ŚMIERĆ MISTRZA (1814-1818)


Adam Morthiene nie doczekał ostatecznego tryumfu Francuzów. Pchany nieustannym pragnienieniem wiedzy oraz dziwnym niepokojem, który według zeznań przyjaciół towarzyszył mu w ostatnich dniach życia, podejmował coraz odważniejsze eksperymenty z etherowymi emanacjami, próbując zrozumieć ich pochodzenie oraz naturę. Nie powiodło się. Dwudziestego pierwszego marca 1814 roku zginął w ogromnej eksplozji, która strawiła większość laboratorium oraz szkice, nad którymi pracował przed śmiercią.

Jego pogrzeb był narodowym wydarzeniem, żałobny kondukt, który przejechał przez cały Paryż, żegnały tysiące ludzi, ale śmierć wynalazcy nie mogła już zaszkodzić Cesarstwu. Spełnił swoją rolę, dał światu ether, a podczas gdy zagłębiał się w teoretycznych rozważaniach, pałeczkę przejęli inni badacze. Największe umysły epoki, wszyscy sławni uczeni — od Laplace'a przez Humboldta po Voltę — prowadzili już własne eksperymenty z etherem, a mrowie innowatorów próbowało wykorzystać energię próżni w coraz to nowych konstrukcjach. Naukowe periodyki oraz żurnale techniczne mnożyły się jak nigdy wcześniej, ether był narodową dumą, byle rzemieślnik, byle drobny urzędnik chciał coś o nim wiedzieć.

Następne lata to czas odkryć. Zdawało się, że jeszcze nigdy rozwój nauki nie przebiegał tak gwałtownie; z dnia na dzień pojawiały się nowe przełomy. Okazało się między innymi, że ether może być nie tylko źródłem energii oraz siłą pędną dziwacznych konstrukcji. Raczkująca nauka kurtyn etherowych pozwoliła odkryć, że za emanacjami etheru leżą inne rzeczywistości. Otwarto okna, dziurki od klucza, przez które podglądać można było światy po drugiej stronie. W ciemnych, śmierdzących smarem i rtęcią warsztatach, naukowcy zobaczyli wiele rzeczy strasznych, ale i wiele obiecujących. Cesarz, ogromnie zainteresowany nowymi zastosowaniami etheru, nie skąpił pieniędzy. Ruszyła budowa ogromnego łuku etherowego, który miał pozwolić na utworzenie pierwszego stabilnego przejścia do równoległych rzeczywistości. Budżet przedsięwzięcia liczył sobie kilka milionów napoleondorów, a w budowę zaangażowała się cała Francja.

Jesienią 1817 roku, Brama Paryska ruszyła po raz pierwszy, a ludzie w całym mieście wylegli na dachy, by podziwiać kurtynę czystego etheru, która rozpięła się pod monstrualnym łukiem. Zaczęły się pracochłonne eksperymenty, które z zapartym tchem śledził świat, aż w końcu miesiąc po zbudowaniu Bramy jej naczelny inżynier, hrabia Soultiere, uzyskał stabilne połączenie z Nową Europą — kontynentem łudząco podobnym do Europy, lecz pozornie bezludnym.

I znów, nim filozofowie oraz księża poradzili sobie z implikacjami tego odkrycia, znalazły się dziesiątki stąpających twardo po ziemi ludzi, którzy odważyli się przejść na drugą stronę Bramy, a nawet zakładać tam osady. Ruszyła kolonizacja, która wkrótce, z oficjalnym błogosławieństwem państwa, nabrała tempa. W grę o gigantyczne, dziewicze, pełne naturalnych surowców terytorium włączyły się też inne mocarstwa. Kolejne bramy budowano w Anglii, Rosji, Ameryce i w Prusach. W tajnych paktach dzielono pomiędzy sobą przestrzenie pustych map.





Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.