D.L.NET — fragment


Wieczór. Ognisko przygasło, lecz nie dorzucali chrustu. Czekali, aż zasypane w popiele ziemniaczane bulwy dojrzeją od żaru, którego poblask rozjaśniał ciemność czerwoną mgiełką. Od pobliskiego jeziora wiał lekki wiatr, niosąc zapach tataraku, wyjątkowo gęsto porastającego brzegi.

Norton wstał. Jego wysoka, wysportowana sylwetka odcinała się głębokim cieniem na tle lasu.

— Trzeba wygrzebać ziemniaki — powiedział do kobiety. — Skoczę do domku po sól.

— Myślałam, że wziąłeś — odparła, zadzierając do góry głowę. Siedziała na trawie. Obejmowała ramionami zgrabne nogi, podkulone pod brodę.

— A ja myślałem, że ty wzięłaś.

— Człowiek jest istotą myślącą — skomentowała żartobliwie. Mówiła powoli, leniwie. Miała dużo czasu. Oboje mieli.

— Idę — rzekł Norton i odwrócił się.

Domek letniskowy znajdował się nad jeziorem, tak blisko wody, że z daleka wyglądał jak wielka łódź, którą fale wyrzuciły na brzeg. Drewniany aż po dach, niski, rzeczywiście taką łódź przypominał. Norton wszedł do środka, nie zapalając światła. Wynajmował ten domek od lat, więc doskonale znał położenie każdej szafki.

Przekroczył próg kuchni.

— Sól, sól... — wymamrotał i nagle zamilkł. Zastygł w pół kroku, gdyż wydało mu się, że przed nim poruszył się jakiś cień. Nim zdążył uczynić cokolwiek, coś uderzyło go boleśnie w twarz, aż zachłysnął się własnym oddechem. Przy następnym uderzeniu upadł na wznak, machając bezradnie rękami i nogami. Gdy wreszcie zdołał odwrócić się i próbował czołgać w kierunku wyjścia — to coś z ciemności pochwyciło go za nogę. Na próżno próbował się uwolnić, chwytał rozpaczliwie mebli — to było silniejsze, ciągnęło go ku sobie, jak drapieżne zwierzę przyciąga upolowaną zdobycz.

Norton wszedł do środka, nie zapalając światła. Wynajmował ten domek od lat, więc doskonale znał położenie każdej szafki.

Przekroczył próg kuchni.

— Sól, sól... — wymamrotał i nagle zamilkł. Zastygł w pół kroku, gdyż wydało mu się, że przed nim poruszył się jakiś cień. Cisza. Postąpił dalej i nagle zahaczył o coś ramieniem. Było to tak niespodziewane, że omal nie upadł, chociaż uderzenie nie było zbyt silne. Zaklął i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to coś, w co uderzył, znajdowało się na samym środku kuchni, w miejscu, gdzie niczego być nie powinno. Gdzie na pewno niczego nie było, gdy wychodzili z Carolyn piec ziemniaki. Sam brał te ziemniaki, zatem był pewien, że dziewczyna nie przestawiła żadnego mebla.

Wyciągnął ostrożnie rękę, trafiając na twardą, gładką powierzchnię. Coś trzasnęło — jakby pękające drewno — i Norton poczuł pod dłonią ruch. Odskoczył instynktownie, przez moment wpatrywał się w mrok, wreszcie sięgnął do kontaktu. Zabłysło światło.

To był chrząszcz biegacz. Przynajmniej o tyle, o ile można było ocenić po wystającej z podłogi połowie ciała. Tylko że zamiast swoich zwyczajnych trzydziestu milimetrów długości, miał chyba ze dwa metry. Jego ciemnofioletowe ubarwienie lśniło metalicznie w świetle lampy, a czułki poruszały się nerwowo. Ciemne, wyłupiaste oczy na głowie owada wyglądały jak galaretowate narośla. Z wyłamanej w podłodze dziury wystawały tylko cztery odnóża, reszta, cały tylny segment, najszerszy i największy, tkwił pod deskami. Chrząszcz poruszył się, aż zatrzeszczało, próbując wydobyć się z wyłomu. Ostre szczękoszczypce, służące do szatkowania pożywienia, zastukały przy tym, jakby zamierzały pochwycić zdobycz.

Norton stał jak zahipnotyzowany, wpatrując się szeroko rozwartymi oczami w owadzie monstrum. Wreszcie powolnymi krokami wycofał się z kuchni. Zamknął dokładnie drzwi, nie zdając sobie sprawy z leniwej staranności swoich ruchów.

Wszedł do środka, nie zapalając światła. Wynajmował ten domek od lat, więc doskonale znał położenie każdej szafki.

Przekroczył próg kuchni.

— Sól, sól... — wymamrotał i po omacku sięgnął na półkę. Natrafił dłonią na solniczkę. — Mam cię — szepnął, ściskając pojemnik jak cenną zdobycz. Wychodząc, dokładnie zamknął za sobą drzwi, nie zdając sobie sprawy z leniwej staranności swoich ruchów.

— Długo cię nie było — powiedziała Carolyn. Patykiem rozgarniała popiół ogniska i wybierała z żaru ziemniaki.

Norton obojętnie wzruszył ramionami.

Nieoczekiwanie Carolyn wyprostowała się, zaglądając mu z niepokojem w oczy.

— Widziałam, jak trzykrotnie wchodziłeś do domku — oznajmiła.

Patrzyli na siebie w milczeniu, tak długo, jakby zapomnieli, o czym mówili. Jakiś wypalony patyk strzelił w ognisku i nagle świerszcze, jak na sygnał, ponownie podjęły pracę stroicieli.

— Nic o tym nie wiem — rzekł powoli Norton. — Jesteś pewna?

— Nie mówiłabym, gdyby było inaczej.

Objął Carolyn ramionami, była niższa od niego o głowę i czuł pod brodą łaskotanie jej włosów. Wtuliła twarz we flanelową koszulę, ciepłą, miękką w dotyku, a potem, gdy podniosła głowę, zapragnęła, by ją pocałował. Nie zrobił tego.

— Myślisz, że to anomalia? — zapytał.

— Chyba że po coś wracałeś...

— Nie wracałem. Wziąłem sól i to wszystko.

— Wchodziłeś trzy razy — powtórzyła Carolyn. Uśmiechnęła się niepewnie, dostrzegając zmarszczone brwi Nortona. — Nie przejmuj się tak! Przecież to tylko anomalia, jedna z wielu.

— Denerwuje mnie, że nie wiem, co się tam wtedy dzieje! Ostatnio zbyt często zdarzają się anomalie. Zauważyłaś?

Odsunęła się, robiąc minę, która zapewne miała go rozbawić.

— Dawaj tę sól — powiedziała. — Bierzmy się do ziemniaków, zanim wystygną.

— Pytałem, czy zauważyłaś, jak często...

— Pewnie, że tak. Każdy to zauważa i co z tego? Czy możesz coś na to poradzić?

— Nie mogę. I to też mnie denerwuje.

— A mnie nie. Świat jest, jaki jest.

— Kiedyś był inny.

— Och, przestań już! To miał być przyjemny wieczór przy ognisku.

Norton przykucnął i rozpostarł ręce tuż nad gorącym popiołem. Trzymał je tak długo, jak długo mógł wytrzymać, dopóki nie zaczęła piec skóra na dłoniach.

— Wieczór będzie przyjemny — rzekł. — Będzie jeszcze wiele przyjemnych chwil. Przynajmniej dopóki Sieć jakoś sobie radzi.

Ciąg dalszy w książce...





Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.