TECHNIKA ETHEROWA


Ether. Piąta esencja, niewidzialny żywioł, energia próżni, która znajduje się w każdym fragmencie przestrzeni ukryta pod jej powierzchnią, trudna do wydobycia. Nad możliwościami istnienia podobnej siły zastanawiało się wielu myślicieli od Arystotelesa, przez Newtona po Einsteina. W świecie Zadry odkrywa tą energię Francuz Adam Morthiene, a jego eksperymenty spychają historię świata na nowy tor.

Podstawą całej etherowej techniki jest cewka morthienowska — mechanizm składający się z magnetycznych obręczy, które krążą w wieloosiowym mechanizmie, przypominającym model atomu. To konstrukcja zegarmistrzowska, napędzana sprężynami oraz system kół zębatych. Morthiene, uczeń Laplace'a i wielbiciel Volty, używał podobnego mechanizmu do swoich pionierskich badań nad elektromagnetyką. Nie spodziewał się, że podczas jednego z eksperymentów w samym centrum interferencji stworzonej przez wirujące obręcze zmaterializuje się kropla etheru. Długo nie mógł zrozumieć czym jest właściwie ten okruch jaskrawego błękitu. Dlaczego uderzyła od niego fala gorącego powierza? Dlaczego przestrzeń wokół kropli zdawała się rozdymać jak balon?

Każdy dzień prac nad etherem rodził więcej pytań niż odpowiedzi. I choć odkrycie nowej energii zelektryzowało uczonych na całym świecie i stało się głównym tematem badań, to w 1819 roku, gdy rozpoczyna się akcja Zadry, wciąż wiadomo o niej stosunkowo niewiele.

Krople etheru, uzyskiwane w dużo wydajniejszych, bardziej bezpiecznych i eleganckich wersjach oryginalnej cewki Adama Morthiene'a, przypominają gęsty, fosforyzujący płyn. Nie podlegają jednak prawom grawitacji, ich fluktuacje zdają się zupełnie przypadkowe. Kropla etheru wisi w powietrzu, tam gdzie została wydobyta, dopóki działa cewka. Jedyny sposób jej kontrolowania to zmiany pola magnetycznego, w którym powstała — czyli zmiany prędkości lub kąta obrotu obręczy. Takie operacje mają jednak często katastrofalne skutki — przy najmniejszych niejednorodnościach ether zaczyna wędrować po wnętrzu cewki, niszcząc w końcu jej obręcze.

Nie ma metody pomiaru temperatury etheru ani ilości energii, którą jego kropla odpromieniowuje. Im bliżej powierzchni emanacji, tym bardziej widoczne staje się to, co następcy Morthiene'a nawali pierścieniem anomalii. Wszelkie pomiary stają się niewiarygodne, rtęć w termometrach i barometrach przestaje zwiększać objętość, pierwiastki zaczynają reagować w nietypowy dla siebie sposób, fizyczne przedmioty ulegają przedziwnym zmianom. Ziarno etheru otacza niewidoczna łupina — horyzont zdarzeń stworzony z całkowitego chaosu.

Mimo tak niestabilnej, niezrozumiałej natury, nową energię zdołano natychmiast wykorzystać w konkretnych mechanizmach. Sam Morthiene szybko odkrył, że emanacja etherowa wydziela tak ogromne ilości ciepła, że zanurzona w zbiorniku z wodą, całą natychmiast odparowuje. W oparciu o to zjawisko stworzono potężne silniki etherowe, gdzie zamiast paliwa oraz zapłonu używa się wody i cewki. Właśnie ono napędza ehterowe pancerniki i pozwala etherowemu kulomiotowi na wystrzeliwanie pocisków z ogromną prędkością. Ukoronowaniem rozwoju cewek było pierwsze perpetuum mobile, cewka wykonana przez włoskiego zegarmistrza Partoniego, która obracała swoje łuki korzystając z energii dostarczonej przez znajdujący się w niej ether.

Do roku 1819 cewki rozpowszechniły się i udoskonaliły na tyle, że wykorzystano je nawet do oświetlenia ulic Londynu. Ale nawet Morthiene, który zginął u progu technologicznej rewolucji, zdawał sobie sprawę, że są one tylko pierwszym krokiem w nieznane. Każdy miesiąc badań ujawniał nowe, przedziwne właściwości etheru. Wkrótce pierścień anomalii, pole w którym zamazuje się rzeczywistość i przestaje obowiązywać zwykła fizyka, został wykorzystany w mechanizmach drugiej generacji. W obręczy Farii oraz etherowych bramach.

Ta pierwsza powstała, gdy mnich-hipnotyzer, który cieszył się wielką popularnością w Paryskich salonach, odkrył, że jeśli zbliża głowę do etherowej cewki, doznaje szczególnych stanów umysłu, a jednym z  efektów ubocznych była zdolność do czytania cudzych myśli. Na jego zlecenie przygotowano więc niebezpieczną konstrukcję — koronę, na której obwodzie leżały mikroskopijne cewki, tak że głowa znajdowała się stale wewnątrz anomalii. Telepatyczne zdolności, które uzyskał dzięki urządzeniu Faria, pomogły mu powiększyć szeregi wiernych. Szczególnie zasłużeni Farianie sami otrzymywali obręcz, dzięki czemu mogli uczestniczyć w Wielkiej Wspólnocie — religijno-ekstatycznym zgromadzeniu fanatyków.

Pierwsze prototypy obręczy pociągnęły za sobą falę śmiertelnych wypadków — uwolniona z magnetycznego pola kropla przepalała ludzką czaszkę jak kartę papieru. Wpływ anomalii na umysł był bardziej subtelny, ale równie groźny. Wielu Farian oszalało, wielu doznawało mrożących krew w żyłach widzeń. Jednak w miarę upływu czasu obręcze stały się na tyle bezpieczne, że zaczęła ich nawet używać szukająca nowych podniet arystokracja.

Mimo całej niezwykłości obręczy Farii, każdy mieszkaniec Europy roku 1819 przyznałby, że najwspanialszym i największym osiągnięciem wieku etheru są jednak bramy. Ich technologia jest jeszcze bardzo młoda, bo dopiero w 1817 roku udało się stworzyć w laboratorium pierwszą z etherowych kurtyn — dużych, stabilnych emanacji etheru, rozpiętych wewnątrz skomplikowanego układu cewek. Ku przerażeniu pracujących nad kurtynami uczonych okazało się, że w szczególnych warunkach takie pole można rozerwać. Powstawało wtedy okno. Co było za nim zależało tylko od wzajemnej pozycji cewek.

Po raz pierwszy w historii, ludzie spojrzeli w głąb metawszechświata, w plątaninę rzeczywistości, z których tylko niektóre były podobne do naszej.

Były śmiertelne wypadki. Były przypadki szaleństwa. Były odkrycia, które natychmiast utajniano. Tracono całe zespoły badawcze. W końcu jednak uchylono drzwi do świata, który z pozoru wydawał się podobny do naszego. Za jedną z kurtyn uczeni z Akademii Paryskiej zobaczyli falujące pola i równiny, łudząco podobne do krajobrazów wiejskiej Francji. Nieopodal płynęła nawet rzeka, oddalona od nich dokładnie tyle, ile było z budynku akademii do Sekwany. Odkrywca tego świata, hrabia Soultiere, jeden z pierwszych, jacy odważyli się na spacer po drugiej stronie, namówił cesarza na budowę dużo większej kopii mechanizmu, która pozwoliłaby skolonizować pozornie bezludne ziemie Nowej Europy ku potędze Cesarstwa Francji.

Wielka Brama Paryska rodziła się w bólach przez rok, aż w końcu nad miastem zamajaczyła ogromna, skomplikowana konstrukcja z ciemnego żelaza. Najpierw na drugą stronę przerzucono skazanych na śmierć ochotników. Potem — co odważniejszych badaczy. Następnie kartografów, geodetów, pionierów. W następnych miesiącach zaczęła się zakrojona na wielką skalę akcja kolonizacyjna. Po drugiej stronie rosły drewniane zabudowania Nowego Paryża, a ekspedycje sięgały coraz dalej w głąb lądu potwierdzając, że jest on lustrzanym odbiciem Europy, tyle że niemal bezludnym. W Rosji oraz Anglii przygotowywano pospiesznie własne przejścia. Rozpoczął się wyścig do nowego świata.

Ale to nie koniec. Są już uczeni, którzy idą o krok dalej. Są już najnowsze, niepokojące odkrycia związane z etherem, na razie znane tylko głowom mocarstw i garstce wtajemniczonych. Rysunki oraz projekty, które rodzą się w tajnych pracowniach, przyprawiają o dreszcze nawet własnych twórców.

Nowa nauka ma dopiero pokazać swoje potężne — i straszne — oblicze.

Ale o tym przeczytasz już, drogi czytelniku, w samej powieści.





Copyright (C) Agencja Wydawnicza RUNA A. Brzezińska, E. Szulc sp.j. NIP 759-15-71-926. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentu materiałów zawartych na niniejszej stronie możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.