Tekst nagrodzony w konkursie „Wilczego dziedzictwa” Efantastyki i Agencji Wydawniczej RUNA

zamarly
METAMORFOZA

Jak zwykle nie chciało mi się wstać. Poranne promienie słońca raziły w oczy, pomyślałem więc, że dobrze będzie zasłonić okno i zdrzemnąć się jeszcze z godzinkę. Wiedziałem, że dzisiaj wraca żona, ale po wczorajszej balandze sen był mi bardzo potrzebny. Wstałem i... wytrzeźwiałem w jednej chwili. Przede mną na dwóch łapach stał potwór. Wysokie na blisko dwa metry, kudłate bydlę patrzyło na mnie ogromnymi czerwonymi oczami. Odwróciłem się w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia obrony i kątem oka zobaczyłem, że stwór robi to samo.

— Lustro — błysnęło mi w myślach. — To przecież lustro w szafie.

Chwilowa ulga szybko zamieniła się w przerażenie.

— Zaraz, jeżeli to lustro, to jak ja, do cholery, właściwie wyglądam?

Uszczypnąłem się, bo pomyślałem, że jeszcze śpię. Nie był to dobry pomysł.

— Łojatokurwapierdziu!!! — Zawyłem tak, że mieszkanie zatrzęsło się w posadach. Z przerażeniem popatrzyłem na swoje dłonie. No tak, blisko piętnastocentymetrowe pazury wyglądały na takie, które mogłyby bez problemu rozedrzeć na strzępy bawoła, a ja właśnie wbiłem sobie dwa w tyłek podczas daremnej próby obudzenia się.

— Dobra, przyjmijmy, że to nie jest sen. Trzeba by zobaczyć, czym ja właściwie jestem. — Autoperswazja podziałała przynajmniej na tyle, że jeszcze raz spojrzałem w lustro. Ani chybi, ze szklanej tafli patrzył na mnie, z bardzo głupim wyrazem twarzy, ni mniej, ni więcej, tylko prawdziwy człowiek-wilk.

— Skąd mi się to mogło wziąć? Przecież nikt mnie nie pogryzł, w rodzinie też nie było żadnych takich przypadków... — Eliminowałem znane mi mityczne sposoby przemiany w wilkołaka.

— Cyganka! — Olśnienie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. — To przecież ta jędza wrzeszczała przekleństwa, kiedy przeganiałem ją spod mojego kiosku. Wtedy myślałem, że naczytała się Sapkowskiego, bo z jej wrzasków dało się zrozumieć coś o potworze w ludzkiej skórze, który teraz będzie prawdziwym.

No nic, trzeba będzie ją znaleźć i przekonać do odwrócenia uroku.

Zatrzymałem się praktycznie w drzwiach. Zaraz, przecież nie mogę tak wyjść na ulicę. Jeżeli prawdą jest, że istnieją wilkołaki, a byłem tego najlepszym dowodem, to zapewne można znaleźć również ich pogromców. Co prawda ostatnio słyszałem, że ludzie-wilki są przedstawiani jako obrońcy ludzi, ale czy każdy musi się zgadzać z poglądami amerykańskiej pisarki? Jakiś domorosły Wędrowycz czy Van Helsing ubije mnie jak nic, pewnie tylko czeka na takie świeże i nieostrożne wilkołaki jak ja. Co prawda ten drugi był znany z walki z wampirami, ale wolałbym nie ryzykować spotkania z jakimkolwiek szalonym łowcą.

Otworzyłem szafę, żeby wybrać coś do ubrania i zamaskowania obecnej postaci.

Jeżeli poprzednie wycie nie obudziło wszystkich sąsiadów, to w tej chwili dałem taki popis, że nie mieli szans na kontynuowanie snu. Drzwi szafy otworzyłem tak gwałtownie, że z górnej półki spadła na mnie patera, którą dostałem w ślubnym prezencie. Teraz przynajmniej mam pewność, że jest wykonana z czystego srebra. Ból, jaki poczułem przy zetknięciu z nią, był niewyobrażalny — jakby ją wykonano z gorejącej lawy.

Znalazłem w końcu jakiś płaszcz, w który zdołałem się wbić, na głowę założyłem czapkę i tak zamaskowany wyruszyłem na poszukiwanie Cyganki.

Co tu dużo mówić, ta eskapada okazała się jedną wielką porażką. Na mój widok koty wrzeszczały, jakby je kto obdzierał ze skóry. W sumie nawet nie musiały mnie widzieć, wystarczało, że mnie wyczuły, a potrafiły mnie zwęszyć prawie ze stu metrów. Na dodatek psy zapałały do mnie wielką miłością i postanowiły podążać za mną, gdziekolwiek bym nie poszedł. W odległości piętnastu metrów miałem więc stale powiększające się stado. Załamałem się w pobliżu sklepu mięsnego. Moimi trzewiami targnął taki głód, że z ledwością powstrzymałem się przed wparowaniem do środka. Ostatnim wysiłkiem woli wróciłem do domu i pożarłem całe mięso, jakie znajdowało się w lodówce.

No nic, pozostało mi tylko czekać na żonę i spróbować ją ukąsić. Może zamieni się w Shakirę?





Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.