REX I WYŚCIGI PSÓW CZTEROKOŁOWYCH — fragment
Nocą las jest inny niż za dnia. Te same drzewa wbijają korzenie w tę samą ziemię, ten sam wiatr kołysze ich koronami, lecz różnica jest ogromna, większa niż między cieniem a światłem. Może sprawia to fakt, że nocne zwierzęta zachowują się cicho i ostrożnie, że nocne ptaki nie śpiewają tak jak ich dzienni krewniacy, lecz pohukują lub krzyczą znienacka, jakby ich życie dobiegało końca? Może. Nawet na pewno. Ale nie wyjaśnia to wszystkiego. Nie do końca tłumaczy tę ciszę, ten dziwny konglomerat spokoju i napięcia. Uśpienia i wyczekiwania. Wyczekiwania, że oto zaraz wydarzy się coś groźnego, co za dnia powinno być nie do pomyślenia.
Leśną drogą jechał na rowerze dziewięcioletni chłopiec. Ogromna tarcza księżyca wisiała nad jego głową niczym lampion z białej bibuły. Chłopiec był przerażony. Zawzięcie kręcił pedałami małego roweru i często oglądał się za siebie. Gdziekolwiek spojrzał, wszystko strachem odbijało się w jego oczach; wszystko było obce i nieprzyjazne. Groźne. Ale to coś z tyłu, coś co wciąż tkwiło w umyśle chłopca, było strachem największym. Strachem, który pchał go naprzód między inne, te z boków, i te które miał przed sobą.
Seve Paderner dostrzegł wreszcie światła domu stojącego na skraju lasu. Strach gonił go do samego podwórka, gonił, gdy chłopiec rzucił rower i przez otwarte okno wskoczył do wnętrza.
***
Pośrednik zgasił papierosa i z kieszeni wyjął złożony na pół kartonik.
— Pan Kaneter wypisał czek według ceny katalogowej — powiedział. Westchnął i wyprostował kartonik. — Mówiłem, żeby zdał się na mnie, ale nie chciał słuchać. Ponieważ klamka i tak już zapadła, niech mi pan zdradzi: opuściłby pan pięć, dziesięć procent, co?
— Nie. — Meledo, przyjmując czek, rzucił okiem na kwotę. — Coś panu powiem, panie Hanton. Ten trening w zeszłym tygodniu był pierwszym publicznym wystąpieniem Reksa i nie spodziewałem się, że tak od razu ktoś się na nim pozna. Teraz wiem, że wstawiłem do katalogu zbyt niską cenę. Ale jestem poważnym hodowcą i nie zamierzam się wycofać.
Hanton uniósł w górę brwi, czy Meledo przypadkiem z niego nie kpi.
— Hmm... Nie wiem... — rzekł. — Nigdy dotąd nie słyszałem, aby ktoś zapłacił tak dużo za mikromózg.
— No to ma pan to już za sobą — stwierdził Meledo. — A przy okazji muszę wyprowadzić pana z błędu: cena dotyczy wartości układu pies—mikromózg. Osobno każde z nich nie jest warte wiele. To, co udało mi się uzyskać w wypadku Reksa jest naprawdę wielkiej klasy. Żaden z moich dotychczasowych zwierzomózgów nie uzyskiwał połowy jego sprawności. Kaneter musi być znawcą, skoro od razu to zauważył.
— Kaneter ma bzika — oświadczył nieoczekiwanie Hanton. — Niektórzy nazywają to hobby, dla mnie to bzik. Ale oczywiście jest znawcą. Na jego farmie nie ma chyba zagrody, w której nie byłoby zwierzomózga. Jednego psomózga już ma, nie wiem, po jaką cholerę mu drugi... Kaneter jest starym kawalerem, mieszka tylko z siostrą. Farma dobrze prosperuje i on pewnie nie wie, co robić z forsą. Ja na jego miejscu bym wiedział, a pan?
— Ja też — odparł Meledo. — Robiłbym to co dotychczas. Lubię swoją robotę. Dobra, oto papiery Reksa — przesunął ku krawędzi biurka spięte spinaczem dokumenty. — Pokwitowanie odbioru, faktura, akt własności, karta gwarancyjna, świadectwa szczepień... Wszystko w najlepszym porządku. Proszę przekazać panu Kaneterowi wyrazy szacunku. — Wstał z krzesła.
— Panie Meledo? — odezwał się Rex.
— Tak?
— Czy mógłbym po raz ostatni uczestniczyć w treningu?
Enimar Meledo wyprostował się. Wyglądał na zaniepokojonego.
— Co to za dziwna prośba? — zapytał
— Odczuwam taką potrzebę — wyjaśnił Rex. — Poza tym chciałbym się pożegnać, szczególnie z papugą Kakdu.
Meledo nie spuszczał oczu z psa. Zastanawiał się. Nagle jego twarz wypogodziła się.
— Zła diagnoza — rzekł. — Pomyliłeś się, Rex. Posłuchaj, jest akurat godzina, o której codziennie rozpoczynamy trening. Masz to już utrwalone. Po prostu nawyk, rozumiesz mnie? Tak naprawdę to nie odczuwasz żadnej potrzeby, tylko nawyk — przywykłeś do treningów o tej porze.
— Rozumiem — odparł Rex — To logiczne.
— W porządku, Rex. Kontroluj się, a pan Kaneter na pewno będzie z ciebie zadowolony. Z papugą Kakdu oczywiście możesz się pożegnać.
— Za dwadzieścia minut mamy pociąg — Hantonowi zaczęło się spieszyć. — Lepiej, żebyśmy zdążyli, bo następny dopiero za siedem godzin.
Ciąg dalszy w książce...
Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.