskać przełamania frontu i nikt nie potrafił w jednej bitwie rozstrzygnąć losów całej wojny. Trzeba było starać się utrzymać kontrolę nad cała rozległą linią frontu. Trzeba ją było całą umocnić i obsadzić na tyle mocno, żeby byle rozpoznawcze uderzenie przeciwnika jej nie przerwało, wchodząc na głębokie tyły — bo podobna porażka oznaczałaby konieczność przeprowadzenia co najmniej kosztownego kontruderzenia. Wszystko to wymagało coraz więcej żołnierzy i coraz więcej amunicji, którą trzeba było długo gromadzić w jednym miejscu.

Armia potrzebowała coraz więcej ludzi, coraz więcej broni, coraz więcej wszystkiego — a pozyskać można to było tylko kosztem społeczeństwa, więc wojna sięgała powoli do każdego jego zakamarka.

Wojna totalna.

Wojna, która całkowicie odmieniła świat, w którym się zaczęła. Przez wiek XIX potężniała wśród ludzi na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, świadomość własnych rosnących możliwości. Na rozmaitych polach dokonywano wciąż nowych odkryć i wynalazków, wzmacniając przekonanie, że ludzkość może wszystko — i był to czysty, niczym nie zaburzony optymizm. Świat stawał się coraz bezpieczniejszy, coraz lepiej podporządkowany. Nie odczuwano większych obaw czy strachu przed tym, co przyniesie przyszłość, co można odkryć lub zbadać. Nie myślano o konsekwencjach, jedynie o korzyściach. Teraz zaś okazało się, że wszystkie te wspaniałe osiągnięcia dają się wykorzystać w tym jednym prostym celu — żeby się skuteczniej mordować.


Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.