SPOTKANIE Z WILKOŁAKIEM
WILKOŁAK W WILCZEJ POSTACI
Jeśli jesteśmy przeciętnymi spacerowiczami (a nie rozważamy tu przypadków celowego zaczajania się na wilkołaki), nie oszukujmy się — z punktu widzenia wilkołaka poruszamy się z gracją zdezelowanej koparki. Zmysły nieświadomych są nieco słabiej wyostrzone niż świadomych, niemniej jedni i drudzy usłyszą nas z daleka. Zanim zdążymy ich zobaczyć, świadomi uciekną, ponieważ wiedzą, że powinni unikać ludzi; nieświadomi zrobią to samo wiedzeni instynktem.
No, chyba że natknęliśmy się na osobnika żądnego krwi. W takim przypadku pozostaje tylko życzyć sobie powodzenia w ucieczce. Najlepiej zacznijmy biec od razu, nie wierząc w twierdzenia, że ucieczka prowokuje drapieżnika do ataku. Jeśli wilkołak będzie chciał nas zabić, nie powstrzyma go fakt, że stoimy spokojnie, stosownie pobledli, pragnąc upodobnić się do pnia pobliskiej brzózki; co najwyżej odbierzemy mu tym sposobem część przyjemności z polowania (fakt, że zawsze to jakaś satysfakcja). Pamiętajmy jednak, że znane nam z filmów i książek żądne krwi wilkołaki w rzeczywistości trafiają się bardzo rzadko.
Gdybyśmy jakimś cudem zaskoczyli wilkołaka, zapewne i tak nie zorientujemy się, na co patrzymy. Rozsądek podpowie nam, że oglądamy dużego psa, dzika, wilka, niedźwiedzia czy inne występujące w danym regionie zwierzę. Jeśli wszystko rozegrało się w nocy, możemy nawet dojść do wniosku, że widzieliśmy wiewiórkę, a reszty dokonał strach.
Innymi słowy — jeśli z jakichś względów często zapuszczamy się nocą do lasu, zwłaszcza przy pełni księżyca, mogliśmy już kiedyś zobaczyć wilkołaka, ale po prostu nie zdajemy sobie z tego sprawy. Cieszmy się z tej niewiedzy, bo w przeciwnym razie zostalibyśmy uznani za zagrożenie i czekałoby nas spotkanie z przedstawicielem wilkołaczych służb specjalnych. Okoliczność, że zapewne odwiedziłby nas on w ludzkiej postaci, niewiele by nam pomogła.
WILKOŁAK W LUDZKIEJ POSTACI
Właściwie, jeśli wilkołak nie przyzna nam się do tego, kim jest — albo na przykład czegoś na ten temat nie podsłuchamy — trudno będzie się nam zorientować, że nie mamy do czynienia ze zwykłym człowiekiem. Na pewno podejrzani są wszyscy osobnicy ze zrastającymi się nad nosem brwiami, będący zarazem szatynami lub szatynkami o piwnych oczach. Ale brwi można wydepilować, a włosy zafarbować — nawet w przypadku mężczyzn takie zabiegi przestały kogokolwiek dziwić.
Jeśli zrodziły się w nas podejrzenia co do ukrytej tożsamości rozmówcy, dla własnego dobra nie ujawniajmy się z nimi. Nieświadomy obrazi się na nas śmiertelnie, gdy ośmielimy się zasugerować, że być może nie jest tak do końca człowiekiem. Wręcz się z nami rozwiedzie, jeżeli przypadkiem zdarzyło nam się zawędrować z nim lub z nią na ślubny kobierzec. Z kolei świadomy, jeśli jest po prostu naszym znajomym, przypuszczalnie zamelduje komu trzeba, że pewien człowiek odkrył jego tajemnicę — a to grozi nam szybkim zgonem.
No, chyba że zakochaliśmy się w świadomym z wzajemnością. Wtedy będziemy w miarę bezpieczni, bo ukochany czy też ukochana raczej nie będzie się palić do powiadamiania organizacji o naszym odkryciu, jako że zna oficjalne stanowisko przełożonych w kwestii wtajemniczania ludzi w sprawy społeczności.
Kilka drobiazgów, które powinniśmy wiedzieć, dzieląc życie ze świadomym:
Generalnie, życie ze świadomym nie różni się drastycznie od życia z człowiekiem — w końcu każdy ma swoje wady i dziwactwa. Można by się wręcz zastanawiać, co jest gorsze: mąż lubiący sobie pobiegać nocą po lesie czy kolekcjonujący stare frezarki, partnerka czyszcząca nam karty kredytowe czy taka o nietypowych nawykach żywieniowych (no, zgoda, jeśli ona gotuje, może się to okazać nieco uciążliwe).
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.